Gość: Swój Zniesmaczony
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.07.07, 08:38
Jeśli pozwolicie i ja się wypowiem.
Na wstępie zaznaczam, że wśród tego lekarskiego pospolitego ruszenia na pewno
są jakieś jednostki prawe.
Obserwując ostatnio poczynania stanu biało - fartuchowego nie mogę oprzeć się
wrażeniu, że nasi cudowni, wspaniali, wyedukowani lekarze czują się w naszym
pięknym kraju wielce pokrzywdzeni. "Mało, mało i mało", "Bo nam się należy",
"Bo my tak ciężko pracujemy", czy wreszcie "Bo na zachodzie to specjaliści
zarabiają"...
Widząc to wszystko i znając troszkę to środowisko nie mogę się oprzeć
brutalnemu stwierdzeniu, że ta specyficzna kasta jest największą zorganizowaną
mafijną rodziną. Może ja prosty człowiek jestem, ale przytoczę poniżej kilka
argumentów dlaczego tak się mi jakoś rozumuje...
Argument pierwszy:
Tak białe fartuchy narzekają na pensje w szpitalach. Kiedy pospolity człowiek
chce się zapisać na prozaiczne badanie (np. echo serca) po otrzymaniu
skierowania z przychodni dowiaduje się, że owszem badania mieć będzie, ale za
2 miesiące bo nie ma wolnych terminów. Oczywiście idąc prywatnie do tego
samego lekarza i po uiszczeniu opłaty wystarczy przybyć dnia następnego pod
gabinet, zapukać, zaanonsować się i już... Badanie dokonane, wyniki niebawem a
wszystko na sprzęcie za publiczne pieniążki. Oczywiście owe parę złotych za
wizytę to się należy, ot to taka "legalna łapówka", którą wręcz trzeba pobrać
bo inaczej nie wypada (w tym miejscu szacunek dla lekarzy mających prywatną
praktykę i SWÓJ WŁASNY sprzęt diagnostyczny). Podobnie sytuacja ma się z
wszelkiego rodzaju zabiegami. Jak trzeba, to miejsce się PO wizycie u doktora
znajdzie na oddziale i zabieg też się jakoś w harmonogramie zmieści.
Argument drugi:
Rzecz się tyczy prywatnych gabinetów, do których to zgodnie z prawem
podatkowym winno się wprowadzić kasy fiskalne. Wielkie larum się zrobiło, no
bo jak to, bo po co i dlaczego! Przecież obligatoryjny fakt przyjmowania
pacjentów ponad wynegocjowany z kasą limit jest normą. Ale żeby podatki od
tego płacić? No jak to tak, przecież ja lekarz jestem! Ja podatków płacić nie
muszę.
Argument trzeci:
Nieco to sprawa oklepana, ale kwalifikacje co poniektórych artystów swojego
fachu pozostawiają wiele do życzenia. I to nawet tych co to szumnie dr przed
resztą swego tytułowania noszą. A powiedzieć takiemu, że może jednak nie do
końca ma racje i może by to jednak jeszcze przemyśleć, toż to zbrodnia
niesłychana, że Ty pospolity chamie śmiesz pouczać Pana. I nawet gdy
specjalistów wielkich pięciu, a każdy z diagnozą inną, to przecież każdy z
nich ma rację. Ale ODPOWIEDZIALNOŚĆ za swoje czyny i diagnozy? No jak to ja?
Przecież ja tylko lekarz jestem. Mam prawo do błędu, jak każdy człowiek, choć
takim samym się nie czuje... No bo ja jednak lekarz jestem...
Argument czwarty:
Nasi biało - fartuchowi czują się wiecznie niedocenieni i poniżani. Sugerują,
że na zachód się rozjadą i basta. Bo tam mają tak i tak. I szacunek społeczny
i każdy jest grzeczny. Tak sobie myślę, przecież nikt im nie broni, niech jadą
nasi biali gwardziści z placu zwiotczającej broni. To idąc na studia
(bezpłatne) nie wiedzieli, że Polska jest budowana w takim a nie innym
systemie? Może śladem tych wielkich mędrców wszyscy wyjedzmy, bo Polska to
przecież nie jest kraj dla tych lepszych? Ale oni już tak zawsze... Bo
przecież to wyższa klasa, a tacy to mogą wybrzydzać...
Wybaczcie moi mili, biali koledzy... Ale w "dupach" wam się poprzewracało (ale
wam przecież może, jak coś to pielęgniarka może łaskawie pomoże)...