Gość: Grzegorz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.02.07, 20:14
Mieszkałem 17 lat w kamienicy naprzeciwko Pańskiej. Wtedy jeszcze papiernia
pracowała na trzy zmiany a naprzeciwko mojego okna, na murze po lewej stronie
od wjazdu do zakładu widniało olbrzymie hasło: "Ręce precz od Wietnamu!".
Długo nie mogłem zrozumieć o co chodziło. Pamiętam kolorową wodę w kanale,
nieustanny szum i dzwonienie w uszach, kiedy się wyjeżdżało na wieś. Ale
kanału nie wspominam dobrze. W 1965 r. utopił się w nim mój siedmioletni brat,
ponieważ nie było jakichkolwiek zabezpieczeń nad wodą. Dlatego, kiedy się
stamtąd wyprowadzaliśmy w 1979, było mi żal tylko pogrzebacza, którego
zapomniałem zabrać. Ale w nowym mieszkaniu już nie było kuchni na węgiel i
pieców kaflowych.
Wzdłuż ulicy dojazdowej do papierni, zaraz za szkołą znajdowały się komórki
dla mieszkających w tych "kamienicach". Budowane nad samym kanałem nie mogły
mieć piwnic i po węgiel trzeba było biegać z wiaderkami ze dwieście metrów.
Najładniejszym budynkiem była rzeczywiście "willa". Po zburzeniu innych
budynków ostała się jeszcze przez parę lat. Widocznie ktoś jednak dostrzegł w
niej jakieś piękno.
Nie żałuję brudnego, pełnego śmieci kanału Kohna i nie mogę doczekać się,
kiedy w tym miejscu powstanie galeria. Przynajmniej młodzież z pobliskich
szkół będzie miała gdzie wagarować.
A tak nawiasem, coś dziwnego musiało być w tym miejscu, bo i ja skończyłem
jako pracownik telewizji panie Aleksandrze!