Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i mias

07.12.09, 18:39
i miasta. Niedługo czeka mnie przeprowadzka w miejsce gdzie będzie
daleko do placu zabaw, przedszkola i szkoły. Nie wiem też jak będzie
z innymi dziećmi w okolicy. Chciałabym zapytać mamy, które mieszkają
w podobnych warunkach jak sobie dajecie radę? Chodzi mi głównie o
kolegow i kolezanki dla syna, który ma obecnie 2 lata. Teraz
mieszkam na osiedlu gdzie wystarczy wyjść z domu a już jest plac
zabaw, a przeprowadzam się w miejsce gdzie już tak nie będzie i nie
ukrywam, że martwi mnie to. Czy możecie podzielić się swoimi
doświadczeniami w tej kwestii? będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam
    • bobovitj Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 07.12.09, 18:56
      na starym mieszkaniu mialam park za oknem i cale osiedle mlodych
      malzenstw z dziecmi ,nie bede ukrywac,ze przeprowadzka duzo zmienila
      nowe osiedle jeszcze w budowie bylismy pierwsi lokatarzy.nie bylo
      gdzie wyjsc.zrobilam prawko i woze malego do pobliskiego
      parku.mieszkamy juz poltoraroku na nowym mieszkaniu i zdarzylam sie
      przyzwyczaic no i za oknem tez mam miec park puki co nadal plac
      budowy.A synka jako 2 latka dalam na kilka godzin do przedszkola.
      • ola_motocyklistka Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 07.12.09, 19:29
        Też tak mieszkam. Nie mam tu znajomych z dziećmi, moja bawi się sama albo z
        dorosłymi. Poszła do przedszkola i ma tu koleżanki i kolegów. Po przedszkolu
        siedzę z nią w domu sama.
        Wszędzie dojeżdżam samochodem.
        \Da się żyć.
        • malwi_31 Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 07.12.09, 19:30
          No właśnie. Nie jest jej smutno?
      • malwi_31 Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 07.12.09, 19:29
        Ja prawo jazdy mam, tylko właśnie się zastanawiam, że chyba wszędzie
        będę musiała syna wozić, a to już cała eskapada, teraz wystarczy
        wyjść na dwór i wszystko jest pod ręką. Myślę też o tym co będzie
        jak syn będzie starszy na obecnym osiedlu mógłby wychodzić sam i
        zawsze spotka jakiegoś rówieśnika, a tam nie specjalnie. Rozumiem,
        że wymaga to przeorganizowania całego życia, dlatego chciałabym
        poznać wasze doświadczenia i dziękuję za odp smile
    • wiola_wd Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 08.12.09, 03:39
      kiedy córka się urodziła mieszkaliśmy u moich rodziców, domek jednorodzinny w
      małej miejscowości do tego pod lasem, spokój, cisza, tylko do sklepu daleko, do
      autobusu, do szkoły itp (ponad kilometr, do centrum). Poruszaliśmy się
      samochodem więc dopóki córka była malutka było fajnie bo świeże powietrze,
      spacery po lesie, latem na trawce pod drzewkiem smile

      Kiedy córka miała roczek przeprowadziliśmy się do miasta, dużego smile do Warszawy.
      Miałam trochę obaw jak to będzie ze spacerami bo przecież lasów brak wink ale
      miasto okazało się super. Spacery na małe zakupy trwały 2-3 godziny codziennie
      bo po drodze zaliczałyśmy po 2 place zabaw smile, po południu albo jeszcze raz plac
      zabaw albo spacer do pobliskiego centrum handlowego jak pogoda nie dopisywała -
      tam była fontanna i wokół pełno dzieciaków, czyli też fajna rozrywka dla
      dziecka, albo figloraje, wycieczki tramwajem, metrem czy chociażby zwykłe
      łażenie po sklepach (akurat moja córka lubi tak jak ja, ma teraz prawie 4 lata)

      Pół roku temu sytuacja życiowa zmusiła nas do powrotu w rodzinne strony, znów
      mieszkamy z moimi rodzicami (mamy swoje piętro, osobną kuchnię itp) ale... córka
      nie ma gdzie chodzić na spacery, nie ma koleżanek, kolegów rówieśników (do
      przedszkola pójdzie od września, akurat moja praca pozwala mi też na opiekę nad
      dzieckiem, mamy swoją działalność).
      Każdy spacer to wymyślanie przeze mnie powodu, żeby w ogóle wyjść. Samej mi się
      nie bardzo chce, córka nie jest typem dziecka, dla którego bieganie po lesie
      albo ogrodzie jest rozrywką, ona musi widzieć ludzi, dzieci, mieć co robić. Tak
      więc robimy sobie wyprawy po chleb, na pocztę, do kiosku po gazetkę, na plac
      zabaw (jest małe osiedle bloków, plac zabaw sprzed 15-20 lat, zardzewiała
      zjeżdżalnia, zepsuta karuzela i huśtawka (to na nią chodzimy bo jako jedyna
      działa). Na placu zabaw nie ma dzieci, do piaskownicy załatwiają się pieski...
      W bliskim sąsiedztwie mamy tylko chłopca dwuletniego i dziewczynkę 7 lat.
      Wyjazdy do większego miasta (Łódź) to zawsze jest wyprawa więc nie są zbyt częste.

      Mam nadzieję, że jeszcze kilka miesięcy i zaczniemy rozglądać się jednak za
      mieszkaniem w mieście (być może znów Warszawa bo mamy tam wielu znajomych,
      również z dziećmi).
      Córka, mimo naprawdę fajnego kontaktu z dziadkami, coraz częściej wspomina
      Warszawę (jeździmy dość często do znajomych), mówi, że chciałaby tam mieszkać bo
      było fajniej i pyta, kiedy będziemy znowu mieszkać w Warszawie a babcię odwiedzać?

      Trochę przydługi wyszedł mi ten post i chyba mało optymistyczny...
    • camel_3d jezu.... 08.12.09, 06:23
      pbiedactwo, przeciez wszyscy wiedza, ze dzieci poza miastem sa brudne, glupie,
      maja wszy i sa zchamione do reszty.. co to twoje dziecko biedne pocznie..
      zwiesniaczeje i juz,,,

      wiesz co... przejedz si emoze do okolicy w ktorej bedziesz mieszkala i zobacz
      jak to wyglada. bo jak ci tu mama z australii napisze, ze najbliszy kolega
      mieszka 40 km dalej na innej farmie to si ezalamiesz..

      • anettchen2306 Re: jezu.... 08.12.09, 07:58
        smile))) Ej, bez przesady ... W tym moim niemieckim Dorfie tez nie ma
        placu zabaw (tzn. jest, ale stan oplakany i grozi katastrofa
        budowlana). Dzieci w wieku corki (2 lata) jak na lekarstwo (sztuk
        bodajze jedna), w sumie w ogole malo dzieci. Jednak dwa razy w
        tygodniu spotykamy sie z innymi "wsiowymi" mamami i dzieciaczkami w
        wieku 0,1 - 3 lat smile w przykoscielnej salce w sasiedniej wsi. My
        popijamy kawe, dzieciaki baraszkuja. Robimy sobie wspolne sniadanie
        (jest zawsze zrzutka) i czas pieknie mija. Spiewamy piosenki, czasem
        nawet cos zbudujemy, niemowlaki raczkuja, inne siedza u mamy przy
        piersi a dwulatki ganiaja pod stolami... Wesolo jest! Z kazdej
        sytuacji jest wyjscie. Mnie zycie na wsi (zero sklepu, zero szkoly,
        kosciola tez nie ma, jedynie cmentarz jest ... i zyje tutaj ok. 200
        dusz) odpowiada: cisza, spokoj, zane mi dobrze twarze. Jak potrzeba
        to sasiadka dziecka przypilnuje. Do miasteczka niedaleko. Starszy
        syn do szkoly dojezdza autobusem (25 min). Inne mamy woza dzieci na
        rozne inne zajecia. A podwiezienie swego dziecka do kolegi/kolezanki
        mieszkajacej w sasiedniej wsi to normalka. A jak starsze to rowerem
        smiga.
        • camel_3d Re: jezu.... 08.12.09, 10:06
          w dorfie??
          ja mieszkam w centrum Berlina..i dzieci tez tu jak na lekarstwo. W moim
          bloku..mieszkan jest lacznie smile160smile a dzieci w wieku 1-3..troje...

          na szczescie sa 4 place zabaw w okolicy, zlobki i przedszkolasmile
    • budzik11 Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 08.12.09, 09:43
      JA mieszkam na wsi, nie ma tu w ogóle placu zabaw, ale są sąsiedzi z dziećmi. O
      ile z sąsiadami jako takimi się specjalnie nie przyjaźnię, to nasze dzieci bawią
      się razem - latem zawsze ktoś kogoś zaprosi na swoje podwórko, każdy ma inne
      atrakcje - huśtawkę, zjeżdżalnię, piaskownicę, namiot itp. I codziennie u kogoś
      innego jesteśmy, nie raz zbierze zię 5-6 dzieci. Zimą spotykamy się na spacerach
      (tak, na wsi też się spaceruje), dzieci chodzą za rączkę, biegają razem. Ci
      bardziej zaprzyjaźnieni sąsiedzi zapraszani są z dziećmi do domów i też prawie
      codziennie jesteśmy gdzie indziej albo ktoś jest u nas. Na wsi też mieszkają
      sympatyczni rodzice i mają fajne dzieci smile
    • agni71 Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 08.12.09, 10:32
      Niestety, brak placów zabaw na wsi jest problemem. Ja mam nawet 2 place
      zabaw w pobliskich miejscowościach, ale to jest co najmniej pół godziny
      szybkiego marszu od nas (nie jeżdżę samochodem) i rzadko tam chodzimy. Mam
      o tyle lepiej, ze mam trzy córki, z mała różnica wieku, i one bawia sie
      razem. Poza tym, wszystkie trzy chodza juz (oile nie chorują, bo
      najmlodsza, 3-latka jest w maluchach) do przedszkola lub szkoły, więc tam
      maja kontakt z dziećmi. Sporadycznie zapraszam dziecko/dzieci do domu na
      wspólna zabawę (lub córka, na razie tylko najstarsza) chodzi do kogoś.
      Ale tez mi brak takiej mozliwości wypuszczenia dzieci w przyszlości na
      dwór, żeby sie swobodnie integrowały z innymi dzieciakami. Nasza
      miejscowośc to równiez nie jest taka typowa wiejska wieś, gdzie podwórka
      sa pootwierane, tylko każdy za płotem....
    • betty842 Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 08.12.09, 12:07
      Ja mieszkam w małej miejscowości.Fakt,brakuje tutaj placów
      zabaw.Dzieci w wieku mojego syna (2,5 roku) jest tu dużo ale jakoś
      sie nie spotykamy.Za 1,5 roku wprowadzmy sie do nowego domu (w tej
      samej miejscowości tylko na innej ulicy).W pobliżu jest sporo
      rówieśników mojego synka więc nie obawiam się że nie będzie miał się
      z kim bawić.Od lutego idzie do przedszkola na 4 godziny (mam
      nadzieję że mu się spodoba).
    • dorota.konowrocka Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 08.12.09, 13:36
      Da się żyć, ale żyje się inaczej. Ja mieszkam w miejscu, gdzie domów jest 6 na
      krzyż (maleńka wieś 35 km od Warszawy, przeprowadziłam się z Warszawy), do
      sklepu 3 km, na najbliższy plac zabaw 7 km... Mam troje dzieci 1, 3, 5 lat.
      Piechotą chodzimy do sąsiadki 1,5 km dalej, ktora ma dzieci 4 i 6 lat, z którymi
      moje się przyjaźnią. Trzy razy w tygodniu dowożę ich kawałek dalej do innej
      koleżanki, która ma dzieci 3 i 5, tam się bawią, kiedy ja pracuję. Mentalnie
      jestem związana z Warszawą, więc na jakieś dodatkowe zajęcia jeździmy samochodem
      do Warszawy. Jak któras z poprzedniczek pisała, dość trudno jest wyciągnąć
      dzieci na spacer, kiedy idzie się znikąd donikąd, ale my wpadamy do sąsiadów na
      herbatę albo zabieramy psa na spacer albo bierzemy rowery albo idziemy na takie
      duże skarpy do lasu bawić się. Latem pojawiają się sąsiedzi z dwójką dzieci 400
      metrów dalej. Ale z okolicy to rówieśników koniec smile Generalnie sporo czasu
      spędzamy we własnym sosie, co ja dość lubię. I tak mam wrażenie, że nie spędzam
      z nimi tyle czasu, ile bym chciała i tego intymnego, rodzinnego czasu cały czas
      mi brakuje. Ma to wszystko też swoje dobre strony. Dzieci na wsi chowają się
      dość swobodnie, nie ma tylu ograniczeń co w mieście, można biegać, krzyczeć i
      eksplorować bez ograniczeń, mamy bardzo dużo różnych zwierząt. Na wiosnę kupimy
      im kucyka (dwa duże konie już mamy, dla dorosłych), więc pojawi nam się pewna
      "celowość" w wychodzeniu na zewnątrz. Miło jest mieć taki dom pod lasem, pory
      roku inaczej wyglądają... smile Ja sama nie jestem osobą bardzo towarzyską,
      spotkanie z ludzmi trzy razy w tygodniu mi wystarcza, ale dla kogoś
      towarzyskiego takie odludzie może być nie do zniesienia. I mówię serio: nie do
      zniesienia. Po byle bzdet trzeba wsiadać w samochód, na basen jeździmy raz w
      tygodniu 27 km dalej, do kina 30 km, na zajęcia dla dzieci 40 km. Są bliżej, ale
      emocjonalnie nadal jestem tak związana z Warszawą, że zajęcia w wiejskiej szkole
      jakoś mi nie leżą. Nic na to nie poradzę i to nie jest kwestia jakiegoś
      deprecjonowania wiejskich dzieci. W Warszawie są takie miłe miejsca, gdzie
      dzieci mogą sobie coś robić,a rodzice przy jazzowej muzyce mogą usiąść w
      miękkich fotelach i popijając latte przeglądać najnowsze książki smile Po takie
      miłe doświadczenie jestem skłonna się przejechać godzinę smile A u nas, w
      najbliższej większej miejscowości 7 km dalej, jest tylko motelowa restauracja i
      pizzeria z MiniMini na plazmie i drewnianymi ławami na kaflowej podłodze... wink
      • malwi_31 Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 09.12.09, 21:39
        Z tego co się doczytałam, to jednak nawet te z was, które mieszkają
        na wsi, to ich dzieci mają się z kim bawić. Ja przeprowadzam się na
        obrzeża miasta jednak stamtąd jest wszędzie daleko. Tak jak
        wspominałam, obecnie wystarczy wyjść i wszystko jest pod ręką. Ja
        sama też wychowałam się w blokowisku i uważam, że ma to swoje plusy,
        nie trzeba robić wypraw, aby się z kimś spotkać.Myślę też o tym jak
        syn będzie starszy i będzie sam chciał wychodzić na dwór, to nikogo
        tam nie będzie. Wszędzie będę musiała go wozić autem? bo tutaj gdzie
        mieszkam mogłabym go wypuścić na dwór a sama zająć się
        przygotowywaniem obiadu czy innymi sprawami, a tak będę musiała być
        cały czas przy nim?
        • agni71 Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 09.12.09, 21:58
          Myślę też o tym jak
          > syn będzie starszy i będzie sam chciał wychodzić na dwór, to nikogo
          > tam nie będzie. Wszędzie będę musiała go wozić autem? bo tutaj gdzie
          > mieszkam mogłabym go wypuścić na dwór a sama zająć się
          > przygotowywaniem obiadu czy innymi sprawami, a tak będę musiała być
          > cały czas przy nim?

          Mysle, ze troche przesadzasz smile Jak bedzie starszy - to znaczy w jakim
          wieku? pewnie będzie chodzil do przedszkola, a pózniej szkoły - tam będzie
          sie spotykal z dziećmi. jak sie z kims zaprzyjażni, to chyba mozna od
          czasu do czasu powieżc go do kogoś, lub zaprosić inne dziecko do sibie?
          • mlamon Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 10.12.09, 08:25
            Ja za kilka tygodni przeprowadzam sie na wieś pod Mińskiem Mazowieckim. Od 10
            lat mieszkam w Warszawie. PRzyzwyczaiłam sie już, nawet zaczęło mi sie podobać.
            Przeprowadzam sie głównie dla dziecka. Dużo choruje, jest alergikiem,
            podejrzenie autyzmu itd. Chce żeby miała swój własny duży pokoik, swoje własne
            duże podwórko, swoje zwierzęta. Na ulicy gdzie będziemy mieszkać są jeszcze dwaj
            chłopcy w jego wieku. Ludzie sa bardzo sympatyczni i życzliwi. Perspektywa
            wyjazdów po zakupy itd nie przeraża mnie. W warszawie tez jest wszędzie daleko.
            Brak placów zabaw to nie jest problem. Zrobienie piaskownicy i zjeżdżalni to w
            dobie Allegro można powiedzieć Pikuś. Wiem bo zorganizowałam takowe u rodziców
            na działce.
            Na razie jestem optymistką,jak będzie życie pokaże
        • budzik11 Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 10.12.09, 10:13
          malwi_31 napisała:

          > Z tego co się doczytałam, to jednak nawet te z was, które mieszkają
          > na wsi, to ich dzieci mają się z kim bawić. Ja przeprowadzam się na
          > obrzeża miasta jednak stamtąd jest wszędzie daleko.

          Ale co, sama tam będziesz mieszkała, nie będzie innych ludzi?? Nie przesadzaj,
          nie wyprowadzasz się na pustynię. Takie miejsca zwykle zamieszkują młode rodziny
          z dziećmi, na pewno kogoś znajdziecie.

          Tak jak
          > wspominałam, obecnie wystarczy wyjść i wszystko jest pod ręką. Ja
          > sama też wychowałam się w blokowisku i uważam, że ma to swoje plusy,
          > nie trzeba robić wypraw, aby się z kimś spotkać.

          Masz na myśli sąsiadów, sklep, galerię handlową czy co?

          Myślę też o tym jak
          > syn będzie starszy i będzie sam chciał wychodzić na dwór, to nikogo
          > tam nie będzie.

          Jeszcze raz - jak to nikogo nie będzie?

          Wszędzie będę musiała go wozić autem? bo tutaj gdzie
          > mieszkam mogłabym go wypuścić na dwór a sama zająć się
          > przygotowywaniem obiadu czy innymi sprawami, a tak będę musiała być
          > cały czas przy nim?

          Osobiście bardziej pilnowałabym dziecka mieszkając w blokowisku niż na zacisznej
          wsi czy przedmieściu. BTW - mieszkam na wsi, mam dzieci w wieku 2 i 4l. i nie
          wypuszczam ich nigdzie samych, nawet na podwórko, mimo że jest zamknięte i nikt
          nie może wejść - bo to nadal małe dzieci, mogą spaść z huśtawki, z drabinek, coś
          głupiego może im przyjśc do głowy - i tak zawsze jestem z nimi.
          I co złego jest w chodzeniu pieszo? My mamy do przedszkola 2km. Chodzimy pieszo,
          mimo, że większość dzieci jest dowożona samochodem (przedszkole na obrzeżach
          miejscowości) - i te biedne dzieci w ogóle nie mają ruchu na świeżym powietrzu -
          od jesieni do wiosny prawie nie wychodzą w trakcie zajęć przedszkolnych, a tak -
          tylko do samochodu i z samochodu. A gdzie ruch, spacer? Moje przynajmniej mają
          te 1,5 godziny dziennie.
    • mama_amelii Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 10.12.09, 10:12
      W zeszłym roku przeprowadziłam się na obżerza miasta,ale jeste,m w fajnej sytuacji,bo okazało się,że w kilku domach obok(mamy wspólną,ślepa uliczkę) jest 4 dzieci w wieku zbiliżonym do mojej córki(rok różnicy).Całe lato dzieci bawiły się razem(głównie u nas,bo mam placyk zabaw na podwórku).Niestety teraz jest okres zimowy,dzieci sąsiadów chodzą do przedszkola,więc prawie wogóle się nie widują(czasami po południu się odwiedzimy).W każdym razie zapisałam małą na zajęcia z rówieśnikami,a od stycznia będzie chodziła do jednego z klubów malucha na rytmikę ,logopedię/teatr.Zajęcia są po 2 godz dziennie.Zapisze ją na 2 razy w tyg i zobacze czy jej się spodoba(dodam,że mała ma 3 lata i 3 m-ce).
      Cieszę się,że takie kluby powstają i mają co raz ciekawsze propozycje(szczególnie dla mam i dzieci siedzących w domu).
      • mama_amelii obrzeża miało być 10.12.09, 10:13
        ech fatalny błądsmile
    • ciociacesia Re: Do mam mieszkających daleko od placów zabaw i 10.12.09, 10:45
      tu gdzie ja teraz mieszkam jest wszedzie daleko. i dzieci jak na lekarstwo. co
      tu mówic - wies zabita dechami. ja miałam chociaz ten luksus ze miałam
      rodzeństwo, Nina nie ma tu nikogo w swoim wieku. raz w tygodniu po pracy ciagne
      ja do miasta do sali zabaw, odkurzam tez znajomosci z kolezankami z LO i chce
      jej zoorganizowac odwiedziny u tych dzieciatych. pocieszam sie ze teraz zima i
      na placach zabaw tez nie byłoby by dzieci, a na wiosne moze cos sie u nas zmieni
Pełna wersja