proczestochowa
15.01.08, 06:42
Pragnę zauważyć, że [nie da się tego ukryć] jestem "tym"
nauczycielem usuwającym telefony komórkowe do kosza. Nie mam nic do
ukrycia na lekcjach, a stosowanie komórek na lekcjach jest naganne.
Taka norma dotyczy WSZYSTKICH na lekcji - włącznie ze mną. Kiedyś,
gdy nieopatrznie nie wyłaczyłem telefonu i również mnie zadzwonił na
lekcji, zdjąłem z paska i oddałem uczniowi, który miał polecenie
wyrzucenia telefonu do kosza. Nie wiedział czy żartuję, czy też
mówią poważnie. Powiedziałem, że reguły obowiązuja każdego w naszej
klasie - również mnie, a wychowanie to nic innego jak dobry
przykład. I istotnie telefon wylądował w koszu, rzucony przez
ucznia. Karą było jego wygrzebanie. Ale łamanie reguł musi być
karane.
Zupełnie abstrahując od tego typu "zabawy". Proszę Państwa dzwoniące
telefony przeszkadzają na lekcjach. I wcale nie dlatego nie
pozwalają ich używać nauczyciele, że mają "coś" do ukrycia [gdyby
robił jakieś niestosowne rzeczy, to i tak młodzież nagrałaby to [i
dobrze], ale dlatego, że dźwięk komórek po porstu rozprasza lekcję.
Podejrzewam, że dzieci nie burzą się przeciwko zabieraniu komórek i
korzystaniu z nich na lekcji, ale dletego, że mimo konsekwentnego
zakazu używania telefonów zakaz ten moje Koleżanki i Koledzy stosują
tylko do uczniów, sami zaś odbierają telefony na lekcjach. Uczniów
denerwuje i słusznie ustalanie podwójnych norm - skoro przeszkadza
mnie jako nauczycielowi dzwonek telefonu, to nie tylko
uczniowskieog, lecz również mój dzwonek [nawet jeśli jest to Chopi,
jak w moim wypadku].
Tomasz Jaskóła