Plotki w mieście

IP: 77.255.219.* 12.02.10, 21:28
Ogłaszam głosowanie na największą plotkarę/najwiekszego plotkarza z
miasta. Kto wg Was się nadaje na to "stanowisko"?
    • Gość: Ola Re: Plotki w mieście IP: *.cdma.centertel.pl 12.02.10, 21:35
      no...teraz to Ty wysuwasz się na prowadzenie....
    • Gość: :( Re: Plotki w mieście IP: 213.199.253.* 12.02.10, 21:39
      Ty !!! zdecydowanie po co Ci to potrzebne co??????????
      masz nr!1
      • Gość: Oburzona Re: Plotki w mieście IP: *.chello.pl 12.02.10, 23:18
        Zdecydowanie podzielam opinie moich rozmówców... Tylko kretyn/-ka
        może zainicjować taki watek. Przemyśl TO i wstydź się... Typowa,
        nizinna, ciechanowska mentalność!!!
    • zaambaaraasowaany Re: Plotki w mieście 13.02.10, 10:31
      piszcie na mój adres zaambaaraasowaany@gazeta.pl

      wszystkie plotki miejskie
    • Gość: Nowy Re: Plotki w mieście IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.10, 11:51
      Miasteczko, w którym masowo piszą doniesienia
      W Ciechanowie doniesienia do prokuratury piszą: obecny burmistrz na
      poprzedniego, poprzedni na obecnego, radni opcji rządzącej na tych z opozycji i
      na odwrót, a obywatele na wszystkich i wszystko.
      Prokuratorzy wiedzą, że tuż przed wyborami i tuż po wyborach samorządowcy
      uaktywniają się: piszą, że ich kontrkandydat złamał prawo tak, a tak, ogłaszają
      to publicznie i nim śledczy skończą sprawę wyjaśnić, już jest po wyborach. - Ale
      Pisz pod tym względem jest specyficzny - przyznaje prokurator Mieczysław
      Orzechowski, który w Prokuraturze Okręgowej w Olsztynie sprawuje nadzór nad
      sprawami związanymi z piskim samorządem. W tym mazurskim miasteczku wojna na
      donosy do prokuratury trwa nieprzerwanie od czterech lat, a zaangażowani są w
      nią m.in. były burmistrz Andrzej Szymborski, obecny Jan Alicki, ich stronnicy,
      radni i zwyczajni obywatele.

      Piszą, informują, donoszą

      Szymborski i Alicki są bezpartyjni i obaj zapewniają, że tak naprawdę wcale nie
      lubią pisać zawiadomień do prokuratury. Piszą je, bo muszą. - Mnie to nawet do
      tego ze trzy razy radni zobowiązali, podejmując uchwałę - zapewnia Alicki i
      dodaje, że z własnej inicjatywy, a właściwie dla spokoju sumienia, napisał kilka
      kolejnych zawiadomień. I wytoczył poprzednikowi jedną sprawę sądową z prywatnego
      oskarżenia.

      - Chodziło o budowę miejskiej ciepłowni, gdzie - moim zdaniem - miasto przez
      decyzje pana Szymborskiego poniosło straty. Gdy pisałem o tym do prokuratury, to
      śledczy nie dopatrywali się przestępstwa i umarzali tę sprawę. Dlatego z własnej
      inicjatywy, a nie ze złośliwości i zawziętości, poszedłem z tym do sądu. I
      wygrałem - relacjonuje.

      Nieprawomocnie skazany Szymborski (na osiem miesięcy w zawieszeniu na dwa lata i
      10 tys. zł na rzecz gminy Ciechanów) stracił rachubę, ile zawiadomień wysłał do
      prokuratury. Kilka? Kilkanaście?

      - W każdej ze spraw, gdzie uznałem, że doszło do złamania prawa. Ja nie piszę
      hobbystycznie, reaguję, gdy wiem, że ktoś łamie przepisy. Ostatnio to napisałem
      chyba o tym, że jest utrudniony dostęp do informacji publicznej - mówi
      Szymborski, który swoje zawiadomienia śle od razu do prokuratury wyższego
      szczebla w Warszawie. - W Ciechanowie nie mam co liczyć na rzetelne wyjaśnienie,
      bo żona prokuratora pracuje w ratuszu - przyznaje. A od wyroku, który dostał za
      sprawą Alickiego się odwoła, bo jak mówi, w miejscowym sądzie też nie czuje się
      traktowany bezstronnie. - Żona prezesa sądu pracuje w miejskiej instytucji -
      argumentuje. Powiadomił już o tym ministerstwo sprawiedliwości - czeka na odpowiedź.

      Alickiego i Szymborskiego w doniesieniach do prokuratury wspierają swoimi
      pismami radni i zwykli mieszkańcy. Prokurator rejonowy z Pisza Jacek Gaczyński
      doliczył się, że jeden z piszan napisał do śledczych 27 zawiadomień w różnych
      sprawach. - Skarżył się m.in. na podjęte przez radnych uchwały, na to, że w tej
      inwestycji krawężnik został źle zamontowany, a w innej elektryka nie tak
      zrobiona - przyznaje prokurator.

      Czytają, przesłuchują, umarzają

      W jednej sprawie samorządowcy i obywatele z Pisza potrafią przysłać do
      prokuratury 20 i więcej zawiadomień. Wszystkim tym pismom nadawany jest
      kodeksowy bieg (co polega m.in. na przekazaniu akt do innej niż piska
      prokuratury), a w związku ze sprawami, które są w nich opisane przesłuchuje się
      świadków.

      - Zeznawałem już kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt razy. Wzywały mnie
      prokuratury z Olecka, Mrągowa i Ełku, wszędzie tam jeździłem w godzinach pracy i
      na swój koszt. Znam już nazwiska i twarze śledczych, oni witają mnie prawie jak
      znajomego, uśmiechają się. Współczują chyba trochę też - przyznaje Dariusz
      Zacharzewski, pracownik piskiego biura senatora PO Marka Konopki. Nie ukrywa, że
      polityczna wojna na zawiadomienia do prokuratury "tak naprawdę jest męcząca i
      żenująca". - W Ciechanowie bezrobocie sięga 30 procent, ludzie żyją biednie,
      patrzą jak koniec z końcem związać, a zamiast merytorycznej rozmowy o mieście,
      są śledztwa - irytuje się Zacharzewski.

      Mimo dziesiątek zawiadomień i setek stron spisanych przesłuchań, śledczy
      większość spraw umarzają. - Najczęściej stwierdzamy, że przestępstwa nie było -
      przyznaje prokurator Orzechowski.

      Dotychczas główni bohaterowie zawiadomień, tj. były i obecny burmistrz, zostali
      przez prokuraturę oskarżeni po jednym razie: Szymborski za przekroczenie
      uprawnień przy przydzielaniu lokalu (sprawa toczy się przed sądem), a Alicki za
      umorzenie należności podatkowych za zajęcie pasa drogowego. - Ale moja sprawa
      szybko się zakończy umorzeniem, bo dzień po skierowaniu aktu oskarżenia wyszły
      na jaw nowe okoliczności i prokurator sam poprosił sąd o umorzenie tej sprawy.
      Czekam tylko na termin, kiedy to nastąpi - mówi Alicki.

      Zaczęli, ale czy skończą?

      Ciechanów to niewielkie mazowieckie miasteczko położone nad rzeką Łydynią. Latem
      pełno tu turystów, których zachwyca pobliska puszcza i pachnące wodą i żywicą
      powietrze, po sezonie sennie tu i cicho.

      Młodzi na forach internetowych narzekają, że w tygodniu nie mają się gdzie
      wieczorami zabawić, dorośli z niepokojem drżą o pracę - główni pracodawcy,
      Szpital i Bauer, oparte są na przetwórstwie , a branża ta przeżywa kryzys.
      Potyczki samorządowców na doniesienia niewielu tu obchodzą, a wielu też o nich
      po prostu nie wie, choć trwają już cztery lata.

      Walka zaczęła się tuż po wyborach samorządowych w 2007 roku, gdy Szymborski,
      który starał się o reelekcję, przegrał z Alickim niewielką liczbą głosów.
      Stronnik Szymborskiego, i zarazem ustępujący wówczas starosta Jacek Zarzecki,
      wniósł wtedy do sądu sprawę o ponowną weryfikację głosowania.

      - Głosy zostały przeliczone raz jeszcze, pan Alicki został jednak burmistrzem. A
      ja niedługo po tym pozwie, na skutek doniesienia do prokuratury złożonego
      właśnie przez pana Alickiego, zostałem oskarżony o to, że przywłaszczyłem
      publiczne pieniądze, niecałe 3,5 tys. zł - przyznaje Zarzecki. Gdy akt
      oskarżenia przeciwko niemu trafił do sądu, złożył mandat radnego powiatowego i
      wycofał się z życia publicznego.

      - Ale jak zostanę uniewinniony, to do polityki wrócę - deklaruje Zarzecki, który
      tak jak Szymborski wskazuje, że to Alicki zaczął wojnę na doniesienia do
      prokuratury.

      - Co za bzdura! To oni zaczęli, kierując pozew o unieważnienie wyborów na
      burmistrza, a potem składali kolejne doniesienia. Ta walka z udziałem
      prokuratury toczy się dlatego, że nie mogą wciąż przełknąć porażki wyborczej -
      odpiera Alicki.

      Zarówno Alicki jak i Szymborski chcą jesienią wystartować w wyborach (o ile nie
      będą prawomocnie skazani). Czy będą składali wzajemnie kolejne zawiadomienia to
      prokuratury?

      - Tylko jak będę musiał - mówi Szymborski. - Tylko jeśli mnie radni do tego
      zobowiążą - zapewnia Alicki.

      Prokuratorzy nie chcą w tej sprawie spekulować. - Najgorzej, jak ktoś nie dorósł
      do życia publicznego - powiedział jeden z nich i poprosił o anonimowość, bo nie
      chce się tłumaczyć, że jego wypowiedź "to ogólna refleksja, a nie przytyk
      personalny".

      Prokurator Jacek Gaczyński: "Ludzie pisali do prokuratury, piszą i będą pisać,
      bo takie pisanie jest bezpłatne i bezkarne".
      • Gość: NEO Re: Plotki w mieście IP: *.chello.pl 13.02.10, 14:49
        ALE OSZOŁOM!!!!!!!!
Pełna wersja