jagabaga92
29.10.09, 13:08
Niedawno zakładałam wątek nt. skarżenia się przedszkolaka na brak
czasu (ale nie o tym teraz będzie

). Napisałam w nim, że mój synek
raz w tygodniu po południu chodzi na angielski. W jednej z odpowiedzi
napisano, żebym zapisała go jeszcze na niemiecki, karate i inne
pierdoły.
Zaczęłam się nad tym zastanawiać i nadal się zastanawiam, co w tym
złego, że 5,5-letnie dziecko chodzi na zajęcia dodatkowe, które
zresztą BARDZO lubi. Jeszcze ostatnio był na półgodzinnych zajęciach
tanecznych i też mu się spodobało, więc chcę go również i tam
zapisać.
Bo w czym zajęcia taneczne, językowe, muzyczne, basen, karate itd. są
gorsze od siedzenia we własnym pokoju i np. zabawy na komputerze
(oczywiście jeśli DZIECKU sprawiają przyjemność)? Tym bardziej, że po
głowie kołacze mi się po głowie pewna myśl T. Kotarbińskiego
(zapamiętana z czasów szkolnych). Było to mniej więcej tak:
"Dla na brak czasu skarżących się osób mam pewną radę:
Do swoich zadań racz nowe dołączyć zadanie,
a zobaczysz że czasu na wszystko ci stanie."