problem z powrotami do domu ze spaceru

24.09.09, 10:18
Witam!
Mam ogromny problem z moim synkiem 2 latkiem. Problem polega na tym,
że on wcale nie chce wracac ze spacerów do domu. NIe ważne czy bawi
się w piaskownicy, czy wracamy z placu zabaw, czy ze sklepu z
zakupami. Jest wszechobecne "NIE" i za żadne skarby nie chce mnie
słuchac ,że już musimy iść. Zachęcam go jak mogę wymyślając coraz to
nowe historyjki, że coś jutro zobaczy np. koparkę czy dźwig. I tych
obietnic na dzień następny staram się dotrzymywać.
Ale mój synek jest starsznym uparciuchem i jak coś mu się nie
podoba - tzn. nie jest po jego myśli - to jest "NIE" i stoi w
miejscu. A jak chcę go wziąć za ręke to robi się jak z tzw. "waty" i
kładzie się bądź klęka na chodniku.
Nie wiem juz co mam robić bo do tego dołącza się ostatnio równiez
przeraźliwy płacz. Więc słychac nas na całe osiedle.

Bardzo proszę o radę te mamy, które to przechodziły ze swoimi
dziećmi.
Co robić w sytuacji kładzenia się na alejkach?
Co robić w sytuacji wszechobecnego "NIE"?
Co robić gdy dziecko nas nie słucha i nie wykonuje naszych próśb czy
poleceń?

Z góry dziekuję za wskazówki i rady.
umęczona mama 2 latka
    • aluc Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 10:23
      brać pod pachę i przenosić w z góry upatrzone miejsce, we wszystkich
      ww sytuacjach
      skutecznie w 100%
      • lambert77 skuteczne ale nie rozwiązuje problemu.... 24.09.09, 10:30
        .... kiedy moje miało dwa lata i ten problem rozwiązaliśmy go w ten sposób, że
        kiedy biły dzwony na pobliskim kościele pakowaliśmy się i wracalismy do domu
        działo nieźle potem n porzuciliśmy metodę i zaczął się cyrk jakiś miesiąc temu
        (3 lata skończył w czerwcu) histeria wycie czasami jak go niosłem do domu
        miałem wrażenie, że zaraz podjedzie policja i mnie zamkną za próbę uprowadzenia
        dziecka koszmar, aż przypomniałem sobie o starej metodzie na dzwona smile no i
        działa. Mam z synem umowę przed wyjsciem pytam się go co robimy jak będzie bim
        bam on mi odpowiada OK ( lub my idziem do dom) i działa smile. Troszkę trudniej
        jest kiedy w okolicy nie ma żadnego dzwona ale też jakoś dajemy radę.
        • ismen76 Re: skuteczne ale nie rozwiązuje problemu.... 24.09.09, 10:48
          na moją córę zawsze działało, że w drodze powrotnej kupię jej pyszny soczek, bo
          zazwyczaj w upalne dni to co wzięłyśmy z domu wypijała w mig ;o) ..albo, że już
          tatuś na nas czeka w domku itp. Ale faktem było, że też wcześniej uprzedzałam iż
          niedługo trzeba będzie iść. Tu masz dokładniejszą instrukcję:
          www.edziecko.pl/wideo_edziecko/10,92032,5545509,Jak_poradzic_sobie_z_niegrzecznym_dzieckiem.html
          zachęcam do obejrzenia też innych filmików z tej strony. Powodzenia
    • lilith888 Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 11:44
      agap976 skopiowałaś dokładnie zachowanie mojego 2,5 latka, kropka w kropkę smile.
      Ja też chętnie posłucham Waszych rad, może (chociaż wątpię) któraś zadziała.
    • epreis Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 12:10
      napisze ci co ja bym zrobiła, i co robiłam kilka razy w podobnych sytuacjach- mówię stanowczo "TERAZ IDZIEMY DO DOMU"
      jak słysze nie to móię, że albo pódzie grzecznie sam/a albo będe prowadziła któregoś za rękę, i jutro nie idziemy na plac zabaw itp itd (w ramach ponoszeni a konsekwencji)...
      pierwsze kilka razy nie wierzyli, teraz wiedza, że jak coś powiem to to prawie że święte i najczęściej zanim doliczę do 3 już problem znika.

      dobrym pomysłem jest też wóżek jak niesiesz ciężkie zakupy i nie masz wolnych rąk żeby sprawnie przeprowadzić go domu - nie chcesz iść sam? to wsiadaj do wózka.
      • epreis Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 12:13
        dodam, ze ja jestem raczej zwolenniczką ustalenia dzieciom pewnych granic i dość sztywna w tym temacie.
        gdybym każdemu z moich dzieci pozwoliła decydowac kiedy, gdzie i na jak długo idziemy miałabym po 1 niekończące się awantury, obiady pewnie jadalibyśy w biegu-batoniki kioskowe bo nie miałabym kiedy gotować, a spalibyśmy pewnie codziennie gdzie indziej bo jedno chce do jednej babci i może tam mieszkać tak mu tam dobrze, a drugie do drugiej...a sama zamieniłabym się w cyberkopa bo żaden człowiek takiej tyrady by tam nie wytrzymał..

        kocham swoje dzieci, staram się rozumieć ich potrzeby, liczę się z nimi ale nigdy nie pozowlę na to, zeby dziecko rządziło i dyrygowało mną...
    • slonko1335 Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 12:20
      Przede wszystkim zawsze go uprzedzaj: "zrobimy jeszcze babkę i idziemy do domu",
      "zajrzymy do tego sklepu a potem idziemy do domu", ktoś wyżej o dzwonach pisał i
      świetnie: "zadzwoni zegarek idzemy do domu - możesz przecież ustawić alarm w
      komórce", wszelkie nie, ataki histerii i buntu olewaj i nie zauważaj, jak
      zobaczy, że nie robi to na Tobie najmniejszego wrażenia to przestanie bo nie
      będzie po co robić scen. Moja córka zawsze była uczona chodzenia za rękę, miała
      świadomość tego, że albo idzie za rękę albo nie idzie wcale, fakt, że byłam
      zmuszona ją do tego przyzwyczaić bo byłam już w ciąży i zdawałam sobie sprawę,
      że nie będę w stanie za nią biegać z wózkiem (różnica miedzy dziecmi 2,5 roku).
      Do dzisiaj a ma 3,5 roku pięknie idzie z boku, trzymając się wózka, jak chce na
      chwilę odejśc to się pyta czy może.
      Dwulatek tak ma, wszystko jest na nie i nie da sie tego przeskoczyć, kwestia
      tylko jak długo to będzie trwało i jak bardzo Ciebie z równowagi wytrącało.
      Życzę dużo cierpliwości bo wiem, że to niełatwy okres....
    • jaad33 Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 12:42
      Staram się rozgraniczać wyjścia z domu na dwie kategorie. Wyjścia celowe, np że trzeba iść do sklepu i coś kupić, albo coś załatwić, albo zobaczyć, cokolwiek, przy czym przed wyjściem mówię gdzie i po co idziemy. Jeżeli natomiast idziemy tylko na spacer, to wychodzę z założenia że spacer jest dla niego i idziemy tam gdzie on chce i robimy to na co ma ochotę. Jak mu się znudzi piaskownica, pytam gdzie teraz idziemy.
      Ponieważ generalnie staramy się wywlekać go z domu jak najczęściej i spędzać jak najwięcej czasu na powietrzu (a opiekunka przed południem to w ogóle prawie z nim w domu nie siedzi), więc nie może narzekać na brak spacerów i powroty do domu przechodzą w miarę bezboleśnie, chociaż NNIIIEEEEE!!! oczywiście też się zdarza. Czasem uda się przeczekać (gdy sam nie wie gdzie właściwie chce iść), czasem działa "chodź do domu, pobawimy się autkami" (co uwielbia) albo na oglądanie Krecika. A czasem nic nie działa i po prostu jest awantura, on się złości, ja się złoszczę, i tak do skutku, albo się zmęczy i podda albo coś wreszcie dotrze z tłumaczenia. Czasem działa kompromis, na zasadzie "no dobra, jeszcze raz nazbieramy kamyków, ostatnie wiaderko i potem idziemy, tak?".
      I jakoś tak póki co sobie radzę i po cichu mam nadzieję że młodzieży bunt się nie nasili i że zadziała utwierdzanie go nieustannie w przekonaniu że ryki kiepsko działają. Pod pachą go jeszcze do domu nie zanosiłem, wolałbym tego nie robić, ale...nigdy nie mów nigdy smile
    • ga-ti Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 13:20
      big_grin
      Na pocieszenie napiszę, że mam tak samo, a moje cudo jeszcze nie ma 2 lat big_grin
      Na wszech obecna "nie" czasem nie reaguję, czasem wysłucham, czasem się zgodzę (bywa, że ze szkodą dla małej, bo nawet gdy coś chce to i tak mówi "nie"), a najbezpieczniej zapytac w inny sposób, tak by odpowiedzią nie mogło byc nie/tak.
      Kładzenie na chodniku, trawniku też mamy opracowane do perfekcji, ze złości, z przekory, z bezsilności. W takich sytuacjach staram się głównie "olewac" innych ludzi i ich komentarze sad Recepty nie mam. Póki nie ma kałuż to daję czas na poleżenie i wyzłoszczenie się. Czasem pocieszę, czasem przytulę na siłę, czasem wrednie podniosę i już, czasem "nastraszę" nadjeżdżającym samochodem.

      Zauważyłam, że protesty z powrotem do domu są zwłaszcza wtedy, gdy ja nie jestem stanowcza, tzn. mówię "idziemy? to co idziemy? już chyba idziemy?..." i tak sobie mówię, nie dając jednoznacznego komunikatu, że koniec zabawy i właśnie wychodzimy. Albo, gdy dziecko jest zmęczone i po prostu marudzi.
      Staram się zapowiedziec, że zaras wychodzimy i konsekwentnie wracac. Nie zawsze się udaje. Przekupuję (niestety) czymś, co mam w wózku (soczek, banan, chrupek, cukierek, zabawka), odwracam uwagę, zagaduję, co po drodze zobaczymy, co będziemy bardzo fajnego robic w domu.
      Zadarza nam się wracac do domu z dzikim wrzaskiem. Znajomi pocieszają, że kiedyś z tego wyrośnie.

      Dużo cierpliwości i poczucia humoru życzę.
    • mama-ola Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 14:38
      Musi być umowa, najlepiej codziennie ta sama. Np. to z dzwonami jest
      świetne smile A jak jest nowy plan, to trzeba dziecko dokładnie
      uprzedzić, co się będzie działo, wielokrotnie wytłumaczyć i jeszcze
      odpytać - wtedy się zastosuje. Tak widziałam u superniani w jednym z
      odcinków - np. uprzedzamy tydzień naprzód, ze pójdziemy do fryzjera.
      Spróbowałam i rzeczywiście, u Antka w wieku 2-3 lat to bardzo
      działało. Uprzedzałam wielokrotnie, opowiadałam, co będzie i jak, i
      Antek się stosował. Możesz np. się umówić, że jak zadzwoni komórka,
      to idziecie do domu.
    • daga_j Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 17:10
      Mój prawie dwuletni synek też ma problem z rozumieniem słowa "chodź" - nie dociera wink Zatrzymuje się na chodniku, albo nagle ćwiczy podskakiwanie, schodzenie z krawężnika i wchodzenie,kuca i ogląda mrówki, aj a stoję 2-3 metry dalej i jak mantra "no chodź już". Podchodzę do niego, staram się wprost mu powiedzieć "no już zostaw mrówkę, mróweczka pa-pa i idziemy", staram się brać go za rączkę ale zwykle nie daje. Jak mam czas to tak idziemy parę kroków, zatrzymujemy się, i znowu, a jak nie to biorę go na ręce czy chce czy nie, albo usadzam w wózku. Staram siędawać mu taką alternatywę - albo idziesz na nogach albo siedzisz w wózku, bo noszenie go to ciężka sprawa, wiadomo. Jeszcze z rok i będzie ładnie chodził za rączkę.. mam nadzieję smile
      • silje78 Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 19:16
        moja też ma dwa lata, jednak (z reguły) daje sobie wytłumaczyć. ale
        też miewa różne humory. miała jednak okres swojego buntu. przede
        wszystkim nie rzucam ni z tego ni z owego, że idziemy do domu i
        koniec. kilkanaście minut wcześnie mówię małej, że niedługo będziemy
        zbierać się domu. po kilku minutach przypominam o tym. no i w
        końcówce tego czasu mówię jej, że zjedzie jeszcze np 2-3 razy ze
        ślizgawki, a w końcu mówię jej, że to ostatni raz. z reguły idzie
        bez problemu, ale czasami muszę jej troche potłumaczyć. za każdym
        razem jak jej to mówię to kucem obok niej i staram sie żeby skupiła
        sie na tym co mówię, jak mówie w powietrze to tego nie słucha. jak
        zaczyna się awanturować to kucam obok i tłumaczę, jak się nie daje
        przekonać to przypominam, że ją uprzedzałam i zabieram ją do domu.
        jak się zwija jak harmonijka to biorę ją na ręce pomimo, że sie
        wyrywa i konsekwentnie niosę np. do domu. jak się uspokoi to
        ponownie tłumaczę dlaczego musiałam ją zabrać. jak na razie to
        działa więc chyba jest to dobry sposób, choć mi się trafił raczej
        mało kłopotliwy egzemplarz wink
    • mol_sc Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 21:25
      wiecie co, wydaje mi się, że problem polega na tym, że powrót do domu nie jest
      fajny bo dom nie jest tak atrakcyjny jak np. plac zabaw, więc może tym sposobem:
      chodź do domu tam jest niespodzianka, albo, że puszcze Ci ulubioną bajkę, albo
      można wymyśleć jakiś śmieszny sposób rozbierania się ze spaceru, coś co będzie
      dziecko zachęcało i przekonywało, że w domu tez może być fajnie i możemy tam
      wracać z niecierpliwością smile
      • epreis historia z dziś... 24.09.09, 21:35
        idę sobie ze swoimi dziećmi, nagle obrazek. dziewczynka- na oko 8-9 lat wbiega na ulicę, siada na środku ulicy i krzyczy do matki- "albo mi kupisz tego balona albo nie zejdę", nadjeżdża samochód...

        mieszkam w małym mieście, pierwszy raz coś takiego zobaczyłam, zszokowało mnie to, zwłaszcza wiek tej dziewczynki..

        mój 4 latek był w jeszcze głębszym szoku, jeszcze przed snem przeżywął jak dziewczynka mogła usiąść na ukicy, przecież mógł ją rozjechać samochód..

        myślę,że tak właśnie kończą się historię gdy to dziecko rządzi rodzicem, bo rodzicowi brak silnej woli...
    • deela Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 21:37
      > Co robić w sytuacji kładzenia się na alejkach?
      wlec, ja wloklam

      > Co robić w sytuacji wszechobecnego "NIE"?
      mowie twardym glosem - TO NIE PODLEGA DYSKUSJI ANI NEGOCJACJOM

      > Co robić gdy dziecko nas nie słucha i nie wykonuje naszych próśb czy
      > poleceń?
      lapie za nadgarstek i patrz pkt 1
    • szachula30 Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 21:44
      Nie Ty pierwsza, nie ostatnia masz taki problem... Często wychodzę z
      placu zabaw z dzieckiem na rękach, a młoda ryczy wniebogłosy. Płacze
      zawsze, niezależnie ile godzin byłaby na dworze, jak bardzo byłaby
      zmęczona, itd. Też mi głupio, ale czasem nie ma wyjścia, trzeba
      dziecko przymusić (biorąc na ręce) i tyle.
      Za to staram się dawać jej wybór w innych sprawach (wybieranie
      skarpetek, wybór tego, co chce zjeść na kolację, itd.), żeby nie
      czuła, że na nic nie ma wpływu i tylko musi słuchać moich poleceń.
    • jagabaga92 Re: problem z powrotami do domu ze spaceru 24.09.09, 21:57
      > Co robić w sytuacji wszechobecnego "NIE"?
      > Co robić gdy dziecko nas nie słucha i nie wykonuje naszych próśb
      czy
      > poleceń?

      Uprzedałam o tym, że np. po 2 zjazdach ze zjeżdżalni, po 2 babkach z
      piasku idziemy do domu. Gdy czynności zostały wykonane, mówiłam "no
      to...idziemy smile" Gdy był bunt, to wstawałam, robiłam kilka kroków w
      stronę wyjścia i mówiłam spokojnie, że ja idę i bardzo chcę, żeby
      poszedł ze mną. Gdy dalej był ryk, wychodziłam znów powtarzając, że
      chcę, zeby poszedł ze mną. Jeśli to nadal nie skutkowało, odwracałam
      się i szłam w stronę domu. A on po chwili biegł i wołał (zwykle z
      płaczem): "mama, poczekaj na mnie smile". Łzy szybko wysychały.
      Popularnejwink w dzisiejszych czasach "traumy" nie przeżył z tego
      powodu, a szybko nauczył się, że mama nie rzuca słów na wiatr. Teraz
      negocjujemy moment powrotu do domu wink

      Dodam, że nigdy nie miałam ani siły, ani ochoty dźwigać pod pachą
      szarpiącego się i wrzeszczącego dziecka.
Pełna wersja