j_accuse
01.02.08, 21:58
(...)
"........Te wszystkie minki profesjonalisty i "uczciwego faceta", jakie
PR-owcy każą robić Tuskowi do kamer, te zdejmowane marynarki i niebieskie
koszule ekipy PO, obiecanki-cacanki i kłamstwa kierowane do każdej grupy
społecznej bez zmrużenia oka... - to wszystko za mało, by zaradzić coraz
gorszym nastrojom umęczonego syfem społeczeństwa.
Niby zmieniła się władza i "język debaty publicznej" stał się "elegantszy".
Ale jaką istotną zmianę jakościową przedstawia sobą rząd PO? Czy jego
histerycznie opiewane małe zwycięstwa na arenie międzynarodowej (że ktoś tam
uścisnął Tuskowi rękę z uśmiechem, że ktoś tam ktoś tam wysłuchał Sikorskiego
i powiedział, że myśli podobnie, że jakaś gazeta lepiej o nas pisze niż za
czasów obłąkanego Jarosława Kaczyńskiego) - czy te "zwycięstwa", pytam, są
powodem, by się tu radować z naszej super-władzy?
W tym kraju nie ma się z czego cieszyć - oto w czym rzecz. Choć skądinąd, te
1.000 - 1.300 zł, jakie zarabiają ludzie pracujący w budżetówce, to
rzeczywiście żart nie byle jaki: boki dosłownie można zrywać, jak się pomyśli,
że w Unii Europejskiej istnieje taki śmieszny kraj, w którym nauczyciel, albo
pielęgniarka, albo strażnik na granicy, albo facet prowadzący autobus zarabia
300 EURO NA RĘKĘ CO MIESIĄC. To z taką kasą przychodzi przeciętny Polak do
domu (za..y). Może za to zapłacić rachunki za swoje skromne, psie życie,
dać dziecku na kino, raz na dwa tygodnie pojechać do marketu by tanio kupić
jedzenie. Raz w roku może też kupić sobie trochę tanich szarych polskich ubrań
(chińskich!).
Na czym polega cała zabawa? Ano na tym, że ten tysiąc pięćset złotych na rękę
to bomba zegarowa na której wylatywały w powietrze wszystkie poprzednie rządy.
Ekipa pana Tuska, choćby nie wiadomo jak pan premier by się do wszystkich nie
łasił (....) skończy podobnie, jeśli nie znajdzie się kasa na podwyżki dla
całej, caluteńkiej budżetówki. Najlepsze jest to, że on to wie, lecz jest na
tyle naiwny, że próbuje udobruchać celników 300-500 złotymi, zabierając je
zresztą innym grupom. Iluzja "podwyżek" to typowy w Polsce zabieg mający
uspokajać wkurw..... tłumy.
Otóż aby poradzić sobie z kryzysem, należy:
1. Nie łamać się. Nikomu nie dawać kasy, bo jak dasz jednym, to na ulicę wyjdą
kolejni.
2. Jak dalej się będą burzyć, to dać po 200 złoty podwyżki, to kupią buty na zimę.
3. Jak to z kolei nie pomoże, to zaprosić do Polski papieża. Niech tu siedzi
za wielką kasę i pierd... jacy Polacy są super. I niech pomacha. I niech coś
powie po polsku, może zaśpiewa..."
Przytoczone gdzieś z sieci :) Ale jakie prawdziwe:)