Jedzenie to udręka!!!

14.01.10, 20:47
Od pewnego czasu, karmienie mojej prawie dwuletniej córeczki, stało się dla mnie udręką. Ile razy wyciągam miseczkę, najpierw jest wrzask, płacz itd. Potem ewentualnie zje, ale dopiero jak włączę bajkę w telewizji. O tym, żeby usiadła do stołu nie ma w ogóle mowy (biegam za nią po całym mieszkaniu, a jeśli coś zrobię nie po jej myśli, to po prostu nie będzie jadła). Córcia nie należy do osób tęższych. Jest bardzo chuda, więc boję się o jej zdrowie. Próbowałam wielu urozmaiceń, np. kanapeczki z buźką i w różnych kształtach itp. Ja po prostu nie wiem, co mam robić. Jeśli poproszę ją, aby usiadła i sama jadła, to owszem to zrobi, ale wszystko dookoła raczej na tym nie zyskuje, a ja resztę dnia spędzę na sprzątaniu pokoju, gdzie właśnie moja córcia jadła sama...sad. Nie wiem już, co mam z tym zrobić. Może macie na to jakąś dobrą i sprawdzoną radę?? Z góry dzięki...!
    • luna333 Re: Jedzenie to udręka!!! 14.01.10, 20:55
      cerata na podłogę albo zwinąć dywan i ceratkowy fartuszek z rękawami
      (taki do malowania farbkami). Jak będziesz za nią latać to się nie
      nauczy jeść samodzielnie.
      Mój wywala wszystko jak mu nie smakuje smile
      Druga opcja, wciągnięcie do wspólnego przygotowania posiłku. Pytanie
      co chce jeść i zachęcenie do przygotowanie tego, na co ma ochotę.
      Zasadniczo dzieci są mądre i się nie zagłodzą.
      Zasatanów się czy przed posiłkiem nie dopchało się dziecko sokiem,
      chrupkami, bułką, czy innym zapychaczem typu słodycze, w tedy z całą
      pewnością nie zje.
      Mój po wypicu kakao nie jest głodny przez 3 godziny więc nawet mu
      nie proponuję śniadania.
      Żeby jeść to trzeba być głodnym.
      I nie rób z tego dramatu życiowego, 2 latek to widzi i zrobi ci na
      przekór smile
      • bobovitj Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 12:12
        moj synek jako 2 latek jadl sam ,ale tylko w przedszkolu w domu
        owszem usiadl za stolem cos tam dziubnal i zawsze cos lepszego mial
        do roboty.wiec niestety tak jak ty karmilam go przy bajce.
        teraz jako 3 i pol latek.ladnie zjada nadal wszysto w przedszkolu,a
        w domu ciagle przy bajce
    • mama_kotula Re: Jedzenie to udręka!!! 14.01.10, 21:05
      CytatJeśli poproszę ją, aby usiadła i sama jadła, to owszem to zrobi, ale wszystko dookoła raczej na tym nie zyskuje, a ja resztę dnia spędzę na sprzątaniu pokoju, gdzie właśnie moja córcia jadła sama...sad

      Myślę, że nieco przesadzasz, z tym spędzaniem "reszty dnia" na sprzątaniu. Nie powiesz chyba, że po samodzielnym posiłku 2-latki sprzątasz kilka godzin?

      Może spróbujecie jeść razem? Nie biegać za nią, nie sadzać samej przy stoliku - zjedzcie razem, ty swoje, ona swoje. Najlepiej to samo.

      A w ogóle to mam poczucie, że córka doskonale wyczuwa jak nakręcasz nerwową atmosferę wokół jedzenia, przez co się stresuje.
      I na litość, przestań za nią biegać. Jedzenie jest przy stole, o regularnych porach.
    • monikatra Re: Jedzenie to udręka!!! 14.01.10, 21:10
      Mam to samo! nawet napisalam przed chwilą o tym wątek. Tylko ze moja
      córcia ma 18mscy i nie rozumie jeszcze tyle co 2 latka. Nie ma mowy
      o obiedzie normalnym: zupa i drugie danie: ziemniaki, mieso, surówka.
      Nie pije mleka, nie zje kaszki. Lubi tylko pierogi ruskie, makarony
      nalepiej bez sosu, ryz bez dodatkow, pomarancze i te nieszczesne
      paluszki Juniorki. Biegam za nia i zagaduje i wciskam jedzenie do
      buzi, a kolacja w wannie podczas kąpieli.
      • tijgertje Re: Jedzenie to udręka!!! 14.01.10, 21:37
        Rany, ludzie, opamietajcie sie troche! Ze sie wam w ogole chce
        biegac za dzieckiem po calym mieszkaniu??? Ja za leniwa jestem,
        sprzatac nie lubie, mlodego od pierwszego stalego posilku sadzalam
        przy wspolnym stole i bylam nieugieta, chocby nie wiem co wyprawial,
        nie dalam sie zlamac, zeby go karmic w biegu, przed telewizorem czy
        w wannie. I to ja mialam niejadka. Nawet 3 tygodnie spedzil w
        szpitalu, bo nie jadl doslownie nic, w nocy nastawialam budzik i na
        spiocha do piersi przystawialam, inaczej lyka nie przelknal. Cyrki z
        jedzeniem mielismy 4 lata, ale nawet moj maz dal sie przekonac, ze
        nie tedy droga. Dziecko chce jesc, to nie, nie chce, trudno, za
        dzien czy 2 nadrobi. Dziecko musi byc SWIADOME tego co i kiedy je,
        karmione w miedzyczasie nie zdajac sopbie sprawy slusznie
        protestuje, a karmienie mu sie zle kojarzy. Dla mnie to czysta
        przemoc, niezaleznie od wieku dziecka. Czy zylybyscie spokojnie `nie
        znajac dnia ani godziny`, jakby wam ktos wciskal jedzenie i nawet
        nie wiedzialybyscie kiedy? Potem naprawde nie ma sie co dziwic, jak
        dziecko ma nerwice, problemy z przyrostami wagi, trawieniem itp.
        Zyjac w ciaglym stresie wiekszosc ludzi chudnie i dzieci wyjatku nie
        stanowia. Trzeba sie w koncu postawic, ustalic zasady,z e jedzenie
        jest tylko przy stole, dzieciak nie siedzi, koniec, do kolejnego
        posilku (o stalych porach) nie dostanie nic poza czysta woda.
        Gwarantuje, ze jesli uda sie wam zachowac spokoj, nie przejmowac (co
        dzieciaki doskonale wyczuwaja i swietnie wykorzystuja), to dziecko
        po tygodniu widzac, ze mama sie nie ugnie pod zadna presja zacznie
        normalnie jesc przy stole bez protestow. 18 czy 30 miesiecy nie robi
        tu roznicy, niemowlak jest w stanie zalapac pewne zaleznosci, dzieci
        naprawde nie sa idiotamismile Przepraszam, jesli uzylam zbyt mocnych
        slow, ale bylam wlasnie takim poasionym `po drodze` dzieckiem, a
        potem mama sie dziwila, skad u kilkunastolatki wrzody zoladka... W
        dziesinstwie bylam chuda, jesc nie lubilam, latami bylam zmuszana
        wszelkimi mozliwymi sposobami i ani troche mi to na dobre nie
        wyszlo. Na szczescie trafilam na madrych ludzi, ktorzy w pewnym
        momencie uswiadomili mi, ze bylam na dobrej drodze do zgotowania
        podobnego losu mojemu synowi. Nie jadl, sporo tracil na wadze, a my
        dopiero po roku dowiedzielismy sie, ze mial ku temu powod, byla
        alergikiem i tzw zdrowe produkty mu szkodzily, bronil sie jak mogl,
        a majac ponad pol roku mogl jeszcze bardzo niewiele. Moja rodzinka
        biegajaca za dziecmi z jedzeniem na widelcu dziwi sie, jakie mam
        cudownie grzecznie siedzace dziecko przy stole. Tyle, ze nie chca
        przyjac do wiadomosci, ze jest to okupione wieloma nerwami,
        nieprzespanymi nocami i duszonymi w sobie lzami, zeby nie pokazac
        dziecku, ze mama napawde cierpi przeciwstawiajac sie przerazliwie
        rozpaczajacemu dziecku chcacemu chodzic z miska po calym domu,
        najlepiej jedzac wszystko palcami, wlacznie z zupa.
        • alika77 Re: Jedzenie to udręka!!! 14.01.10, 22:30
          ja tez bylam z tych, za ktorymi mamusia i babcia biegaly z miska i
          teraz dziwia sie moim anorektycznym sklonnosciom... i dlatego
          obiecalam sobie, ze w zyciu nie zafunduje tego samego swoim dzieciom.
          zadne zdrowe dziecko majac dostep do jedzenia samo sie nie zaglodzi,
          wiec dla mnie bieganie z jedzeniem, karmienie w czasie zabawy itp.
          nawyki to jakas paranoja, a juz kolacja w wannie to jakas abstrakcja,
          nawet nie wpadlabym na takie polaczenie.
    • mama-ola Re: Jedzenie to udręka!!! 14.01.10, 22:32
      > Może macie na to jakąś dobrą i sprawdzoną radę??

      Jasne smile Brzmi: rób tak jak ja smile

      U nas od zawsze było tak samo - jak jest pora posiłku, to wszyscy
      siedzą przy stole, czy kto głodny czy nie. Jak ktoś nie jest głodny
      (zdarza się i dziecku, i mężowi, i mnie - bez różnicy), to siada dla
      towarzystwa, żeby poprzebywać razem, pogadać, tylko coś wypić.

      Podczas śniadań i kolacji na stole są do wyboru rzeczy, które
      lubimy. Kupuję z myślą o domownikach - np. moje dziecko lubi serek
      capri, miód, żółty ser. Na obiady też gotuję to, co dziecko lubi.

      A reszta już do mnie NIE należy - jak dziecko nie je, mimo że ma na
      stole to, co lubi, to nie je. Posiłek się kończy i wstajemy od
      stołu. Nie namawiam, nie nakazuję, nie ganiam za dzieckiem, nie
      stosuję odwracaczy uwagi typu bajka byle zapakować coś do buzi. To
      NIE MOJA broszka, czy dziecko coś zje - to jego i wyłącznie jego
      decyzja. Dzięki temu Antoś ma zdrowe nawyki żywieniowe, potrafi
      rozpoznać, kiedy jest głodny, a kiedy nie. Nie zje czegoś, bo innym
      zależy, chociaż sam nie chce.

      Maciusia okresy niejadkostwa też rzecz jasna szanowałam.

      Moje dzieci ze mną udręki nie mają smile
      • mamasi Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 09:49
        super podejściesmile u nas tak samo robimy - mała miała okresy gdy nic
        nie jadła.Teraz czasami z obiadu zje mięsko czasami tylko
        ziemniaczki i surówkę.Wątróbka z herbatnikami i jabłkiem na
        kolacjesmile udko i kanapka z dżememsmile ważne że sama wybiera co chce
        zjeść.My mamy taki układ, że jk powie "nie, dziękuję" to ja już jej
        nic nie wmuszam, wstaje od stołu i koniec jedzenia.
        Nam pediatra zakazał wmuszania bo zrazimy, oczywiście raz tak
        zrobilismy i efekt - 2 tygodnie mała uciekała jak tylko widziała
        miseczkę z kaszką
    • budzik11 Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 11:06
      30hello-kitty napisała:

      Córcia nie należy do osób
      > tęższych.

      I powinnaś się z tego cieszyć! Wolałabyś, żeby była grubaskiem?

      > Jest bardzo chuda, więc boję się o jej zdrowie.

      Chudość to nie choroba.
      Ja mam niejadka, też trochę ponad 2-latka. No i nie zmuszam, nie namawiam, nie
      biegam za nim z miską. Jak robię mu kanapkę (kroję ją na malutkie kwadraciki
      żeby było mu łatwiej zjeść) - stawiam mu na stole i ma 15 minut na zjedzenie jej
      (czy ileś tam, nie mierzę z zegarkiem). Jak widzę, że zjadł ile chciał -
      kończymy posiłek i odchodzi od stołu. Zje ile chce/może, reszta to juz zmuszanie
      - a po co mi to? Jak zgłodnieje - tym chętniej zje II śniadanie czy obiad. Je
      ile chce i je sam. Je sam, nie karmię go od baaardzo dawna. Jak muszę potem
      zetrzeć stół, krzesełko czy kawałek podłogi pod krzesłem - nie robię z tego
      tragedii - inaczej się nie nauczy, a za kilka miesięcy ma pójść do przedszkola,
      tam nikt go nie będzie karmił.
      Sama byłam niejadkiem w dziecińśtwie, rodzice wmuszali we mnie jedzenie aż do
      wymiotów - nic to nie pomogło, im bardziej im zależało, tym ja mniej jadłam.
      Przeżyłam, a nawet nadrobiłam braki wagowe z wielką nawiązką. Dlatego moja rada
      - odpuścić, zapewniam cię, ze dziecko z głodu nie umrze ani nie wpędzi się w
      chorobę (znasz jakieś dziecko chore od tego, że mało jadło?).
      • monikatra Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 12:26
        Oczywiscie macie rację, ja bardzo czesto odpuszczam mojej jedzenie,
        bo juz nie mam sily i cierpliwosci. Ale mieszkam chwilowo z moimi
        rodzicami, a u nie ma takiego czego ze dziecko bez sniadania biega,
        czy tez bez kolacji idzie spac.

        budzik11 napisała:

        znasz jakieś dziecko chore od tego, że mało jadło?).>

        ... no ba! niejedzenie nie ma żadnych skutków ubocznych, tak?
        • budzik11 Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 13:04
          monikatra napisała:

          > Oczywiscie macie rację, ja bardzo czesto odpuszczam mojej jedzenie,
          > bo juz nie mam sily i cierpliwosci. Ale mieszkam chwilowo z moimi
          > rodzicami, a u nie ma takiego czego ze dziecko bez sniadania biega,
          > czy tez bez kolacji idzie spac.
          >
          Bo co, mama na ciebie nakrzyczy? To twoje dziecko.

          > budzik11 napisała:
          >
          > znasz jakieś dziecko chore od tego, że mało jadło?).>
          >
          > ... no ba! niejedzenie nie ma żadnych skutków ubocznych, tak?

          Tak, poza głodem - nie ma. A głód to dobre uczucie, bo dziecko chętniej zje
          następny posiłek.
          Oczywiście nie mówię tu o dzieciach patologicznie głodnych czy głodujących, ale
          o takich, które mają co jeść a nie chcą. Zapewniam cię, że nawet jak cały dzień
          nic nie zje, to też mu nic nie będzie.
    • monikatra Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 12:31
      Poza tym, ze to udręka, to musze wspomniec, że tyle co ja jedzenia
      wyrzucam... to grzech! Bo jajecznica po paru godzinach, czy obiad,
      czy platki z mlekiem itd... to juz sie do zjedzenia nie nadaje.
      • kasia191273 Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 12:45
        to taka polska specjalnosc- histeria wokol jedzenia dziecka

        moja tez niejadek, choc okresowo je bardzo duzo i sie sama domaga

        jak tylko jestesmy w Polsce lub dziadkowie sa tutaj, zaczyna sie:
        nikt nie je normalnie swojego, tylko ciagle nerwowe spojrzenia w
        talerz dziecka i pytania do mnie w tonie wyrzutu: 'patrz, ile ona
        zjadla', 'co jej dac, zeby zjadla' itp.

        na porzadku dziennym jest bieganie za dzieckiem i dawanie w locie
        jedzenia

        srednio co pol godziny pytania, co by zjadla i proby podsuwania a to
        owocow, a to slodyczy, a to paluszkow

        od tesciowej uslyszalam, ze powinnam karmic dziecko, a nie KARAC ja
        samodzielnym jedzeniem, a dodam, ze od poltora roku przynajmniej
        wszystko chce 'sama' i ja jej na to pozwalam

        dodam, ze wg mojej mamy - poniewaz dziecko lubi rosol- powinnam
        takowy gotowac CODZIENNIE. Coz, ja uwazam, ze trzylatek powinien
        jesc to, co reszta rodziny, tym bardziej, ze jemy smacznie i
        roznorodnie, wiec rosolu codziennie nie ma- je albo nie je (mam na
        mysli obiad). Jak nie zje, dostaje za dwie/trzy godziny kolacje i
        nie widze tragedii
      • mama_kotula Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 13:47
        monikatra napisała:
        > Poza tym, ze to udręka, to musze wspomniec, że tyle co ja jedzenia
        > wyrzucam... to grzech! Bo jajecznica po paru godzinach, czy obiad,
        > czy platki z mlekiem itd... to juz sie do zjedzenia nie nadaje.

        Uhm. Grzech. Będziesz się smażyć w piekle za wyrzucanie jajecznicy.

        Albo rybki, albo akwarium.

        Ja w pełni rozumiem że szkoda ci wyrzucać jedzenia, ale może a) dawaj dziecku mniejsze porcje - łyżka ziemniaków, kawałek mięsa, łyżka surówki - mniej wyrzucisz, mniejszy grzech tongue_out. b) np. jajecznicę zrób z 1 jajka - to są 3-4 łyżeczki dla ciebie, możesz sobie zrobić mniej i ewentualnie potem dojeść porcję dziecka.


        Rodzicom wytłumacz, że dziecko nie jest maszynką do pochłaniania jedzenia i zlewaj dobre rady w stylu "bez śniadania biega, bez kolacji do łóżka nie pójdzie". Na siłę nakarmią? Wmuszą? Przez lejek wleją? Nie chce kolacji, to nie je, NIE UMRZE OD TEGO.

        A przede wszystkim wprowadźcie regularne, wspólne posiłki. Jeśli się nie da, bo rozumiem że warunki niezbyt sprzyjające - niech te posiłki będą w gronie ty + dziecko. Rozpisz sobie pory jedzenia na kartce, przywieś na lodówkę, co by było widoczne dla całej rodziny. Poproś babcię, aby nie dokarmiała w międzyczasie, bo to dziecku szkodzi.

        Mi coś się widzi, że główny problem tu nie jest o tyle z jedzeniem, czy niejedzeniem dziecka, tylko z mieszkaniem u rodziców i wiecznie trąbiącą o konieczności jedzenia babcią winkwink.
        • ginger_82 Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 14:18
          O jejku jak ja dobrze znam temat wiecznie martwiacej się babci, że Elizka tak
          malo zjadła, co by jej tu jeszcze dać, a może ugotuj jej inną zupkę, albo może
          spróbuj jeszcze raz... Ehh i tak w kołko, nawet na odległość czuję tą kontrolę,
          ten "koszmar" trwa już ponad rok i ani groźby ani prośby żeby sobie dała spokój
          bo dziecku się nic nie dzieje, nic nie dały więc staram sie teraz przemilczeć.
          Ale na okrągło jak dzwoni to pytanie nie do mnie tylko do Elizy: "a co dzisiaj
          jadłaś??" sprytne, heh, ale cóż. Także ja bardzo dobrze wiem co to znaczy mieć
          dziecko, które nie chce jeść, ale moje poprzedniczki mają całkowitą racje. Okres
          buntu i wciskania jedzenia na siłę na szczescie mamy za sobą - placz był jak
          wyjmowałam miseczke żeby nalać zupke. Horror był ale się skończył, zmądrzałam i
          przestałam przede wszystkim słuchać mojej mamy. Okolo tygodnia trwalo to
          przestawianie się, przez ten okres córka jadła po łyżce, albo wcale, jak
          zatykała rączką buzie odchodziłam udając spokoj, role sie zmieniły ja prawie
          ryczałam, bo sie tak martwilam, ale ona byla spokojna. I w koncu sie udało, nie
          moge powiedziec zeby byla glodomorek, bo dalej nie je zbyt dużo, ale jedzenie
          nie jest juz stresem ani dla mnie ani dla niej. No chyba ze jestesmy u dziadków,
          ale wtedy jest tylko dla mnie smile Robiłam ostatnio badania i wyszły bardzo dobre,
          babci to i tak nie przekona, bo jak to chyba wszystkie babcie, jesli dziecko nie
          ma "dołeczków na piąstkach" tzn ze jest chore i tyle.

          Juz zdarza sie dosc czesto, ze Eliza chce jeść sama, ale oczywiscie wg babci to
          jest moj wymysl i ona musi jej pomoc, ale na to nie ma mocnych wiec machnelam
          ręką, a Eliza i tak je sama bo nie daje sobie pomóc i tyle. Także cierpliwosći i
          wytrwalości życze. smile
          • q_fla Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 14:53
            U nas podobnie - okazywanie miłości za pomocą jedzenia i permanentna
            krytyka. Młoda jest bardzo drobna, ale wagę ma proporcjonalną do
            wzrostu. Ale największym problemem teściowej jest to, że jest
            szczupła, bo wg niej zdrowe dziecko powinno być grube i upasione uncertain
            Na szczęście teściowa mieszka daleko, więc jej komentarze mam gdzieś.
    • mamaoliwki08 Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 14:18
      Nic na siłe.
      Niech je sama bo dom to możesz sprzątnąć.
    • ata99 Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 14:41
      Trochę niepedagogicznie, ale może chodzi o te nieszczęsną bajkę? Poki
      co bym odpuściła, niech je gdzie chce-chce na bajce, je na bajce.
      Preferuję minimum nerwów dla obu stron w wychowaniu. Syn wpada do
      kuchni porywa swój talerzyk i pędzi do pokoju na bajkę ze słowami
      "pracham Łuka koko". My z mężem możemy w spokoju pogadać przy śniadaniu
      i jest dobrze.
    • ewrzostar Re: Jedzenie to udręka!!! 15.01.10, 18:59
      O, zesz, o matkoboska!
      Przeciez Ty zmuszasz dziecko do jedzenia. Po co to robisz?
      Moj dziec (waga w normie) tez je kiedy chce, jak chce. Zasada - cieple posilki
      tylko przy stole i nie ma ze zabawki, ksiazka czy TV. To, co najslodsze to tylko
      rano i najwyzej rodzynki lub owoce. Zero czekolady i ciastek.
      Tak bylo od pierwszego karmienia i w zyciu nie przeszloby mi przez glowe gonic
      dziecko przez caly dom tylko po to, by wepchnac kawalek czegokolwiek. Bo takie
      cos, to sie nazywa przemoc.
      Daj biednemu malenstwu spokoj, co ono Ci zawinilo?
      • 30hello-kitty Re: Jedzenie to udręka!!! 16.01.10, 09:25

        ewrzostar napisała:

        > O, zesz, o matkoboska!
        > Przeciez Ty zmuszasz dziecko do jedzenia. Po co to robisz?
        > Moj dziec (waga w normie) tez je kiedy chce, jak chce. Zasada - cieple posilki
        > tylko przy stole i nie ma ze zabawki, ksiazka czy TV. To, co najslodsze to tylk
        > o
        > rano i najwyzej rodzynki lub owoce. Zero czekolady i ciastek.
        > Tak bylo od pierwszego karmienia i w zyciu nie przeszloby mi przez glowe gonic
        > dziecko przez caly dom tylko po to, by wepchnac kawalek czegokolwiek. Bo takie
        > cos, to sie nazywa przemoc.
        > Daj biednemu malenstwu spokoj, co ono Ci zawinilo?

        O przepraszam. Moje dziecko (co wyraźnie jest napisane) nie waży w normie. Po prostu, można by powiedzieć skóra i kości. Może i zmuszam do jedzenia, ale tylko po to, żeby była zdrowa, bo nie wiem, czym to się może skończyć.
        • mama_kotula Re: Jedzenie to udręka!!! 16.01.10, 10:55
          Byłaś u lekarza w sprawie tej "skóry i kości"?
          Co zalecił?
          Na którym centylu jest dziecko wagowo i wzrostowo?
        • budzik11 Re: Jedzenie to udręka!!! 16.01.10, 11:53
          30hello-kitty napisała:

          > O przepraszam. Moje dziecko (co wyraźnie jest napisane) nie waży w normie.

          To znaczy ile waży a ile powinien ważyć? Co to wg ciebie jest norma?

          Po p
          > rostu, można by powiedzieć skóra i kości. Może i zmuszam do jedzenia, ale tylko
          > po to, żeby była zdrowa, bo nie wiem, czym to się może skończyć.

          No i co z tego, że skóra i kości? Myślisz, że bardzo szczupłe kobiety, np.
          modelki - są na coś chore? Bardziej niebezpieczna jest otyłość, a nie chudość. I
          skoro nie wiesz, czym to się może skończyć, to po co dziecko zmuszasz? Dziecko
          może mieć np. anemię, ale radą na to nie jest zmuszanie do jedzenia czy do
          jedzenia większych ilości, ale dawanie dziecku pokarmów bogatych w żelazo. To,
          że wciśniesz w nie np. całą bułę nie znaczy, że będzie od tego zdrowsze. Wśród
          otyłych amerykanów, min. dzieci jest bardzo wiele osób... uwaga...
          niedożywionych - są otłuszczeni, ale brakuje im np. witamin, mikroelementów,
          białka itp. Dziecko może być grube a chore.

          A zmuszanie dziecka do jedzenia właśnie ma odwrotny skutek - będzie jadła
          jeszcze mniej, bo jedzenie będzie jej się kojarzyło z przymusem, złością,
          płaczem itd. No chyba, że chcesz skutecznie obrzydzić dziecku jedzenie.
        • q_fla Re: Złota zasada 16.01.10, 12:30
          Ty decydujesz co i kiedy dziecko je.
          Dziecko decyduje ile zje.


          I koniec.

          Weź sobie to wypisz czerwonym kolorem i powieś w widocznym miejscu,
          bo ani się nie obejrzysz jak bedziesz leczyć dzieciaka z anoreksji
          lub bulimii.

          Po p
          > rostu, można by powiedzieć skóra i kości.

          Jakbym moją teściowa słyszała.... uncertain
          Która ma ze 160 cm wzrostu i waży chyba ponad 100 kg.
          • 30hello-kitty Re: Złota zasada 16.01.10, 17:15
            q_fla napisała:

            > Ty decydujesz co i kiedy dziecko je.
            > Dziecko decyduje ile zje.

            >
            > I koniec.
            >
            > Weź sobie to wypisz czerwonym kolorem i powieś w widocznym miejscu,
            > bo ani się nie obejrzysz jak bedziesz leczyć dzieciaka z anoreksji
            > lub bulimii.
            >
            > Po p
            > > rostu, można by powiedzieć skóra i kości.
            >
            > Jakbym moją teściowa słyszała.... uncertain
            > Która ma ze 160 cm wzrostu i waży chyba ponad 100 kg.

            Taka już moja córeczka jest, i tyle. Trudno, po prostu się o nią boję.
            • budzik11 Re: Złota zasada 16.01.10, 17:29
              30hello-kitty napisała:


              > Taka już moja córeczka jest, i tyle. Trudno, po prostu się o nią boję.

              Ale czego konkretnie się boisz? Że co jej się stanie?
            • mama_kotula Re: Złota zasada 16.01.10, 17:30
              CytatTaka już moja córeczka jest, i tyle. Trudno, po prostu się o nią boję.

              Kitty, ale możesz podać wagę, wzrost dziecka? Napisać, ile kilo niedowagi ma córeczka?
              I jeszcze raz - byłaś u lekarza w sprawie niedowagi córki?

              Czasem jest tak, że różne rzeczy są postrzegane w różny sposób. Wiele dzieci uznawanych za "chudzinki" waży w normie i naprawdę nie trzeba nic z tym robić.
            • iwcia777 Re: Złota zasada 18.01.10, 17:12
              dziewczyny, wszystkie które piszecie: nie biegac, odpuscic itp.
              nigdy nie miałyscie dziecka nic niejedzacego.
              • budzik11 Re: Złota zasada 18.01.10, 18:07
                Ty też nie masz. Dziecko, które NIC nie je, umiera w ciągu 2 tygodni albo i
                szybciej.
                • mama_kotula Re: Złota zasada 18.01.10, 18:26
                  budzik11 napisała:
                  > Ty też nie masz. Dziecko, które NIC nie je, umiera w ciągu 2 tygodni albo i szybciej.

                  Budzik, bo większość tych nie jedzących NIC dzieci przyswaja całkiem konkretne ilości kalorii, wystarczające do przeżycia, a nawet do przybierania na wadze. Przeważnie w postaci kaszy na mleku z butli rano i wieczorem, chrupków w ciągu dnia i soków.
                  Ewentualnie tylko pierogi ruskie, makarony
                  nalepiej bez sosu, ryz bez dodatkow, pomarancze i te nieszczesne
                  paluszki Juniorki
                  .
                  • budzik11 Re: Złota zasada 19.01.10, 08:22
                    mama_kotula napisała:

                    > budzik11 napisała:
                    > > Ty też nie masz. Dziecko, które NIC nie je, umiera w ciągu 2 tygodni albo
                    > i szybciej.
                    >
                    > Budzik, bo większość tych nie jedzących NIC dzieci przyswaja całkiem konkretne
                    > ilości kalorii, wystarczające do przeżycia, a nawet do przybierania na wadze. P
                    > rzeważnie w postaci kaszy na mleku z butli rano i wieczorem, chrupków w ciągu d
                    > nia i soków.
                    > Ewentualnie tylko pierogi ruskie, makarony
                    > nalepiej bez sosu, ryz bez dodatkow, pomarancze i te nieszczesne
                    > paluszki Juniorki
                    .

                    No tak, a jak powszechnie wiadomo - to jest NIC.

                    Zamiast dzieciaka przetrzymać, żeby zdążył zgłodnieć i chętnie zjadł wartościowy
                    posiłek, to nie - zapycha się go ww. żeby zjadł COKOLWIEK.
              • q_fla Re: Złota zasada 18.01.10, 20:10
                Wrzuć w wyszukiwarke i znajdź moje wcześniejsze posty, ja byłam
                takim mega niejadkiem, potrafiłam np przez kilka dni jeśc tylko
                jedną kromkę suchego chleba przez cały dzień, czasem łaskawie
                zjadałam kilka łyżek zupy lub drugiego dania. Hemoglobinę niewiadomo
                jakim cudem miałam 11 g/%, czyli na granicy dolnej normy.
                Nikt nigdy za mną nie biegał z jedzeniem, owszem nie powiem
                rodzice sie martwili, ale zawsze twierdzili, że zmuszanie (do
                czegokolwiek) wywołuje odwrotny skutek.
                Nawet babcia - matka ojca nigdy nic nie mówiła, bo wiedziała, że mam
                to po ojcu. Urodziła siedmioro dzieci - wszystkie ładnie jadły
                oprócz mojego ojca, który żył niemalże powietrzem.
              • mamaoliwki08 Re: Złota zasada 19.01.10, 09:41
                Moje dziecko miało etapy niejadka i nie wmuszałam w nią żarcia.
              • tijgertje Re: Złota zasada 19.01.10, 10:04
                iwcia777 napisała:

                > dziewczyny, wszystkie które piszecie: nie biegac, odpuscic itp.
                > nigdy nie miałyscie dziecka nic niejedzacego.

                Ja mialam. 3 tygodnie w szpitalu, 6 pediatrow, nawet nie wiem, ilu
                specjalistow, badan i pomyslow, calkowite zatrzymanie rozwoju,
                utrata blisko 20% z calkowitej masy ciala(ile kilo byloby to przy
                twojej wadze???), poczatki odwodnienia organizmu i rok poszukiwan...
                Rzeczywiscie nie wiem, co to znaczy dziecko, ktore nie je... Jedyny
                sposob to NIE ZMUSZAC!!! Tylko dzieki temu, ze odpuscilismy, dziecko
                zaczelo jesc cokolwiek, bo w ciagu 6 tygodni zjadal po 20-50guncertain
        • ewrzostar Re: Jedzenie to udręka!!! 17.01.10, 16:34
          A nie przychodzi Ci do glowy ze zmuszanie dziecka do jedzenia przynosi skutek
          odwrotny od zamierzonego?
          I nie przychodzi Ci do glowy ze "sama skora i kosci" wlasnie dlatego, ze
          stosujesz przemoc?
          Problemy zywieniowe nigdy sie nie biora bez przyczyny. I ta przyczyna prawie
          zawsze sa rodzice. Takie sa statystyki.

          Radze pojsc owszem do lekarza, ale raczej dla siebie. Nie pediatry a psychiatry.
          Dla dobra dziecka.

    • a_gurk Re: Jedzenie to udręka!!! 17.01.10, 00:40
      Doskonale cie rozumiem i tez mialam taki etap. Odpuscilam. Tylko
      nasze mamy nie. Dlatego nasza cora podczas wakacji nic prawie nie je
      zmuszana przez babcie. W domu je niewiele, ale je i regularnie
      przybiera na wadze. Dwojka moich dzieci jest szczupla i wyglada na
      znacznie mlodszych. I co z tego? Rozwijaja sie poprawnie, zgodnie ze
      swoimi centylami. Dziadkowie mysla inaczej i pewnie wlasnie dlatego
      i ty nadmiernie sie martwisz. Staraj sie nie sluchac. Moi rodzice
      probuja nas kontrolowac, chociaz mieszkamy bardzo daleko od nich i
      od dawna jestesmy dorosli i samodzielni. Ale to ja lepiej znam moje
      dzieci. Np. rady mojej mamy, aby gotowac mlodym manne. Wiem, ze nie
      jest to glupie, ale moi nie zjedza ani czegokolwiek na gotowanym
      mleku (zwlaszcza syn), a na manne patrza z obrzydzeniem. Po prostu
      probowalam kilka razy, na rozne sposoby i machnelam reka. Szkoda
      wywalac dobre jedzenie. Do mojej mamy to nie dociera. Inne
      pokolenie, inne wychowanie.
    • monikatra Re: Jedzenie to udręka!!! 18.01.10, 19:30
      To tak dla smiechu napiszę Wam jeszcze inne miejsca na posiłek
      oprócz wanny, w ktore zbierają moi rodziece moja i siostry córke: na
      schody, na hustawkę, na drabinę w ogródku i uwaga hit : w
      samochodzie wink

      No comment ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja