Gość: expertum credere p
IP: *.mysmart.ie
10.01.07, 06:53
Jak wszyscy pamiętamy z wykładów metodologii nauk przyrodniczych weryfikacja w
zasadzie nie dowodzi jakiegoś stwierdzenia. Tak na przykład do pewnego czasu
weryfikowano niemożność np syntezy mocznika, czy też weryfikowano płaskość
Ziemi, czy prawdziwość stwierdzenia "przyroda nie lubi próżni". Dopiero
sfalsyfikowanie pewnych dogmatów, założeń, aksjomatów pozwala stwierdzić
istnienie pewnej prawdy negatywnej, zaprzeczającej stwierdzeniom wcześniej
uznanym za pewne. Gdyby ksiądz Wielgus był takim dobrym filozofem jak o nim
piszą to pewno wziąłby to pod uwagę, księżom Bonieckim i innym możemy wybaczyć
że z powagą godną dyskusji u Cioci na imieninach zapewniają o niewinności raz
tego a raz innego co poparte jest ich własnym nieodpartym przekonaniem. Coś
jakby Ingardenowski eidetyczny ogląd intuicyjny. Na gruncie częstochowskim
podobne praktyki uskuteczniał był niedawno były urzędnik powołujący się na
spanie z własną żoną jako na dowód niewkładania tłumaczce ręki pod bluzkę w
czasie wojaży zagranicznych. Jedynie ksiądz Życiński, nomen omen swego czasu
kapłan częstochowski, zwietrzywszy pismo nosem dosyć sprytnie wycofał się w
cień, ale ten to przecież fachowiec przez duże F, zna się nie tylko na
lustracji dzikiej i zwykłej, ale także na filozofii nauk i moralności że o
królowej nauk, świętej teologii nie wspomnę.
Tak więc mleko zostało wylane, dzbanka nie da się posklejać a księdzu
Wielgusowi wraz z towarzyszami odzieranymi teraz z nienależnego im szacunku
warto by doradzić pokutowanie gdzieś na wiejskim zaciszu zgodnie z receptą
aplikowaną przez Kamedułów wikarym i innym proboszczom popełniającym o wiele
mniejsze grzechy.
Dla przypomnienia jeszcze parę faktów: Stolica Biskupia Warszawska ma w swej
Historii nie tylko Prymasa Wyszyńskiego, ale zdaje się także niegodziwca który
przystąpił do Targowicy. Całe szczęście że historia przez małe h jakoś nam
się tym razem nie powtórzyła. Zdrajca nie objął katedry, lud nie postawił
szubienicy. Ma też i biskupa który w roku 1962 zabronił pielgrzymce
warszawskiej pójść na Jasną Górę pomodlić się u Matki Bożej.
A nie zapomnijcie że w latach 70tych wszystkich takich łasych na stypendia
naukowców z Polski to Bundessłużby w każdej chwili mogły wsadzić do dwóch
mercedesów i wysadzić na granicy z NRD w Hofie. Jak już się tam ksiądz
Wielgus zamelinował w Monachium to na pewno miał pod dostatkiem aniołów
stróżów i to wcale nie tych z porannego pacierza. Więc pewno z niemiecką
dokładnością wszystko było fotografowane, filmowane, notowane, nagrywane.
Zimna wojna się skończyła a to wszystko porosło kurzem. Kto wie może i w
Monachium oba naukowce się spotkali, jednemu na imię Józef było, drugiemu
Adam. I może teraz ten wykłądowca dogmatyki z Monachium, późniejszy biskup
miasta dzisiejszy Papież Benedykt może coś zaczął kumać, kojarzyć, wspominać.
Może kotś do Muenchenoberpolicmajstra w Monachium telefon wykonał, może do
Pani Merkel? Może cap, carap jak pajac z pudełka z archiwów Niemiaszkom
wyskoczyły kwity wypisywane przez SBeka Wielgusa na prof. Ratzingera. Mógł
Papież Prezydentowi Kaczyńskiemu i IPNowi nie wierzyć, ale żeby NIemiec Niemca
nie zrozumiał jak mu czarno na białym pokazuje?
Kościele Częstochowski! - Łaski Pana na to oddzielanie ziarna od plew. Warto
Ci było powiedzieć kazanie o Królowej Męczenników i godzinie sądu. Warto było
za to płacić cenę.