Niech je słodycze aż ją zemdli

11.09.09, 13:14
Moja córeczka ma 2 lata i 3 m-ce. Od zawsze nie była dzieckiem które lubiłoby
jeść ale wszystkie wyniki ma dobre dodatkowo ładnie przybiera na wadze więc
pediatra uznał że wszystko ok. i nie powinnam się zamartwiać i pozwalać jej
jeść to co lubi. Dodam że dla mnie problemem nie są ilości ale monotonia
jedzenia.
Jedyna konkretna chyba rzecz którą lubi to bułka z powidłami/dżemem. Kiedyś
jeszcze nie gardziła mlekiem (teraz nie zawsze chce pić) jogurtem naturalnym
(obecnie nieraz nie zje szczególnie jeśli widzi że w lodówce jest
danonek/monte - staram się nie dawać częściej niż raz w tyg)jajkiem na miękko
(ostatnio się domaga że chce ale nie zjada) Czasami zje bułkę z serem żółtym i
wędlinką. Za owocami i warzywami nie przepada i z wielką łaską zje owoce
(najlepiej takie dzieciowe papki) ale tylko jabłko, banan, nektarynka, arbuz,
borówka amerykańska. Obiadów nie chce jeść, często jest tak że przez 3-4 dni
nawet nie spojrzy na talerz. Z obiadów najlepiej wchodzą jej zupy (mięso je
bardzo rzadko, rybę do tej pory jadła tylko raz). Lubi paluszki, pączki,
ciastka, czekoladę, chrupki kukurydziane, drożdżówki i lody (za loda dałaby
się chyba pokroić) ale nie dostaje często (prawie wcale ponieważ wychodzę z
założenia że słodycze są po zjedzonym objedzie a że obiadów nie jada to
słodyczy też)
Moi rodzice cały czas użalają się nad moim dzieckiem, że ona taka biedniutka
bo nie dostaje ciastek, cukierków i że nawet słodkie herbatki i soki mama jej
ogranicza. Ostatnio była u nas moja chrzestna, która ma wnuczkę w wieku mojej
córci i opowiadała o tym jak to tamta mała również zajadała się przez kilka
tygodni słodyczami (u niej bo rodzice również nie pozwalali) które zawsze leżą
na wierzchu i jest do nich nieograniczony dostęp a teraz nawet jak ją
poczęstują to często odmawia. Moi rodzice po wysłuchaniu tego stwierdzili że
warto byłoby wypróbować tą metodę na Zuzi. Jednak ja mam poważne wątpliwości
ponieważ jest jedna zasadnicza różnica pomiędzy tymi dziewczynkami, moja nie
chce jeść nawet gdy nie dostaje słodyczy a tamta kocha jedzenie, buzia się jej
cały czas rusza i nie jest wybredna – zje praktycznie wszystko. Pomimo że jest
prawie o 2 m-ce młodsza to waży prawie 3 kg więcej.
Co Wy sądzicie o takim sposobie obrzydzenia dziecku słodyczy?
    • batutka Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 13:47
      ja uwazam, ze to glupota, poniewaz dziecko trzeba uczyc racjonalnego, madrego
      podejscia do jedzenia
      wedlug mnie dziecko powinno wiedziec kiedy jest czas na slodycze, ze nie zawsze
      i o kazdej porze moze je jesc
      ja nie zabraniam swoim dzieciom jesc slodycze, ale nie przekarmiam nimi, nie
      daje przed posilkami, ale na deser
      nie przeginam wiec ani w jedna, ani w druga strone
      • joxanna Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 14:36
        Ja Cię rozumiem. Moja starsza jest niejadkiem i ograniczam jej słodycze.
        Młodszak je jak marzenie i tu mam mniejsze oporysmile. Po prostu w jej diecie ten
        jeden pączek waży dużo więcej (1/5 całodziennego wyżywienia), niż w diecie
        brata, który zjada podwójne porcje.

        Moi teściowie i rodzice ten właśnie argument łyknęli.

        Chociaż kiedyś miałam taką sytuację, że dzieci śpią, zęby umyte, my sobie
        siedzimy z teściami przy herbacie, na stole słodycze i nagle zjawia się córka.
        Patrzy łakomie na stół, ale sama rozumie, że już nie czas na nią. Daje się
        położyć, a teściowa łzy, histeria - że dziecku odmawiamy jednego cukierka. Bo
        moje dziecko właśnie koniecznie musi jeść słodycze o 11 wieczorem.
    • donkaczka Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 18:03
      coz, jak widac dzieci glupie nie sa
      skoro wie jak smakuje monte i danonek, to po kiego bedzie zwykly jogurt jadla,
      poczeka, w koncu dasz slodkie

      z tego co wymienilas, ze lubi moja 3latka i 2latka znaja lody waniliowe i gorzka
      czekolade od wielkiego dzwonu
      powiedz mi jaki sens karmic takimi zapychaczami dziecko, ktore ledwie co
      jadlospis rozszerza? bulka z dzemem? no to nie dziwne, ze nieslodkie jej w
      gardle staje

      zamiast kombinowac z napchaniem jej slodkim pod korek, ja bym skasowala je
      calkowicie i wyprostowala jadlospis, zadnego focha - nie zje, do widzenia,
      poczeka na kolejny posilek
      tylko ja jestem dosc twarda i nie robia na mnie wrazenia żebraniny pod lodowka,
      ostatnio kolezanki syn odmowil obiadu, bo gofry chcial, ktore mialam zrobic po
      poludniu
      no i poczekal, choc miauczal co pol godziny ze glodny, gdyby to byly moje
      dzieci, to by gofrow nie zobaczyly wcale wink

      a samo to, ze dzieci miewaja fazy na wybiorcze dania, to chyba norma, albo zupy,
      albo makaron na okraglo, albo jakis serek i z tym mozna spokojnie zyc wink nie
      znam dziecka, ktore jadloby wszystko

      a dziadkow ustaw odpowiednio, slodkie do szczescia dziecku nie jest potrzebne
      tak jak zdrowa dieta i dobre nawyki, jak babcia chce wnusi dogodzic, niech babke
      drozdzowa upiecze albo domowa galaretke z owocami zrobi zamiast promocyjne
      bombonierki i puste kalorie w barwionych kolorowych soczkach dziecku podtykac
      • patrice7 Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 18:24
        podpisuje sie w 100% pod donkaczką.
        • babcia47 Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 19:37
          ja w 200% ,choć babcia
    • dzidziusiek Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 18:41
      Mam dokładnie to samo i w takim samym wieku (tylko synka) smile)
      Właśnie opisałam w następnym poście smile
      • paniwaz Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 20:00
        Jestem kolejną osobą podpisująca się pod wywodem o jedzeniu tego, co jest na
        stole. Jak moje dziecko (także 2 lata 3 miesiące) odmawia jedzenia - żegnam
        ozięble i czekam, aż skruszeje. A wtedy na kolejny posiłek dostanie z całą
        pewnością coś konkretnego ewentualnie zamiennie owoce.
        Ja jestem matka - kat. Na dobrą sprawę nie wprowadziłam do menu dziecka jeszcze
        słodyczy. Uważam, ze przyjdzie na to czas. Benek statystycznie raz na tydzień
        jada wafelki od lodów (to go bardziej kręci niż sam lód) i herbatniki. Po
        śniadaniu czasami daję mu także jagodzianki. W poniedziałek dostał pierwszą w
        życiu Mambę w nagrodę za odwagę po debiucie w żłobku. Paczków, ciastek,
        czekolady, batoników, kinderków, żelków, jajek-niespodzianek jeszcze nie zna i
        pozna dopiero, jak nimi się sam zainteresuje. Co zatem dostaje - owoce
        wszelakiej maści na każdym kroku plus normalne posiłki.
        W Waszym menu nawet jeżeli twierdzisz że rzadko, ale jednak słodycze pojawiają
        się i to w szerokim wachlarzu. Ponadto piszesz o chrupkach kukurydzianych i
        paluszkach - widziałaś, jak wygląda taki chrupek i paluszek namoczony w wodzie?
        No właśnie, zatem nie dziw się, ze zjedzone 5-10 paluszków podczas spaceru
        powodują, że Twoja córka na obiad nawet nie spojrzy. Tak ilość "głupot" wypełni
        żołądek takiego malucha pod korek. Dodaj to tego gęsty przecierowy sok czy
        jakikolwiek wypełniony cukrem kubusiowy napój i o jedzeniu obiadu zapomnij.
        Według mnie metoda o jedzeniu słodyczy do zerzygu jest idiotyczna dla dwulatki.
        Może u siedmiolatka by się sprawdziła, choć nie daję głowy.
        Wybacz szczerość, ale wydaje mi się, że trochę chaotyczne to żywienie Waszej
        córki a Wam rodzicom brakuje konsekwencji i pomysłu na zmiany.
        Ja zaczęłabym od eliminacji z diety córki wszelakiego cukru i "głupot" z domu
        tj: usunięcia wszelakich słodyczy z domu, dżemów, danonków, monte, nie brania
        kasy na spacery żeby nie pękać, jak córka zażyczy sobie pączka czy cokolwiek
        słodkiego, zastąpienia soczków i napojów wodą oraz zastąpienia bułki z dżemem
        samą bułką z masłem a z czasem z dodatkami jak jajko, wędlina czy sery. No i
        oczywiście wpajania zasady - deser jest nagrodą za zjedzony posiłek. Dwulatek
        doskonale pojmuje związek przyczynowo-skutkowy typu jak zjesz zupkę pójdziemy do
        sklepu i kupimy drożdżówkę z serem (to mniejsze zło niż pączek).
        Życzę powodzenia a ono zależy wyłącznie od Ciebie i męża. Pani Wąż
        • sowa-1 Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 21:30
          Akurat czekolada jest zdrowsza niż ta guma Mamba
        • leneczkaz Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 12.09.09, 08:10
          pewnie dzieciak będzie innym na ulicy lizaki wyrywał big_grin
    • leneczkaz Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 19:29
      Osobiście znam 4 dzieci które mają całodobowy dostęp do słodyczy i nawet na nie
      nie spojrzą. Fakt, że rodzice zazwyczaj mówią, że słodycze po jedzeniu (z małymi
      ustępstwami) ale dzieci nie padają na kolana przed cukierkami i czekoladkami.
      Moga sobie na stole stac a je to nie rusza..

      Znam tez takie rodzicow- świrusów którzy dawali 1 kostkę czekolady na tydz. i
      dziekco potrafiło GUMĘ Z BUZI OD KOGOŚ WYŻEBRAĆ!!! Kazdy najtanszy cukierek,
      najwieksze gowno dla niej byly jak ziemia obiecana.


      Takze rownowaga musi byc.
      Choc tamte dziwci jedzą wszytko. Nie piszę tu o warzywach ale raczej o frytkach
      u nuggetsach ale to już po prostu inna kultura więc zupy nie uświadczysz wink
      • aloiw1985 Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 11.09.09, 23:31
        Własnie- równowago musi byc. Osobiscie znam 3latke, ktorem mama
        absolutnie zabrania slodyczy i ta faktycznie w domu ich nie jada,
        nastety problem zaczyna sie kiedy mala pojawia sie w gosciach, a na
        stole mnostwo smakolykow.
        Wybaczcie ze to pisze ale na kinderparty u mojego chrzesnika-
        rowniez trzy latka rzucila sie na smakolyki jak malpa na banany-
        pchajac do ust garsciami- ze szwagierka nie moglysmy sie ruszyc z
        miejsca- zamorowalo nas i nie zycze nikomu by zobaczylo swije
        dziecko z wypchana buzia i garsciami zelkow przy stole ze slodyczami.

        U mnie *(tez trzy latek) slodycze sa na porzadku dziennym- czyli sa
        ogolnie dostepne) nie zamykane pod kluczem. i coz sie dzieje? NIC.
        Jesli dziecko ma odpowiednio zbilansowana diete nie ma checi na
        slodycze i inne tego typu zapychacze.
        Kazdy ma swoja polityke na wychowywanie i wyrabianie zdrowych
        nawykow zywieniowych u swoich dzieci- nie popadajcie jednak w
        skrajnosci.
        Wszystko jest dla ludzi.
        • donkaczka Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 12.09.09, 09:41
          wiecie, mi to sie slabo robi od czytania takich bzdur o dzieciach wyrywajacych
          lizaki i o nie popadaniu w skrajnosc

          takie rzeczy pisza ludzie majacy blade pojecie o zdrowej diecie i zbilansowanym
          jadlospisie i plotacy trzy po trzy tak ja karmia trzy po trzy, bo sie napatrzyli
          na rownie durnych rodzicow, co uwazaja ze jak slodkiego smaku dziecko nie zna,
          to kwestia zdrowego zywienia zalatwiona

          jest roznica miedzy rozsadnym zywieniem dziecka i do tego sie wlicza nie
          karmienie dzemami, nutella, paluszkami, chipsami, slodkimi jogurtami,
          herbatnikami - bo NIC w tym sensownego nie ma, slodkie jest i tyle tej radosci a
          rygorystycznym rugowaniem z jadlopisu wszystkiego co slodkie, co wcale nic
          dobrego nie robi

          rozsadne i zdrowe zywienie nie znaczy, ze dzieci slodkiego nie znaja, smak jak
          kazdy inny, byle nie serwowany jako remedium na brak apetytu, na brak pomyslu na
          sniadanie (bo najprosciej dac biala bulke z nutella i patrzec jak dziecko
          wsuwa), jako nagroda itp

          moje dzieci slodkie znaja, pieke im muffiny na deser, robie gofry bez cukru i
          polewam syropem klonowym, jedza suszone owoce, jogurt z owocami zmiksowany,
          czasem robie nalesniki z cukrem i cynamonem na sniadanie, czasem lasuchujemy
          czekolade gorzka, robie budyn, galaretke, kaiserschmarrn (polecam pycha) ale
          niecodziennie i bez specjalnych regul, ot pojawiaja sie frykasy czasami, rownie
          chetnie wcinane jak jogurt naturalny solo
          ale nigdy nie jadly cukierkow, landrynek, lizakow, paluszkow, chipsow - po
          prostu nie kupujemy i w domu nie mamy

          owszem, starsza z przedszkola przyniosla urodzinowe kinder jajo (bo rodzicom
          najprosciej kupic na promocji karton takiego badziewia) i zjadla pol, reszte
          oddala "juś, nie moge"
          wiec nie sadze, zeby wyrywala komus lizaka na ulicy..
          • q_fla Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 12.09.09, 12:46
            Amen Donkaczka!

            Ja w zasadzie postępuje podobnie, w domu ze słodyczy jest tylko
            czekolada, zazwyczaj gorzka, trochę taryfy ulgowej daję w gościach,
            tam podjada do woli, ale nie mam później problemu, że prosi o to
            samo.

            Poza tym, co uważam za priorytet i jestem z tego cholernie dumna -
            moja córka lat 4 i pół ma wszystkie zęby w idealnym stanie, co wśród
            jej koleżanek i kolegów jest ewenementem.
            • memphis90 Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 13.09.09, 21:40
              > Ja w zasadzie postępuje podobnie, w domu ze słodyczy jest tylko
              > czekolada, zazwyczaj gorzka,
              Ale chodzi właśnie o to, że ograniczanie dziecka do kostki gorzkiej
              czekolady to już przesada. Dziecko powinno znać wszystkie smaki -
              także i słodki, ale poznawać je w mądry sposób. Tak więc ciastka -
              ale pełnoziarniste, z suszonymi owocami. Jogurty owocowe - tak, ale
              najlepiej miksowane z owocami samodzielnie i delikatnie dosłodzone
              (jeśli trzeba, rzecz jasna, ale polskie owoce nie zawsze mają dość
              własnej słodyczy). Lody - najlepsze domowe, z miksowanych owoców
              zamiast słodkich ulepków. To jest sukcesem, a nie posiadanie
              dziecka, które nie zna słodkiego smaku...
              • donkaczka Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 13.09.09, 22:18
                ale przeciez dokladnie o tym piszemy
      • memphis90 Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 13.09.09, 21:30
        Powiem szczerze, że też znam takie przypadki - dzieci izolowane od
        słodyczy (w myśl modnej zasady "dziecku cukier nie jest do niczego
        potrzebny"), które potrafiły za kawałek zakazanej czekolady czy
        cukierek pobić dzieci w przedszkolu. Tak więc też jestem zwolenniczką
        uczenia dzieci racjonalnego jedzenia, w którym jest i miejsce na
        słodycze.
    • mama_amelii Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 12.09.09, 08:37
      Moja córka od początku świetnie jadła,miała super apetyt.Zrobił się z niej pulpecik(przy wzroście 91cm wazyła 16,5 kg).Mogła jeść pod tzw. korek ile się da.W końcu zbadałam jej tsh i okazało się,że ma ostra niedoczynność tarczycy(czyli m.in wzmożony apetyt i kiepska przemiana materii).Musiała przejśc na dietę,wyznaczone godz jedzenia,słodycze sporadycznie,no i codziennie hormon tarczycy.
      Teraz ma 3 latka wazy 16,5 ,ale przy wzroście 100cm.Zawsze każdy się dziwił,że przejmuję się dzieckiem,które ma taki super apetyt,żeby nie żałować,a niech je sobie na zdrowie(bo inni mają tragedię z niejadkami,ciesz się,że Twoje tak cudownie je).Wkurzało mnie takie gadanie,bo żadna skrajność nie jest dobra(moja córka potrafiła godz płakać pod lodówką,błagając o jedzenie zaraz po tym jak zjadła porządne śniadanie,nie bylo dla mniej limitu,aż do porzygania,bo raz sprawdziłam ile potrafi wcisnąc).
      Teraz mała ładnie je(można powiedziec normalnie)słodycze stoją na stole,a ona tylko pyta Czy jak zje obiadek dostanie jednego cukierka?
      Któregoś razu byliśmy w gościach u babci i ona ładowała w córkę słodycze dopóki ta brała.Cały czas mówiłam,że juz dość,że za dużo itd,w końcu mala sie porzygała.Na drugi dzień mała znowu mogła jeść słodycze,także do kiepski sposób na odzwyczajenie od słodyczy(to coś jak z kacemsmileNa drugi dzień mówisz,że już nigdy grama alkoholu,a za tydz pijesz znowu)
      Reasumując.Najważniejsza jest konsekwencja rodzica,żadnej litośći dla dobra własnego dziecka(mi też serce bolało jak dziecko prosiło,płakało o kanapkę,serek,póżniej przechodziła w tylko pól kanapki,albo tylko ugryze i dość?ale na szczęście się udało).
      Niektórzy maja odwrotny problem z dzieckiem,ale mówi się tylko o niejadkachsmile
      • papiki Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 12.09.09, 12:17
        mam znajomych, z których biorę przykład jak dzieci NIE karmic. Ich
        córka nie chce obiadu. Ale coś musi zjeśc, niech będzie paczka
        herbatników. Na kolację chleb z nutellą popijany pepsi. Widziałam
        jak Kamilka przysunęła do siebie cukierniczkę i łyżeczką jadła
        cukier, "Ona tak lubi", "nie zabraniamy, bo stosujemy metodę
        wychowywania bezstresowego". Jeszcze nie widziałam tych dzieci bez
        lizaka/cukierka w buzi/ręce. Owoców, warzyw nie lubią. Skutki?
        Dzieci bez zębów (Kamilce i Pawełkowi próchnica zjadła zęby, gdy
        miały ok. 3 lat; nieprzyjemny widok małego dziecka z czarnymi
        resztkami zębów), dzieci anemiczne, wiecznie przeziębione.
        Szszsz...k...m...!!!
        I m.in. dlatego moja córka (2 l.i 8 mies.) nie dostaje kupnych
        słodyczy, chociaż słodki smak zna, bo je suszone owoce, miód.
        Dostaje domowe wypieki (bez cukru, na mące orkiszowej), w
        przedszkolu robią jej osobno herbatę niesłodzoną. "M.in", bo
        dodatkowo jest alergikiem i odpada mąka pszenna, kolorowe cukierki,
        czekolada. Dziadkowie mnie rozumieją i popierają. Zamiast czekoladek
        przynoszą jej owoce. Gorzej ze znajomymi, którzy sami mają małe
        dzieci i wpychają im słodycze. Ale co ja tam będę obcych
        uświadamiac. Nie dostaje słodyczy, bo takie są zalecenia lekarza. I
        już. Jeszcze zdąży się najeśc słodyczy jak będzie starsza. A im
        później tym lepiej.
        Mam to szczęście, że córka ma apetyt i wszystko jej smakuje.
        • leneczkaz Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 12.09.09, 17:09
          wyżej opisana przeze mnie dziewczonka której rodzice zabraniali jeść słodyczy a
          która żebrała od każdego cukierka też miała zębne kikuty w wieku 3 lat-
          wszystkie czarne (jakaśtam metoda zabezpieczenia, żeby stałe się nie popsuły).
          Jak wampir wyglądała.
          A chuda była śmiertelnie, dlatego pewnie każdy jej podtykał słodycze. Ale ona
          wogóle nawet na cheeriosy się rzucała.
          Patologia!
          A mamusia właśnie fanatyczka uważała, że tylko cycuś do 15 r.ż. Mała nigdy nie
          piła w życiu mleka krowiego bo niezdrowe O_o
          A choruje z częstotliwością 2x na m-c i każdego roku zalicza szpiral ze 2x.
    • jagabaga92 Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 13.09.09, 21:25
      : Niech je słodycze aż ją zemdli - to nie metoda. Ja tam jadam często
      słodkości doprowadzając się to takiego stanu (święta, wesela) i co z
      tego? Mam dosyć słodkości na jakieś max. 2 tygodnie, a potem znów z
      przyjemnością delektuję nimi podniebienie smile Jednak nie jadam ich
      przed głównymi posiłkami i dziecku tez nie daję, ale slodkośc na
      podwieczorek - czemu nie? Mój syn też większość diety ma "na słodko",
      a więc dżemy i miód (śniadania i kolacje), bo jest uczulony na mleko
      i jajka. Dżemy robię sama dosypując do owoców troszkę cukru (do smaku
      i do "zakonserwowania").
    • grace.4 Re: Niech je słodycze aż ją zemdli 14.09.09, 06:10
      nie podaje slodyczy, zreszta maly jest tez wybredny jesli o smakolyki
      chodzismile podaje tylko,jesli poprosi,ale nigdy nie przypominam . jesli mu
      sie zachce mowie,ze dostanie jesli zje zupe , banana, jablko ,cokolwiek
      konkretniejszego ( synek jest tadek niejadek) i przewaznie juz jest tak
      nasycony i zapomina,ze nie chcesmilemam nadzieje,ze to dobry sposob. nie chce
      podawac ze wzgledu jego ogromnej niecheci do mycia zebow, a on musi o nie
      szczegolnie dbac ( serce)
Pełna wersja