Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone

13.02.04, 16:06
witam e-rodziców
Co myślicie o tzw. zauroczeniu dziecka. Ja powiem szczerze nie wierzę w takie
rzeczy ale moja kochana mama od razu jak kupilismy wózek przyczepiła do niego
czerwona kokardkę, jak ktoś za bardzo chwali dziecko to po wyjściu takiej
osoby sypie za nią solą. Trochę śmieszą mnie te przesądy. Co wy o tym
sądzicie. Chodząc na spacery widziałam kilka wózeczków z czerwoną wstężką,
czyli może cos w tym jest. Mój mąż toczy o to ciagle walkę z mamą i zdejmuje
wstarzeczkę, ale jest to walka z wiatrakami.

pozdrawiam mama Szymka
    • kite5 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 13.02.04, 17:14
      Też się z tym spotkałam i co ciekawe u mojej koleżanki ze studiów
      (wykształconej kobiety). Chcialo mi się śmiać jak w dzisiejszych czasach można
      wierzyc w takie rzeczy. Powiem szczerze, że zgadzam się w zupełności z Twoim
      mężem. Przecież to są zwykłe zabobony. Mój Maciuś jak był malutki to nie chciał
      jeździć w wózku na spacery, strasznie płakał. Moja mama wyszła kiedyś z nim na
      spacer i nasza sąsiadka powiedziała jej, że na pewno jest "ociotany" i że jak
      wróci do domu to ma mu UWAGA: zlizać czółko w kształcie krzyżyka. Moja mama jak
      to usłyszała to o mało nie parsknęła śmiechem. Jak wróciła do domu to nie
      mogłyśmy uwierzyć, że coś takiego, takie myślenie, jeszcze istnieje. Najlepiej
      chyba na takie zachowanie nie reagować i robić swoje po prostu, no chyba, że
      ktoś wierzy w przesądy i zabobony. Pozdrawiam. Kasia
      • alinaw1 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 28.02.04, 19:22
        Najbardziej dziwi mnie to, że czerwone kokardki wiążą ci sami rodzice, którzy
        chrzczą swoje dzieci! Pom ieszanie z poplątaniem. Nigdy nie zawiązywałam
        żadnych czerwonych wstążęk, a gdy coś takiego widzę- myślę sobie, że w tym
        nibychrześcijańskim kraju magia i zabobony nie zniknęły!!!
    • kajami1 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 13.02.04, 18:17
      Przecież tą kokardkę można uznać za ozdobę. Ja przesądów nie uznaję, ale po co
      Twoja mama ma się martwić, kokardka jak kokardka. O sól to bym się "burzyła"
      chyba, że sama ją kupuje i sama zamiata.
      Ja nie widzę powodu do kłótni, przecież te zabobony nie są grożne dla dziecka,
      a czasami można pocichu się pośmiać.
      Pozdrawiam.
    • honda1998 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 14.02.04, 14:02
      hihi

      moja mama tez jest przesądna. Do szpitala (zaraz po porodzie) przyjechała juz
      z czerwoną biedronką, która cały czas musiała byc przyczepiona do szpitalnego
      wózka a później do wózka spacerowego.
      Ja osobiście uważam, że do póki jest to niegroźne to OK. Chce mieć czerwona
      kokardkę - proszę bardzo wink))

      pozdrawiam,
      eliza
    • aniask_mama Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 14.02.04, 15:22
      Oj, Polski, katolicki kraju.... Gusła i zabobony...
      • cornelia5 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 14.02.04, 17:47
        bzdury totalne!!!nigdy zadnych kokardek nie zakladalam ani w nic takiego nie
        wierze-ludzie gdzie my zyjemy???tez widze jak ludzie jezdza z kokardkami-
        smieszy mnie to...pozdrawiam mama Adasia ps. jezeli ktos chce to oczywiscie
        niema sprawywink))))))
      • ariana1 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 15.02.04, 16:55
        aniask_mama napisała:

        > Oj, Polski, katolicki kraju.... Gusła i zabobony...

        He, he! No, właśnie....
        Ja też się uśmiecham wyrozumiale na widok ( co drugiego) wózka z kokardką. Ja
        miałam przyczepione serduszko z imieniem córuni, najpierw do głębokiego , potem
        do spacerówki.
    • jaba75 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 16.02.04, 01:26
      Ah te zabobony, dlaczego można zauroczyć tylko dzieckio ?? A osobę dorosłą
      nie ?? Wszyscy powinniśmy chodzić z czerwoną wstążką
    • joanna_p2 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 16.02.04, 07:36
      Jestem osobą rozsądną i tez nie wieżyłam w zauroczenia, do czasu.
      Czteromiesięczny syn mojej koleżanki płakał nie chciał jeść, prężył się przez 3
      dni bez przerwy i jej mama uznała że jest zauroczony, wezwała ciotkę (rodzinną
      czarownicę) zabrała małego na pół godz do drugiego pokoju(nie wiem co z min
      robiła) a jak wróciła mały spokojny uśmiechnięty zaczął jeść.Koleżanka od razu
      doczepiła czerwoną kokardę. Gdybym tego nie widziała nigdy bym nie uwieżyła.
      Mój 2-m synek od urodzenia ma kokardke. Licho nie śpismile))
    • rzona Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 16.02.04, 12:32
      Ja też nie wierzę w zabobony, ale wychodzę z założenia, że czrwona kokardka na wózku aż tak straszie nie wygląda, a jeśli to ma pomóc mojemu dziecku smile, to wolę na wszelki wypadek ją mieć.
      Moja babcia była urzeczona jako 14-letnia dziewczynka, tak że aż zemdlała. Wolę nie kusić losu, bo kocham moją Zosię nad życie.
      • de_ska Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 16.02.04, 15:22
        jejku, dopiero od Was dowiaduję się o czymś takim, naprawdę nigdy nie słyszałam
        o takich przesądach, a żyję już 27 lat na tym świecie...nie przypominam sobie,
        żebym kiedyś zauważyła czerwone kokardki przy wózkach. a może nie zwracam uwagi
        na takie szczegóły..
        pzdr
    • gochagocha Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 17.02.04, 09:00
      Jak slowo daje - ubawilam sie. Gdyby nie to forum i inne fora bylabym dalej
      osoba nieswiadoma !!!
      Jak urodzil sie moj synek - 5 lat temu - do baldachimu nad jego lozeczkiem mama
      przyszyla czerwona kokardke. Taka sama kokardka pojawila sie na jego wozku.
      Szczerze mowiac nie zrobilo to na mnie zadnego wrazenia, mama chciala sobie to
      przyszyc no to sobie przyszyla. Moze cos tam wspominala o zauroczeniu, nie
      pamietam.
      Kakardke z poscieli zdjelam dopiero jakis miesiac temu piorac i szykujac
      posciel dla dzidzi (jeszcze w brzuszku) a kokardka na wozku jest nadal. Czy
      powinnam ja zmienic ? Moze jej moc juz sie wyczerpala przy synku i dla corci
      winna byc nowa?
      Pozdrawiam serdecznie
    • kochamcie Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 17.02.04, 15:55
      Opowiem Wam moja historie.
      Nigdy w te bzdury nie wierzylam smile
      Pierwsza noc po przyjsciu ze szpitala. Moja coreczka wieczorem zrobila sie
      niespokojna. Nie chciala jesc. Tylko plakala. Rozumiem, ze to pierwsza noc po
      zmianie otoczenia (wczesniej 4 noce w szpitalu). Ale zaczelam sie denerwowac,
      ze przez 12 godzin nic nie je. To raczej dziwne u 4 dniowego niemowlaka. Wyla
      do rana. A my juz dostawalismy szalu. Rano moj maz pojechal do apteki po jakies
      specyfiki. A ona nawet na sile, lyzeczka, nie dala sie nakarmic. Przyszla moja
      babcia i powiedziala, ze ona jest na pewno zauroczona. Na co ja juz dostalam
      szalu i kazalam jej wyjsc. Ale ona sie uparla, ze trzeba ja oduroczyc. Moja
      mama przekonywala mnie,zeby pozwolila babci troche "poczarowac", przeciez nie
      zaszkodzi. Po namowach schowalam sie pod koldre, zeby tego nie widziecsmile A moja
      babcia wyjela z kosza na bielizne brudna koszule mojego meza, machala nia nad
      moja corka, plula na okolo smile)) i mowila "brzydka jestes, tfu tfu " smile)))))
      Sluchajcie, jak moj maz wrocil z apteki moja coreczka juz spala najedzona.
      Niezle, co? Ale kokardki nie zawiesilam smile
      Od tamtej pory KAZDA noc przespala, cala! Nie wiem, co to jest nocne wstawanie
      do dziecka!
      • ariana1 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 17.02.04, 16:05
        kochamcie napisała:

        > Opowiem Wam moja historie.
        > Nigdy w te bzdury nie wierzylam smile
        > Pierwsza noc po przyjsciu ze szpitala. Moja coreczka wieczorem zrobila sie
        > niespokojna. Nie chciala jesc. Tylko plakala. Rozumiem, ze to pierwsza noc po
        > zmianie otoczenia (wczesniej 4 noce w szpitalu). Ale zaczelam sie denerwowac,
        > ze przez 12 godzin nic nie je. To raczej dziwne u 4 dniowego niemowlaka. Wyla
        > do rana. A my juz dostawalismy szalu. Rano moj maz pojechal do apteki po
        jakies
        >
        > specyfiki. A ona nawet na sile, lyzeczka, nie dala sie nakarmic. Przyszla
        moja
        > babcia i powiedziala, ze ona jest na pewno zauroczona. Na co ja juz dostalam
        > szalu i kazalam jej wyjsc. Ale ona sie uparla, ze trzeba ja oduroczyc. Moja
        > mama przekonywala mnie,zeby pozwolila babci troche "poczarowac", przeciez nie
        > zaszkodzi. Po namowach schowalam sie pod koldre, zeby tego nie widziecsmile A
        moja
        >
        > babcia wyjela z kosza na bielizne brudna koszule mojego meza, machala nia nad
        > moja corka, plula na okolo smile)) i mowila "brzydka jestes, tfu tfu " smile)))))
        > Sluchajcie, jak moj maz wrocil z apteki moja coreczka juz spala najedzona.
        > Niezle, co? Ale kokardki nie zawiesilam smile
        > Od tamtej pory KAZDA noc przespala, cala! Nie wiem, co to jest nocne
        wstawanie
        > do dziecka!


        Moim zdaniem to zwykły zbieg okoliczności.
      • p_swiat Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 17.02.04, 17:22
        i Ty w to wierzysz? moja teściowa nie pozwoliła mi w czasie ciąży podchodzić do
        ogniska bo dziecko bedzie miało jakiegoś rumienia czy coś takiego ja to olałam
        bo mnie takie gadanie śmieszy - lekko prostackiesmile
        • mamciach Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.02.04, 12:13
          moja teściowa gderała na mnie jak patrzyłam na nasze śliczne szczeniaki ...że
          niby dziecko z ogonkiem się urodzi smile)))
          ale w "złą moc chwili czy osoby" nie tylko dotyczącą małych dzieci - wierzę i
          nie jest to żaden zabobon
          • kajami1 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.02.04, 14:52
            Coś w tym jest, bo ja zawsze oglądałam się za szczeniakami i mój Michaś
            ma "ogonek" tylko nie z tej strony (hi,hi,hi).
            Pozdrawiam.
            Kasia
      • tlaloc1 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 26.02.04, 23:09
        Pewnie biedny mąż do dzisiaj chodzi w brudnych koszulach?
      • mik5 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.07.04, 10:00
        Hallo! A propos "brzydka jesteś" to strasznie mnie wkurza, kiedy ktoś (a
        konkretnie zrobily to szwagierka i chyba też sąsiadka) w dobrej wierze - bo
        chcąc " nie zauroczyć" dziecka, mówi do niego "brzydka jesteś" albo "ty
        brzydulo". Mam wtedy ochotę odpowiedziec "ty grubianko" smile
        Choć z drugiej strony, jak ktoś mówi "ale śliczne dziecko, jakie duże oczy,
        itp." to też się czuję trochę nieswojo (ale przynajmniej jest miło).
        Pozdrawiam
    • luxonna Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 17.02.04, 17:04
      O kurcze, słowo daje, nie miałam pojęcia o tym wszystkim! Nie miałam nigdy
      żadnych kokardek pozawieszanych nigdzie, a Dzidzia ma juz 9 mcy i jest
      zdrowiutka i wesolutka! I co teraz? smile Jak ja nadrobię 9mcy straty
      kokardkowej?! wink
    • p_swiat Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 17.02.04, 17:18
      bzdura totalna!!moja teściowa też wierzy w takie kretyństwa i co jajgorsze jest
      osobą bardzo wierzącą - a przecież to grzechsmile ale co tam najwazniejsze żeby
      było o czym rozmawiać i wymyślać inne fajniejsze przesądy.
    • zeta77 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.02.04, 08:29
      Podobno prawda
      Moi rodzice nie wyobrażają sobie wózeczka bez wstążki i długo też nie musieli
      mnie przekonywać. Chucham na zimne, a i wstążwczka ładna.
      Solą jeszcze nie sypałam, może czas zacząć wink

      a czy znacie jeszcze jakieś inne przesądy ??
      pozdrawiam ZETA
      • mharrison Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.02.04, 10:24
        Odwiedzajac moja babcie na wsi spotkalam kolezanke, z ktora sie bawilam w
        dziecinstwie podczas wakacji. Zaprosila mnie bym wpadla, zebysmy pogadaly
        wieczorem.

        Wchodze do sieni (przedpokoju)i ... prawie wdepnelam do wanienki z woda. Mowie
        do niej " Marzena wylej to, bo ktos sie tu zaraz wyrznie". Na co ona ze
        stoickim spokojem mowi: "Nie moge, juz jest po zachodzie slonca, musze poczekac
        z tym do rana".

        I co Wy na to?

        Przesad zdecydwanie mniej bezpieczny dla otoczenia niz czerwona kokardka.

        Przyznam sie, ze o kokardce dowiedzialm sie dopiero ostatnio przy trzecim
        dziecku od pani na bazarze. Nie przyczepilam, dzieci maja sie dobrze (9, 2 lata
        i 2,5 miesiaca).
        Pozdrawiam
        • assiia Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.02.04, 12:32
          A ja wierze!
          Jak by co tez jestem po studiach,ale nie rozumiem co to ma do rzeczy?
          Tam przeciez o tym nie bylo.
          Ubolewam tylko nad tym,ze ludzie mlodzi to olewaja i starsi nie maja komu
          przekazac tej wiedzy.A szkoda.
          Pewnie kiedys to wszystko zginie zapomniane.
          Przeciez nawet w przyslowiach,cos jest-a tez sie z tego smialam za mlodu.
          Pozdrawiam i szanuje wszystkie praktykujace babcie!Szkoda,ze moja nic nie umie.
          Z checia bym sie bardziej w to zaglebila,to maze bym mogla cos wiecej na ten
          temat powiedziec.Jak na razie moim zdaniem COS W TYM JEST"!
          ASIA
          • p_swiat Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.02.04, 21:01
            wszystko jest ok niech wierzy kto chce, ale jeśli ktoś głównie tym sie kieruje
            w życiu i narzuca przesądy innym to już przesada - moja teściowa oprusz nie
            podchodzenia do ognia w ciąży wymyślała wcześniej tego typu rzeczy:
            Data ślubu musi zawierać dwie cyfry, a my braliśmy ślub 3 więc pechsmile
            Nie moge mieć pereł na ślub bo to pecha przynosi.
            Jeszcze coś było, ale nie pamiętam bo mi to jednym uchem wlatywało drugim
            szybko umykałosmilesmile
            • maszymka Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 22.02.04, 00:17
              Ja równiez brałam ślub w miesięcu bez "r" - w maju. Podobno najbardziej
              nieszczęśliwym i najmniej odpowiednim na slub miesiącu w roku. Miałam perełki,
              a po odejściu od ołtarza nie siłowałam sie z mężem w którą stronę mamy się
              obrucić.
              I co jestem szczęśliwą żonką od 5 lat, mam wspaniałego synka, dobra pracę i
              wiele radości z zycia.
              Przesądy do kosza !!!!
              Puk puk w nie malowane smile
          • tlaloc1 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 26.02.04, 23:12
            Nie zapomnij przed snem splunąć trzy razy przez lewe ramię.
    • olivia101 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.02.04, 12:40
      A ja wstazeczki nie przyczepie chociazby z tego wzgledu, ze nie pasuje mi do
      koloru wozkasmile Bardzo podobaja mi sie stwierdzenia, ze ja w zabobony nie
      wierze, ale na wszelki wypadek powiesze...smile Najlepiej przyczepic taka
      wstazeczke dziecku na stale np. do glowy - bedzie po sprawie. Poza tym
      stwierdzenie, ze plucie babci pomoglo, ze rozwiazaly sie wszystkie problemy
      dziecka... No coz, niedlugo nie beda nam potrzebni lekarze. Poplujemy,
      posypiemy sola, powiesimy cos tu i tam i wszyscy beda szczesliwi...

      Pozdrawiam

      P.S. Ostatnio przeczytalam tez na forum post, gdzie ktos pytal czy to prawda,
      ze matka chrzestna bedaca w ciazy nie powinna trzymac dziecka do chrztu, bo
      stanie sie cos tam. Moja matka chrzestna trzymala mnie do chcrztu bedac w 3
      miesiacu ciazy i powiem szczerze niczego mi nie brakuje, a i mam sie calkiem
      niezlesmile
      • hania261 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 19.02.04, 15:16
        Ja uwazam,ze to mily zwyczaj czy zabobon, tak samo jak wkladanie pieniazkow do
        pantofelka panny mlodej,lanie wosku,luski od karpia w wigilie itd.
        • aniask_mama Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 22.02.04, 16:55
          Haniu, ale wazne jest jak Ty do tego podchodzisz...
          Oczywiście można lac wosk, rzucac ryż czy pieniążki i tego nikt nie zabrania...
          jesli traktuje się to z przymrużeniem oka czy dobrą zabawę. Chodzi o to, że
          niektórzy WIERZĄ iż coś takiego przynosi szczęście/pecha i od tego uzależniają
          swoje szczęście. To tak jak zaufać, ich przeczytany horoskop spełni się w 100%
          i MOCNO w to wierzyć...
    • jaba75 Jestem zauroczona .............. 25.02.04, 21:58
      ............. swoją dzidzią i wy wszystkie zapewne też smile
      jaba75
      • klio1 Re: Jestem zauroczona .............. 26.02.04, 14:12
        Moje dziecko nigdy nie mialo czerwonej kokardki i raczej z rozbawianiem
        traktowałam te zabobony , ale moze cos w tym jest . Mały ma 2 lata i nic nie
        mówi , a na pewno super słyszy i intelektualnie rozwija sie prawidłowo . Babcia
        twierdzi , że ma cieżką mowę bo go ciagle w lustrze przegladałam . Szkoda tylko
        że nie ma teraz juz sposobu na odczarowanie wink
        • kajami1 Re: Jestem zauroczona .............. 27.02.04, 17:25
          klio1 moja bratanica do 3 roku życia nic nie mówiła....... i chyba sama się
          odczarowała bo teraz gada jak najęta.
          Poczekaj troszkę, a będziesz tęskniła do ciszy, nawet jeślibyś małego chowała w
          gabinecie luster.
    • foxus73 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 27.02.04, 17:43
      Witam, też nie chciałam wierzyć w te zabobony jednak mój mąż zgodnie z
      tradycja wyniesiona z domu jeszcze przed urodzeniem się naszej córki przywiązał
      czerwona kokardę do jej łóżeczka. Jak by było tego mało jest też i kokardka
      przy wózku. Muszę Ci powiedzieć że lepiej dmuchac na zimne, chyba cos w tym
      jest po nieraz się zdarzyło że jakaś ciekawska pani na widok naszej córki w
      wózku wychwalała jej urodę. Po czym za niespełna 5 minut nasza mała
      niepsodziewanie zanosi się płaczem co normalnie jej się absolutnie nie zdarza w
      czasie spaceru. Dlatego w domu koniecznie robimy jej nasze " czary mary" i
      przechodzi płacz jak ręką odjął.
      Naprawdę sama w to nie wierzyłam , ale po 7 miesięcznych doświadczeniach radzę
      abyś trzymała się tej zasady. :- )) Pozdrawiam, Beata - mama Justynki.
      • lch74 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 08.06.04, 23:14
        To jednak ta kokardka przy wózku nie pomaga?
    • marylkaa Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 27.02.04, 19:31
      bzdura i kretyństwo totalne!
      że też w XXI wieku są jeszcze tacy ludzie...
    • olivia101 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 28.02.04, 14:03
      Rece opadaja... A jak wygladaja te 'czary mary' bo umieram z ciekawoscci??? W
      ogole to przydlaby sie pierscien Arabelli i po klopociesmile

      Pozdrawiam
      • optymistka7 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 28.02.04, 18:43
        ja też nie mogę uwierzyć, że wykształcone i świadome młode dziewczyny wierzą w
        takie bzdury ! To nie do pomyślenia w XXI w. Ludzie, gdzie Wy żyjecie ! Nie
        wiem czy śmiać się czy płakać nad Waszą głupotą.
        • driadea Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 28.02.04, 22:33
          Wiesz, to, że nie możesz uwierzyć, że inni wierzą, wcale jeszcze nie znaczy, że
          to oni są głupi, a nie ty...
          ja w kokardki, plucie, solenie i inne czary mary nie wierzę, ale wcale nie
          sądzę, że ci, którzy wierzą są ode mnie gorsi. Cóż, jestem tolerancyjna...
          Pozdrawiam wszystkie mamy, głupie, nietolerancyjne, wierzące, plujące, solące,
          czarujące i inne.
          Agnieszka
    • haanja Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 28.02.04, 22:46
      Witajcie.
      Kokardka, brudna koszula męża to jeszcze nie wszystko.
      Pewna młoda wykształcona matka odczarowuje swoje dziecko własnymi brudnymi
      majtkami. Wymachuje nimi nad dzieckiem i potem w "4 strony świata".
      Metoda ta przekazywana z pokolenia na pokolenie i według niej skuteczna wink))).
      Stosuje ją szczególnie po wyjeźdźie teściowej, której szczerze nienawidzi.
      Dziweczyny do dzieła. Pozdrawiam. haanja
      • driadea Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 29.02.04, 13:07
        Ja bym tymi majtkami nad teściową pomachała (gdybym jej nienawidzila- swoją
        lubię, więc z głowy;]). W ażdym razie mojemu dziecku tego oszczędzę! wink
        • haanja Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 29.02.04, 14:42
          driadea, w opisanym przypadku teściowa jest super fajną babką, to młoda ma
          problemy ze sobą a otoczenie z nią.
          Pozdr.h
          • driadea Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 29.02.04, 17:07
            haanja, domyślam się, skoro macha brudnymi majtkami nad własnym dzieckiem to
            musi być z nią coś nie tak...
            smile
    • maszymka Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 02.03.04, 19:17
      Widzę, że temat wywołał wiele kontrowersji. Teściowa już solą nie rzuca,
      kokardkę zamieniłam na czerwoną biedronkę (taki mały kompromis), która bardzo
      się podoba bączkowi. Najbardziej ze wsystkich komentarzy podoba mi się wątek
      o "ociotaniu" i lizaniu czoła.

      pozdrowienia M SZ
    • anies75 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 03.03.04, 22:57
      mam kokardkę czerwoną
      a jak wyszłam na pierwszy spacer to sąsiadka od razu "oj jaki śliczny, ojej
      jaka ma śliczną, gładką cerę" a młody ma teraz taką skazę lub atopie że az mu
      skóra peka
      nienawidze tej sąsiadki
      • olivia101 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 04.03.04, 07:50
        Jesli ma skaze lub atopowe zapalnie to widocznie tak malo byc. Tym bardziej, ze
        magiczna kokardka nie pomoglasmilesmile No chyba, ze sasiadka jest z marsa lub niezla
        czarownica... Nie doszukujcie sie problemow tam gdzie ich nie ma

        Pozdrawiam
        • anies75 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 04.03.04, 10:21
          i tak uczuliłam sie na sasiadke i unikam smile)))))))
          a tak powaznie to wiem ze jak jest to niczyja wina, tamto napisałam w ramach
          pokazania ze kokardka nie pomoze jak cos ma byc to bedzie
          ale kokardka nadal jest smile)))))))
    • anulex Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 04.03.04, 11:45
      Jestem bardzo ciekawa, czy panie, ktore tak krytykuja zabobony, nie mialy
      przypadkiem na sobie czerwonych majtek w czasie matury smile

      • kajami1 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 04.03.04, 13:44
        Ja nie miałam żadnych czerwonych majtek w czasie matury. Pewnie "super" by
        wyglądały przy białych spodniach i w takim zestawieniu nie sądzę, że przyniosły
        mi szczęście. Maturę zdałam mimo to.

        Dopóki zabobony nie przynoszą szkody to (jak to mówi Owsiak) "róbta co chceta",
        mi poprostu szkoda czasu i energii na zabawę w przesądy.

        Jeszcze raz pozdrawiam.
        Kasia.
        • assiia Tolerancja,to nie cecha Polakow, 04.03.04, 14:04
          Jak widac nasz narod nie grzeszy tolerancja!
          W takich chwilach ciesze sie ze tam nie mieszkam,bo to mnie zawsze wkurzalo!
          To przeciez tak jak kwestia wiary,kazdy wierzy w cos innego.
          A tu takie inteligentne teksty padaja.
          Ach zal mi was,ciekawa jestem czy oby zapomnialyscie jak to was wkurzal widok
          sasiadki w oknie,ktora zawsze krytykowala i obgadywala?
          Nie stancie sie nimi!
          Pozdrawiam wierzace i nie,ale nie krytykujace.
          ASIA
      • aniask_mama Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 04.03.04, 14:03
        Nie, nie miałam czerwonych wink
        Nie miałam też niczego pożyczonego w czasie ślubu (miał byc 13-go nota bene,
        ale się nie dało, za to był w maju, więc bez słynnego "r")
        Dziecię za to urodziło się 13-go, w niedzielę - tak jak ja.

        Po prostu nie uzależniam swego życia od czynników trzecich typu: kokardka,
        czarny kot, ryż czy inne tego typu wink
        Jeszcze raz podkreślę: nie chodzi o to, czy ten ryż po ślubie mi sypali, czy
        sianko było pod obrusem, ale o fakt, że NIE UZALEŻNIAM od tego swego życia i
        szczęścia w nim wink
        • gabinia24 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 04.03.04, 14:18
          czytam sobie wasze wypowiedzi i jestem w szoku.szczerze mówiąc to aż mi szczęka
          opadła.Słyszłam o czerwonych kokardkach i widziałam co u niektórych.Prawda to
          czy nie ,nie mnie osądzać.Wkażdym razie jak moja córcia się urodziła to
          [przyczepiłam jej do wózka medalik Matki Boskiej.Myślę że to bardziej ją
          chroniło niż jakaś czerwona kokardka.Mój szwagier uważa że jego syn został
          zauroczony przez rumunkę przy kościele.Bo się w niego wpatrywała .A dziecko
          cała drogę z kościoła się nie odzywało.Wdomu podobno napluł mu w oczy żeby
          odczynić urok.Jak mi o tym powiedział to go wyśmiałam.A dodam jeszcze ,że on ma
          barzdo bujną wyobraźnię.Twierdził np. że jego syn stanął samodzielnie gdy miał
          3 miesiące.No cóż .To mówi samo za siebie
          • kasik8 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 04.03.04, 22:24
            JA rowniez sie Wam "przysluchuje" i przyznam..nie mnie rozpatrywac ile w tym
            prawdy ile zabobonu..nie lubie jednak skrajnosci, czyli
            wymyslania "niestworzonych rzeczy" nad cudzym dzieckiem jesli rodzice sobie
            tego nie zycza jak tez nie lubie potepiania ludzi, ktorzy tak robia jesli widza
            w tym skutek. Jesli nikomu nie dzieje sie krzywda to chyba wszystko ok.? A
            dziewczyny, ktore tak sie z tego smieja..coz...poprostu niech tego nie
            robia..ale po co krytykowac i nazywac to glupim? Ktos zarzucil tutaj, iz bedac
            katolikiem nie powinno sie wierzyc w zabobony. Przypomne tylko czym jest wiara?
            czy wiara to nie ufanie, iz cos istnieje pomimo tego, iz nie da sie tego
            dotknac, udowodnic, wytlumaczyc? tak samo jak wiara w Boga czy kokarde..wiara
            to wiara..mozna wierzyc lub nie.
            Na tym polega wiara. Byla kiedys piekna scena w pewnym filmie..kiedy to aniol
            probowal udowodnic kobiecie czym jest wiara...kazal jej zamknac oczy i ona to
            zrobila..poczym dotknal wnetrza jej dloni palcem...spytal jej co czuje? ona
            odpowiedziala, ze dotyk oczywiscie. Wiec on spytal skad to wie? ze to dotyk.
            Ona zas odpowiedziala ze to czuje! I wtedy zrozumiala, iz pewnosci nie ma bo
            przeciez nie widzi..kieruje sie raczej swoimi informacjami na temat dotyku..a
            tak naprawde wszystko opiera sie na czuciu!
            I jesli ktos czuje ze to mu pomoze to super. Ja tego nie potepiam.Tak jak nie
            neguje, iz sa na swiecie rzeczy o ktorym "filozofom sie nawet nie snilo".
            Wiec drogie panie-krytykantki wiecej szacunku do "niepoznanego".
            Padlo tez swierdzenie ze jesli ktos ma zaczarowac dziecko czemu nie zaczaruje
            doroslych. dziecko zawsze bylo uznawane za istote niewinna - nawet w wierze
            katolickiej jest to czesto powtarzane.. i dlatego "moglobybyc " podatne na
            takie "czary"..a dorosli ..hm...no coz! jak chodze po ulicy to czasem mi sie
            zdaje, ze wielu ludzi opetanych jest "zlymi mocami", znieczulica, chamstwem..i
            wiecie co robie..jak ich widze..spluwam przez lewe ramiesmile)
            Pozdrawiam Kasik
            • pepcio Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 08.04.04, 23:02
              Ja ostatnio słyszałem od naszej pani od rehabilitacji, że jedna z babć chciała
              zrezygnować z ćwiczeń z dzieckiem (6 mieś) tylko dlatego,że w sali do ćwiczeń
              jest pełno luster i dziecko napewno nie będzie mówić!!!
              no coments
            • weronikarb Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 09.04.04, 11:16
              Droga Kasik nie stawiaj na jednej szali zabobonów, guseł itp. wiary z wiarą
              katolicką. To sa dwa przeciwne bieguny.
      • lch74 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 08.06.04, 23:18
        Nigdy w życiu nie miałam na sobie czerwonych majtek, także na maturze, a zdałam matmę na 6smile A o co chodzi z tymi czerwonymi majtkami???
    • asikx Lepsze niż kokardka... 09.04.04, 08:26
      No moje drogie....
      znajoma, która oczywiście obowiązkowo ma na wózku kokardkę, propaguje znakomity
      przesąd:
      Po powrocie z chrzcin z kościoła, należy porozsuwac na stole przygotowane
      uprzednio dla gości potrawy i położyć świeżo ochrzczone dziecko na stole.
      Po co?
      ŻEBY BYŁO GOŚCINNE!
      Wyłam przez 15 minut......
      Myślę że to dorasta do "ociotania" i lizania po czole.
      Ale generalnie oprócz tego że mnie to śmieszy to niech sobie każdy wierzy w co
      chce.... Ja jestem w ogóle niewierząca, więc zarówno czerwona kokardka jak i
      medalik z Matką Boską nie dla mnie. Ale każdy ma prawo decydować w co
      wierzy.... dopóki nei robi innym krzywdy.
      Pozdrawiam,
      Aśka
      • mika_forum Re: Lepsze niż kokardka... 10.04.04, 12:51
        XXI wiek i takie bzdury, po prostu rece opadaja.
        • kolorko Re: Lepsze niż kokardka... 08.06.04, 23:40
          Czytam sobie i myślę- od 12 lat mieszkam w Warszawie i w ubiegłym tygodniu po
          raz pierwszy widziałam przy wózku czerwoną kokardkęwink Mam sporo rodziny na wsi
          i tam kokardek brak- ale ja już tak mam, ze się ludziom nadmiernie nie
          przyglądam, pamiętam, jak kilka lat temu moja znajoma bardzo się zdziwiła, ze
          nie potrafiłam jej opowiedzieć po wizycie u kogoś, jakie firanki w oknie
          wisiały, ba- nie pamiętałam, czy wogóle wisiaływink))
          pozdrawiam- Ania
          • lch74 Re: Lepsze niż kokardka... 09.06.04, 09:29
            He, he ja też nie zwracam na takie rzeczy uwagismile Moja mam nieraz myśli, że ja tak specjalnie się z nią droczę ale ja poprostu nie przywiązuję do tego wagi, wolę się skupić na rozmowiesmile A co do kokardek przy wózkach, to na spacerku specjalnie patrzyłam i jest tak pól na pół. Ja nie mam przy wózku żadnych czerwonych kokardek, biedronek czy serduszek i synkowi jakoś nic nie dolegasmile
            Pozdrówkismile
    • mama_kamila Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 09.06.04, 15:07
      Temat ciekawy, ale przyznam się, że nie doczytałam wszystkich odpowiedzi do końca. Mniej więcej w połowie krew zaczęła mnie zalewać i stwierdziłam, że muszę zabrać głos w tej sprawie. Padają tu bowiem mocne słowa o wyraźnie negatywnym zabarwieniu: gusła, zabobony (w katolickim kraju !!!), głupoty itp. Ogólny śmiech i potępienie. Wyczytałam nawet mniej więcej takie zdanie: ?Najgorsze, że wierzą w to osoby, które chrzczą swoje dzieci?. Pytanie do dziewczyn, które myślą o sobie, jako o przykładnych katoliczkach, osobach światłych, które żyjąc w XXI wieku są przekonane, że nauka jest już na takim poziomie, że nie ma przed nią żadnych tajemnic. Powiedzcie szczerze, która z was, po wyjściu z kościoła po ślubie nie została obrzucona ryżem ewentualnie monetami (w zależności od okolicy)? Zdajecie sobie sprawę, że to również zabobon? Wiecie, że ryż (monety) mają przynieść młodym majętne, dostatnie życie? Czy widziałyście kiedyś księdza, który po udzieleniu sakramentu ślubu wyszedłby przed kościół i pouczył wiernych, żeby nie sypali niczym na młodych, bo to grzech i obraza dla kościoła? Czy szykując się do ślubu nie zastanawiałyście się, czy macie wszelkie potrzebne akcesoria: coś pożyczonego, coś starego, coś niebieskiego itp. To też gusła i zabobony! Czy idąc na maturę nie zakładałyście czerwonych majtek? Takie przykłady mogłabym mnożyć. Wy jednak czepiacie się czerwonych wstążeczek, że są symbolem ciemnoty i średniowiecza. Cytat z biblii (może niezbyt dokładny): ?Widzicie zadrę w oku bliźniego, a kłody we własnym oku nie widzicie?, inny: ?Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem?. Zastanówcie się nad tym. Tylko, jeżeli rzeczywiście nie kierujecie się w życiu zabobonami (i nigdy tego nie robiłyście) macie prawo (chociaż i tak wątpliwe według mnie) krytykować innych.
      Z drugiej strony, czy mamy pewność, że nauka zgłębiła już wszystkie tajniki wiedzy, także tej, nazwijmy ją, ?tajemnej?, paranormalnej? Ja jestem głęboko przekonana, że nasze babki, prababki i praprapraprababki, kierując się w życiu mądrością ludową, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, nie były głupimi, ciemnymi babami, nawet, jeżeli nie potrafiły do końca wytłumaczyć znaczenia niektórych symboli, lub to tłumaczenie było trywialne. Często spotykam w gazetach artykuły, dotyczące badań, które naukowo potwierdziły jakieś prawdy ludowe, np. sens dawania choremu rosołu drobiowego, jako środka przyspieszającego powrót do zdrowia, czy nakładanie na skaleczenia papki z pajęczyny. Oczywiście nie mogę ręczyć, że zostanie też naukowo dowiedziony sens stosowania czerwonej kokardki, może nie zostanie nigdy i może czerwona kokardka faktycznie w żaden sposób nie zapobiega zauroczeniom. Chciałam tylko powiedzieć, że należy mieć więcej pokory do pojmowania świata, szczególnie do rzeczy, których nie rozumiemy. W końcu ludzie potrafią lewitować, hipnotyzować, jest coś takiego jak telekineza, telepatia, tybetańscy mnisi dokują rzeczy wydawałoby się niemożliwych, a Kaszpirowski i Nowak leczyli przez telewizję. I chociaż przy tym wszystkim czerwona wstążeczka wygląda rzeczywiście trywialnie, to mojemu dziecku też zakładam czerwone ubranka, ?żeby nikt go nie zauroczył?. Szczególnie, gdy idziemy do znajomych, którzy mają nieuleczalnie chore, niepełnosprawne dziecko. Są to wspaniali ludzie i nigdy bym ich nie posądzała o złe intencje względem nas. Ale spotkała ich wielka tragedia. Czy w środku ich serc nie pojawia się żal i może zazdrość, kiedy patrzą na mojego zdrowego i ślicznego malca? Czy na pewno nie mogą wyrządzić mu tym krzywdy, nawet nieświadomie?
      ?Serce i wiara więcej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko?

      Mama Kamila
      • mama_kamila Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 09.06.04, 15:28
        No, przeczytałam wszystkie dotychczasowe Wasze odpowiedzi, czego niestety nie uczyniłam poprzednio (jak napisałam "krew mnie zalała" i poczułam nieodpartą chęć powiedzenia, co o tym myślę). Teraz widzę, że trochę w swojej odpowiedzi byłam mało oryginalna, bo o czerwonych majtkach i o sypaniu ryżu już było. Jeśli chcecie, to mogę jeszcze dodać kilka opowieści "faktycznego działania"
        przesądów z mojego własnego doświadczenia (autentyczne). Ja sama nie do końca wierzę, ile w nich było wpływu "czarnego kota" a ile czystego przypadku. Ale fakty są faktami i jako takie mogę je przytoczyć. Nie wiem tylko, czy jeszcze to kogoś zainteresuje, bo jak zauważyłam temat ciągnie się od kilku miesięcy i może wszystko zostało już powiedziane?

        Mama Kamila

        P.S. W mojej poprzedniej wypowiedzi z niewiadomych mi powodów w kilku miejscach zamiast cudzysłowów pojawiły się znaki zapytania. Mam nadzieję, że nie utrudniło to bardzo zrozumienia tekstu.
      • lch74 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 10.06.04, 23:12
        mama_kamila napisała:
        > Powiedzcie szczerze, która z was, po wyjściu z kościoła po
        > ślubie nie została obrzucona ryżem ewentualnie monetami (w zależności od
        > okolicy)?

        Niestety nie mamy wpływu na to czym rzucają w nas inne osoby po ślubie, nie możemy im tego zabronić, przecież ich nie pobijemy... Ale to, że ktoś w nas rzucał ryżem czy monetami nie znaczy, że my w to wierzymy i to pochwalamy...

        > Zdajecie sobie sprawę, że to również zabobon? Wiecie, że ryż (monety) mają
        > przynieść młodym majętne, dostatnie życie?

        Zdaję sobie z tego doskonale sprawę i tego nie robię...

        > Czy widziałyście kiedyś księdza,
        > który po udzieleniu sakramentu ślubu wyszedłby przed kościół i pouczył
        > wiernych, żeby nie sypali niczym na młodych, bo to grzech i obraza dla
        > kościoła?

        Niestety nie ale to tylko źle świadczy o kapłanach, bo brak reakcji i sprzeciwu jest przyzwoleniem. Wierni powinni zostać pouczeni przez kapłana o tym, że takie postępowanie nie podoba się Bogu.

        > Czy szykując się do ślubu nie zastanawiałyście się, czy macie wszelkie
        > potrzebne akcesoria: coś pożyczonego, coś starego, coś niebieskiego itp. To
        > też gusła i zabobony!

        Nie zastanawiałam się nad tym i nie miałam, a po co?

        > Czy idąc na maturę nie zakładałyście czerwonych majtek?

        Nie i nigdy takowych nie miałam... Ale podejrzewam, że Ty tak i jak Ci poszła matura? Ja bez czerwonych majtek i bez ściągi (2 ławka przed obliczem komisji) napisałam matmę na 6 (nie chwaląc się)...

        > Cytat z biblii (może niezbyt dokładny): ?Widzicie zadrę w oku bliźniego, a
        > kłody we własnym oku nie widzicie?, inny: ?Kto z was jest bez grzechu, niech > pierwszy rzuci kamieniem?.

        To ja podam dla wierzących inny w tym temacie: "Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni."

        > Zastanówcie się nad tym. Tylko, jeżeli rzeczywiście nie kierujecie się w
        > życiu zabobonami (i nigdy tego nie robiłyście) macie prawo (chociaż i tak
        > wątpliwe według mnie) krytykować innych.

        Dla mnie jest to nieszkodliwe dziwactwo ale do czasu gdy mi nie jest siłą narzucane a to się niestety też zdarzasad Będąc w ciąży przechodziłam pod sznurami i kablami, wieszałam pranie, nosiłam łańcuszek na szyi itp. i moje dziecko nie oplątało się pępowiną. Miałam w domu czarnego kota, który wciąż przechodził mi drogę i nie miałam z tego powodu pecha. Nie zwracam uwagi czy przechodzę pod trójkątami i jakoś żyję. Moje dziecko nagminnie przegląda się w lustrze i gada jak najęte (narazie po swojemu). Itd.itp., więc uważam przesądy za bzdurę.

        > Z drugiej strony, czy mamy pewność, > że nauka zgłębiła już wszystkie tajniki > wiedzy, także tej, nazwijmy ją, ?tajemnej?, paranormalnej? Ja jestem głęboko > przekonana, że nasze babki, prababki i praprapraprababki, kierując się w > życiu mądr
        > ością ludową, przekazywaną z pokolenia na pokolenie

        A ja jestem głęboko przekonana, że człowiek w swej dążności do wytłumaczenia wszystkiego czego nie rozumie i nie znając innych przyczyn, żle kojarzył fakty i błędnie przypisywał przyczyny i skutki. W ten sposób np. powstało błędne skojarzenie sznurków, nici itp. z oplątaniem pępowiną.

        > nie były głupimi, ciemnymi babami, nawet, jeżeli nie potrafiły do końca
        > wytłumaczyć znaczenia niektórych symboli, lub to tłumaczenie było trywialne.

        Kojarzyły fakty na stan ich ówczesnej wiedzy.

        > W końcu ludzie potrafią lewitować, hipnotyzować, jest coś takiego jak
        > telekineza, telepatia,

        Niektórzy uważają to za czary a już wiesz co na ten temat mówi Biblia...

        > tybetańscy mnisi dokują rzeczy wydawałoby się niemożliwych,

        Akurat interesuję się buddyzmem i to jest całkiem inna para kaloszysmile

        > a Kaszpirowski i Nowak leczyli przez telewizję.

        IMHO zwykła autosugestia...

        > I chociaż przy tym wszystkim czerwona wstążeczka wygląda rzeczywiście
        > trywialnie, to mojemu dziecku też zakładam czerwone ubranka,
        > ?żeby nikt go nie zauroczył?. Szczególnie, gdy idziemy do znajomych, którzy
        > mają nieuleczalnie chore, niepełnosprawne dziecko. Są to wspaniali ludzie i
        > nigdy bym ich nie posądzała o złe intencje względem nas. Ale spotkała ich
        > wielka tragedia. Czy w środku ich serc nie pojawia się żal i może zazdrość,
        > kiedy patrzą na mojego zdrowego i ślicznego malca? Czy na pewno nie mogą
        > wyrządzić mu tym krzywdy, nawet nieświadomie?

        Jeśli to ma Cię uspokoić to zakładaj, ale ja przez 2 lata przebywałam z ludźmi niepełnosprawnymi i żaden z nich mnie nie zauroczył i jestem zdrowa, nawet mi takie myśli do głowy nie przyszły...
        Pozdrówkismile
        • pysia-2 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 11.06.04, 12:40
          > Niestety nie ale to tylko źle świadczy o kapłanach, bo brak reakcji i
          sprzeciwu
          > jest przyzwoleniem. Wierni powinni zostać pouczeni przez kapłana o tym, że tak
          > ie postępowanie nie podoba się Bogu.

          Skad wiesz? Pytalas Go?
          Moze nalezy nauczyc sie odroozniac nieszkodliwe nawyki, wynikajace z tradycji
          od czarnej magii, hmm?
          • lch74 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 11.06.04, 23:07
            pysia-2 napisała:

            > > Niestety nie ale to tylko źle świadczy o kapłanach, bo brak reakcji i
            > sprzeciwu
            > > jest przyzwoleniem. Wierni powinni zostać pouczeni przez kapłana o tym, że
            > tak
            > > ie postępowanie nie podoba się Bogu.
            >
            > Skad wiesz? Pytalas Go?
            > Moze nalezy nauczyc sie odroozniac nieszkodliwe nawyki, wynikajace z tradycji
            > od czarnej magii, hmm?

            Jak napisałam w dalszej części mojego poprzedniego postu dla mnie osobiście przesądy to nieszkodliwe dziwactwo i nie przeszkadza mi to dopóki nie są mi narzucane. Natomiast tu mówilismy o osobach wierzących (chrześcijanach) i stosunku Biblii do przesądów, którym bardzo często towarzyszą czary, zaklęcia (opisywane w wielu poprzednich postach) i wróżby (np. przelewanie wosku nad dzieckiem). No chyba, że dla niektórych chrześcijan tradycja jest ważniejsza niż Biblia nawet wtedy, gdy stoi z nią w sprzeczności. Nie pytałam Boga o jego stosunek do przesądów, ale wystarczy poczytać Biblię, która przecież dla chrześcijan jest Słowem Bożym...
            Pozdrówkismile
    • mama_kamila Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 11.06.04, 23:09
      Hmm... trochę mi się oberwało od lch74 czyli Vicky. Właściwie, to spodziewałam
      się takiej reakcji i dziwię się, że jak dotąd jedynie Vicky mi nawymyślała. No
      może "nawymyślała" to za mocne słowo. Vicky ustosunkowała się do tego, co
      napisałam, dość krytycznie zresztą. Miała prawo. Czuję jednak, że powinnam
      teraz z kolei ustosunkować się do wypowiedzi Vicky, bo odbieram wrażenie, że w
      niektórych miejscach Vicky źle zrozumiała moje słowa lub nadała im inny sens
      niż chciałam przekazać.

      Po pierwsze:
      Przede wszystkim chciałam uświadomić dziewczynom, że krytykują lub też ostrymi
      słowami obrażają ludzi, którzy w życiu stosują niegroźnie zwyczaje
      (przysłowiowa już wręcz "czerwona kokardka"), podczas gdy same wprowadzają w
      życie zabobony (przykładowe "czerwone majtki"). Oczywiście nie mówię, że
      wszystkie dziewczyny to robią. Ale zwyczaj zakładania czerwonych majtek na
      maturę jest dość popularny, dlatego myślę, że te dziewczyny, które owe majtki
      na sobie miały i jednocześnie na forum wymyślały innym od ciemnoty, powinny
      teraz uderzyć się w pierś. Oczywiście możemy na ten temat dyskutować i możemy
      mieć różne zdania, ale uważam za całkiem niestosowne (wybacz Vicky) ataki w
      stylu: "Ja nie miałam czerwonych majtek, maturę zdałam bardzo dobrze, a ty to
      pewnie ..." . W odpowiedzi na pytanie Vicky: matura nie poszła mi wprawdzie tak
      dobrze jak Tobie (z matmy pisemnej 4,5 ale ze wszystkich egzaminów ustnych 5 –
      nie chwaląc się). Czerwonych majtek nie miałam, jak też ani jednej ściągi,
      siedziałam na trzeciej ławce przed komisją (zauważ – mamy coś ze sobą
      wspólnego). Pozwól Vicky, że również wykażę się drobną złośliwością. Odnośnie
      sypania ryżem piszesz:

      >Niestety nie mamy wpływu na to czym rzucają w nas inne osoby po ślubie, nie
      możemy im tego zabronić, przecież ich nie pobijemy... Ale to, że ktoś w nas
      rzucał ryżem czy monetami nie znaczy, że my w to wierzymy i to pochwalamy...<

      Zauważyłam, że ryżem, czy monetami rzuca raczej bliska rodzina, a nie np.
      szefowa zaproszona na ślub. Myślę, że osoba, która tak bardzo nie pochwala tego
      zwyczaju, że uważa, iż kapłan powinien w tym temacie pouczyć wiernych, powinna
      porozmawiać z rodziną przed ślubem i jasno wyrazić swoją opinię na ten temat,
      że sobie tego nie życzy. Co do reakcji kapłanów to myślę, że zwyczaj ten
      uważają za niegroźny i dlatego nie interweniują. Z tego też powodu myślę, że
      nie mają nic przeciwko temu, żeby do wózeczka dziecka przyczepić czerwoną
      kokardkę. Ale oczywiście mogę się mylić.

      Po drugie:
      Na temat lewitacji, hipnozy, zjawiska telekinezy i telepatii Vicky pisze:

      >Niektórzy uważają to za czary a już wiesz co na ten temat mówi Biblia...

      a co do tego, że Kaszpirowki i Nowak leczyli przez telewizję:

      >IMHO zwykła autosugestia...

      Niezależnie od tego, czy zjawiska paranormalne nazwiemy czarami i zgodnie z
      Biblią potępimy, czy też nie, nie możemy zaprzeczać, że takie zjawiska
      istnieją. Jeżeli ludzie patrzący na Kaszpirowskiego lub Nowaka dochodzili do
      zdrowia, nawet jeżeli działo to się drogą autosugestii, świadczy to o tym, że w
      człowieku istnieją pokłady energii, o których na co dzień nie ma nawet pojęcia.
      Ojciec Pio potrafił być w kilku miejscach jednocześnie i jednocześnie działać,
      np. uzdrawiać, co potwierdzają świadkowie. Oczywiście możemy mówić, że była to
      moc dana od Boga, ale dla ludzi nie związanych z religią może to być magia.
      Człowiek posiada siłę, energię, której na co dzień sobie nie uświadamia i
      której nie potrafi wykorzystać. Żeby przesuwać przedmioty siłą woli trzeba
      odpowiedniego treningu lub urodzić się już z tą zdolnością. Podobnie ma się
      rzecz ze zdolnością wprowadzania w stan hipnozy lub leczenia przez
      bioenergioterapię. Myślę, że właśnie z tą wielką ukrytą siłą, która drzemie w
      człowieku wiąże się możliwość "zauroczenia" dziecka. W swoim życiu staram się o
      nikim źle nie myśleć, nikomu źle nie życzyć, aby nie ściągnąć tego zła, które
      mogłoby się wydarzyć, aby nieświadomie nawet nie przekazać złej energii. Nasze
      babki mówiły o niektórych, że mają "złe spojrzenie". Prawdopodobnie wielu
      ludziom została wyrządzona w ten sposób krzywda, ale myślę, że mogli być
      osobnicy o "złym spojrzeniu", ludzie zgorzkniali, tak bardzo źli na innych i na
      cały świat, tak bardzo złorzeczący innym, że tym samym sprowadzający co
      najmniej pecha na innych. Z innej strony, ludzie, którzy przeżyli śmierć
      kliniczną opowiadają, że widzieli miejsca odległe od miejsca, gdzie znajdowało
      się ich ciało. Naprawdę, to co poznała nauka jest jeszcze znikome w porównaniu
      do tego, co jeszcze jest do poznania. Wracając więc czerwonej kokardki, która
      stała się zalążkiem dyskusji. Jedna z przedmówczyń napisała, że czerwony kolor
      przyciąga wzrok i rozładowuje napięcie. Może coś w tym jest i może w ten sposób
      należy tłumaczyć sens stosowania czerwonej kokardki jako sposób przeciwko
      zauroczeniu. W końcu bodajże kolor niebieski działa na człowieka uspokajająco.
      To, że kolory mają wpływ na człowieka jest chyba faktem niezaprzeczalnym?

      Po trzecie:
      Viki pisze:

      >Jeśli to ma Cię uspokoić to zakładaj, ale ja przez 2 lata przebywałam z ludźmi
      niepełnosprawnymi i żaden z nich mnie nie zauroczył i jestem zdrowa, nawet mi
      takie myśli do głowy nie przyszły...<

      Droga Viki, ja naprawdę nie chciałam, żebyś Ty i inni odebrała moją wypowiedź
      jako atak na niepełnosprawnych, którzy uprawiają czarną magię i rzucają uroki
      na pięknych i zdrowych. Jeśli tak to zabrzmiało to wszystkich przepraszam.
      Myślę, że wystarczająco wytłumaczyłam to powyżej. Mam na myśli ludzi w ogóle.
      Każdy z nas może znaleźć różne powody, dla których będzie złorzeczył innym (co
      oczywiście jest grzechem). I oczywiście nie znaczy to, że każdy chory i
      niepełnosprawny lub w inny sposób doświadczony przez los będzie złorzeczył
      innym i ściągał na nich złą energię. Przepraszam, jeżeli ktoś poczuł się
      osobiście urażony.

      I na zakończenie:
      Vicky, chyba nie jestem zbyt dobra w Biblii, bo nie mogę znaleźć cytatu, który
      przytoczyłaś:

      >"Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego
      syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by
      uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy
      jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni."<

      Możesz dać namiary?

      Pozdrawiam wszystkich (i tych "czarujących" i tych, co ich potępiają)

      Mama Kamila
      • lch74 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 12.06.04, 13:24
        mama_kamila napisała:

        > Hmm... trochę mi się oberwało od lch74 czyli Vicky.

        A tam odrazu oberwało, to tylko dyskusjawink

        Właściwie, to spodziewałam
        > się takiej reakcji i dziwię się, że jak dotąd jedynie Vicky mi nawymyślała.
        > No może "nawymyślała" to za mocne słowo.

        Oj, za mocne...

        > Vicky ustosunkowała się do tego, co
        > napisałam, dość krytycznie zresztą. Miała prawo.

        Dziękiwink

        > Czuję jednak, że powinnam
        > teraz z kolei ustosunkować się do wypowiedzi Vicky, bo odbieram wrażenie, że
        > w niektórych miejscach Vicky źle zrozumiała moje słowa lub nadała im inny
        > sens niż chciałam przekazać.

        Tak to już bywa, że co człowiek to interpretacjawink Może się na końcu dyskusji okazać, że mówimy o tym samym tylko innymi słowamiwink

        > Po pierwsze:
        > Przede wszystkim chciałam uświadomić dziewczynom, że krytykują lub też
        > ostrymi słowami obrażają ludzi, którzy w życiu stosują niegroźnie zwyczaje
        > (przysłowiowa już wręcz "czerwona kokardka"), podczas gdy same wprowadzają w
        > życie zabobony (przykładowe "czerwone majtki"). Oczywiście nie mówię, że
        > wszystkie dziewczyny to robią. Ale zwyczaj zakładania czerwonych majtek na
        > maturę jest dość popularny, dlatego myślę, że te dziewczyny, które owe majtki
        > na sobie miały i jednocześnie na forum wymyślały innym od ciemnoty, powinny
        > teraz uderzyć się w pierś.

        Zgadzam się w 100%smile

        > Oczywiście możemy na ten temat dyskutować i możemy
        > mieć różne zdania, ale uważam za całkiem niestosowne (wybacz Vicky) ataki w
        > stylu: "Ja nie miałam czerwonych majtek, maturę zdałam bardzo dobrze, a ty to
        > pewnie ..." .

        Gdzie to jest? Oj przekręciłaśwink Było: "Nie i nigdy takowych nie miałam... Ale podejrzewam, że Ty tak i jak Ci poszła matura?" To nie był atak tylko tak zapytałam z ciekawości czy jesli miałaś czerwone majtki, to czy pomogłybig_grin

        > Czerwonych majtek nie miałam, jak też ani jednej ściągi,
        > siedziałam na trzeciej ławce przed komisją (zauważ ? mamy coś ze sobą
        > wspólnego).

        Za to na polskim siedziałam w przedostatniejbig_grin

        > Pozwól Vicky, że również wykażę się drobną złośliwością. Odnośnie
        > sypania ryżem piszesz:
        >
        > >Niestety nie mamy wpływu na to czym rzucają w nas inne osoby po ślubie, nie
        >
        > możemy im tego zabronić, przecież ich nie pobijemy... Ale to, że ktoś w nas
        > rzucał ryżem czy monetami nie znaczy, że my w to wierzymy i to pochwalamy...
        > Zauważyłam, że ryżem, czy monetami rzuca raczej bliska rodzina, a nie np.
        > szefowa zaproszona na ślub. Myślę, że osoba, która tak bardzo nie pochwala
        > tego zwyczaju, że uważa, iż kapłan powinien w tym temacie pouczyć wiernych,
        > powinna porozmawiać z rodziną przed ślubem i jasno wyrazić swoją opinię na
        > ten temat, że sobie tego nie życzy.

        Nikt z rodziny w nas nie rzucał ryżem, bo wszyscy zaproszeniu na ślub wychodzili z USC razem ze nami i nie mieli ze sobą ryżu, znalazło się kilku dalszych znajomych, którzy przyszli z własnej inicjatywy i rzucili kilkoma garściami ryżu na co naprawdę wpływu nie miałam a głupio by wyglądało gdybym ruszyła do szarży, zresztą miałam na tyle wysokie buty (na codzień chodzę w sportowych i innych na niskim obcasie), że podczas takiej szarży prędzej połamałabym sobie nogibig_grin

        > Co do reakcji kapłanów to myślę, że zwyczaj ten
        > uważają za niegroźny i dlatego nie interweniują. Z tego też powodu myślę, że
        > nie mają nic przeciwko temu, żeby do wózeczka dziecka przyczepić czerwoną
        > kokardkę. Ale oczywiście mogę się mylić.

        Należałoby poprostu spytać księdza jakie podejście ma do tych spraw Kościół w dzisiajszych czasach. A jesli stwierdzi, że Kosciół jest anty, to spytać dlaczego nie reagują na takie zachowanie...

        > Po drugie:
        > Na temat lewitacji, hipnozy, zjawiska telekinezy i telepatii Vicky pisze:
        >
        > >Niektórzy uważają to za czary a już wiesz co na ten temat mówi Biblia...
        >
        > a co do tego, że Kaszpirowki i Nowak leczyli przez telewizję:
        >
        > >IMHO zwykła autosugestia...
        >
        > Niezależnie od tego, czy zjawiska paranormalne nazwiemy czarami i zgodnie z
        > Biblią potępimy, czy też nie, nie możemy zaprzeczać, że takie zjawiska
        > istnieją. Jeżeli ludzie patrzący na Kaszpirowskiego lub Nowaka dochodzili do
        > zdrowia, nawet jeżeli działo to się drogą autosugestii, świadczy to o tym, że w
        >
        > człowieku istnieją pokłady energii, o których na co dzień nie ma nawet pojęcia.

        Wiadomo przecież, że dzieki hipnozie lub autosugestii można pozbyć się nałogów, zmobilizować organizm do walki z chorobą itp. Jest to metoda często wykorzystywana w psychologii m.in. jako sposób wpływania na podświadomość. Natomiast energia przez japończyków nazywana "ki", przez chińczyków "chi", przez hindusów "prana" itd. jest wykorzystywana w medytacji buddyjskiej, sztukach walki, tai-chi, jodze, akupunkturze itp. W żadnym przypadku nie przeczę, że ona istnieje i że człowiek jest również istotą energetyczną. Za pomocą tej energii, gdy oczywiscie jej przepływ nie jest zablokowany, można zarówno uzdrawiać i zabijać... ale wątpię by tu pomogła czerwona kokardka...

        > Wracając więc czerwonej kokardki, która
        > stała się zalążkiem dyskusji. Jedna z przedmówczyń napisała, że czerwony
        > kolor przyciąga wzrok i rozładowuje napięcie.

        Z tego co czytałam, to kolor czerwony jest kolorem agresji, seksu, aktywności i napewno nie rozładowuje napiecia tylko je wzmaga, działa pobudzająco. Napiecie rozładowuje i działa upokajająco kolor zielony.

        > To, że kolory mają wpływ na człowieka jest chyba faktem niezaprzeczalnym?

        Tak, istnieje nawet terapia kolorami...

        > I na zakończenie:
        > Vicky, chyba nie jestem zbyt dobra w Biblii, bo nie mogę znaleźć cytatu, który
        > przytoczyłaś:
        >
        > >"Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień sweg
        > o
        > syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by
        > uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy
        > jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni."<

        Ksiega Powtórzonego Prawa 18,10-12
        Pozdrówkismile
        • hanna26 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 13.06.04, 02:03
          Ja staram się codziennie modlić, prosząc o Błogosławieństwo Boże dla naszej
          rodziny i opiekę nad naszą córcią. Myślę, że to bardziej pomoże niż jakakolwiek
          kokardka.
          Jeżeli chodzi o inne przesądy - nie miałam na maturze czerwonych majtek -
          zdałam bez problemu. Nie zostałam również po ślubie obsypana ryżem czy
          monetami. Nasz ksiądz poprosił, żeby tego nie robiono, bo później siostry muszą
          długo sprzątać krużganek, zamiatać itd. Nie mówił natomiast, że nie wolno, bo
          to zabobon, przesądy itd. Po prostu jest różnica między niegroźnym, zabawnym
          zwyczajem a zabobonem. Ryż, czerwone majtki, błękitna podwiązka na szczęście,
          czterolistna koniczynka - to sympatyczne zwyczaje, nie zabobony. Nie sądzę,
          żeby ludzie, którzy rzucają ryżem czy monetami, czynili to z chęci zapewnienia
          młodej parze dostatku i szczęścia. Raczej robią to, bo chcą się zabawić. I tyle.
          • hanna26 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 13.06.04, 02:09
            Moja córka ma naczyniaka na buźce, który pojawił sie mniej więcej miesiąc po
            urodzeniu. Zachwycały się (i zachwycają nadal) naszą małą od początku wszystkie
            sąsiadki. Mamy także bliskich przyjaciół, których córeczka jest ciężko
            upośledzona. Do głowy by mi jednak nie przyszło, żeby oskarżać ich o
            spowodowanie (choćby nieświadome) tej skazy. To okropne, że tak w ogóle można
            myśleć. Przepraszam, nie zamierzam kogokolwiek oskarżać, myślę jednak, jak ja
            bym się czuła, gdybym była w takiej sytuacji i dowiedziała się, że ktoś
            wybierając sie do mnie specjalnie ubiera swoje dziecko w czerwone ciuszki,
            żebym przypadkiem nie spowodowała jakiegoś nieszczęścia.
          • lch74 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 13.06.04, 11:59
            hanna26 napisała:
            > Nie sądzę, żeby ludzie, którzy rzucają ryżem czy monetami, czynili to z chęci > zapewnienia młodej parze dostatku i szczęścia. Raczej robią to, bo chcą się
            > zabawić.

            Z tego co wiem jest to pogański zwyczaj mający właśnie na celu zapewnienie młodej parze dostatku (pierwotnie było rzucanie pszenicą). Jeśli ludzie robią to dla zabawy, to świadczy tylko o tym, że działają bezmyślnie tak jak np. grupa nastolatków w Śmigus Dyngus tak naprawdę nie rozumiejąc co i dlaczego robią. Tak samo lanie wodą jest zwyczajem pogańskim, gdzie kawalerowie oblewali panny wodą by zapewnić im płodność, więc bezsensem jest oblewanie babć, dziadków, rodziców, czy dzieci albo chłopaków przez dziewczyny... Teraz wszyscy leją się wodą dla zabawy zatracając jego pierwotne znaczenie, poprostu z niewiedzy...
            Pozdrówkismile
            • hanna26 Re: Czerwona kokardka czyli dziecko zauroczone 14.06.04, 00:03
              lch74 napisała:
              >
              > Jeśli ludzie robią to dla zabawy, to świadczy tylko o tym, że działają
              bezmyślnie tak jak np. grupa nastolatków w Śmigus Dyngus tak naprawdę nie
              rozumiejąc co i dlaczego robią. Tak samo lanie wodą jest zwyczajem pogańskim,
              gdzie kawalerowie oblewali panny wodą by zapewnić im płodność, więc bezsensem
              jest oblewanie babć, dziadków, rodziców, czy dzieci albo chłopaków przez
              dziewczyny... Teraz wszyscy leją się wodą dla zabawy zatracając jego pierwotne
              znaczenie, poprostu z niewiedzy...

              Jeżeli robią to dla zabawy, to nie jest to działanie bezmyślnie, ale właśnie
              celowe i przemyślane: dla zabawy. Zabawa to zabawa, i jeżeli nie czyni nikomu
              krzywdy, to nie ma chyba w niej nic złego. Ja osobiśnie nie widzę nic złego,
              ani w obsypywaniu ryżem czy grosikami młodej pary, ani w szukaniu czterolistnej
              koniczyny, ani w zkładaniu czerwonych majtek na maturę. Inna sprawa z Dyngusem,
              którego to zwyczaju nie lubię, ale też nie sądzę, żeby skutkował licznymi
              nieporządanymi ciążami.
Pełna wersja