Kot kilka dni spędził na szczycie sosny

IP: 83.2.140.* 25.07.07, 08:08
Ale kotek uratowany.
    • Gość: Aska Re: Kot kilka dni spędził na szczycie sosny IP: 62.212.180.* 25.07.07, 08:31
      Ja tez pare dobrych lat temu dzwonilam do strazy, bo przed blokiem moich
      rodzicow kot od kilku dni siedzial na drzewie. Pamietam, ze gosc przyjmujacy
      zgloszenie mnie wyzwal, ze maja mnostwo innej pracy, ale obiecal, ze przyjada.
      A ja potem modlilam sie, zeby ten kot nie zszedl zanim przyjada i zeby mnie nie
      posadzili o bezzasadne wzywanie strazy. Przyjechali i kota zdjeli w ciagu kilku
      minut.
    • Gość: ? Re: Kot kilka dni spędził na szczycie sosny IP: 67.159.44.* 25.07.07, 08:39
      Sezon ogórkowy w pełni :)
      Dobrze, że GW zainterweniowała i kotek został zdjęty, ale czy redaktor GW
      pomyślał, że w trakcie tej AKCJI ;) komuś mógł się palić dom - żenada.
      • Gość: gość Re: Kot kilka dni spędził na szczycie sosny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.07, 11:40
        Na takiej zasadzie,że w trakcie wyjazdu straży może się zdarzyć jakas inna
        potrzeba -wezwanie strazy np. do pożaru -to oni nie powinni wcale nigdzie nie
        wyjeżdać -bo a nuż bedzie inne wezwanie ??? Zastanów sie -zanim napiszesz
        glupotę . A gdybys ty byl takim kotem albo psem czy koniem czekającym na
        ratunek albo wyjącym z bólu innym stworzeniem ? One też cierpią i są
        przerażone -i mają prawo do zycia . A same nie zawsze mogą sobie poradzić -są
        od nas często uzaleznione .
    • Gość: przejety Re: Kot kilka dni spędził na szczycie sosny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.07, 09:05
      zenada - Skrzydlow zrownany z ziemia, ludzie nie maja dachu nad glowa , brak
      rak do pracy a tu kotek wlazl na drzewo i wielka tragedia - sam wlazl to sam
      niech schodzi....
    • colo9988 Kot kilka dni spędził na szczycie sosny 25.07.07, 09:59
      widzieliście kiedyś szkielet kota na drzewie??? ale przedsięwzięcie!!!
      gratulacje inicjatywy.sam by zlazł.chyba szybciej poradziłby sobie ten gość z
      tysiąclecia.ponoć ma dużą celność...
      • Gość: do gościa Re: Kot kilka dni spędził na szczycie sosny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.07, 10:12
        Nie martw tak się pożarem hipotetycznym...straż ma więcej wozów ,a poza tym
        obowiązek interwencji w takich wypadkach...

        Więcej empatii...

        Często ratują pijaka ,który zaprószył ogień we własnym
        mieszkaniu.Niepotrzebnie ,moim zdaniem....
      • Gość: ? Re: Kot kilka dni spędził na szczycie sosny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.07, 10:17
        A po co ten kotek tam wlazł? by wróbelki zeżreć! szkoda,ze za kruki i wrony się
        nie weźmie taki kotek, może mu wskazać takowe czarne duże?
      • Gość: assback Re: Kot kilka dni spędził na szczycie sosny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.07, 14:49
        colo9988 napisał:

        > widzieliście kiedyś szkielet kota na drzewie??? ale przedsięwzięcie!!!
        > gratulacje inicjatywy

        ROTFL - to musialby byc zarabisty widok ;d Jeszcze jakby piorun trafil to juz w
        ogole wypas ;p
    • Gość: axl Zajmijcie się lepiej ludźmi, a nie jakimś kotkiem IP: 80.48.49.* 25.07.07, 13:38
      Wiadomość jest tak żałosna, ze szkoda pisać. Ludźmi się zajmujcie i im
      pomagajcie, a nie kotkami na drzewach.
      • Gość: hmm Re: Zajmijcie się lepiej ludźmi, a nie jakimś kot IP: *.tktelekom.pl 25.07.07, 15:18
        Miejmy nadzieje ,ze tobie nikt nie pomoze troglodyto.
    • Gość: mama "choroWitka" Nie osądzajcie, abyście nie byli osądzeni... IP: 212.87.241.* 25.07.07, 17:04
      Wszyscy, którzy tak bardzo dziwią się temu, że ktoś poprosił o zdjęcie kota z
      drzewa opowiem moją historię: mój syn Wituś ma dzisiaj 3 latka i na szczęście
      jest już zdrowym dzieckiem. Ale po urodzeniu przez 2 lata męczyła go choroba,
      przez którą praktycznie nie spał po nocach i tylko w ciągu dnia udawało mi się
      go uśpić na kilka 2-godzinnych chwil... Każda z pań, która ma dzieci wie jak
      wygląda sen maluszka - a co dopiero poważnie chorego? Mąż cały czas pracował od
      10 do 19 bez wytchnienia, bo ja musiałam być z dzieckiem... Z powodu braku
      funduszy (trywialny powód, nieprawdaż?) nie mogliśmy wtedy zmienić miejsca
      zamieszkania i musieliśmy przebywać w kamienicy, w której starsi mieszkańcy
      ochoczo dokarmiali pałętające się gołębie. Jak są gołębie, to zawsze znajdzie
      się jakiś kot - amator ptasiego mięsa. Nie dość, że z powodu tych cholernych
      ptaków nie można było otworzyć okna, bo gruchały jak oszalałe i próbowały
      włazić do pokoju (trzy razy zdarzyło się, że zniszczyły siatkę w oknie i wlazły
      mi do pokoju, gdzie spał Wituś), to jeszcze miejscowy kot łaził po drzewie i
      próbował je łapać. Pewnego dnia wlazł tak wysoko, że nie mógł zejść i przez 2
      dni i noce darł się wniebogłosy. Czy wiecie, jak się usypia chorego dzieciaka w
      lecie, przy otwartym oknie, drącym sie kocie i srających gdzie popadnie
      gołębiach? Ja wiem. Kto tego nie przeżył chociaż raz - nie ma żadnego prawa
      mnie oceniać!!! Po 2 dniach od mojej bezskutecznej interwencji w straży
      miejskiej zadzwoniłam do straży pożarnej i po 2 godzinach problem został
      rozwiązany! Ale to nie koniec - usłyszałam od miejscowych zacnych matron, że
      nie mam serca dla zwierząt i do tego marnuję publiczne pieniądze!!!
      Któregoś dnia miejscowe koło moherowych pań rozpoczęło regularne spotkania w
      celu wspólnych śpiewów. Problem polegał na tym, że śpiewały w godzinach 8 - 9,
      a akurat od 8 do 10 Witek zasypiał zmęczony chorobą. Ja również jestem wierząca
      i poprosiłam grzecznie te panie, by zechciały spotykać sie po 10, tłumacząc im
      o co chodzi. Nie poskutkowało - usłyszałam, że "jak dziecko choruje, to trzeba
      iść do lekarza!". Po 3 miesiącach wysłuchiwania ich wokalnych popisów podjęłam
      ostateczną próbę - w czasie jednej z jam-session zaniosłam tam płaczącego Witka
      i powiedziałam, że jako dobre parafianki zaopiekują się dzieckiem, bo ja już
      nie wiem jak to robić! Wyszłam stamtąd z hukiem i schowałam się na klatce.
      Stałam tam jakieś 5 minut i w tym czasie wypłakałam więcej łez, niż przez całe
      moje ówczesne życie... Po chwili zapadła cisza i usłyszałam, że Wituś juz nie
      płacze. Zaraz potem jedna z wokalistek wyszła z dzieckiem na ręku, oddała mi je
      i powiedziała, że jakby co, to mogę zawsze ją prosić o pomoc... Nazajutrz
      wspólnych spiewów nie było, ale pojutrze zaczęły swoje trele krótko po 10 -
      akurat wtedy Wituś się budził, więc nie było kłopotu :-) Pod koniec naszego
      zamieszkiwania tam nawet kilka razy z nimi śpiewałam, poszłyśmy kiedyś razem na
      Jasną Górę, modliłyśmy się w kościele - na szczęście Witkowi ustąpiły najgorsze
      objawy choroby i mogłam z nim wychodzić na dwór na dłużej...
      10 miesięcy temu mąż dostał awans i podwyżkę, więc wzięliśmy kredyt i kupiliśmy
      mieszkanie w nowym bloku na nowym osiedlu. Po zmianie otoczenia Wituś
      wyzdrowiał zupełnie, a przy okazji jest cisza i spokój - przynajmniej na
      razie...
      Jak dowiedziałam się niedawno - gruchające gołębie tak skutecznie przeszkadzały
      paniom w śpiewaniu, że pozbyły się ich raz na zawsze. Jak? Nie mam pojęcia i
      guzik mnie to obchodzi...
      Kot wyjący na drzewie, czy też szczekające bezpańskie kundle to przede
      wszystkim uciążliwość dla mieszkańców, więc interwencja strażaków jest jak
      najbardziej usprawiedliwiona!!!
      Pozdrawiam wszystkich - szczególnie zaś tych, którzy tak łatwo krytykują -

      mama Witka
      • Gość: axl Re: Nie osądzajcie, abyście nie byli osądzeni... IP: 80.48.49.* 25.07.07, 17:50
        Jak kot wyje to ok. Tylko po co o takiej bzdurze pisać w Gazecie? Nie mają
        tematów żadnych z Częstochowy? Chcą to znajdę im setki dużo ciekawszych i na
        czasie
        • Gość: kat Re: Nie osądzajcie, abyście nie byli osądzeni... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.07, 17:51
          Trzeba było odstrzelić gada!
          • Gość: ale Re: Nie osądzajcie, abyście nie byli osądzeni... IP: 212.87.241.* 25.07.07, 19:04
            kot jest największym mordercą i sadystą.
            • Gość: aaa Re: Nie osądzajcie, abyście nie byli osądzeni... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.07, 19:09
              Może ma ktoś pomysł jak przepędzić bezpańskie koty sprzed bloku.Ostatnio pojawił
              sie kłopot regularnie po 22 koty dra ryja na całego i nie dają odpocząć ani spać
              przecież nie zadzwonię na policje o zakłucanie spokoju a ostatnio czytałem że za
              strzelanie z wiatrówki można niezle biedy sobie narobić wiec może ktoś wie jak
              się ich pozbyć???
      • Gość: ?? ??? IP: *.tktelekom.pl 26.07.07, 15:24
        Wzruszyla mnie twoja durna histroia.
        • Gość: do ?? Re: ??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.07, 16:29
          wiesz dla mnie też jest durna ktoś powinien się tym zająć: zabić, zabrać do
          schroniska, przygarnąć i gó.. mnie to obchodzi co się z nimi stanie byle by nie
          darły ryja :/
        • Gość: mama "choroWitka" Zaimponowałeś mi... IP: 212.87.241.* 26.07.07, 20:26
          - elokwencją,
          - ortografią,
          - kulturą,
          - znajomością tematu,
          - cennymi uwagami,
          - dobrymi radami...
          Mam wymieniać dalej, czy Twoje ego urosło już wystarczająco?
          Pozdrawiamy Cię - Witek, mama i tata!
    • Gość: . Re: Kot kilka dni spędził na szczycie sosny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.07, 12:33
    • Gość: jasiu... Prosimy o następne artykuły IP: *.gre.pl 26.07.07, 13:13
      O tym, jak to kot, skutkiem długotrwałego pobytu na drzewie nabawił się
      melancholii i jak to nasi częstochowscy specjaliści będą go z tej choroby leczyć.

      A za wszystko zapłaci oczywiście, w ramach promocji walki z głupotą Śląska Kasa
      Chorych. Przy okazji - kto takie artykuły zatwierdza do druku i po jakiej
      znajomości. Toż to już poniżej poziomu Superekspresu, czy Faktu.

      Ech poziom naszej lokalnej gazety wyraźnie opuszcza dno. Tylko czemu zaczyna się
      tworzyć depresja? Opuszczanie dna powinno się odbywać raczej do góry, a nie w
      dół, co niektórym pismakom, bo redaktorami ich nie nazwę szczególnie polecam!

      Chyba, że liczą, że wybraną metodą dotrą na antypody? Z uwagi na budowę
      geologiczną ziemi, raczej małe szanse.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja