chania22
18.06.08, 00:48
Może ktoś wyjaśni mi o co chodzi?
Mam sąsiada.
Nauka nigdy mu nie szła. Z tudem opanował tabliczkę mnożenia.
Jego mama często przyprowadzała mi go na douczanie (jeszcze w
podstawóce i gimnazjum) - zawsze oczy miał utkwione w suficie tak
biedaka męczyła wszelka wiedza.
Czytać umiał, owszem -program telewizyjny, a i to z trudem, bo mu
się wiele razy udało wyraz przekręcić.
Właśnie kończy zawodową szkołę. Chodzi do niej w kratkę. Oceny
pożej wszelkiej krytyki.
I ten człowiek składa dokumenty do technikum wieczorowego!!!!!!!!!!
I niestety, z tego co się zorientowałam, to go przyjmą. Jego i jego
kolegów z klasy też, niektórzy -nie wiem jak to możliwe- ale z
ocenami jeszcze gorszymi niż jego?
No więc pytam, jaki tam jest poziom?
Jaki, do ciężkiej cholery, skoro ten chłopak ma problem z
podstawowymi wiadomościami, które posiada średnio rozgarnięty
dziesięciolatek?
Czy chodzi tylko o to, żeby była odpowiednia ilość osób na liście
uczniów i można było utworzyć klasy, a tym samym etaty dla
nauczycieli?
Innego wyjaśnienia przyjmowania do technikum wieczorowego
takich "wybitnych" jednostek nie widzę.
Do czego my w ogóle zmierzamy?
Co będzie reprezentował sobą ten człowiek legitymujący się
świadectwem maturalnym?
I jeszcze jedno pytanie. Skoro tak parzy go szkoła, po co on się
do tego technikum zapisuje?
Jego odpowiedź brzmi "Bo wszyscy z mojej klasy idą". A więc taki
owczy pęd?