Gość: Medalik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
15.07.07, 10:37
www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070714/OPINIE04/70714016
Dziś Polska jest tutaj! - oznajmił premier Kaczyński tłumowi radiomaryjnych
pielgrzymów, nie zważając na to, że stoi plecami do kobry, która - jak się
okazało - pokąsała mu brata i bratową. Dzisiaj Polska jest tutaj, czyli - ma
się rozumieć - w Częstochowie? Dotychczas sądziłem, że to Częstochowa jest w
Polsce, ale nie. To Polska jest teraz w Częstochowie. Czy to znaczy, że gdzie
indziej Polski już nie ma? Że to są tylko - żeby posłużyć się słynną już
retoryką ojca Rydzyka - polskojęzyczne terytoria, na których panoszą się
polskojęzyczne media i supermarkety z polskojęzyczną obsługą? Że teraz Polska
"A” to tylko Częstochowa z przyległościami plus eksterytorialny korytarz do
Lichenia, a cała reszta to Polska "B”? O to chodziło premierowi?
A może o to, że ci, którzy w radiomaryjny weekend udali się do Częstochowy, to
są właśnie Polacy prawdziwi? W przeciwieństwie do Polaków udawanych, czyli
tych, którzy uznali, że do Częstochowy na parteitag PiSo-eLPeeRo-Samoobrony
jechać nie warto, bo nie podpowiada tego ani serce, ani tym bardziej rozum?
Którzy, jak niżej podpisany, woleli wylegiwać się w barłogu i chichotać ze
"Szkła kontaktowego”? Skoro zatem Polska w niedzielę była w Częstochowie, to
jak nazwać tych, którzy tam wtedy nie byli. Nie-Polską? Pół-Polską?
Niby-Polską? Łże-Polską? Anty-Polską?
Ale ponieważ premier jest nieomylny (spytajcie o to pierwszego z brzegu
członka PiS), przyjmijmy na wiarę, że akurat najbardziej polski jest ten
właśnie kawałek naszego kraju. Tylko dlaczego ten kawałek taki tandetny?
Prawdę mówiąc, zawsze mnie dziwiło, że Pan Bóg na duchową stolicę Polski
upatrzył sobie krainę aż tak bardzo szpetną. To tak, jakby na Miss Polski
wybrać jakiegoś paszteta z nadwagą, pryszczami i źle przykręconą protezą nogi.
Podróż przez częstochowskie krajobrazy to estetyczna trauma, to jak wyprawa do
muzeum kiczu i niechlujstwa. To ląd, gdzie nie uznają dachówek, bo dachy
pokryte są wszechobecną papą. Te ostatnie są płaskie i położone na domach
potworkach, domach szkaradkach, domach bez stylu i - co gorsza - bez tynku.
Jak ktoś postawił za Gierka chałupę z pustaków albo z bladziuchnej cegły, tak
jej nie obrzucił do dziś. Jazda przez Częstochowszczyznę jest też czasochłonna
i uciążliwa, bo tam nie ma wiaduktów nad torami, a dróżnicy mają zwyczaj
zamykać szlaban na długo przed przejazdem pociągu. Drogi są wąskie, dziurawe i
jedna powolna ciężarówka potrafi zaczopować pół powiatu. Jak częstochowscy
drogowcy wytyczą objazd, to na pewno wiadomo, że się pobłądzi. A jak nie
wytyczą, to zresztą też. Częstochowszczyzna to kraina tandetnych reklam
przydrożnych oraz zapiekanek i tych strasznych bułek wypchanych byle czym, z
których wybiera się plastikowym widelczykiem jak ze śmietniczki. Tam nikt nie
zerka we wsteczne lusterko, bo cały tył samochodu i tak ma zapchany rupieciem.
A na tym koc w kratkę. Aha, i każdy ma tam cholernego poloneza z przyczepką.
Tak, panie premierze, ma pan rację: tam jest Polska. Niestety.