frag21
19.09.13, 17:57
Rzecz działa się dnia 19.09.2013. Strażnicy miejscy podczas kontroli osób na parkingu, za Zespołem Szkół nr.3 przy ul. Okrzei wymagali podania danych personalnych niewinnej osoby, chłopak nie zgodził się z funkcjonariuszami nie podając danych po czym agresywni strażnicy ponownie powtórzyli polecenie podania danych personalnych, chłopak ponownie odmówił funkcjonariusze (było ich trzech) wysiedli ze swojego pojazdu i jeden z nich uderzając chłopaka w brzuch z pięści zaczął się z nim szarpać i uderzać o samochód służbowy, potem o samochód prywatny. Po zaistniałym incydencie zaprowadzili chłopaka do dyrekcji zespołu w celu ustalenia danych. Właściciel auta uszkodzonego w przeciągu kilku minut zgłosił się na miejsce zdarzenia stwierdzając że funkcjonariusze podczas "nadużycia" swojej władzy uszkodzili mu pojazd. Została wezwana policja. Pojawiła się policja, wysiadając z auta nie prezentując swoich legitymacji ani żadnych danych personalnych, które są oczywiście wymagane przy każdej interwencji przywitali się ze swoimi znajomymi ze Straży Miejskiej i zaczęli wypytywać o całe zdarzenie. W między czasie zaczęto odsyłać świadków zdarzenia do szkoły tłumacząc "jeżeli będziecie potrzebni będziemy was wołać" gdzie ŻADNYCH DANYCH PERSONALNYCH OD ŚWIADKÓW NIE WZIĘLI. Funkcjonariusz policji zabierając jednego z interweniujących strażaków miejskich zabrał go do radiowozu gdzie siedzieli ok. 5-8 miut, po czym zawołano "ofiarę" i kazano dmuchać w alkomat w w ogóle nie wiadomym celu. Po całej sprzeczce z rodziną chłopaka poszkodowanego policja stwierdziła iż nie może tego wyjaśnić tłumacząc właścicielowi auta uszkodzonego, uwaga cytat:" jeżeli się namyślisz zgłoś sprawę do sądu"
gdzie sprawiedliwość