ciotka.aka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 14:34 nie udało mi się przeczytać całego długaśnego wątku ale czy ktoś pomyślał o Babci. No przepraszam - kilkugodzinna opieka to ciężka praca a trzy dni... wiem wiem ,pewnie Babcia sama proponowała pomoc ale według mnie to spore obciążenie. Sama jako małe dziecko byłam przez chwilkę (około 3 miesiące) w podobnej sytuacji z tym, że moja Mama przychodziła do mnie (do Babci) zaraz po zakończeniu pracy a wychodziła jak zasnęłam, na stołku było ułożone ubranie na następny dzień, w łazience suszyły się pieluchy, te z poprzedniego dnia musiały być poprasowane (ostatnie fakty znam oczywiście z opowiadań Mamy i Babci).. Sądząc po tym co musiała przygotować (najczęściej mama, tato jak to bywa - wiecznie w pracy) wychodziła do domu około 22-23, musiała pieszo gnać przez pół miasta, 5.30 odjeżdżał autobus dowożący do pracy. Nie oceniam Cię ale ja nie zdecydowałabym się na twój wybór - przez szacunek dla Mamy i Dziecka. Można szukać innego rozwiązania np. te dwa dni w tygodniu (poniedziałek/środa) twoja mama nie może przyjechać przed 6 i czekać u was w domu do czasu aż Mała obudzi się (wyspana i spokojna we własnym łóżeczku)? Potem mogłaby ją zabrać (akurat spacer albo wycieczka autobusem), obiad i ty o 14.30/15 odbierasz dziecko (odwiedzając przy tym Rodziców)?? Wtedy 1. Babcia opiekuje się krócej i ma chwilę wytchnienia, 2. dziecko nie jest narażone na szarpanie na dwa domy. To tylko jeden pomysł, pewnie jest ich więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
binka-net Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 15:08 To jest skomplikowana sytuacja,pracując tracisz tą więź z dzieckiem,znowu są takie czasy że niestety często muszą pracować obydwoje rodziców.Ja nie pracowałam,teraz mogę iść do pracy ale cóż gdzie przyjmą matkę która miała przerwę w pracy bo zajmowała się dziećmi.Nie obwiniaj się,ciesz się każdą chwilą spędzoną z dzieckiem.Bądź dumna że masz tak wspaniałych rodziców którzy się nie zajmują. Odpowiedz Link Zgłoś
binka-net Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 15:12 Przepraszam przejęzyczenie w ostatnim zdaniu:.....dumna bo się nią zajmują! Odpowiedz Link Zgłoś
eary OCH! święte oburzenie. 16.10.09, 15:13 Cześć Edit. Przeczytałam, cóż- przejrzałam większość ze wszystkich postów. Pobieżnie, bo po 2 zdaniach na ogół wiedziałam co dalej będzie. Potrzeba bycia poprawną moralnie, etycznie, społecznie jest bardzo silna. Szczególnie na forach, w środowisku wirtualnym gdzie przecież i tak nikt tego nie zweryfikuje. Cóż.. ja jestem egoistką. Jestem, no i cóż.. no jestem. Taki charakter. I do tego hedonistką. Mam córkę (wiesz, bo pamiętam, że w moim poście się wypowiadałaś). Kocham ją, kocham męża, mąż kocha mnie- sielanka. ALE potrzebuje czasu dla siebie. Bez niego i bez małej. Nie dużo. Chwila wystarczy. Moje konie, szybkie zakupy. Cokolwiek. Na ogół 2 razy w tyg wieczorem na 1,5h konie i okazjonalnie zakupy. to MÓJ czas. Nie zmniejsza to mojej miłości do dziecka, męża. Nie wplywa na relacje negatywnie- wręcz przeciwnie. pozytywnego kopa dostaje. Ale to moje wybory, moja "wygodność" z którą jestem pogodzona. A jeśli ktoś tu zarzuci mi brak miłości do dziecka, brak zainteresowania. ZAPRASZAM w realu do siebie na kawę. POWAŻNIE. Z małą mam więź niezwykłą, przez to, że część mnie jest nadal dzieckiem. Ale dość o mnie. Pomyśl nad skróceniem czasu, odwiedzinami u rodziców jak jest mała. I jak wychodzisz to się nie żegnaj, nei dawaj jej powodów do rozpaczy. Jeśli tak rozpacza. Jeśli się nie da skrócić tego czasu, nie da się odwiedzać.. cóż to się nie da.. Moja mała co piątek jedzie do teściów na wieś i odbieramy ją w sobotę w ciągu dnia. W tygodniu jak ja jestem w pracy ona jest pod opieką mojej mamy. A piątki są nasze: męża i moje- nie ruszy mnie moralizatorstwo. Potrzebujemy czasu dla siebie, mamy taką możliwość.. Dzięki temu dziadkowie mają swój dzien z małą, mała ma dzień z drugą wnusią i dziadkami a my mamy nas. W niedziele za to jest dzień naszej trójki i zawsze coś wymyślę. Piszesz więc pewnie masz poczucie winy.. ale u kogo szukasz rozgrzeszenia??? nie tu. Nie w tym wirtualnym świecie. Dzieci wychowynane ściśle z mamusiami, które nigdy poza domem bez mamy nie spały mają równie duże problemy jak te, których rodzicow wiecznie nie ma. Znam mamy, które dalej muszą usypiać swoje 8 letnie córki i one bez mam nigdzie się nie ruszą. Nie mówię, że robisz dobrze czy źle. Ale optymalizuj dalej. Skróć do 2 dni i będzie nieźle. nadrabiaj jak już masz małą. I CIESZ SIE DZIEWCZYNO! A nie zamartwiaj!! Ciesz się, że nie masz większych zmartwień. Że masz kochającą rodzinę. Że masz rodziców chętnych do pomycy, że masz możliwości!! CIESZ SIĘ bo czas bardzo szybko leci a ty szcześliwa będziesz bardziej przydatna dla dziecka, bardziej na nie otwarta i o dziwo.. wtedy łatwiej rozwiązuje się problemy. Dziś piątek- idzcie sobie na dlugi spacer. co tam, że zimno. Ciepło się ubrać i już. Albo zróbcie wyklejankę ze wszystkiego co masz w domu. Nos do góry! Odpowiedz Link Zgłoś
mama-008 szczęśliwa mama= szczęsliwe dziecko 16.10.09, 15:18 i na odwrót! pozdrawiam i zycze wszystkim mamom udanego weekendu spędzonego w gronie rodzinnym z mężem i dziecmi, czasu spędzonego w rodzinie na zabawie a nie w centrum handlowym w mc donaldzie pozdrawiam PS dajcie troche odpoczac tym umęczonym dziadkom Odpowiedz Link Zgłoś
binka-net Re: OCH! święte oburzenie. 16.10.09, 15:20 Zgadzam się w 100%,nie można było tego lepiej napisać!Pozdrawiam wszystkie mamy te pracujące zawodowo i te w domu! Odpowiedz Link Zgłoś
olka-1986 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 15:24 Nie uważam, że to wogóle za jakiekolwiek "zło". To, że chcesz dobrze dla dziecka, dla całej waszej rodziny to musi być od razu zło konieczne?! Nie rozumiem! A to z niby jakiej racji? Czyżby przy babci i dziadku małej stała się jakaś krzywda? Nie, sądzę że dziadkowie szaleją za wnukami (przeważnie). A to, że chcesz zadbać o siebie to dobrze. Bardziej nie rozumiem kobiet, które się rozmnażają bez opamiętania, nie pracują i tylko się dzieciakami zajmują. Ja bym zwariowała! Na maxa. Przeciwniczki twojego postępowania to mamuśki, które nie mają czasu zadbać o siebie. Dziwne, że nie dopuszczają myśli, że w innych rodzinach jest inaczej- gdy pary się rozstają, dziecko zostaje przy jednemu z rodziców, ale z tego co mi wiadomo to miesiąc wakacji dziecko spędza z ojcem, drugi z matką. I co niby wtedy?! Jest nieszczęsliwe, umrze, bo mamy nie ma obok siebie? CAŁY MIESIĄC!!! Nie przejmuj się "tymi matkami". One są jakie są. czegoś im brakuje Odpowiedz Link Zgłoś
daga_1 Re: A po co Ty wogóle piszesz o tym na forum. 16.10.09, 15:27 Rób tak jak Ci sytuacja na to pozwala a nie słuchaj różnych ludzi,którzy się mądrzą, a mają zupełnie inną sytucję i łatwo im krytykować innych. Odpowiedz Link Zgłoś
awtorek edit38 16.10.09, 15:32 Nie czytałam poprzednich postów więc mogę się powtórzyć. Uważam, że nie ma w tym nic złego. I apeluję do Ciebie abyś nie przejmowała się żadnymi negatywnymi komentarzami! To jest niestety prawo forum. Zawsze znajdą się idealne matki polki (celowo z małych liter), które mają dobrą sytuację materialną i mogą sobie na luzie siedzieć w domu z dzieckiem. Dziwię się, że nie widzą nic poza czubkiem własnego nosa. Ja np. mam o tyle dobrą sytuację, że mogę pracować w domu wieczorami i w soboty. A i tak finansowo jest ciężko. A z jednej pensji?? Czasami zastanawiam się kogo na to stać? Wasza sytuacja jest skomplikowana organizacyjnie ale najważniejsze, że bierzesz pod uwagę potrzeby dziecka (że nie lubi częstych zmian, że dobrze czuje się u dziadków itd.). Widać, że myślisz o dziecku i stajesz na głowie, żeby jak najlepiej wybrnąć z tej sytuacji. Zwłaszcza, że jest ona przejściowa bo potem będzie już przedszkole. Ciesz się, że masz takich fajnych rodziców i że mała ma z nimi dobry kontakt. To tyle. Podziwiam Was, że przy takim trybie pracy wszystko udało się ogarnąć. A wg mnie wożenie małej w tę i z powrotem i wczesne pobudki są bez sensu i dobrze, że córka jest ciągiem te 3 dni u dziadków. Powiem Ci jeszcze, że kiedyś założyłam wątek, czy należy unikać kontaktu niemowlęcia z innymi dziećmi ze względu na choroby. Moja córka miała wtedy ok. pół roku i jej pediatra zrobił mi aferę, że byłam z nią w kinie na seansie dla mam z dziećmi i (o zgrozo!) chciałam ją zapisać na basen na zajęcia dla niemowląt. Byłam ciekawa zdania innych mam. Napisałam nieopatrznie, że dla mojej psychiki byłoby super wyjść raz na jakiś czas do ludzi (właśnie do kina czy nawet na szybką kawę). No i koniec - dowiedziałam się, że nie nadaję się na matkę skoro tylko włóczę się z dzieckiem po "kawiarniach, centrach handlowych i kinach". Ogólnie, obok normalnego podejścia do sprawy było święte oburzenie i mnóstwo nieprawdziwych dopowiedzi na mój temat (bo do centrów handlowych w ogóle z nią nie chodziłam, a w kinie byłyśmy RAZ). Więc korzystając z forum trzeba być przygotowanym na takie sytuacje, a wiedzieć swoje i kierować się intuicją i miłością. A to, że sytuacja nie pozwala na spędzanie z dzieckiem czasu non stop nie oznacza, że jest się złą matką (litości!). Odpowiedz Link Zgłoś
loorien jednak uważam że przesadzasz, bo są inne rozwiązan 16.10.09, 15:46 tyle czasu dziecko poza domem trzymać, dziadkowie też sa nieźli, niby pomagają ale robią to dla siebie żeby przywiązać dziecko nie widzisz tego? U mnie tez był kłopot z opieką, ale rozwiązaliśmy to tak ze mąż przywoził teściową do nas, 2 dni musiala sie zając Boryskiem ale 3 noce spała u nas bo zbyt daleko mieszka zeby dojeżdzać, mielismy 2 pokojowe mieszkanie no i wiadomo ze non stop z tesciową to nic przyjemnego ale trudno, przynajmniej po pracy widzialam dziecko. Nie wyobrażam sobie tyle czasu w tygodniu go nie widziec Odpowiedz Link Zgłoś
rayenne Tak, jesteś złą matką. 16.10.09, 16:04 I co, przyszłaś na inne forum, żeby ktoś pogłaskał Cię po główce i uspokoił sumienie pieprzeniem, że jakość a nie ilość jest ważna? Jesteś po prostu wygodnicką, egoistyczną osobą, manipulującą swoimi rodzicami, i prawdopodobnie źle zorganizowaną, skoro nie możesz pogodzić posiadania dziecka i .... (koń by się uśmiał) prasowania. Nic nie zastąpi dziecku obecności matki, a założenie, że dziecko musi mieć non stop 100% uwagi jest dziwne. Gdybyś egoistycznie nie "odprawiała" dziecka, kiedy Ci wygodnie z domu, mała miałaby okazję obserwować Ciebie jako mamę w domowych obowiązkach. Kup córce małe żelazko dla dzieci i niech sobie przy tobie prasuje, chcesz odpocząć? To naucz dziecko, że każdy ma czas również dla siebie (możesz sobie po prostu poczytać leżąc w jej pokoju). To okropne, żeby dla fryzjera, świętego spokoju, pseudoargumentów, jakie to nieszczęście i kłopot dla małej podróżować codziennie (a świadomość że mama wystawia ją po prostu za drzwi jak chce mieć wolne jest lepsza?) traktować dziecko jak rzecz, którą można przestawić z domu na działkę. Jakie to dziecko ma prawa skoro możesz zwinąć jej życie i po prostu usunąć ją z domu, kiedy masz ochotę.... Myślisz, że czuje się bezpiecznie, że odważy się "przywiązać" do swojego kąta w domu, skoro w każdej chwili, nawet gdyby marzyła, żeby w nim się pobawić, mogłaby być z niego wykopana. Moja kochana, praca do 14.30 jest komfortowa. Nie szukaj usprawiedliwienia dla swojego lenistwa, niezorganizowania i dziecinady. Chciałaś usłyszeć cudze opinie, to słyszysz. A jak nie chciałaś, to trzeba było nie pytać i łatać wyrzuty sumienia kolejną zabawką przywleczoną po rajdzie po centrum handlowym. Odpowiedz Link Zgłoś
yola13 Yo! 17.10.09, 13:20 rayenne napisała: > I co, przyszłaś na inne forum, żeby ktoś pogłaskał Cię po główce i > uspokoił sumienie pieprzeniem, że jakość a nie ilość jest ważna? > Jesteś po prostu wygodnicką, egoistyczną osobą, manipulującą swoimi > rodzicami, i prawdopodobnie źle zorganizowaną, skoro nie możesz > pogodzić posiadania dziecka i .... (koń by się uśmiał) prasowania. > Nic nie zastąpi dziecku obecności matki, a założenie, że dziecko > musi mieć non stop 100% uwagi jest dziwne. Gdybyś egoistycznie > nie "odprawiała" dziecka, kiedy Ci wygodnie z domu, mała miałaby > okazję obserwować Ciebie jako mamę w domowych obowiązkach. Kup córce > małe żelazko dla dzieci i niech sobie przy tobie prasuje, chcesz > odpocząć? To naucz dziecko, że każdy ma czas również dla siebie > (możesz sobie po prostu poczytać leżąc w jej pokoju). To okropne, > żeby dla fryzjera, świętego spokoju, pseudoargumentów, jakie to > nieszczęście i kłopot dla małej podróżować codziennie (a świadomość > że mama wystawia ją po prostu za drzwi jak chce mieć wolne jest > lepsza?) traktować dziecko jak rzecz, którą można przestawić z domu > na działkę. Jakie to dziecko ma prawa skoro możesz zwinąć jej życie > i po prostu usunąć ją z domu, kiedy masz ochotę.... Myślisz, że > czuje się bezpiecznie, że odważy się "przywiązać" do swojego kąta w > domu, skoro w każdej chwili, nawet gdyby marzyła, żeby w nim się > pobawić, mogłaby być z niego wykopana. Moja kochana, praca do 14.30 > jest komfortowa. Nie szukaj usprawiedliwienia dla swojego lenistwa, > niezorganizowania i dziecinady. Chciałaś usłyszeć cudze opinie, to > słyszysz. A jak nie chciałaś, to trzeba było nie pytać i łatać > wyrzuty sumienia kolejną zabawką przywleczoną po rajdzie po centrum > handlowym. jak się czyta takie wypowiedzi to sie odechciewa czytania forum w ogóle, ty to pewnie odrazu juz wszystko wiedziałas co i jak się robi, zawsze byłas najmądszejsza i wszystko juz wiedziałas jak tylko wyszłas z brzucha matki, jak mi sie podobaja takie wszystko wiedzące poprawne moralnie i poprawne politycznie i społecznie, nic tylko medal ci dac, mdło mi sie robi jak cie czytam Odpowiedz Link Zgłoś
rayenne PS. a propos "zwichniętej psychiki" 16.10.09, 16:34 Co rozumiesz pod pojęciem "wszystko z nimi w porządku"? Po pierwsze, skutki takiego traktowania mogą rozciągnąć się w czasie (i rzutować na całą osobowość), a nie ograniczyć do zależności bodziec-reakcja (typu: zostawiam - dziecko się moczy/ nie moczy). To czasem wychodzi po latach, choćby dlatego, że całe to "odrzucenie" przez rodziców (dziecko nie potrafi tego nazwać i "wbudowuje" to w strukturę swojej osobowości; negatywne emocje które przeżywa (a których może nawet nie ujawniać, w obawie, że mama nie wróci po takie "niegrzeczne" dąsające się dziecko)kodują się w takiej malutkiej strukturze pt. "ciało migdałowate" i robią "matrycę" interpretacyjną dla życiowych doświadczeń)Dziecko może być w przyszłości "lękowym" dorosłym, może mieć problemy z relacjami emocjonalnymi z innymi, może mieć syndrom życiowej bezradnosci i wycofania ("na nic nie mam wpływu" ---- Odpowiedz Link Zgłoś
tusia-mama-jasia Re: PS. a propos "zwichniętej psychiki" 16.10.09, 17:39 > że mamy tak mało szacunku dla dzieciństwa jako takiego, fantastycznie powiedziane... Odpowiedz Link Zgłoś
cathy1976 Rayenne 16.10.09, 22:34 Dziękuję za mądry post. Nic więcej nie trzeba dopisywać. Odpowiedz Link Zgłoś
afrikana Re: PS. a propos "zwichniętej psychiki" 16.10.09, 23:22 Rayenne, dobrze prawisz. Mogę się podpisać. Odpowiedz Link Zgłoś
histerioza Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 16:40 Nie uważam, że jesteś wyrodną matką, ale też nie uważam, że taka sytuacja jest dobra dla dziecka. Znam wiele dorosłych, którzy w całym swoim życiu czuli się nie kochani, będąc jako dziecko podrzucani babci. Pytas, czy to takie "wielkie" zło? Wielie nie, ale nie trzeba wielkiego zła, aby gdy trafi na wrażliwe dziecko, wyrządziło mu krzywdę. Może postaraj się o inną pracę albo zmianę systemu. Ostatnio (od dwóch lat) zdarza mi się funkacjonować na dwa, trzy mieszkania, nie czuję się z tym dobrze. Dziecko na pewno tym bardziej. Trochę takie życie na walizkach, hotelowe. Odpowiedz Link Zgłoś
asia06 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 17:52 A ja mieszkam w dwóch domach od pięciu lat. Mała ma 4 lata. Nie czuję się na walizkach. I tu, i tu jestem u siebie w domu, a nie w podróży. Dla małej też nie ma to znaczenia. Też ma dwa domki i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
asia06 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 17:37 Edit38, uważam, że taki układ nie jest ani zły, ani dobry. Wszystko zależy od tego, co czuje dziecko. Są takie, które będą płakać i tęsknić. A są też takie, którym równie dobrze będzie u rodziców, jak i u dziadków. Są dzieci, które przyzwyczajają się do jednego domu, są takie, które mogą mieszkać w kilku. Są takie, które muszą spać w swoim łóżku, a są i takie, które mogą sypaic w każdym. Zbyt dużo krytyki w odpowiedziach znalazłam. Zbyt wielu mamom wydaje się, że są wszystkowiedzące. Zbyt wiele osób odpowiada z własnej perspektywy. Dla odmiany mogę podać własny przykład. Mam bratanicę, która od 1 urodzin każde wakacje spędzała u babci. Teraz, jako 15-letnia dziewczyna, wspaniale wspomina te chwile i twierdzi, że na nic by ich nie zamieniła. Żadnego płaczu itraumy nigdy nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
fok.a tak, to zlo. 16.10.09, 17:50 Kiedy wychowuje się maleńkie dziecko, to w kąt odkłada sie to że Cie cos stresuje albo inne swoje smieszne problemiki.Oddajesz malutką dziewczynke na 3 dni z domu- dlaczego właścicie? Dlaczego fundujesz dziecku rozstrzelenie pomiędzy dwiema rodzinami i dwoma domami? Dlaczego za nie decydujesz co bedzie lepsze- wstawanie rano czy bycie poza domem przez 3 dni? Twoja coreczka nie ma nawet 3 lat. wiele rzeczy rozumie instynktem, a nie przez pryzmat wiedzy i doswiadczen. gdybym byla nia, potwornie bym tesknila. i czulabym sie odrzucona. powolalas na swiat dziecko. dopoki nie dorosnie, twoim obowiazkiem jest je chronic i zapewnic mu maksymalne dobro i bezpieczenstwo. masz prawa , jak kazdy czlowiek. jak chcesz isc do fryzjera, to zadzwon po opiekunke, 3 h cie nie zrujnuja. dziecko ma byc w swoim domu, a nie blakac sie po cudzych. Odpowiedz Link Zgłoś
yola13 Re: tak, to zlo. 17.10.09, 13:28 fok.a napisała: > Dlaczego za nie decydujesz co bedzie lepsze- wstawanie rano czy bycie poza dome > m > przez 3 dni? rozumiem ze twoim zdaniem niespełna 3 letnie dziecko moze samo o sobie decydowac co chce robić? Gratuluje poziomu inteligencji. Bez komentarza to zostawie Odpowiedz Link Zgłoś
lavetti Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 17:55 Szczerze - zazdroszczę Ci. Naprawdę. Moje dziecko siedzi z opiekunką, której płacę większość swojej pensji. Nie przejmuj się głupimi babami zapatrzonymi w swoje "kochane maleństwa", chuchane i dmuchane, z których wyrastają albo zniewieściali dorośli, za których wszystko załatwi mamusia, albo kryminaliści. Twoje dziecko więc Ty sama wiesz, co dla niego dobre. A przede wszystkim nie możesz patrzeć na realizację samej siebie poprzez pryzmat córki i innych ludzi. Potępiam matki, które krytykują innych rodziców, być może same nic nie osiągnęły w życiu i próbują się dowartościować. Odpowiedz Link Zgłoś
lavinka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 19:32 No akurat nie znam wychuchanego dziecka, które zostałoby kryminalistą. Kryminalistami zazwyczaj zostają te niedochuchane,że się tak wyrażę. Odpowiedz Link Zgłoś
rayenne fajnie by tak było co? 16.10.09, 21:01 ... żeby te co uważają inaczej, były brzydkie, grube, zapuszczone, bez ambicji, bez osiągnięć a ich rozwój intelektualny sięgał co najwyżej jutrzejszego obiadu. Widzisz, ale tak nie jest Kuku, zdziwiona? Pracuję, skończyłam drugie już studia, mam sporo czasu dla rodziny, absolutnie nie wyobrażam sobie wyrzucania mojego dziecka na kilka dni w tygodniu z domu, chadzam do fryzjera, na basen, do knajpek, do kina, albo teatru (można na 2-3 godziny wynająć opiekunkę, dziecko zostaje w SWOIM domu, w SWOIM łóżku a nie jest wysiedlane); mam czas na przyjaciółki, na wspólne wypady w weekend do Kazimierza, na kajaki albo nawet do Barcelony (dziecko można zabrać tak na wczasy, jak i na koncert), moich starzejących się rodziców, którzy już wymagają pomocy, a co gorsza - wcale nie czuję się zjechana przez życie ))) Popieram kontakty z dziadkami, ale pobyty u nich (np. wakacje) to nie powinno być zamiast domu, tylko jako coś fajnego, extra... bez przymusu. Swoją drogą, gratuluję wszystkim pomysłu "organizowania" jesieni życia przymusową opieką nad wnusiami ))) Starszy człowiek też ma prawo do odpoczynku, własnych znajomych, nawet do zdrzemnięcia się po południu, a nie ganiania kilkanaście godzin za ruchliwym maluchem. To bezwzględne wykorzystywanie i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 22:02 "A przede wszystkim nie > możesz patrzeć na realizację samej siebie poprzez pryzmat córki i innych ludzi. > Potępiam matki, które krytykują innych rodziców, być może same nic nie osiągnęł > y > w życiu i próbują się dowartościować. ' Przepraszam, ale o czym ty w ogóle piszesz kobieta oddaje dziecko aby móc w spokoju odpocząć i poleniuchować, a nie by sie samorealizować , nie poświęca tego czasu na pogłębianie swoich zainteresowań, doszkalanie . no chyba że dla ciebie jest to forma samorealizacji Odpowiedz Link Zgłoś
lilith_dclxvi Ale wy wszystkie mimozy jesteście... 16.10.09, 18:13 Jak byłam w wieku małej to też chyba połową czasu z babciami spędzałam- byłam dla obu pierwszą wnuczką, więc miały się o mnie pobić Ołma pracowała na pół etatu, więc jak miałam 2,5 roku to od wiosny do jesieni robiłyśmy sobie długie weekendy. Tata zawoził mnie wieczorem w czwartek do Katowic i nocowałam u niej, w piątek jechałyśmy pod Opole do rodzinki na wieś. Wracałyśmy w poniedziałek popołudniu i tata mnie odbierał po pracy. W wakacje jak miałam 1,5 roku pojechałam tam z babcię na miesiąc, a rodzice dojeżdżali w weekendy, i tak co roku. Z rodzicami jechałam potem osobno nad morze. A jak poszłam do przedszkola to jeszcze na wiosnę jeździłyśmy na tydzień w góry. Moja druga babcia często odbierała mnie z przedszkola, jak mama musiała zostać dłużej w pracy. Dziadek nonstop zabierał na spacery do lasu. A jak tylko mama miała dyżur w szpitalu chcieli, żebym u nich nocowała- jakby tata nie umiał się mną zająć Uważam, że miałam super dzieciństwo. Mam lepsze relacje i z dziadka, i rodzicami niż większość dzieciaków, które prawie cały czas były z mami. Jako dorosła nie oczuwam żadnych niedoborów. Mój tata jak był mały (lata 50.) też nocował w tygodniu u swoich dziadków, a rodzice odbierali na weekendy - nie było przedszkoli, baby-sitter i jakoś musiał przeżyć. Jak miał 4 lata to sam siedział w domu zanik ołma nie wróciła - przynajmniej szybko nauczył się czytać Może ja bedę miała swoje dziecie też zwariuję na ich punkcie, ale naprawdę nie wydaje mi się, że jeśli ma się kochających rodziców to spędzanie 3 dni u babci było jakąś specjalną traumą. Odpowiedz Link Zgłoś
shigella Re: Ale wy wszystkie mimozy jesteście... 16.10.09, 22:27 lilith_dclxvi napisała: > Jak byłam w wieku małej to też chyba połową czasu z babciami spędzałam- byłam > dla obu pierwszą wnuczką, więc miały się o mnie pobić Ołma pracowała na pół > etatu, więc jak miałam 2,5 roku to od wiosny do jesieni robiłyśmy sobie długie > weekendy. Tata zawoził mnie wieczorem w czwartek do Katowic i nocowałam u niej, > w piątek jechałyśmy pod Opole do rodzinki na wieś. Wracałyśmy w poniedziałek > popołudniu i tata mnie odbierał po pracy. W wakacje jak miałam 1,5 roku > pojechałam tam z babcię na miesiąc, Z opinii wszystkich (prawie) matek wnioskuje, ze po tym co zafundowali mi wyrodni rodzice, powinnam sie kiwac w kaciku albo w ogole zyletkami pociac. Spora czesc pierwszego roku zywota spedzilam pod opieka kolegow i kolezanek mojej matki, bo z roznych przyczyn rodzicielka musiala wrocic do pracy (nie bylo opcji z opiekunka itp.). W tym czasie wychowywalam sie w wynajmowanej suterynie, zeby nie bylo (dramatyzmu dodaje) i mialam potworne zapalenie uszu. Nastepnie, jak mialam 9 miesiecy zaliczylam traumusie z przeprowadzka o jakies 300 km (z Wrocka pod Warszawe). Tam z kolei cale dnie spedzala ze mna Ciocia Stefa, ktora opiekowala sie tez moim Papa jak byl maly (obie rodzone babcie nie zyly). Ciocia w dodatku nie byla genetycznie ze mna zwiazana - byla przyjaciolka Babci. Tak naprawde wiec bylam pod opieka obcej osoby! Ona to bezlitosnie mnie ratowala przed kopnieciem przez konia i mimo posiadania miksera recznie przecierala mi zupki. Teraz, wszystkie mamusie proszone sa o wyjecie chusteczek, bo bedzie jeszcze smutniej. Biednam i malenkam, po smierci Cioci i wyjezdzie Taty na roczne stypendium do USA, zostalam wyekspediowana przez rodzicielke do Dziadka (do Zielonej Gory), by moja wyrodna matka mogla pracowac i miec na czynsz i jedzenie. Pozniej, spedzalam u Dziadka po kilka miesiecy wakacji, sama i opuszczona [uprasza sie utoczyc lze]. A teraz na nieco powazniej. Do piatego roku zycia wywlekano mnie z lozka bladym switem, zeby zdazyc na kolejke z Jozefowa do Warszawy, do przedszkola. Zima, w nieogrzewanym pociagu byl to koszmar, ktory do dzisiaj pamietam. Rodzice musieli pracowac, bo nie mieli mieszkania sluzbowego ani innego, wiec na wynajecie 'prywatki' jak sie wowczas mowilo musieli zarobic. W zwiazku z tym byli wiecznie zmeczeni, brakowalo pieniedzy, klocili sie o byle co, a ja dostawalam na zmiane lanie i wybuchy histerycznych uczuc, jakie rozpoznaje u sporej czesci wypowiadajacych sie mam. Pamietam, ze bylam wtedy mocno poddenerwowana i zestresowana oraz wymeczona. Rodzice ze wzgledu na charakter pracy pewne rzeczy robili dosc nieregularnie. Dla porownania - Dziadka wstawalam duzo pozniej - zamiast o 5-5:30 - o osmej. Dzien mial staly rozklad, Dziadek uczyl mnie wielu rzeczy np. rozpoznawania grzybow, dlugich wierszy na pamiec (mowimy o 3-5 letnim dziecku), bawil sie ze mna, zabieral do lasu i na dzialke. Na dodatek Dziadek ode mnie wiele wymagal - np. ze zabawki nalezy poskladac po zabawie (np. klocki zawsze musialy byc ulozone w skrzynce), mialam sie grzecznie zachowywac "jak mloda panienka". Owszem, troche ryczalam jak rodzice wyjezdzali, ale potem moje wspomnienia sa tylko pozytywne. Nie pamietam zadnej tesknoty i rozpaczy. Z Ojcem, ktory mnie tak okrutnie opuscil na rok mam znakomity kontakt do dzis. Nienawidze za to wybuchow histerii pt. "mojacoruniuukochanabotymojedzieckoslodkiejestesijacietakkocham". Zgadzam sie z Edith, ze dluzsza obecnosc u dziadkow moze corke wyciszac. U dziadka uspokajalam sie szybko, cyrki w przedszkolu odstawialam przez kilka miesiecy. Nie wiem, co jest lepsze dla dziecka - obecnosc kochajacej babci, czy pani ze zlobka lub niani. Jak pamietam raport GW, wiekszosc opiekunek ma zerowe kwalifikacje do opieki i zajmuja sie nie dzieckiem, ale serialami. Tak na marginesie, to jak policzylam na palcach, Edith pracuje na pelen etat. Rzucenie pracy uwazam za lekki idiotyzm, bo pamietajcie ze na emeryture trzeba kiedys zarobic, a powrot do pracy moze byc trudny. Dzieciak musi sie nauczyc radzic sobie ze stresem - wazne, zeby matka go tego w zyciu nauczyla. Zycie w calosci sklada sie z rozstan i powrotow. Nie zawsze ma sie to, co sie lubi. Proces wychowania polega na nauce myslenia, wypelniania obowiazkow, przystosowania do zycia w spolecznstwie i tego, ze nie zawsze dostaje sie to, czego sie chce, a nie zaglaskiwaniu dziecka na smierc. Odpowiedz Link Zgłoś
afrikana Re: Ale wy wszystkie mimozy jesteście... 16.10.09, 23:44 Shigella, rozumiem, ze skoro Ty byłaś taka szczęśliwa i było Ci tak dobrze w dzieciństwie, to swoim dzieciom też z chęcią zaserwujesz coś takiego ? Lepiej ze wszystkimi dookoła tylko nie z mamą i tatą...No cóż, skoro Cię lali i krzyczeli, histeryzowali i kłocili między sobą to pewnie, ze lepiej z dziadkiem czy kimkolwiek. My jednak nie rozmawiamy o patologii. Tutaj rzecz rozchodzi się o coś zupełnie innego. O czas na prasowanie, sprzątanie, fryzjera i kosmetyczkę a nie o padanie na pysk i codzienny kierat autorki wątku do późnych godzin nocnych by zarobić na chleb ani problemy rodzinne czy małżeńskie. Odpowiedz Link Zgłoś
joannka2 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 19:19 Nie jesteś wyrodna. Pracujesz, bo musisz. Nie ma jednak wątpliwości, że jesteś wygodna i leniwa. I bardzo chętnie i łatwo szukasz dla siebie usprawiedliwienia. Odpowiedz Link Zgłoś
marripossa Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 20:05 Nie ma nic złego w byciu wygodną i leniwą. Pisze to równie wygodna i leniwa matka, która nawet obiadu dziecku nie ugotuje tylko czeka aż babcia lub kochanek ugotują. A jak nie ugotują, to są kanapki na obiad. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 21:26 > Czy Wy również uważacie że nasza decyzja jest zła dla dziecka, że jesteśmy > nieodpowiedzialni i nie powinniśmy mieć dziecka skoro nie potrafimy się > „zająć” dzieckiem tylko podrzucamy dziecko babci? Czy uważacie że t > akie > „podrzucanie” dziecka jest czymś gorszym niż zostawianie go na cały > dzień w > żłobku lub nianią która jest dla niego zupełnie obca? Hmm, tak, w 100% się z tym zgadzam. Nie mogłabym stale zostawiać dziecka na pół tygodnia u dziadków, żeby mieć czas na kosmetyczkę. Jednorazowo, tak, czemu nie, ale robić z tego regułę? Odpowiedz Link Zgłoś
plain-vanilla Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 21:28 Ja chciałabym wiedzieć, po co pytasz obcych ludzi o to, czy to co robisz w swoim życiu jest złe? I tak naprawdę, to mogę zgadywać, że szukasz wsparcia dla twoich decyzji wśród ludzi, którzy mają cię i tak w nosie i jeszcze mogą skrytykować, bo są anonimowi. Nie pytaj na forum, ale zapytaj męża, dziadków i twoją córeczkę. Chyba już potrafi ładnie mówić. Może trzeba umieć zadać właściwe pytania. To jest twoje życie i twoje decyzje. Żaden mędrzec na forum nie da ci poczucia pewności siebie i przekonania o tym, że to co robisz dla swojej rodziny jest najlepsze. Odpowiedz Link Zgłoś
wrona0202 Byłam takim dzieckiem. 16.10.09, 21:34 Moi rodzice pracowali całymi dniami, a mną zajmowała się babcia. Co prawda przychodziła do nas do domu. Mam jednak wspomnienia dotyczące rodziców głównie w zakresie wakacyjnym kiedy spędzaliśmy miesiąc razem. To wspaniali ludzie i z perspektywy czasu rozumiem dlaczego tak było. Wydaję mi się też, że byłam trochę zimno chowana. Co do Pani dziecka, moim zdaniem wszystko zależy od jego wrażliwości, ale wygląda, że mu się średnio ta sytuacja podoba. Szczerze powiedziawszy kiedy ja sobie wizualizuję całą to sytuację przez odniesienie do siebie to chce mi się płakać. Pieniądze są ważne, ale uważam, że powinni Państwo o wiele więcej czasu poświęcić dziecku. Ono się teraz uczy, dojrzewa, kształtuję się Jego psychika. Od tego jak Państwo je nauczą będzie zależało jak będzie radzić sobie w życiu, z ludźmi, z problemami i czy będzie akceptować siebie. Na razie uczy się chyba, że z niezrozumiałego dla Niego powodu ( tak myślę, bo dla dziecka nawet zabranie zabawki jest wielką tragedią, one patrzą inaczej, ich świat jest mniejszy prostszy) najważniejsi dla Niego ludzie zostawiają go na bardzo długi czas ( znowu dla dziecka każdy dzień jest o wiele dłuższy, z wiekiem czas leci szybciej) z dziadkami. Wydaję mi się, że patrząc na rozwój dziecka lepiej gdyby Państwo się nim więcej zajmowali.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
martap10 Re: Byłam takim dzieckiem. 16.10.09, 22:35 Przepraszam, nie byłam w stanie przeczytać wszystkiego, ale to chyba bez znaczenia, skoro pytasz o zdanie - czyli każdy może je wyrazić, choćby było zbieżne z czyimś innym. Myślę, że sama nie do końca dobrze czujesz się z tym co robisz, skoro pytasz na innym forum - pewnie zdając sobie sprawę z tego, że oberwiesz. I tak zrobisz co uważasz, ale wydaje mi się najważniejsze, że dziecko powinno mieć jeden dom. Mój synek (4,5 roku) jeździ do dziadków na tydzień mniej więcej 3 razy w roku, ale ma poczucie, że są to wakacje. Ja pracuję dosłownie cały dzień, mąż też (razem). Synek jest z nami w pracy od 17 do 19, dopiero potem jedziemy do domu załatwiając po drodze jeszcze często sprawy zawodowe lub robiąc zakupy, a czasem po prostu jedziemy do domu po przedszkolu. Wiem, że to źle dla niego, powinien bawić się w domu pewnie całe popołudnie, ale jesteśmy razem, on ma swoje atrakcje w naszej pracy i jest dobrze. Wstaję rano, mało śpię, na kosmetyczkę nie mam (na fryzjera tak, hihi), ale nie oddałabym synka na trzy dni w tygodniu, bo uschłabym z tęsknoty. A gdyby płakał przy rozstaniu, nie miałabym więcej pytań... Odpowiedz Link Zgłoś
gepal Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 22:26 Nie chcę Cię oceniać, bo nie można wyrobić sobie tak naprawdę zdania na podstawie kilku (choćby i długich) postów. Ale - ja bym raczej nie zdecydowała się na taki układ. I nie jestem nawiedzoną mamuśką, raczej staramy się z mężem mieć zdrowy stosunek do macierzyństwa i ojcostwa - co nie zmienia faktu, że dziecko jest najwspanialszą przygodą, jaka nam się przydarzyła. Staramy się spędzać z Zośką (obecnie ma 15 miesięcy) jak najwięcej czasu, zabieramy ją wszędzie ze sobą - do znajomych, do restauracji, na zakupy, na wyjazdy wakacyjne (do tej pory dwa - wrześniowy tydzień nad morzem, kiedy Zośka miała 6 tygodni, i zimowy wypad w góry z 7- miesięcznym dzieckiem). Ale - obydwoje pracujemy zawodowo, więc 8 godzin dziennie młoda spędza z opiekunką. Poza tym od dwóch miesięcy uczę się do bardzo ciężkiego egzaminu zawodowego (jeszcze trzy tygodnie...) więc przez ten czas Zosia spędza o wiele więcej czasu z tatą niż ze mną. I niestety muszę Cię zmartwić - to tylko dwa miesiące, ale widzę bardzo dużą różnicę w naszych wspólnych relacjach. Mała nocuje w domu, widzimy się codziennie (chociaż znacznie krócej niż dotychczas - spędzam z nią teraz tylko ok. 2-3 godzin dziennie - mówię tu o efektywnym czasie, a nie np. o sytuacji, kiedy ja się uczę, a mąż bawi się z Zosią obok czy w drugim pokoju) - a mimo wszystko Zosia jest teraz bardziej przywiązana do ojca, do niego chętniej idzie na rączki, czasami wręcz mam wrażenie że chce mnie "ukarać" za nieobecność i np. nie chce podejść kiedy ją wołam... To dla mnie bardzo trudna sytuacja, niestety nie mam chwilowo wyboru, pocieszam się tylko tym, że na szczęście to jest przejściowe. Abyś mnie dobrze zrozumiała - absolutnie nie uważam, że dziecko powinno cały czas być tylko z rodzicami. Z własnego dzieciństwa pamiętam, jak bardzo lubiłam nocować u babci, i jaki miałam żal do rodziców, że zostawiali mnie u niej bardzo rzadko na noc. Ale wydaje mi się, że tak małe dziecko powinno jak najwięcej czasu spędzać z matką i ojcem, nawet kosztem pewnych niedogodności (jak codzienne dojazdy itp.). A co do płaczu - powtarzam, nie znam Twojej sytuacji i nie jestem w stanie ocenić zachowania Twojego dziecka, ale kiedy wracałam do pracy po urlopie macierzyńskim i dodatkowym urlopie 7- miesięczna wówczas Zosia co rano rozdzierająco płakała, kiedy zostawiałam ją z opiekunką (mimo wcześniejszego "treningu", który wypadł bardzo pozytywnie...). I kiedy dzwoniłam z pracy do domu, w tle słyszałam rozdzierający płacz mojego dziecka A kiedy wracałam po 7 godzinach, Zośka przyklejała się do mnie całym małym ciałkiem i nie puszczała nawet do ubikacji... Taka sytuacja trwała mniej więcej 2 tygodnie. Ale mimo tego nie zrezygnowałam z pracy, mimo iż myślałam że pęknie mi serce kiedy znów słyszałam płacz mojego pogodnego zazwyczaj dziecka (kurcze, zazwyczaj nie jestem sentymentalna, ale naprawdę tak się wtedy czułam). Teraz Zośka uwielbia swoją opiekunkę i bardzo chętnie z nią zostaje - może i w Twoim przypadku córeczka z czasem przyzwyczaiłaby się do tego, że ją odbierasz codziennie i przestałaby płakać? Spróbuj to jeszcze przemyśleć, na pewno możliwe są inne (choć może nie tak wygodne) rozwiązania Twojej sytuacji... Odpowiedz Link Zgłoś
aga_sama Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 22:44 Hmmmm Uważam, że Wasz system jest niedobry dla małej. Dziecko w tym wieku potrzebuje jeszcze stabilizacji, stałych punktów odniesienia. Przeczytałam wszystko, co napisałaś, nie wiem, czy dobrze zrozumiałam. Ale wydaje mi się, że mała po kilku, kilkunastu rozstaniach wyłaby mniej, gdyby potrafiła swoim rozumkiem ogarnąć, kiedy ją odbierzesz. A 3 dni tak małe dziecko nie ogarnie. do tego sytuacje pogarsza fakt, że te wyjazdy są nieregularne. Chyba małej z jednej strony doskwiera brak stabilizacji, z drugiej brak kontaktów z Tobą. To z tego deficytu są te ryki. A to, że mała nie mówi, to może być też wynik zaburzonego poczucia bezpieczeństwa. Warto się zastanowić nad konsultacją u psychologa. Bo sorry, to jest niepokojące - sama miałam niegadające dziecko. Głupio robisz, nie możesz do niej jeździć codziennie po proacy, jeżeli mała musi nocować u dziadków, bo nie chcesz jej budzić o 5? Próbowałaś w ogóle tego budzenia? Bo wydaje mi się, że ona po śniadaniu jeszcze by zasypiała w aucie, śpiącą można przenieść i dośpi u dziadków, a ci jej będą powtarzać, że po obiedzie/ drzemce mama po nią przyjedzie... Ja też nie jestem idealna. Siedziałam całą ciążę w domu, potem jeszcze 2 lata. Tydzień 2. przed urodzinami poszłam do pracy, zostawiłam dziecko z nianią, którą poznałam tydzień wcześniej. Obserwowały ją moje koleżanki z piaskownicy Mój syn, z zaburzeniami neurologicznymi, z podejrzeniem autyzmu, niegadający, zniósł to bardzo dobrze. Rozgadał sie, rok później poszedł do przedszkola, zaaklimatyzował się super. do czasu, aż podczas choroby siedział tylko ze mną kilka dni. Powrót do przedszkola był mordęgą, dopiero wtedy dowiedziałam się, jak bardzo moje dziecko za mną tęskni. A spędzaliśmy z nim mnóstwo czasu po powrocie z pracy. Ale mimo wszystko, mając tą wiedzę, poszłabym do pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
humbug96 czy jesteś złą matką? moim zdaniem tak 16.10.09, 22:44 nie dorosłaś do macierzyństwa i to jest przykre, biedne dziecko, nie otrzymawszy miłości matczynej wyrośnie na podobnego tobie psychopatę, i ta degręgolada będzie postępowć nadal. Pozytywne jest to, że kiedyś proces się zakończy wymarciem twojej linii. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
computerro Tak 16.10.09, 22:49 Szykujesz sobie gigantyczne problemy na przyszłość, ponieważ zamykasz się na szansę poznania swojego dziecka. Nic o swojej córce nie wiesz, nie znasz jej. Traktujesz ją jak pakunek. Nic nie wiesz o jej psychice, nie wiesz, co przeżywa, nie wiesz, jak rozwija się emocjonalnie. Bywa, że pomimo częstych nieobecności rodziców w życiu dziecka - nieobecności spowodowanych pracą - udaje się nie przerwać emocjonalnej więzi pomiędzy matką a dzieckiem. Ale czytając Twoją wypowiedź odnoszę wrażenie, że tej więzi już nie ma. Szykuj się na przyszłe problemy z uzależnieniami u Twojej córki, jakieś narkotyki, piwko, może wczesny niekontrolowany seks - powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
makurokurosek Re: Tak 16.10.09, 23:21 'Szykuj się na przyszłe problemy z uzależnieniami u Twojej córki, jakieś narkotyki, piwko, może wczesny niekontrolowany seks - powodzenia! " Tak daleko bym nie szła, natomiast uważam że faktycznie sa bardzo duże szanse na bardzo kiepski kontakt matka-dziecko Odpowiedz Link Zgłoś
fara83 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 12:25 nie uważam żebyś byla wyrodną matką i nie bierz do głowy tego co mówią ludzie a rób tak jak dyktuje Ci serce. Zapewne część z tych co uważają Cię za "potwora" w głębi serca zazdrości Ci że masz tak świetną relację z rodzicami i korzystaj z tego póki mozesz. Dzieki temu zyskujesz chwilę dla siebie a mała uczy się niezależności i samodzielności. Ja osobiście zostałam w połowie wychowana przez babcię i do dziś większość moich znajomych mi tego zazdrości... Odpowiedz Link Zgłoś
hanna26 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 17:36 fara83 napisała: > Ja osobiście zostałam w połowie wychowana przez babcię i do dziś > większość moich znajomych mi tego zazdrości... Większość znajomych zazdrości, że własna matka i ojciec nie mieli dla Ciebie czasu? Faktycznie, jest czego zazdrościć. Trochę dziwnych masz znajomych. Odpowiedz Link Zgłoś
red-koltun Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 12:27 " Wygląda to tak że w niedzielę wieczorem zawozimy małą i odbieramy ją dopiero w środę po południu (w tym czasie ja mam okazję wyjść do fryzjera, kosmetyczki czy lekarza a także porządnie/spokojnie posprzątać, poprasować). Mogłabym niby zabierać ją w poniedziałek po południu i znowu zawozić ją ponownie we wtorek wieczorem ale ja nie czuję się za pewnie za kierownicą i stresuje mnie jazda z dzieckiem" Raczej wszystko o.k.Jak mała pójdzie do przedszkola to się sytuacja wyprostuje.Moim zdaniem powinnaś odbierać ją w poniedziałek po południu i zawozić we wtorek wieczorem.Argumenty o fryzjerze,kosmetyczce,prasowaniu itp. nie przemawiają do mnie kompletnie.Tak jak i "niepewność prowadzenia samochodu"-pokonujesz tę samą trasę-dojdziesz do wprawy.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś