Jak sobie radzicie z... radami?

12.02.04, 10:28
Wraz z pojawieniem się dziecka zaczynają nas otaczać doradcy, którzy ignorują
naszą wiedzę i intuicję, bo "wiedzą lepiej" jak pielęgnować i wychowywać.
Jak radzicie sobie z takim brakiem zaufania ze strony mam, teściowych i
innych doradców?
Co robicie, by nie czuć się jak "dziecko, które ma dziecko"?
    • kochamcie Re: Jak sobie radzicie z... radami? 12.02.04, 11:15
      ja do tej pory jeszcze nie moge sobie do konca z tym poradzic, a moja corka ma
      juz 3 lata. Ale wyznaje zasade : MATKA WIE NAJLEPIEJ
      I tego sie trzymaj.
      (matka, czyli Ty smile
    • andzia001 Re: Jak sobie radzicie z... radami? 12.02.04, 11:24
      Hej! Po pojawieniu się Marcinka na świecie, myślałam że oszaleję, tyle było
      dobrych doradców i lepiejwiedzących mam, teściwych, ciotek, babć i nie tylko....
      Ja natomiast starałam się do pewnego momentu być uprzejma i przyjmowałam to
      wszystko na zasadzie "jednym uchem wleciało, drugim wyleciało".
      Ale tak było tylko do czasu.
      Kiedy moja cierpliwość była u kresu wytrzymałości jedynym słowem na odczepnego
      było stwierdzenie "moje dziecko, więc ja je wychowuję i będzie po mojemu".
      Zrozumiała to i moja mama i teściowa, babcia również.
      Tym bardziej, że sposoby wychowywania i pielęgnacji maluszków dość radykalnie
      zmieniły się w ciągu tych conajmniej 26 lat smile)))))
      Teraz jest już tylko po mojemu i bardzo się z tego cieszę.
      Choć czasem staram się wypośrodkować to wszystko.

      pozdrawiam cieplutko
      Anka, mama Marcinka
      A to moje słoneczko
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10458885&a=10458885
      • pysia-2 Re: Jak sobie radzicie z... radami? 12.02.04, 11:34
        A ja zabijam od razu wszystkich swoja wiedza teoretyczna i mam spokooj. Bo
        akurat od strony teoretycznej (no, praktycznej tez) jestem przygotowana na 6+ i
        nikt nie ma takich informacji o dzieciach jak ja. Ani mama, ani babcia, ani
        zadna z cioc. Tzn. pewnie i maja, w koncu swoje dzieci tez chowaly, ale teraz
        wszystkie opinie fachowcoow i porady lekarzy zmienily sie o 180 stopni. A one
        nie chca wyjsc na niepostepowe, wiec z ciekawoscia przysluchuja sie najnowszym
        doniesieniom na temat wychowania i siedza juz cicho :o)
        Na bardziej opornych jest jedna rada - wysluchac i robic swoje. Tez skutkuje.
    • aniask_mama Re: Jak sobie radzicie z... radami? 12.02.04, 11:51
      Ja podchodzę do rad nt. wychowania, czy w ogóle dziecka, jak do każdych innych:
      niektóre mnie śmieszą (pij dużo mleka, to będziesz miała dużo pokarmu), inne
      denerwują (jak popłacze to mu się płuca dobrze rozwiną), a jeszcze inne
      rozważam. I tyle.
      • mamamajki Re: Jak sobie radzicie z... radami? 12.02.04, 12:32
        gdy ktoś radzi mi a ja wcześniej o radę nie prosiłam - ignoruję totalnie
        w ciąży to się nasłuchałam rad z rodzaju "nie noś łańcuszka bo dziecko będzie
        owinięte pepowiną" ale to jest jeszcze nic -prawdziwą mistrzynią w WYMYŚLANIU
        TOTALNYCH BZDUR -przesądowych jest moja teściowa- na szczęście jej "wesoła"
        twórczość jest tak absurdalna,że właściwie tylko rozśmiesza ufff
        Pozdrawiam i wytrwałości życzę
        Asia mama Mai
    • kajami1 Re: Jak sobie radzicie z... radami? 13.02.04, 11:22
      Popieram tych co twierdzą, żeby rad wysłuchać, sprawdzić czy są słuszne
      i ........ zrobić tak jak się samemu uważa. Jak doradzcy zobaczą, że
      jesteś "oporna na wiedzę" i ciągle mimo ich starań "postępujesz głupio"
      stwierdzą, że jesteś "niewyuczalna" i dadzą spokój.
      Moja teściowa uważa mnie za głupią i złą matkę, która krzywdzi dziecko, bo np.
      przechodzi nad nim i przez to maleńkie biedaczysko (21mies. i 98 cm wzrostu)
      nie urośnie etc., ale daje mi spokój( cytuję: "przecież głupiej, upartej
      gówniarze nie przetłumaczysz").
      Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
      • mamamajki Re:do kajami1 13.02.04, 11:41
        o jejku a ja myślałam,że to moja teściowa jest najwredniejsza
        brrrr
        co robisz gdy słyszysz te słowa????
        Asia mama Mai
        • kajami1 Re:do kajami1 13.02.04, 18:12
          Cóż, traktuję ją jak osobę umysłowo "sprawną inaczej".
          Do mnie bezpośrednio już tak nie mówi, bo reagowałam szczerym śmiechem więc
          teraz takie komentarze lecą do rodziny. Ale oni znają ją dłużej niż ja i
          traktują ją z jeszcze większą pobłażliwością, czasami jednak ktoś powie, że nie
          ma racji i wtedy słyszy: "o już się dobrałyście(-liście)".
          Na szczęście już z nią nie muszę mieszkać.
          Mimo, że jest emerytką i mieszka 2 bloki dalej wynajmuję nianię, bo potrafiła
          mojemu synkowi wtedy 3 miesięcznemu wysmarować buzię moczem, twierdząc, że to
          jedyny lek na pleśniawki.
      • mackowy4 Re: Jak sobie radzicie z... radami? 13.02.04, 14:12
        Dziewczyno, takiej teściowej za nic nie wpuściłabym do mojego domu! Podziwiam
        Twoją zimną krew, ale nie pozwalaj mówić do siebie w taki sposób. A co na to
        wsszystko Twój mąż? Stoi z boku i pozwala na taki brak szacunku wobec Ciebie?
        Te teściowe potrafią jednak być okropne, szczerze współczuję.
        • mika_forum Re: Jak sobie radzicie z... radami? 13.02.04, 14:41
          Ja sobie nie radze, dostaje bialej goraczki.
    • rysa9 Re: Jak sobie radzicie z... radami? 13.02.04, 22:44
      Jak czytam o Waszych teściowych, to wierzyć mi się nie chce, że one naprawdę
      istnieją. Żebym ja tylko taka nie była w przyszłości! wink
      Moja teściowa na szczęście jest "do rany przyłóż" kobietą, ale... no właśnie
      lubi radzić i to w taki sposób, że "tak powinno być" a nie na zasadzie "a co
      sądzisz o tym?". Wtedy podobnie jak Mika dostaję białej gorączki. Chyba
      dlatego, że odbieram te rady jako ukrytą krytykę pod adresem moich metod
      wychowawczych czy pielęgnacyjnych. A może to ja wyznaję jakąś spiskową teorię
      świata? Co o tym sądzicie?
    • kajami1 Re: Jak sobie radzicie z... radami? 14.02.04, 11:58
      Ja też będę teściową (mam synka), ale patrzę na moją mamę i bratową i strasznie
      zazdroszczę bratowej takiej teściowej, która rzadko proponuje, najczęściej
      czeka aż ktoś poprosi ją o radę. Mam madzieję, że to "cecha wrodzona" i będę
      właśnie taka.
      Mój mąż o swojej teściowej najczęściej mówi w towarzystwie, że z nią to "mógłby
      konie kraść". Może poproszę mamę, aby napisała dla mnie podręcznik pt. "Jak być
      teściową z którą da się żyć".(hi,hi,hi)
      Moja teściowa ma na imię Walentyna więc nawet tak miły dzień jak Walentynki
      musiała mi dożywotnio spieprzyć.
      Pozdrawiam.
      Kasia mama Misia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja