Źle się nam żyje, ale jesteśmy szczęśliwi

29.09.07, 10:33
izbie? to pokoi nie ma. hahaha dawono tego slowa nie czytalem czy slyszalem.
    • Gość: Wrocek Re: Źle się nam żyje, ale jesteśmy szczęśliwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.07, 20:56
      Kto mnie wkopal z forum ciekawe jedno jest pewne bede walczyl z
      zaklamaniem anki Wojtczak
      • Gość: hoho Re: Źle się nam żyje, ale jesteśmy szczęśliwi IP: 217.13.206.* 30.09.07, 21:06
        To ta społeczna opiekunka forum?
        • Gość: jazda jazda jazda Re: Źle się nam żyje, ale jesteśmy szczęśliwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.07, 22:51
          Mozliwe ze tak ale wiem ze od niej smierdzi na odleglosc wiadome
          czym!!!
          • Gość: Wrocek Re: Źle się nam żyje, ale jesteśmy szczęśliwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.07, 22:54
            Spoleczna moze sie opiekowala tymi dzieciakami w Klobucku z domu
            dziecka musze sie jeszcze troche rzeczy o niej dowiedziec by walczyc
            o odszkodowanie badz ja wsadzic na 5lat do paki bo szczerze
            powiedziawszy na to zasluzyla w pelnym wymiarze.
    • bluegrazyna Źle się nam żyje, ale jesteśmy szczęśliwi 20.09.08, 17:51
      Czy nam się źle żyje ?
      czy nadaljestesmy szczęśliwi??
      • Gość: gość gość gość Widziałem dzisiaj tych "szczęśliwych" w korkach IP: *.strefa.com 20.09.08, 18:27
        Na szczęście to trzeba sobie zapracować. I to ciężko.
        Widziałem tych "szczęśliwych" stojących w korku na JPII,
        Dąbrowskiego i Kościuszki. Klnących pod nosem i walących rękami w
        kierownicę.
    • Gość: jasiu... Czemu mają służyć bodobne badania? IP: *.pools.arcor-ip.net 20.09.08, 20:44
      z jednej strony czytamy "Nie podoba nam się nasze życie, nasze miasto", z
      drugiej mieszkańcy, którym się "że żyje" podobno są szczęśliwi. Owszem, jest
      taki przypadek w psychologii i to się nazywa MASOCHIZM.

      Czy w ten sposób można tłumaczyć ten absurd, czy raczej wyjątkową
      niewrażliwością mieszkańców na otaczające ich problemy i stressy. Pamiętam dość
      popularny kiedyś reportaż telewizyjny o winie "Arizona". Kompletnie odurzeni
      mieszkańcy popegeerowskiej wsi, którym się naprawdę źle żyło, byli w pewien
      sposób szczęśliwi. No profesorze Bylok, czyżby szczęście Częstochowian miało
      podobne jak w tamtym przypadku korzenie?

      Jeśli te dwa artykuły nie są sprzeczne wytłumaczenie jest tylko jedno. Ludzie
      przyzwyczaili się do swojej roli, jaką lokalny układ społeczny im wyznaczył.
      Przyzwyczaili się do byle jakiej wypłaty za byle jaką pracę. Przyzwyczaili się
      do pyskującej urzędniczki, do wiecznie nadąsanej ekspedientki, do dziur w
      ścieżkach rowerowych i wiecznych korkach na głównych ulicach miasta.

      Przyzwyczaili się do tego, że Nowak jest biskupem, Wrona prezydentem, Szczuka
      prezesem i radnym. Przyzwyczaili się, że ci sami ludzie w ten sam sposób
      wykonują swoją robotę, bo czy można się zmieniać, skoro któryś już raz z kolei
      wybierają na kolejną kadencję? Każdy myśli, że "Gdybym robił źle, to by nie
      wybierali" i swojego postępowania nie zmienia. A ludzie wybierają. Dlatego, że
      są dobrzy, czy z przyzwyczajenia? A to już pytanie do tych, którzy z jednej
      strony narzekają, czują, że "źle się im żyje", ale nie robią niczego, by ten
      fakt zmienić.

      Marazm, brak wiary, że pojedynczy człowiek może coś zmienić, jakaś paranoiczna
      wiara, że jak jest, tak musi pozostać? Myślę, że nie tylko. Ludzie w tym mieście
      tak naprawdę niewiele potrzebują. Może niektórzy poczują się dotknięci, ale
      Częstochowianom, moim zdaniem, brak wrażliwości, brak umiejętności dostrzegania
      swojej złej sytuacji, stąd brak też reakcji, w postaci "poczucia nieszczęścia".

      I na koniec. Nie sądzę, by ten brak wrażliwości był spowodowany, jak w tamtym
      telewizyjnym reportażu nadużywaniem określonych znieczulaczy. Częstochowianie
      znieczulili się na trochę innych zasadach. W psychologii jest znana zasada, że
      przy nadmiarze negatywnych bodźców organizm się do nich po prostu przyzwyczaja.
      Tak właśnie organizm człowieka broni się przed zabójczym stressem.
      Częstochowianie, trwając w sytuacji, kiedy to "źle im się żyje", uodpornili się
      na tą sytuację. Ja tak właśnie pogodziłbym te oba artykuły.

      Oczywiście profesor o wspaniałym imieniu Felicjan może inaczej wytłumaczyć ten
      fenomen. Nawet ciekawy jestem, czy się ze mną zgodzi?
      • Gość: W Re: Czemu mają służyć bodobne badania? IP: *.st.vc.shawcable.net 21.09.08, 12:05
        I co sie pytasz, jak wiesz:)))
        Bo pieniadze trzeba na cos wydac.
        A powazniej, to taki obrazek jest potrzebny. Twoj dodatek do tej
        publikacji jest rownie ciekawy. Ja byl dodal jeszcze jedn kamyczek.
        Czestochowa od kilku dziesiatkow lat stala sie ...blokowiskiem z e
        wszystkimi tego negatywnymi skutkami, ktore znajdziesz w twoim
        opisie z ...Arizony.
        To jak na starych zdjeciach Robsona. Tam byla ulica i dzielnica. I
        wielopokoleniowe rodziny, klany, sasiedzi i wiezi miedzy nimi trwaly
        od pokolen. Przybysze je uzupelniali. Blokowisko te wiezi zerwalo.
        jednostka A, czy B w blokowisku, to nie ulica, czy kamienica.
        Wychodzi to calkiem ladnie przy opisie ulic publikowanym jakis czas
        temu. Zobacz, ze inny jest stosunek do miasta mieszkajacego w
        centrum xx-a, niz kogos kto trafil na ostatnia Polnoc czy Bleszno
        prosto z podczestochowskiej wsi i jedynie zmienil sciany na inne i
        mentalnie tkwi gdzie byl. A teraz w wiekszosci takie mamy
        spoleczenstwo z blokowisk. Nawet jesli to jest drugie pokolenie.
        • Gość: Teresa Maria W. Bądzmy sobą... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.08, 12:48

          Każda rodzina i jej losy, jest cząstą naszej historii.
          Jednech los tu rzucił, inni przyszli za chlebem, a jeszcze innym
          pomogły wydarzenia historyczne.
          To czy mieszkanie stanie się domem, czy tylko miejscem
          zamieszkania w tzw blokowisku zależy tylko od człowieka.
          Sięgnij do historii a znajdziesz odpowiedz...
          Nastała moda na elitarność, korzenie pozostaną korzeniami.











          • bluegrazyna Re: Bądzmy sobą... 21.09.08, 13:36
            Gość portalu: Teresa Maria W. napisał(a):

            >
            > Każda rodzina i jej losy, jest cząstą naszej historii.
            > >
            > masz racje ,ładnie napisane .To nie ściany ,to my i nasze rodziny
            tworzymy dom
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            • Gość: W Re: Bądzmy sobą... IP: *.st.vc.shawcable.net 22.09.08, 06:03
              Szanowne Panie/-nki!
              Badzcie soba, czyli ...kim?
              Elementem rodziny tylko [nie pisze czlonkiem, bo jakos glupio
              wypada:)], czy wiekszej zbiorowosci? Jesli wiekszej to jakiej. Z
              kim, lub czym chcecie sie utozsamiac. Wylacznie "ze soba" swoja
              rodzina, czy mieszkancami ulicy, czy miasta.
              Jesli tylko z soba, to faktycznie cztery sciany bloku wystarcza,
              jesli z ulica, to juz w blokowisku jest problem. Wezcie 3-ech
              Wieszczy. Jest blokowisko-mrowisko, a nie ma ... ulic. Domow,
              ogrodow, sklepikow, warsztatow szewca, czy fryzjera. Tych z
              tradycjami od wielu lat. Z jaka tradycja powiazecie ul. Zana? O tych
              blokowiskach na Polnocy, czy Poludniu nawet nie ma o czym gadac.
              W tym odcinku dawnego Mickiewicza juz nawet jednego starego drzewa
              pamietajacego ulice nie ma.
              Miasto to nie betonowa pustynia. To jednak cos innego, co
              znajdziecie w tych watkach sprowokowanych przez Haladyja.
              Tam sa ci co sa soba i kims wiecej. Bo oni sa SKADS, a nie z
              bloku/jednostki, czy jak sie to teraz zwie. Na Rocha, Barbary,
              Stradomiu, Zawodziu Starym Groszu[ juz prawie w zaniku] Starym
              Miescie, Warszawskiej Malej i in. ludzie sa soba, bo ich "bycie
              soba" jest bogatsze o "bycie" ich dziadkow, sasiadow, historie z
              ulicy i dzielnicy. O slubu i pogrzeby, czy nawet sasiedzkie
              mordobojstwa, ktore przeszly do legendy.
              To o miescie, a przeciez podobno "kazdy ma swoja story" - jak kiedys
              mowiono. A ilu jest takich w blokowiskach co to juz nie wiejski, a
              jeszcze nie miejski i ilu jest bez tej sagi/
              Niby jest soba, a jakoby go w duzej czesci nie bylo.
              To bedzie taki dbal o interes i rozwoj miasta? mam watpliwosci.
              Juz predzej bedzie inwestowal w ...siebie.
              mam nadzieje, ze nie wezmiecie tych refleksji osobiscie.
              To raczej widoczek ogolny. Poankietowy.
Pełna wersja