Gość: abc
IP: *.cpe.net.cable.rogers.com
02.06.03, 07:31
NIE wchodźcie do Unii
Wystąpienie Carla Beddermanna, byłego unijnego urzędnika w Polsce,
Pozwolą Państwo, że najpierw się przedstawię. Komisja Europejska przysłała
mnie do Polski. Moim zadaniem było przygotować Wasz kraj do planowanego
przystąpienia do Unii w ramach tzw. projektów screeningowych. Projekty
screeningowe są to przygotowania Polski do przystąpienia do Unii, z tym, że
UE sama nic przy nich bezpośrednio nie robi. Komisja Europejska wybiera dla
tych celów urzędników z administracji Piętnastki, w moim wypadku z Niemiec.
Obecnie pracuję w Ministerstwie Ochrony Środowiska, przedtem w Ministerstwie
Rolnictwa w Hanowerze, w Dolnej Saksonii. Moja działalność dla Unii w Polsce
skończyła się nagle w sierpniu 2002 r., kiedy w wywiadzie dla gazety "Super
Express" powiedziałem, że pieniądze, które w Polsce zarabiają unijni
eksperci, można było lepiej spożytkować, dla korzystnych inwestycji w tym
kraju. Unia zareagowała natychmiast. Pan ambasador Dethomas, szef delegacji
Komisji Europejskiej w Polsce, sam zdecydował o usunięciu mnie ze stanowiska
doradcy. Nie muszę więcej symulować, że unijne projekty screeningowe
stanowią dla Polski właściwą pomoc, którą nie są, bo mają tylko na celu
udawać pomoc i ukryć fakt, że dla właściwego wsparcia brakuje Unii pieniędzy.
Myślę, że dzięki decyzji pana ambasadora mogę teraz udzielić Polakom kilku
rzeczywiście pożytecznych rad .
Systematyczne eksploatowanie ekonomiczne Polski przez Zachód przybrały
ogromne wymiary i bardzo zagrażają Polsce.
Dlatego musi się natychmiast coś wydarzyć, w przeciwnym razie Polska straci
wkrótce zdolność pełnienia swojej misji w Europie.
Tymczasowym punktem szczytowym tej eksploatacji jest przystąpienie Polski do
Unii Europejskiej, do czego ma być ona zmuszona wszystkimi siłami i na
niekorzystnych dla niej warunkach.
Referendum o przystąpieniu do Unii będzie ostatnią okazją dla Polaków, aby
się zbuntować i powiedzieć NIE, położyć wreszcie kres tym fałszywym
opowieściom o wspólnym domu, Europie, o wspólnej rodzinie europejskiej;
powiedzieć dobitnie, że Polacy przejrzeli tę fałszywą grę Zachodu, któremu
chodzi wyłącznie o nowe rynki zbytu dla własnych towarów na polską
niekorzyść. Zatrzymajcie waszą jałmużnę, wasze przynęty, Polacy poradzą
sobie sami! Tak powinna brzmieć odpowiedź Polaków wobec Unii.
Kiedy słyszę powtarzane bezustannie przez tak zwaną elitę i przez sterowane
przez nią media hasła takie jak: "Dla Unii nie ma alternatywy", "Unia to
jedyna cywilizacyjna szansa", "Jak nie Unia, to Białoruś", zastanawiam się,
czy ci ludzie są ślepi, łatwowierni czy skorumpowani, a może wszystko razem.
Prawie co wieczór w porze największej oglądalności pojawia się on w
telewizji, pokazując filmy o targach warzywnych we Włoszech, o budowaniu
dróg w Finlandii, o hodowli owiec w Hiszpanii, mówiąc: to wszystko zasługa
Unii - nas to też czeka po przystąpieniu.
My na Zachodzie jesteśmy często traktowani przez nasze rządy jak głupcy, ale
nie w takim stylu.
Gdyby nam trąbiono od rana do wieczora taką prymitywną prounijną propagandę,
nasz rząd musiałby się obawiać, że chociażby z tego powodu większość
zagłosowałaby NIE.
W ramach mojej działalności z polecenia Unii w Polsce miałem informować o
zachodnich standardach finansowych, technicznych, politycznych, handlowych,
przemysłowych. O tym, jak są one świetne, jakie są wypróbowane, jak
konieczne dla Polski, jak szybko muszą zostać przejęte.
Tylko o jednym standardzie zachodnim nigdzie nie było mowy, a właściwie to
on jest najważniejszy.
Standard mówiący mianowicie o tym, jak kraje Piętnastki dbają o swoje
interesy w obcowaniu z sąsiadami.
Wy, Polacy robiliście dokładnie to, czego my, Niemcy nigdy byśmy nie
zrobili. Prawie 90 proc. Waszych banków jest już w rękach obcokrajowców. Tak
samo kluczowe pozycje w handlu i przemyśle.
Polski przemysł spożywczy jest prawie całkowicie wyprzedany. To samo czeka
wkrótce całą gospodarkę energetyczną, telekomunikację. Prasa regionalna na
obszarach ziem odzyskanych pozostaje prawie bez wyjątku w rękach akurat
Niemców. Wiele tysięcy hektarów Waszej ziemi jest w rękach Holendrów,
Niemców, Duńczyków, Anglików, Belgów. Już nie jesteście panami we własnym
domu! I teraz najokropniejsze, dla mnie najbardziej nie do wiary: istnieją w
Polsce świetne sprawozdania, w których wszystko to, o czym mówiłem, jest
analizowane; reportaże, w których godni zaufania profesorowie pierwszej
klasy ostrzegają, żeby naród się wreszcie obudził, ale co się dzieje?
Jest to albo przemilczane, albo autorzy słyszą epitety w stylu: niedouki,
ksenofoby, ciemniaki.
I teraz sprawa przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Dla krajów
Piętnastki ma to być wielkie żniwo tego, co zasiały w Polsce w ciągu
ostatnich dwunastu lat. Opieka nad ich inwestycjami i ochrona świeżo przez
nich opanowanych rynków zbytu. Polska ma zadecydować o tej sprawie w
referendum. I znów, jak w kwestii wyprzedaży polskiego przemysłu i ziemi -
nie ma otwartej dyskusji przed przystąpieniem do Unii. Tylko hałaśliwa
prounijna propaganda. Ci, którzy są przeciw, słyszą znów takie epitety, jak:
niedouki, ksenofoby, ciemniaki.
Niemcy na pewno też nie zaproponowaliby budowy pomnika wysiedlonym
Francuzom na ziemiach odzyskanych. A dokładnie coś takiego proponuje Niemcom
Adam Michnik i jego prounijna "Gazeta Wyborcza". Według Michnika, wielki
pomnik dla niemieckich wysiedlonych, o którym aktualnie tyle mówi się w
Niemczech, ma stanąć we Wrocławiu.
Sama taka propozycja to prowokacja.
To prawda, że narody muszą zbliżyć się do siebie, ale chyba nie w ten
sposób, że jeden upokarza drugiego.
Dlaczego akurat teraz organizacje wysiedlonych wciąż powtarzają, że Układ
Poczdamski nie jest zgodny z prawem międzynarodowym?
Ale to nie o to teraz chodzi.
Chodzi o to, aby zdezorientować Polaków
speszyć ich, mentalnie ulepić tak, aby umożliwić ich lepsze wyzyskanie.
Ostrzegam Polaków: niech nie próbują zaczynać dyskusji na tym poziomie. Tu
chodzi tylko o to, aby złamać waszą dumę, zgnieść was moralnie.
Czesi najwyraźniej zaczynają to rozumieć. Tam wsparcie dla Unii właśnie
spadło poniżej 50 proc.
Jednym z głównych powodów jest to, że niemieccy wysiedleńcy wymagają od nich
anulowania dekretów Benesza przed przystąpieniem do Unii. Czyż nie jest to
dobry powód dla Polaków, aby się wzorować na Czechach?
A teraz chciałbym powiedzieć o Unii i jej entuzjastach w Polsce
Zacznę od tych ostatnich.
Szefem propagandy na temat przystąpienia Polski do Unii jest pan Leszek
Miller. Pamiętamy, że oznajmił on głośno:
"Zrobię wszystko, aby Polacy głosowali TAK w referendum i zwiążę los mojego
rządu z jego pozytywnym wynikiem". To niedobry znak, że od premiera nie ma
co oczekiwać prawdziwej, dwustronnej i obiektywnej dyskusji na temat
przystąpienia do Unii i przeciwko niemu. Po drugie, to znaczy - i to już
lepiej - że jeśli ktoś chce się pozbyć premiera, to wystarczy, że zagłosuje
NIE w referendum.
Polacy powinni to odnotować. Macie piękne przysłowie: "trzymać dwie sroki za
ogon".
W związku z panem premierem Millerem jest jeszcze coś, co nas na Zachodzie
bardzo dziwi. Nie możemy zrozumieć, że Polacy, którzy bohatersko obalili
komunizm, nie mają nic przeciwko temu, że ich premier to były członek
kierownictwa dawnego PZPR? My w Niemczech też mamy postkomunistów, partię
PDS, ale żeby osoba eksponowana w czasach czerwonej dyktatury po przełomie
wysunęła się na czoło państwa - to u nas nie jest możliwe, nawet w byłym
NRD. I jeżeli ta sama osoba, z tym samym uśmiechem na ustach, tymi samymi
słowami, jak wtedy, gdy przymilała się Moskwie i RWPG, dzisiaj chwali
Brukselę i Unię Europejską, to musicie Państwo przyznać, że jest to nie
tylko paradoksalne, to, jak mówimy w Niemczech, mocna sztuka.
Oficjalny pełnomocnik dla prounijnej propagandy Sławomir Wiatr jest - w
porównaniu z Millerem - ulepiony z miękkiej gliny.
Samo