magda.tyl
17.03.10, 14:25
Synek w wakacje skończy 3 lata. Do jedzenia nigdy nie był zmuszany,
każdą nową rzecz miał wprowadzaną powoli, nic na siłę. Ale
to "czekanie aż mu się odmieni" powoli zaczyna mnie wkurzać, bo:
1. Nie ma siły na zjedzenie owoca jakiegokolwiek (miksowany koktajl
wypije)
2. Przejawia autentyczne obrzydzenie na widok kanapki z masłem, nie
daj Boże z szynką (je sam chleb, najlepiej skórki niczym nie
posmarowane)
3. Nigdy nie spróbował ciasta domowego, drożdżówki, naleśników,
pierogów.
4. Nie chce czekolady, frytek, pizzy, ciastek, żelków (dla mnie to
akurat żadna strata, nie musi się tym opychać)
5. Nie zje łyżką serka, jogurtu, tylko ewentualnie w postaci "do
picia"
Jada na śniadanie i kolację mleko z odrobiną kleiku ryżowego i
skórkę z chleba, obiady jeszcze jakoś w normie - ziemniaki,
pokrojone mięso i warzywa, zupy też lubi. Czasem go karmię, często
je sam, w miarę posluguje się sztućcami.
Poza tym soki i koktajle jogurtowo-owocowe.
Słodycze to wafle ryżowe, chrupki kukurydziane, paluszki, wafelek
bez czekolady.
Wiem, że przesadzam, niejedna mama cieszyłaby się gdyby jej dziecko
tak się żywiło. Ja po prostu marzę o tym, żeby moje dziecko zjadło
normalną kanapkę z masłem i serem, ugryzło drożdżówkę czy owoca.
Wiem, że nic na siłę nie można, więc czekam i czekam, co pewien czas
proponuję, ale nic z tego.
A do tego to zdziwienie w oczach innych, kiedy z obrzydzeniem
odwraca się od banana, danonka czy czekoladki. We wrześniu pójdzie
do przedszkola i co wtedy, cały dzień nic nie zje?
Wszystke znane mi sposoby zachęcenia do spróbowania jedzenia już
wypróbowałam.
Są tu mamy trzylatków, które tak się zachowują?