icesamurai
25.01.08, 17:49
Byliśmy dziś z moją drugą połową w tym sklepie z zamiarem kupienia
podściółki dla naszego pupila.Ponieważ dostaliśmy rozerwaną i
zaklejoną u góry torbę,poprosiliśmy o wymianę- niby szczegół,ale
dlaczego mam kupować coś uszkodzonego ,nawet jeśli to opakowanie?
Pani blondynka i chyba żona właściciela nigdy do najmilszych nie
należała,ale tym razem okazała święte oburzenie naszą prośbą i była
obrażona,bo dla niej "nie było problemu". Zdenerwowana moja druga
połowa powiedziała,że w takim razie może kupi gdzie indziej,skoro
pani nie zależy.Niby bzdurna sprawa,ale lekceważenie klienta u pani
blondynki jest chyba wrodzone,bo stwierdziła,że jak się nie podoba
coś,to proszę bardzo,ona na tym nie straci.Oczywiście,że nie,bo
sklep istnieje od bardzo dawna a w takim miejscu obroty zawsze
będą.Tylko czy brak kultury sfrustrowanej być może życiem pani ze
sklepu zoologicznego musi się odbijać na klientach?Kupowanie to nie
tylko nabywanie produktu,ale też atmosfera.Faktycznie,na nas już
pani nie straci,bo więcej tam nie pójdziemy.Mam nadzieję,że pani
blondynce poprawił się humor po zachowaniu się w stylu (choć
żałosnej odmianie) królowej brytyjskiej,ale przed tym sklepem
ostrzegam mimo,że jeszcze jako nastolatki kupowaliśmy z rodzeństwem
właśnie tam :-/