Gość: sprawdzone
IP: 195.116.118.*
08.10.04, 13:49
Słów kilka w kwestii formalnej:
Kierownikiem wyjazdu na zawody do Włoch był Przemysław K. pracownik MOSiR.
Osoba ta nie ma nic wspólnego z WOPRem ani ratownictwem. Nie jest nawet
ratownikiem. Dlaczego został szefem wyjazdu... nie wiem i pewnie się nie
dowiem.
Podczas w/w wyjazdu istotnie doszło do szeregu uchybień ze strony kirownika
wyjazdu. Wykazał się on skrajną niekompetencją, brakiem kwalifikacji oraz
nieumiejętnością kierowania grupą.
Wypozyczony samochód został uszkodzony na skutek zawinionej przez Przemysława
K. kolizji z motocyklistą. Oczywiście sprawca został ukarany mandatem.
Tłumaczenie, ze podopieczni byli nieostrożni i pili alkohol jest klamstwem.
Poza tym pasażerowie nie mają obowiązku aktywnie uczestnicyć w prowadzeniu
pojazdu, a prawo polskie osobom powyżej 18 roku życia pozwala spożywać
alkohol.
Grupa startujących ratowników została pozostawiona bez opieki pomimo, że w
jej składzie znajdowały się osby niepełnoletnie. Stan taki utrzymywał się nie
6 godzin, ale całą dobę. Kierownik wyjazdu zniknął wieczorem (zawodnicy po
pobudce o 5 rano zauważyli, że było ani jego ani samochodu, pieniędzy,
apteczki czy ubezpieczenia) a pojawił się dnia nastepnego po zakończeniu
zawodów ok godziny 19.00. Szczęscie w nieszczęściu jest takie, że nikomu nic
się nie stało.
Okazało się, ze Przemysław K. za pieniądze organizacji non profit, pieniądze
przeznaczone na wyrzywienie młodych sportowców, urządził sobie wycieczkę do
Rzymu. Podczas zwiedzania (bo nie sądzę, ze modlitwy) nasz bohater został
okradziony - tak przynajmniej twierdzi on sam uzasadniając zniknięcie częście
pieniędzy. Kara boska???
Warto wspomnieć, że zawodnicy nie tylko raz zostali pozostawieni bez opieki -
Szef druzyny ani razu nie został w miejscu rozgrywania zawodów,
zawsze "gdzieś znikał". Gdzie? Hmmm... różne są wersje....
Kierownik wyjazdu okazał się także nieprzydatny w kwestiach organizacyjnych-
wszystkie sprawy techniczne związane ze startem załatwiła za niego
niepełnoletni zawodnik, który(w odróżnieniu od szefa wyjazdu) znał język
angielski...
Jeśli chodzi o kwetię wyżywienia to, jak już wspomniałem, środki finansowe
przeznaczone na ten cel były w zupełności wystarczające. Za to należy się
chwała Ciechanowskiemu WOPR, które "staneło na głowie" aby wysłąć swoją
drużynę na Mistrzostwa Świata.
Natomiast wątpliwości nasuwa wspomniany "chleb tostowy z bananem". Otóż
posiłki zapewniane przez kierownika były kupowane za 1/4 kwoty przeznaczonej
na dzienne wyżywienie. Co się stało z resztą pieniędzy? Trudno powiedzieć,
ale biorąc pod uwagę fakt, że opiekun nie jadał razem z zawodnikami (mioże
nie odpowiada mu dieta sportowa!?!?!) wnioski nasuwają się same...
Co do wyniku sportowego to wypadałoby zapytać się samych zawodników. Z tego
co już zdążyłem się zorientować, nasi zawodnicy niejednokrotnie poprawiali
swoje rekordy życiowe i zbliżali się do rekordu Polski!