Czy to naprawdę takie wielkie zło?

    • ciotka.aka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 14:34
      nie udało mi się przeczytać całego długaśnego wątku ale czy ktoś pomyślał o Babci. No przepraszam - kilkugodzinna opieka to ciężka praca a trzy dni... wiem wiem ,pewnie Babcia sama proponowała pomoc ale według mnie to spore obciążenie.

      Sama jako małe dziecko byłam przez chwilkę (około 3 miesiące) w podobnej sytuacji z tym, że moja Mama przychodziła do mnie (do Babci) zaraz po zakończeniu pracy a wychodziła jak zasnęłam, na stołku było ułożone ubranie na następny dzień, w łazience suszyły się pieluchy, te z poprzedniego dnia musiały być poprasowane (ostatnie fakty znam oczywiście z opowiadań Mamy i Babci).. Sądząc po tym co musiała przygotować (najczęściej mama, tato jak to bywa - wiecznie w pracy) wychodziła do domu około 22-23, musiała pieszo gnać przez pół miasta, 5.30 odjeżdżał autobus dowożący do pracy.

      Nie oceniam Cię ale ja nie zdecydowałabym się na twój wybór - przez szacunek dla Mamy i Dziecka.

      Można szukać innego rozwiązania np. te dwa dni w tygodniu (poniedziałek/środa) twoja mama nie może przyjechać przed 6 i czekać u was w domu do czasu aż Mała obudzi się (wyspana i spokojna we własnym łóżeczku)? Potem mogłaby ją zabrać (akurat spacer albo wycieczka autobusem), obiad i ty o 14.30/15 odbierasz dziecko (odwiedzając przy tym Rodziców)?? Wtedy 1. Babcia opiekuje się krócej i ma chwilę wytchnienia, 2. dziecko nie jest narażone na szarpanie na dwa domy. To tylko jeden pomysł, pewnie jest ich więcej.
    • binka-net Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 15:08
      To jest skomplikowana sytuacja,pracując tracisz tą więź z
      dzieckiem,znowu są takie czasy że niestety często muszą pracować
      obydwoje rodziców.Ja nie pracowałam,teraz mogę iść do pracy ale cóż
      gdzie przyjmą matkę która miała przerwę w pracy bo zajmowała się
      dziećmi.Nie obwiniaj się,ciesz się każdą chwilą spędzoną z
      dzieckiem.Bądź dumna że masz tak wspaniałych rodziców którzy się nie
      zajmują.
      • binka-net Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 15:12
        Przepraszam przejęzyczenie w ostatnim zdaniu:.....dumna bo się nią
        zajmują!
    • eary OCH! święte oburzenie. 16.10.09, 15:13
      Cześć Edit.

      Przeczytałam, cóż- przejrzałam większość ze wszystkich postów.
      Pobieżnie, bo po 2 zdaniach na ogół wiedziałam co dalej będzie.
      Potrzeba bycia poprawną moralnie, etycznie, społecznie jest bardzo
      silna. Szczególnie na forach, w środowisku wirtualnym gdzie przecież
      i tak nikt tego nie zweryfikuje.

      Cóż.. ja jestem egoistką. Jestem, no i cóż.. no jestem. Taki
      charakter. I do tego hedonistką. Mam córkę (wiesz, bo pamiętam, że w
      moim poście się wypowiadałaś). Kocham ją, kocham męża, mąż kocha
      mnie- sielanka.
      ALE potrzebuje czasu dla siebie. Bez niego i bez małej. Nie dużo.
      Chwila wystarczy. Moje konie, szybkie zakupy. Cokolwiek. Na ogół 2
      razy w tyg wieczorem na 1,5h konie i okazjonalnie zakupy. to MÓJ
      czas.
      Nie zmniejsza to mojej miłości do dziecka, męża. Nie wplywa na
      relacje negatywnie- wręcz przeciwnie. pozytywnego kopa dostaje.
      Ale to moje wybory, moja "wygodność" z którą jestem pogodzona. A
      jeśli ktoś tu zarzuci mi brak miłości do dziecka, brak
      zainteresowania. ZAPRASZAM w realu do siebie na kawę. POWAŻNIE. Z
      małą mam więź niezwykłą, przez to, że część mnie jest nadal
      dzieckiem. Ale dość o mnie.

      Pomyśl nad skróceniem czasu, odwiedzinami u rodziców jak jest mała.
      I jak wychodzisz to się nie żegnaj, nei dawaj jej powodów do
      rozpaczy. Jeśli tak rozpacza. Jeśli się nie da skrócić tego czasu,
      nie da się odwiedzać.. cóż to się nie da..

      Moja mała co piątek jedzie do teściów na wieś i odbieramy ją w
      sobotę w ciągu dnia. W tygodniu jak ja jestem w pracy ona jest pod
      opieką mojej mamy. A piątki są nasze: męża i moje- nie ruszy mnie
      moralizatorstwo. Potrzebujemy czasu dla siebie, mamy taką
      możliwość.. Dzięki temu dziadkowie mają swój dzien z małą, mała ma
      dzień z drugą wnusią i dziadkami a my mamy nas. W niedziele za to
      jest dzień naszej trójki i zawsze coś wymyślę.

      Piszesz więc pewnie masz poczucie winy.. ale u kogo szukasz
      rozgrzeszenia??? nie tu. Nie w tym wirtualnym świecie.

      Dzieci wychowynane ściśle z mamusiami, które nigdy poza domem bez
      mamy nie spały mają równie duże problemy jak te, których rodzicow
      wiecznie nie ma. Znam mamy, które dalej muszą usypiać swoje 8 letnie
      córki i one bez mam nigdzie się nie ruszą.

      Nie mówię, że robisz dobrze czy źle. Ale optymalizuj dalej. Skróć do
      2 dni i będzie nieźle. nadrabiaj jak już masz małą.

      I CIESZ SIE DZIEWCZYNO! A nie zamartwiaj!! Ciesz się, że nie masz
      większych zmartwień. Że masz kochającą rodzinę. Że masz rodziców
      chętnych do pomycy, że masz możliwości!!

      CIESZ SIĘ bo czas bardzo szybko leci a ty szcześliwa będziesz
      bardziej przydatna dla dziecka, bardziej na nie otwarta i o dziwo..
      wtedy łatwiej rozwiązuje się problemy.

      Dziś piątek- idzcie sobie na dlugi spacer. co tam, że zimno. Ciepło
      się ubrać i już. Albo zróbcie wyklejankę ze wszystkiego co masz w
      domu.

      Nos do góry!
      • mama-008 szczęśliwa mama= szczęsliwe dziecko 16.10.09, 15:18
        i na odwrót!
        pozdrawiam i zycze wszystkim mamom udanego weekendu spędzonego w
        gronie rodzinnym z mężem i dziecmi, czasu spędzonego w rodzinie na
        zabawie a nie w centrum handlowym w mc donaldziesmile
        pozdrawiam

        PS dajcie troche odpoczac tym umęczonym dziadkomsmile
      • binka-net Re: OCH! święte oburzenie. 16.10.09, 15:20
        Zgadzam się w 100%,nie można było tego lepiej napisać!Pozdrawiam
        wszystkie mamy te pracujące zawodowo i te w domu!
      • yola13 Az się przyjemnie czyta takie posty:))) 17.10.09, 13:13

    • olka-1986 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 15:24
      Nie uważam, że to wogóle za jakiekolwiek "zło". To, że chcesz dobrze dla
      dziecka, dla całej waszej rodziny to musi być od razu zło konieczne?! Nie
      rozumiem! A to z niby jakiej racji? Czyżby przy babci i dziadku małej
      stała się jakaś krzywda? Nie, sądzę że dziadkowie szaleją za wnukami
      (przeważnie). A to, że chcesz zadbać o siebie to dobrze. Bardziej nie
      rozumiem kobiet, które się rozmnażają bez opamiętania, nie pracują i tylko
      się dzieciakami zajmują. Ja bym zwariowała!big_grin Na maxa. Przeciwniczki
      twojego postępowania to mamuśki, które nie mają czasu zadbać o siebie.
      Dziwne, że nie dopuszczają myśli, że w innych rodzinach jest inaczej- gdy
      pary się rozstają, dziecko zostaje przy jednemu z rodziców, ale z tego co
      mi wiadomo to miesiąc wakacji dziecko spędza z ojcem, drugi z matką. I co
      niby wtedy?! Jest nieszczęsliwe, umrze, bo mamy nie ma obok siebie? CAŁY
      MIESIĄC!!!
      Nie przejmuj się "tymi matkami". One są jakie są. czegoś im brakujebig_grin
    • daga_1 Re: A po co Ty wogóle piszesz o tym na forum. 16.10.09, 15:27
      Rób tak jak Ci sytuacja na to pozwala a nie słuchaj różnych
      ludzi,którzy się mądrzą, a mają zupełnie inną sytucję i łatwo im
      krytykować innych.
    • awtorek edit38 16.10.09, 15:32
      Nie czytałam poprzednich postów więc mogę się powtórzyć. Uważam, że nie ma w tym
      nic złego. I apeluję do Ciebie abyś nie przejmowała się żadnymi negatywnymi
      komentarzami! To jest niestety prawo forum. Zawsze znajdą się idealne matki
      polki (celowo z małych liter), które mają dobrą sytuację materialną i mogą sobie
      na luzie siedzieć w domu z dzieckiem. Dziwię się, że nie widzą nic poza czubkiem
      własnego nosa.

      Ja np. mam o tyle dobrą sytuację, że mogę pracować w domu wieczorami i w soboty.
      A i tak finansowo jest ciężko. A z jednej pensji?? Czasami zastanawiam się kogo
      na to stać? Wasza sytuacja jest skomplikowana organizacyjnie ale najważniejsze,
      że bierzesz pod uwagę potrzeby dziecka (że nie lubi częstych zmian, że dobrze
      czuje się u dziadków itd.). Widać, że myślisz o dziecku i stajesz na głowie,
      żeby jak najlepiej wybrnąć z tej sytuacji. Zwłaszcza, że jest ona przejściowa bo
      potem będzie już przedszkole. Ciesz się, że masz takich fajnych rodziców i że
      mała ma z nimi dobry kontakt.
      To tyle. Podziwiam Was, że przy takim trybie pracy wszystko udało się ogarnąć. A
      wg mnie wożenie małej w tę i z powrotem i wczesne pobudki są bez sensu i dobrze,
      że córka jest ciągiem te 3 dni u dziadków.

      Powiem Ci jeszcze, że kiedyś założyłam wątek, czy należy unikać kontaktu
      niemowlęcia z innymi dziećmi ze względu na choroby. Moja córka miała wtedy ok.
      pół roku i jej pediatra zrobił mi aferę, że byłam z nią w kinie na seansie dla
      mam z dziećmi i (o zgrozo!) chciałam ją zapisać na basen na zajęcia dla
      niemowląt. Byłam ciekawa zdania innych mam. Napisałam nieopatrznie, że dla mojej
      psychiki byłoby super wyjść raz na jakiś czas do ludzi (właśnie do kina czy
      nawet na szybką kawę). No i koniec - dowiedziałam się, że nie nadaję się na
      matkę skoro tylko włóczę się z dzieckiem po "kawiarniach, centrach handlowych i
      kinach". Ogólnie, obok normalnego podejścia do sprawy było święte oburzenie i
      mnóstwo nieprawdziwych dopowiedzi na mój temat (bo do centrów handlowych w ogóle
      z nią nie chodziłam, a w kinie byłyśmy RAZ). Więc korzystając z forum trzeba być
      przygotowanym na takie sytuacje, a wiedzieć swoje i kierować się intuicją i
      miłością. A to, że sytuacja nie pozwala na spędzanie z dzieckiem czasu non stop
      nie oznacza, że jest się złą matką (litości!).
    • loorien jednak uważam że przesadzasz, bo są inne rozwiązan 16.10.09, 15:46
      tyle czasu dziecko poza domem trzymać, dziadkowie też sa nieźli,
      niby pomagają ale robią to dla siebie żeby przywiązać dziecko nie
      widzisz tego? U mnie tez był kłopot z opieką, ale rozwiązaliśmy to
      tak ze mąż przywoził teściową do nas, 2 dni musiala sie zając
      Boryskiem ale 3 noce spała u nas bo zbyt daleko mieszka zeby
      dojeżdzać, mielismy 2 pokojowe mieszkanie no i wiadomo ze non stop z
      tesciową to nic przyjemnego ale trudno, przynajmniej po pracy
      widzialam dziecko. Nie wyobrażam sobie tyle czasu w tygodniu go nie
      widziec
    • rayenne Tak, jesteś złą matką. 16.10.09, 16:04
      I co, przyszłaś na inne forum, żeby ktoś pogłaskał Cię po główce i
      uspokoił sumienie pieprzeniem, że jakość a nie ilość jest ważna?
      Jesteś po prostu wygodnicką, egoistyczną osobą, manipulującą swoimi
      rodzicami, i prawdopodobnie źle zorganizowaną, skoro nie możesz
      pogodzić posiadania dziecka i .... (koń by się uśmiał) prasowania.
      Nic nie zastąpi dziecku obecności matki, a założenie, że dziecko
      musi mieć non stop 100% uwagi jest dziwne. Gdybyś egoistycznie
      nie "odprawiała" dziecka, kiedy Ci wygodnie z domu, mała miałaby
      okazję obserwować Ciebie jako mamę w domowych obowiązkach. Kup córce
      małe żelazko dla dzieci i niech sobie przy tobie prasuje, chcesz
      odpocząć? To naucz dziecko, że każdy ma czas również dla siebie
      (możesz sobie po prostu poczytać leżąc w jej pokoju). To okropne,
      żeby dla fryzjera, świętego spokoju, pseudoargumentów, jakie to
      nieszczęście i kłopot dla małej podróżować codziennie (a świadomość
      że mama wystawia ją po prostu za drzwi jak chce mieć wolne jest
      lepsza?) traktować dziecko jak rzecz, którą można przestawić z domu
      na działkę. Jakie to dziecko ma prawa skoro możesz zwinąć jej życie
      i po prostu usunąć ją z domu, kiedy masz ochotę.... Myślisz, że
      czuje się bezpiecznie, że odważy się "przywiązać" do swojego kąta w
      domu, skoro w każdej chwili, nawet gdyby marzyła, żeby w nim się
      pobawić, mogłaby być z niego wykopana. Moja kochana, praca do 14.30
      jest komfortowa. Nie szukaj usprawiedliwienia dla swojego lenistwa,
      niezorganizowania i dziecinady. Chciałaś usłyszeć cudze opinie, to
      słyszysz. A jak nie chciałaś, to trzeba było nie pytać i łatać
      wyrzuty sumienia kolejną zabawką przywleczoną po rajdzie po centrum
      handlowym.
      • yola13 Yo! 17.10.09, 13:20
        rayenne napisała:

        > I co, przyszłaś na inne forum, żeby ktoś pogłaskał Cię po główce i
        > uspokoił sumienie pieprzeniem, że jakość a nie ilość jest ważna?
        > Jesteś po prostu wygodnicką, egoistyczną osobą, manipulującą
        swoimi
        > rodzicami, i prawdopodobnie źle zorganizowaną, skoro nie możesz
        > pogodzić posiadania dziecka i .... (koń by się uśmiał) prasowania.
        > Nic nie zastąpi dziecku obecności matki, a założenie, że dziecko
        > musi mieć non stop 100% uwagi jest dziwne. Gdybyś egoistycznie
        > nie "odprawiała" dziecka, kiedy Ci wygodnie z domu, mała miałaby
        > okazję obserwować Ciebie jako mamę w domowych obowiązkach. Kup
        córce
        > małe żelazko dla dzieci i niech sobie przy tobie prasuje, chcesz
        > odpocząć? To naucz dziecko, że każdy ma czas również dla siebie
        > (możesz sobie po prostu poczytać leżąc w jej pokoju). To okropne,
        > żeby dla fryzjera, świętego spokoju, pseudoargumentów, jakie to
        > nieszczęście i kłopot dla małej podróżować codziennie (a
        świadomość
        > że mama wystawia ją po prostu za drzwi jak chce mieć wolne jest
        > lepsza?) traktować dziecko jak rzecz, którą można przestawić z
        domu
        > na działkę. Jakie to dziecko ma prawa skoro możesz zwinąć jej
        życie
        > i po prostu usunąć ją z domu, kiedy masz ochotę.... Myślisz, że
        > czuje się bezpiecznie, że odważy się "przywiązać" do swojego kąta
        w
        > domu, skoro w każdej chwili, nawet gdyby marzyła, żeby w nim się
        > pobawić, mogłaby być z niego wykopana. Moja kochana, praca do
        14.30
        > jest komfortowa. Nie szukaj usprawiedliwienia dla swojego
        lenistwa,
        > niezorganizowania i dziecinady. Chciałaś usłyszeć cudze opinie, to
        > słyszysz. A jak nie chciałaś, to trzeba było nie pytać i łatać
        > wyrzuty sumienia kolejną zabawką przywleczoną po rajdzie po
        centrum
        > handlowym.

        jak się czyta takie wypowiedzi to sie odechciewa czytania forum w
        ogóle, ty to pewnie odrazu juz wszystko wiedziałas co i jak się
        robi, zawsze byłas najmądszejsza i wszystko juz wiedziałas jak tylko
        wyszłas z brzucha matki, jak mi sie podobaja takie wszystko wiedzące
        poprawne moralnie i poprawne politycznie i społecznie, nic tylko
        medal ci dac, mdło mi sie robi jak cie czytam
    • rayenne PS. a propos "zwichniętej psychiki" 16.10.09, 16:34
      Co rozumiesz pod pojęciem "wszystko z nimi w porządku"? Po pierwsze,
      skutki takiego traktowania mogą rozciągnąć się w czasie (i rzutować
      na całą osobowość), a nie ograniczyć do zależności bodziec-reakcja
      (typu: zostawiam - dziecko się moczy/ nie moczy). To czasem wychodzi
      po latach, choćby dlatego, że całe to "odrzucenie" przez rodziców
      (dziecko nie potrafi tego nazwać i "wbudowuje" to w strukturę swojej
      osobowości; negatywne emocje które przeżywa (a których może nawet
      nie ujawniać, w obawie, że mama nie wróci po takie "niegrzeczne"
      dąsające się dziecko)kodują się w takiej malutkiej strukturze
      pt. "ciało migdałowate" i robią "matrycę" interpretacyjną dla
      życiowych doświadczeń)Dziecko może być w przyszłości "lękowym"
      dorosłym, może mieć problemy z relacjami emocjonalnymi z innymi,
      może mieć syndrom życiowej bezradnosci i wycofania ("na nic nie mam
      wpływu" ----
      • tusia-mama-jasia Re: PS. a propos "zwichniętej psychiki" 16.10.09, 17:39
        > że mamy tak mało szacunku dla dzieciństwa jako takiego,

        fantastycznie powiedziane...
      • cathy1976 Rayenne 16.10.09, 22:34
        Dziękuję za mądry post.
        Nic więcej nie trzeba dopisywać.
      • afrikana Re: PS. a propos "zwichniętej psychiki" 16.10.09, 23:22
        Rayenne, dobrze prawisz. Mogę się podpisać.
    • histerioza Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 16:40
      Nie uważam, że jesteś wyrodną matką, ale też nie uważam, że taka
      sytuacja jest dobra dla dziecka. Znam wiele dorosłych, którzy w
      całym swoim życiu czuli się nie kochani, będąc jako dziecko
      podrzucani babci. Pytas, czy to takie "wielkie" zło? Wielie nie, ale
      nie trzeba wielkiego zła, aby gdy trafi na wrażliwe dziecko,
      wyrządziło mu krzywdę. Może postaraj się o inną pracę albo zmianę
      systemu. Ostatnio (od dwóch lat) zdarza mi się funkacjonować na dwa,
      trzy mieszkania, nie czuję się z tym dobrze. Dziecko na pewno tym
      bardziej. Trochę takie życie na walizkach, hotelowe.
      • asia06 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 17:52
        A ja mieszkam w dwóch domach od pięciu lat. Mała ma 4 lata. Nie czuję się na
        walizkach. I tu, i tu jestem u siebie w domu, a nie w podróży. Dla małej też nie
        ma to znaczenia. Też ma dwa domki i tyle.
    • asia06 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 17:37
      Edit38, uważam, że taki układ nie jest ani zły, ani dobry. Wszystko zależy od
      tego, co czuje dziecko. Są takie, które będą płakać i tęsknić. A są też takie,
      którym równie dobrze będzie u rodziców, jak i u dziadków. Są dzieci, które
      przyzwyczajają się do jednego domu, są takie, które mogą mieszkać w kilku. Są
      takie, które muszą spać w swoim łóżku, a są i takie, które mogą sypaic w każdym.

      Zbyt dużo krytyki w odpowiedziach znalazłam. Zbyt wielu mamom wydaje się, że są
      wszystkowiedzące. Zbyt wiele osób odpowiada z własnej perspektywy. Dla odmiany
      mogę podać własny przykład. Mam bratanicę, która od 1 urodzin każde wakacje
      spędzała u babci. Teraz, jako 15-letnia dziewczyna, wspaniale wspomina te chwile
      i twierdzi, że na nic by ich nie zamieniła. Żadnego płaczu itraumy nigdy nie było.
    • fok.a tak, to zlo. 16.10.09, 17:50
      Kiedy wychowuje się maleńkie dziecko, to w kąt odkłada sie to że Cie cos
      stresuje albo inne swoje smieszne problemiki.Oddajesz malutką dziewczynke na 3
      dni z domu- dlaczego właścicie? Dlaczego fundujesz dziecku rozstrzelenie
      pomiędzy dwiema rodzinami i dwoma domami?
      Dlaczego za nie decydujesz co bedzie lepsze- wstawanie rano czy bycie poza domem
      przez 3 dni?
      Twoja coreczka nie ma nawet 3 lat. wiele rzeczy rozumie instynktem, a nie przez
      pryzmat wiedzy i doswiadczen. gdybym byla nia, potwornie bym tesknila. i
      czulabym sie odrzucona.
      powolalas na swiat dziecko.
      dopoki nie dorosnie, twoim obowiazkiem jest je chronic i zapewnic mu maksymalne
      dobro i bezpieczenstwo.
      masz prawa , jak kazdy czlowiek. jak chcesz isc do fryzjera, to zadzwon po
      opiekunke, 3 h cie nie zrujnuja.
      dziecko ma byc w swoim domu, a nie blakac sie po cudzych.
      • yola13 Re: tak, to zlo. 17.10.09, 13:28
        fok.a napisała:

        > Dlaczego za nie decydujesz co bedzie lepsze- wstawanie rano czy
        bycie poza dome
        > m
        > przez 3 dni?

        rozumiem ze twoim zdaniem niespełna 3 letnie dziecko moze samo o
        sobie decydowac co chce robić? Gratuluje poziomu inteligencji. Bez
        komentarza to zostawie
    • lavetti Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 17:55
      Szczerze - zazdroszczę Ci. Naprawdę. Moje dziecko siedzi z opiekunką, której
      płacę większość swojej pensji. Nie przejmuj się głupimi babami zapatrzonymi w
      swoje "kochane maleństwa", chuchane i dmuchane, z których wyrastają albo
      zniewieściali dorośli, za których wszystko załatwi mamusia, albo kryminaliści.
      Twoje dziecko więc Ty sama wiesz, co dla niego dobre. A przede wszystkim nie
      możesz patrzeć na realizację samej siebie poprzez pryzmat córki i innych ludzi.
      Potępiam matki, które krytykują innych rodziców, być może same nic nie osiągnęły
      w życiu i próbują się dowartościować.
      • lavinka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 19:32
        No akurat nie znam wychuchanego dziecka, które zostałoby kryminalistą.
        Kryminalistami zazwyczaj zostają te niedochuchane,że się tak wyrażę.
      • rayenne fajnie by tak było co? 16.10.09, 21:01
        ... żeby te co uważają inaczej, były brzydkie, grube, zapuszczone,
        bez ambicji, bez osiągnięć a ich rozwój intelektualny sięgał co
        najwyżej jutrzejszego obiadu. Widzisz, ale tak nie jest wink Kuku,
        zdziwiona? Pracuję, skończyłam drugie już studia, mam sporo czasu
        dla rodziny, absolutnie nie wyobrażam sobie wyrzucania mojego
        dziecka na kilka dni w tygodniu z domu, chadzam do fryzjera, na
        basen, do knajpek, do kina, albo teatru (można na 2-3 godziny
        wynająć opiekunkę, dziecko zostaje w SWOIM domu, w SWOIM łóżku a nie
        jest wysiedlane); mam czas na przyjaciółki, na wspólne wypady w
        weekend do Kazimierza, na kajaki albo nawet do Barcelony (dziecko
        można zabrać tak na wczasy, jak i na koncert), moich starzejących
        się rodziców, którzy już wymagają pomocy, a co gorsza - wcale nie
        czuję się zjechana przez życie smile))) Popieram kontakty z dziadkami,
        ale pobyty u nich (np. wakacje) to nie powinno być zamiast domu,
        tylko jako coś fajnego, extra... bez przymusu. Swoją drogą,
        gratuluję wszystkim pomysłu "organizowania" jesieni życia przymusową
        opieką nad wnusiami smile))) Starszy człowiek też ma prawo do
        odpoczynku, własnych znajomych, nawet do zdrzemnięcia się po
        południu, a nie ganiania kilkanaście godzin za ruchliwym maluchem.
        To bezwzględne wykorzystywanie i tyle.
      • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 22:02
        "A przede wszystkim nie
        > możesz patrzeć na realizację samej siebie poprzez pryzmat córki i innych ludzi.
        > Potępiam matki, które krytykują innych rodziców, być może same nic nie osiągnęł
        > y
        > w życiu i próbują się dowartościować. '

        Przepraszam, ale o czym ty w ogóle piszesz kobieta oddaje dziecko aby móc w
        spokoju odpocząć i poleniuchować, a nie by sie samorealizować , nie poświęca
        tego czasu na pogłębianie swoich zainteresowań, doszkalanie . no chyba że dla
        ciebie jest to forma samorealizacji
    • lilith_dclxvi Ale wy wszystkie mimozy jesteście... 16.10.09, 18:13
      Jak byłam w wieku małej to też chyba połową czasu z babciami spędzałam- byłam
      dla obu pierwszą wnuczką, więc miały się o mnie pobić wink Ołma pracowała na pół
      etatu, więc jak miałam 2,5 roku to od wiosny do jesieni robiłyśmy sobie długie
      weekendy. Tata zawoził mnie wieczorem w czwartek do Katowic i nocowałam u niej,
      w piątek jechałyśmy pod Opole do rodzinki na wieś. Wracałyśmy w poniedziałek
      popołudniu i tata mnie odbierał po pracy. W wakacje jak miałam 1,5 roku
      pojechałam tam z babcię na miesiąc, a rodzice dojeżdżali w weekendy, i tak co
      roku. Z rodzicami jechałam potem osobno nad morze. A jak poszłam do przedszkola
      to jeszcze na wiosnę jeździłyśmy na tydzień w góry. Moja druga babcia często
      odbierała mnie z przedszkola, jak mama musiała zostać dłużej w pracy. Dziadek
      nonstop zabierał na spacery do lasu. A jak tylko mama miała dyżur w szpitalu
      chcieli, żebym u nich nocowała- jakby tata nie umiał się mną zająćwink Uważam, że
      miałam super dzieciństwo. Mam lepsze relacje i z dziadka, i rodzicami niż
      większość dzieciaków, które prawie cały czas były z mami. Jako dorosła nie
      oczuwam żadnych niedoborów. Mój tata jak był mały (lata 50.) też nocował w
      tygodniu u swoich dziadków, a rodzice odbierali na weekendy - nie było
      przedszkoli, baby-sitter i jakoś musiał przeżyć. Jak miał 4 lata to sam siedział
      w domu zanik ołma nie wróciła - przynajmniej szybko nauczył się czytaćsmile Może ja
      bedę miała swoje dziecie też zwariuję na ich punkcie, ale naprawdę nie wydaje mi
      się, że jeśli ma się kochających rodziców to spędzanie 3 dni u babci było jakąś
      specjalną traumą.
      • shigella Re: Ale wy wszystkie mimozy jesteście... 16.10.09, 22:27
        lilith_dclxvi napisała:

        > Jak byłam w wieku małej to też chyba połową czasu z babciami spędzałam- byłam
        > dla obu pierwszą wnuczką, więc miały się o mnie pobić wink Ołma pracowała na pół
        > etatu, więc jak miałam 2,5 roku to od wiosny do jesieni robiłyśmy sobie długie
        > weekendy. Tata zawoził mnie wieczorem w czwartek do Katowic i nocowałam u niej,
        > w piątek jechałyśmy pod Opole do rodzinki na wieś. Wracałyśmy w poniedziałek
        > popołudniu i tata mnie odbierał po pracy. W wakacje jak miałam 1,5 roku
        > pojechałam tam z babcię na miesiąc,
        Z opinii wszystkich (prawie) matek wnioskuje, ze po tym co zafundowali mi wyrodni rodzice, powinnam sie kiwac w kaciku albo w ogole zyletkami pociac.
        Spora czesc pierwszego roku zywota spedzilam pod opieka kolegow i kolezanek mojej matki, bo z roznych przyczyn rodzicielka musiala wrocic do pracy (nie bylo opcji z opiekunka itp.).
        W tym czasie wychowywalam sie w wynajmowanej suterynie, zeby nie bylo (dramatyzmu dodaje) i mialam potworne zapalenie uszu.
        Nastepnie, jak mialam 9 miesiecy zaliczylam traumusie z przeprowadzka o jakies 300 km (z Wrocka pod Warszawe).

        Tam z kolei cale dnie spedzala ze mna Ciocia Stefa, ktora opiekowala sie tez moim Papa jak byl maly (obie rodzone babcie nie zyly).
        Ciocia w dodatku nie byla genetycznie ze mna zwiazana - byla przyjaciolka Babci.
        Tak naprawde wiec bylam pod opieka obcej osoby! Ona to bezlitosnie mnie ratowala przed kopnieciem przez konia i mimo posiadania miksera recznie przecierala mi zupki.
        Teraz, wszystkie mamusie proszone sa o wyjecie chusteczek, bo bedzie jeszcze smutniej.
        Biednam i malenkam, po smierci Cioci i wyjezdzie Taty na roczne stypendium do USA, zostalam wyekspediowana przez rodzicielke do Dziadka (do Zielonej Gory), by moja wyrodna matka mogla pracowac i miec na czynsz i jedzenie.
        Pozniej, spedzalam u Dziadka po kilka miesiecy wakacji, sama i opuszczona [uprasza sie utoczyc lze].
        A teraz na nieco powazniej.
        Do piatego roku zycia wywlekano mnie z lozka bladym switem, zeby zdazyc na kolejke z Jozefowa do Warszawy, do przedszkola. Zima, w nieogrzewanym pociagu byl to koszmar, ktory do dzisiaj pamietam.

        Rodzice musieli pracowac, bo nie mieli mieszkania sluzbowego ani innego, wiec na wynajecie 'prywatki' jak sie wowczas mowilo musieli zarobic.

        W zwiazku z tym byli wiecznie zmeczeni, brakowalo pieniedzy, klocili sie o byle co, a ja dostawalam na zmiane lanie i wybuchy histerycznych uczuc, jakie rozpoznaje u sporej czesci wypowiadajacych sie mam.
        Pamietam, ze bylam wtedy mocno poddenerwowana i zestresowana oraz wymeczona.
        Rodzice ze wzgledu na charakter pracy pewne rzeczy robili dosc nieregularnie.
        Dla porownania - Dziadka wstawalam duzo pozniej - zamiast o 5-5:30 - o osmej.

        Dzien mial staly rozklad, Dziadek uczyl mnie wielu rzeczy np. rozpoznawania grzybow, dlugich wierszy na pamiec (mowimy o 3-5 letnim dziecku), bawil sie ze mna, zabieral do lasu i na dzialke.

        Na dodatek Dziadek ode mnie wiele wymagal - np. ze zabawki nalezy poskladac po zabawie (np. klocki zawsze musialy byc ulozone w skrzynce), mialam sie grzecznie zachowywac "jak mloda panienka".

        Owszem, troche ryczalam jak rodzice wyjezdzali, ale potem moje
        wspomnienia sa tylko pozytywne. Nie pamietam zadnej tesknoty i rozpaczy.
        Z Ojcem, ktory mnie tak okrutnie opuscil na rok mam znakomity kontakt do dzis. Nienawidze za to wybuchow histerii pt. "mojacoruniuukochanabotymojedzieckoslodkiejestesijacietakkocham".

        Zgadzam sie z Edith, ze dluzsza obecnosc u dziadkow moze corke wyciszac. U dziadka uspokajalam sie szybko, cyrki w przedszkolu odstawialam przez kilka miesiecy.

        Nie wiem, co jest lepsze dla dziecka - obecnosc kochajacej babci, czy pani ze zlobka lub niani.
        Jak pamietam raport GW, wiekszosc opiekunek ma zerowe kwalifikacje do opieki i zajmuja sie nie dzieckiem, ale serialami.

        Tak na marginesie, to jak policzylam na palcach, Edith pracuje na pelen etat. Rzucenie pracy uwazam za lekki idiotyzm, bo pamietajcie ze na emeryture trzeba kiedys zarobic, a powrot do pracy moze byc trudny.
        Dzieciak musi sie nauczyc radzic sobie ze stresem - wazne, zeby matka go tego w zyciu nauczyla. Zycie w calosci sklada sie z rozstan i powrotow. Nie zawsze ma sie to, co sie lubi.

        Proces wychowania polega na nauce myslenia, wypelniania obowiazkow, przystosowania do zycia w spolecznstwie i tego, ze nie zawsze dostaje sie to, czego sie chce, a nie zaglaskiwaniu dziecka na smierc.
        • afrikana Re: Ale wy wszystkie mimozy jesteście... 16.10.09, 23:44
          Shigella, rozumiem, ze skoro Ty byłaś taka szczęśliwa i było Ci tak
          dobrze w dzieciństwie, to swoim dzieciom też z chęcią zaserwujesz
          coś takiego ? Lepiej ze wszystkimi dookoła tylko nie z mamą i
          tatą...No cóż, skoro Cię lali i krzyczeli, histeryzowali i kłocili
          między sobą to pewnie, ze lepiej z dziadkiem czy kimkolwiek. My
          jednak nie rozmawiamy o patologii. Tutaj rzecz rozchodzi się o coś
          zupełnie innego. O czas na prasowanie, sprzątanie, fryzjera i
          kosmetyczkę a nie o padanie na pysk i codzienny kierat autorki wątku
          do późnych godzin nocnych by zarobić na chleb ani problemy rodzinne
          czy małżeńskie.
    • joannka2 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 19:19
      Nie jesteś wyrodna. Pracujesz, bo musisz.
      Nie ma jednak wątpliwości, że jesteś wygodna i leniwa.
      I bardzo chętnie i łatwo szukasz dla siebie usprawiedliwienia.
      • marripossa Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 20:05
        Nie ma nic złego w byciu wygodną i leniwą.
        Pisze to równie wygodna i leniwa matka, która nawet obiadu dziecku nie ugotuje
        tylko czeka aż babcia lub kochanek ugotują. A jak nie ugotują, to są kanapki na
        obiad.
    • memphis90 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 21:26
      > Czy Wy również uważacie że nasza decyzja jest zła dla dziecka, że jesteśmy
      > nieodpowiedzialni i nie powinniśmy mieć dziecka skoro nie potrafimy się
      > „zająć” dzieckiem tylko podrzucamy dziecko babci? Czy uważacie że t
      > akie
      > „podrzucanie” dziecka jest czymś gorszym niż zostawianie go na cały
      > dzień w
      > żłobku lub nianią która jest dla niego zupełnie obca?
      Hmm, tak, w 100% się z tym zgadzam. Nie mogłabym stale zostawiać dziecka na pół
      tygodnia u dziadków, żeby mieć czas na kosmetyczkę. Jednorazowo, tak, czemu nie,
      ale robić z tego regułę?
    • plain-vanilla Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 21:28
      Ja chciałabym wiedzieć, po co pytasz obcych ludzi o to, czy to co
      robisz w swoim życiu jest złe? I tak naprawdę, to mogę zgadywać, że
      szukasz wsparcia dla twoich decyzji wśród ludzi, którzy mają cię i
      tak w nosie i jeszcze mogą skrytykować, bo są anonimowi. Nie pytaj
      na forum, ale zapytaj męża, dziadków i twoją córeczkę. Chyba już
      potrafi ładnie mówić. Może trzeba umieć zadać właściwe pytania. To
      jest twoje życie i twoje decyzje. Żaden mędrzec na forum nie da ci
      poczucia pewności siebie i przekonania o tym, że to co robisz dla
      swojej rodziny jest najlepsze.
    • wrona0202 Byłam takim dzieckiem. 16.10.09, 21:34
      Moi rodzice pracowali całymi dniami, a mną zajmowała się babcia. Co
      prawda przychodziła do nas do domu. Mam jednak wspomnienia dotyczące
      rodziców głównie w zakresie wakacyjnym kiedy spędzaliśmy miesiąc
      razem. To wspaniali ludzie i z perspektywy czasu rozumiem dlaczego
      tak było. Wydaję mi się też, że byłam trochę zimno chowana.
      Co do Pani dziecka, moim zdaniem wszystko zależy od jego wrażliwości,
      ale wygląda, że mu się średnio ta sytuacja podoba. Szczerze
      powiedziawszy kiedy ja sobie wizualizuję całą to sytuację przez
      odniesienie do siebie to chce mi się płakać.
      Pieniądze są ważne, ale uważam, że powinni Państwo o wiele więcej
      czasu poświęcić dziecku. Ono się teraz uczy, dojrzewa, kształtuję się
      Jego psychika. Od tego jak Państwo je nauczą będzie zależało jak
      będzie radzić sobie w życiu, z ludźmi, z problemami i czy będzie
      akceptować siebie. Na razie uczy się chyba, że z niezrozumiałego dla
      Niego powodu ( tak myślę, bo dla dziecka nawet zabranie zabawki jest
      wielką tragedią, one patrzą inaczej, ich świat jest mniejszy
      prostszy) najważniejsi dla Niego ludzie zostawiają go na bardzo długi
      czas ( znowu dla dziecka każdy dzień jest o wiele dłuższy, z wiekiem
      czas leci szybciej) z dziadkami.
      Wydaję mi się, że patrząc na rozwój dziecka lepiej gdyby Państwo się
      nim więcej zajmowali.Pozdrawiam
      • martap10 Re: Byłam takim dzieckiem. 16.10.09, 22:35
        Przepraszam, nie byłam w stanie przeczytać wszystkiego, ale to chyba bez
        znaczenia, skoro pytasz o zdanie - czyli każdy może je wyrazić, choćby było
        zbieżne z czyimś innym. Myślę, że sama nie do końca dobrze czujesz się z tym co
        robisz, skoro pytasz na innym forum - pewnie zdając sobie sprawę z tego, że
        oberwiesz. I tak zrobisz co uważasz, ale wydaje mi się najważniejsze, że dziecko
        powinno mieć jeden dom. Mój synek (4,5 roku) jeździ do dziadków na tydzień mniej
        więcej 3 razy w roku, ale ma poczucie, że są to wakacje. Ja pracuję dosłownie
        cały dzień, mąż też (razem). Synek jest z nami w pracy od 17 do 19, dopiero
        potem jedziemy do domu załatwiając po drodze jeszcze często sprawy zawodowe lub
        robiąc zakupy, a czasem po prostu jedziemy do domu po przedszkolu. Wiem, że to
        źle dla niego, powinien bawić się w domu pewnie całe popołudnie, ale jesteśmy
        razem, on ma swoje atrakcje w naszej pracy i jest dobrze. Wstaję rano, mało
        śpię, na kosmetyczkę nie mam (na fryzjera tak, hihi), ale nie oddałabym synka na
        trzy dni w tygodniu, bo uschłabym z tęsknoty. A gdyby płakał przy rozstaniu, nie
        miałabym więcej pytań...

    • gepal Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 22:26
      Nie chcę Cię oceniać, bo nie można wyrobić sobie tak naprawdę zdania
      na podstawie kilku (choćby i długich) postów.
      Ale - ja bym raczej nie zdecydowała się na taki układ. I nie jestem
      nawiedzoną mamuśką, raczej staramy się z mężem mieć zdrowy stosunek
      do macierzyństwa i ojcostwa - co nie zmienia faktu, że dziecko jest
      najwspanialszą przygodą, jaka nam się przydarzyła. Staramy się
      spędzać z Zośką (obecnie ma 15 miesięcy) jak najwięcej czasu,
      zabieramy ją wszędzie ze sobą - do znajomych, do restauracji, na
      zakupy, na wyjazdy wakacyjne (do tej pory dwa - wrześniowy tydzień
      nad morzem, kiedy Zośka miała 6 tygodni, i zimowy wypad w góry z 7-
      miesięcznym dzieckiem). Ale - obydwoje pracujemy zawodowo, więc 8
      godzin dziennie młoda spędza z opiekunką. Poza tym od dwóch miesięcy
      uczę się do bardzo ciężkiego egzaminu zawodowego (jeszcze trzy
      tygodnie...) więc przez ten czas Zosia spędza o wiele więcej czasu z
      tatą niż ze mną. I niestety muszę Cię zmartwić - to tylko dwa
      miesiące, ale widzę bardzo dużą różnicę w naszych wspólnych
      relacjach. Mała nocuje w domu, widzimy się codziennie (chociaż
      znacznie krócej niż dotychczas - spędzam z nią teraz tylko ok. 2-3
      godzin dziennie - mówię tu o efektywnym czasie, a nie np. o
      sytuacji, kiedy ja się uczę, a mąż bawi się z Zosią obok czy w
      drugim pokoju) - a mimo wszystko Zosia jest teraz bardziej
      przywiązana do ojca, do niego chętniej idzie na rączki, czasami
      wręcz mam wrażenie że chce mnie "ukarać" za nieobecność i np. nie
      chce podejść kiedy ją wołam...
      To dla mnie bardzo trudna sytuacja, niestety nie mam chwilowo
      wyboru, pocieszam się tylko tym, że na szczęście to jest przejściowe.
      Abyś mnie dobrze zrozumiała - absolutnie nie uważam, że dziecko
      powinno cały czas być tylko z rodzicami. Z własnego dzieciństwa
      pamiętam, jak bardzo lubiłam nocować u babci, i jaki miałam żal do
      rodziców, że zostawiali mnie u niej bardzo rzadko na noc. Ale wydaje
      mi się, że tak małe dziecko powinno jak najwięcej czasu spędzać z
      matką i ojcem, nawet kosztem pewnych niedogodności (jak codzienne
      dojazdy itp.). A co do płaczu - powtarzam, nie znam Twojej sytuacji
      i nie jestem w stanie ocenić zachowania Twojego dziecka, ale kiedy
      wracałam do pracy po urlopie macierzyńskim i dodatkowym urlopie 7-
      miesięczna wówczas Zosia co rano rozdzierająco płakała, kiedy
      zostawiałam ją z opiekunką (mimo wcześniejszego "treningu", który
      wypadł bardzo pozytywnie...). I kiedy dzwoniłam z pracy do domu, w
      tle słyszałam rozdzierający płacz mojego dziecka sad A kiedy wracałam
      po 7 godzinach, Zośka przyklejała się do mnie całym małym ciałkiem i
      nie puszczała nawet do ubikacji... Taka sytuacja trwała mniej więcej
      2 tygodnie. Ale mimo tego nie zrezygnowałam z pracy, mimo iż
      myślałam że pęknie mi serce kiedy znów słyszałam płacz mojego
      pogodnego zazwyczaj dziecka (kurcze, zazwyczaj nie jestem
      sentymentalna, ale naprawdę tak się wtedy czułam). Teraz Zośka
      uwielbia swoją opiekunkę i bardzo chętnie z nią zostaje - może i w
      Twoim przypadku córeczka z czasem przyzwyczaiłaby się do tego, że ją
      odbierasz codziennie i przestałaby płakać?
      Spróbuj to jeszcze przemyśleć, na pewno możliwe są inne (choć może
      nie tak wygodne) rozwiązania Twojej sytuacji...
    • aga_sama Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 22:44
      Hmmmm
      Uważam, że Wasz system jest niedobry dla małej.
      Dziecko w tym wieku potrzebuje jeszcze stabilizacji, stałych punktów odniesienia. Przeczytałam wszystko, co napisałaś, nie wiem, czy dobrze zrozumiałam. Ale wydaje mi się, że mała po kilku, kilkunastu rozstaniach wyłaby mniej, gdyby potrafiła swoim rozumkiem ogarnąć, kiedy ją odbierzesz. A 3 dni tak małe dziecko nie ogarnie. do tego sytuacje pogarsza fakt, że te wyjazdy są nieregularne. Chyba małej z jednej strony doskwiera brak stabilizacji, z drugiej brak kontaktów z Tobą. To z tego deficytu są te ryki.
      A to, że mała nie mówi, to może być też wynik zaburzonego poczucia bezpieczeństwa. Warto się zastanowić nad konsultacją u psychologa. Bo sorry, to jest niepokojące - sama miałam niegadające dziecko.
      Głupio robisz, nie możesz do niej jeździć codziennie po proacy, jeżeli mała musi nocować u dziadków, bo nie chcesz jej budzić o 5? Próbowałaś w ogóle tego budzenia? Bo wydaje mi się, że ona po śniadaniu jeszcze by zasypiała w aucie, śpiącą można przenieść i dośpi u dziadków, a ci jej będą powtarzać, że po obiedzie/ drzemce mama po nią przyjedzie...

      Ja też nie jestem idealna. Siedziałam całą ciążę w domu, potem jeszcze 2 lata. Tydzień 2. przed urodzinami poszłam do pracy, zostawiłam dziecko z nianią, którą poznałam tydzień wcześniej. Obserwowały ją moje koleżanki z piaskownicy smile Mój syn, z zaburzeniami neurologicznymi, z podejrzeniem autyzmu, niegadający, zniósł to bardzo dobrze. Rozgadał sie, rok później poszedł do przedszkola, zaaklimatyzował się super. do czasu, aż podczas choroby siedział tylko ze mną kilka dni. Powrót do przedszkola był mordęgą, dopiero wtedy dowiedziałam się, jak bardzo moje dziecko za mną tęskni. A spędzaliśmy z nim mnóstwo czasu po powrocie z pracy. Ale mimo wszystko, mając tą wiedzę, poszłabym do pracy.
    • humbug96 czy jesteś złą matką? moim zdaniem tak 16.10.09, 22:44
      nie dorosłaś do macierzyństwa i to jest przykre, biedne dziecko, nie otrzymawszy miłości matczynej wyrośnie na podobnego tobie psychopatę, i ta degręgolada będzie postępowć nadal.
      Pozytywne jest to, że kiedyś proces się zakończy wymarciem twojej linii.
      pozdrawiam
    • computerro Tak 16.10.09, 22:49
      Szykujesz sobie gigantyczne problemy na przyszłość, ponieważ
      zamykasz się na szansę poznania swojego dziecka. Nic o swojej córce
      nie wiesz, nie znasz jej. Traktujesz ją jak pakunek. Nic nie wiesz o
      jej psychice, nie wiesz, co przeżywa, nie wiesz, jak rozwija się
      emocjonalnie.

      Bywa, że pomimo częstych nieobecności rodziców w życiu dziecka -
      nieobecności spowodowanych pracą - udaje się nie przerwać
      emocjonalnej więzi pomiędzy matką a dzieckiem. Ale czytając Twoją
      wypowiedź odnoszę wrażenie, że tej więzi już nie ma. Szykuj się na
      przyszłe problemy z uzależnieniami u Twojej córki, jakieś narkotyki,
      piwko, może wczesny niekontrolowany seks - powodzenia!
      • kub-ma Re: Tak 16.10.09, 23:08
        Myślę, że wyciągnęłaś zbyt daleko idące wnioski.
      • makurokurosek Re: Tak 16.10.09, 23:21
        'Szykuj się na
        przyszłe problemy z uzależnieniami u Twojej córki, jakieś narkotyki,
        piwko, może wczesny niekontrolowany seks - powodzenia! "

        Tak daleko bym nie szła, natomiast uważam że faktycznie sa bardzo duże szanse na
        bardzo kiepski kontakt matka-dziecko
    • tamiko Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 10:37
      Tak
    • fara83 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 12:25
      nie uważam żebyś byla wyrodną matką smile i nie bierz do głowy tego co
      mówią ludzie a rób tak jak dyktuje Ci serce. Zapewne część z tych co
      uważają Cię za "potwora" w głębi serca zazdrości Ci że masz tak
      świetną relację z rodzicami i korzystaj z tego póki mozesz. Dzieki
      temu zyskujesz chwilę dla siebie a mała uczy się niezależności i
      samodzielności.
      Ja osobiście zostałam w połowie wychowana przez babcię i do dziś
      większość moich znajomych mi tego zazdrości...
      • hanna26 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 17:36
        fara83 napisała:

        > Ja osobiście zostałam w połowie wychowana przez babcię i do dziś
        > większość moich znajomych mi tego zazdrości...

        big_grin

        Większość znajomych zazdrości, że własna matka i ojciec nie mieli
        dla Ciebie czasu? shock
        Faktycznie, jest czego zazdrościć. Trochę dziwnych masz znajomych. big_grin
    • red-koltun Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 12:27
      " Wygląda
      to tak że w niedzielę wieczorem zawozimy małą i odbieramy ją dopiero w środę
      po południu (w tym czasie ja mam okazję wyjść do fryzjera, kosmetyczki czy
      lekarza a także porządnie/spokojnie posprzątać, poprasować). Mogłabym niby
      zabierać ją w poniedziałek po południu i znowu zawozić ją ponownie we wtorek
      wieczorem ale ja nie czuję się za pewnie za kierownicą i stresuje mnie jazda z
      dzieckiem"

      Raczej wszystko o.k.Jak mała pójdzie do przedszkola to się sytuacja wyprostuje.Moim zdaniem powinnaś odbierać ją w poniedziałek po południu i zawozić we wtorek wieczorem.Argumenty o fryzjerze,kosmetyczce,prasowaniu itp. nie przemawiają do mnie kompletnie.Tak jak i "niepewność prowadzenia samochodu"-pokonujesz tę samą trasę-dojdziesz do wprawy.Pozdrawiam
Pełna wersja