Pytanie do redakcji - w sprawie Auchana

12.01.07, 01:03
Mam pewną wątpliwość. A mianowicie dlaczego prokuratura tak się skonfundowała
i wyjaśniała zajadle zajście zatrzymania fotografa tylko dla tego że osobą
robiąca zdjęcia był pracownik gazety. Czy w związku z tym osoby
współpracujące z gazetą( szeroko rozumianą) mają jakie szczególne prawa, a
jeśli tak to na podstawie czego. Czyżby egalitaryzm brał po raz kolejny w łeb?
Nie ukrywam że taka stan rzeczy mnie sfrustrował!
    • Gość: hipokratyzaster Re: Pytanie do redakcji - w sprawie Auchana IP: *.czest.enion.pl 12.01.07, 09:16
      aleś mundry, jej!
    • Gość: prawie redakcja Re: Pytanie do redakcji - w sprawie Auchana IP: *.czestochowa.agora.pl 12.01.07, 09:21
      Proponuję lekturę kodeksu postępowania karnego, prawa prasowego itp. A może
      anakastyczyny wie, że policji wolno zatrzymać każdego świadka zdarzenia ,
      przewieźc do komendy , przesłuchać a następnie zabrać co im pasuje( nawet gdy
      to nazywa się dobrowolnymm oddaniem)? Czym w takim razie różni się świadek od
      podejrzanego?
    • Gość: klient możliwe wyjaśnienie IP: *.apus-net.pl 12.01.07, 12:24
      Całą tę sytuację znam tylko z artykułu w Gazecie, w przeciwieństwie do wypowiadających się na forum "świadków". Więc jeśli gdzieś w moim wnioskowaniu jest błąd, to byłby to błąd spowodowany nierzetelnością zaprezentowanych faktów.

      Moim zdaniem w oparciu o zaprezentowaną wersję istnieje racjonalne wyjasnienie tej sytuacji.
      Policjanci posiadali informację w wyniku której postanowili "zdjąć" domniemanego "dilera". Wytypowali miejsce i czas akcji. Czy posiadali informację o dziecku w samochodzie czy też nie, to rzeczywiście powód do zainteresowania w konekście użycia środków adekwatnych do zagrożenia jakie wiązało się z ujęciem domniemanego przestępcy.
      Jeśli w czasie "akcji" taka wiedza była niedostępna - postąpili racjonalnie. Jeśli wiedzieli, że w pojeździe jest małe dziecko... można mówić o narażeniu osoby postronnej. Nawet jeśli tych narkotyków byłaby tona.
      Inna rzecz, że określenia "pod Auchan", "między marketem a stacją paliw" też jest nieprecyzyjne. Odpowiednie środki ekspresji nadają klimat każdej relacji. Rozumiem że redaktor adresując do czytelnika relację, ma ograniczoną faktami swobodę formułowania swojej wersji. Dla mnie , jako czytelnika sformułowanie w stylu "policja urządziła strzelaninę" ma zupełnie inny wydźwięk, niż np. "doszło do wymiany ognia". Skutek ten sam ale przyczyna palby niekoniecznie.
      W opisanym kontekście już wskazano winnego strzelaniny.
      Inna rzec, to kwestia zatrzymania współpracownika gazety. Jeśli dać wiarę w rzetelność relacji, to coś tu jest nie tak z postawą świadków vel gapiów tego zdarzenia. Widząc strzelaninę każdy rozsądny człowiek "spieprza gdzie pieprz rośnie". Widoczne w innym wątku wypowiedzi, że należy robić zdjęcia aparatem "w komórce"; przecież to wyraz głupoty i braku instynktu samozachowawczego.
      Wchodząc w skórę zdeterminowanego bandyty, w obliczu "gostka" robiącego mi zdjęcie skutek myślenia może być tylko jeden- "trupowi łatwiej odebrać aparat".
      Jeśli podobną, lekkomyślną postawą charakteryzował się współpracownik Gazety to wypada go uczulić na zagrożenie jakie niesie dla każdego "domorosłego paparazziego" jego brawura lub nierozwaga .
      Wierzę redakcji, że to współpracownik. Dlaczego miabym nie wierzyć. Wierzę, że posiada legitymację prasową, która powinna ułatwić mu relacjonowanie zdarzeń i faktów. Wierzę też że jak każdy pasjonat posiada przy sobie aparat fotograficzny, nawet w czasie prywatnych ekskursji. Mam tylko nadzieję że nie paraduje jakimś wielogabarytowym sprzętem. To niewygodne i narażające wartościowy sprzęt na uszkodzenie. Na jego miejscu wybrałbym coś małogabarytowego, coś co zmieści się do kieszeni.
      Pisząc to, zmierzam cały czas do konfliktu jaki zaistniał na linii prasa-policja. Być może było tak, że młody paparazzi wyszedł z tłumu gapiów bezpośrednio po zdarzeniu, podlazł do samochody chcąc mieć dobre foty przestrzelin, zawartości bagażnika itp. Błysnął prasową legitymacją któremuś z policjantów, inicjując tę całą, nieprzyjemną dla siebie sytuację.
      Istnieje możliwość, że zdenerwowany policjant widząc przed sobą młokosa postanowił "utrzeć mu nosa". Takiego przypuszczenia nie sposób pominąć. Istnieje również inne wyjaśnienie.

      W kontekście opisanej sytuacji, gdybym byl policjantem na miejscu takiego zdarzenia, pierwsze pytanie do gościa, który dokumentuje całe zdarzenie byłoby "skąd wiedziałeś?". "Bo jeśli wiedziałeś..i jesteś tu celowo" - to znaczy że nawet mimo legitymacji prasowej, mam powody przypuszczać, że gdzieś doszło do przecieku. I tego musimy się dowiedzieć. Dla nas jesteś podejrzany.
      A jeśli nie wiedziałeś, to dokumentując zdarzenie posiadać możesz informacje przydatne dla dalszego śledztwa. Jeśli utrwaliłeś całe zdarzenie, jest wielce prawdopodobne, że w twoim posiadaniu znajduje się dowód potrzebny w śledztwie.

      Tak czy inaczej,jestem przekonany, że przesłuchania zazwyczaj nie wykonuje się na miejscu zdarzenia. Zwyczajne nie ma do tego warunków. Świadek lub podejrzany to bez znaczenia - podlega takim samym mechanizmom stresu, emocji itd.
      Wiele z relacji przemawia za tym, że tak właśnie było jak opisuję. Fotoreporter nie został zatrzymany w myśl reguł karno-procesowych. Zabezpieczono tylko materiał dowodowy w postaci kart pamięci. Nie przesłuchano go jako podejrzanego, zwolniono po otrzymaniu wyjaśnień. Redakcja wie, że nie można usunąć bezśladowo z karty pamięci jakiegokolwiek zdjęcia. Nawet prostacko potraktowany nośnik można oddać chociażby do Ontracka by ratować informację.
      Dla mnie to racjonalne wyjaśnienie.
      Miałem mieszane uczucia czytając komentarz redakcyjny.
      Z jednej strony jako czytelnik oczekuję odpowiedzi na pierwsze pytanie. Nawet jeśli redakcja od razu wskazuje winnego strzelaniny. A szczególnie, jeśli to Policja popełniła "błąd w sztuce".
      Z drugiej strony zadaję sobie pytanie. Co ważniejsze, interes redakcji pozbawionej njusa, czy dobro śledztwa? Karty pamięci zostały "zabezpieczone" jako dowód w sprawie a nie zwyczajnie "zabrane" jak pisze w tym wątku "prawie redakcja". Wszyscy jesteśmy przede wszystkim obywatelami podlegającymi prawu. Ludzi prasy to nie jakaś kategoria stojących wyżej, niżej lub z boku. Podobnie jak Policja. Obie ten instytucje spełniają ważną funkcję w społeczeństwie. Ale nawet wówczas, gdy zakresy prac operacyjnych policji i tzw. dziennikarzy śledczych zachodzą na siebie, istotne powinna być wartości nadrzędne. Bo jaka w końcu różnica gdy mamy do czynienia z policjantem, który manipuluje dowodami lub z dziennikarzem, który takich dowodów wymiarowi sprawiedliwości nie chce udostępnić albo przedkłada redakcyjny interes nad walkę z przestępcami?
      Przyznam, że i mnie ten artukuł wprawił w niemałe zakłopotanie. Obie te instytucje powinny walczyć z patologiami; źle jeśli z braku laku walczą pomiędzy sobą.

      pozdrawiam
      klient
Pełna wersja