Dodaj do ulubionych

O co chodzi z rodzicami...? (Błoto)

24.05.10, 10:21
Jak wiadomo trochę ostatnio padało, trochę jest jeszcze mokro, tu i ówdzie
zdarzają się kałuże oraz błoto... również na placach zabaw smile

Wytłumaczcie mi łopatologicznie bo ja nie jestem w stanie pojąć dlaczego
rodzice tak się zachowują:

Kilka kałuży na placu zabaw, temp. powietrza ok 15 st, gromadka dzieci
zaczynają się "babrać" w błocie etc. no wiadomo nie od dziś że tzw. babranie
się to najlepsza zabawa pod słońcem! Mój syn również uczestniczy w zabawie, po
10 min jest już cały brudny włącznie z włosami.
Ale do rzeczy, obserwuję chłopca ok 3 lat który również postanowił się
pobawić, po minucie słyszę pierwsze upomnienie pod adresem małego "Nie wchodź
tam!" i później już leci ciurkiem:
"nie wycieraj rąk w kurtkę, odejdź ubrudzisz spodnie, pewnie już masz mokre
ręce, zobacz jak ty wyglądasz... (tu przerwa mama czyści dziecku ręcę,
chłopiec ponownie wraca do porzuconej zabawy)...i znowu to SAMO. Dzieciak w
pewnym momencie stanął zasmucony i patrzył się jak inne dzieci przelewają
błoto do wiaderek, przykro mi się zrobiło.

Wiem że pewnie większość z Was pozwala swoim pociechom na brudne zabawy ale
wytłumaczcie mi dlaczego to problem aby pozwolić dzieciakowi ubrudzić się do
oporu a później wszystko wyprać? Oczywiście rozumiem jeśli ktoś ma np 1 sztukę
kurtki albo 1 parę butów ale poza tym tłumaczeniem nie wpadło mi nic innego do
głowy.

Obserwuj wątek
    • dziub_dziubasek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 10:32
      Ja mam podobne obserwacje. Moje dzieci taplają się w błocie, w kałużach,
      przewalają po ziemi. I widze te spojrzenia, jaka to wyrodna jestem, ze na takie
      rzeczy pozwalam.
      Też mi przykro patrzeć na dzieciaki, którym rodzice zabraniają takiej zabawy.
      Moje dzieciaki ciuchy mają generalnie po kimś albo z lumpka i nie żal mi jak coś
      się tak uwala, ze nie da się wyprać. po prostu wywalam ciuch za 5 zł, a nie
      płacze po pięknym ubranku za 100.
      • ulinkaa Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 11:19
        Błoto to ja jeszcze mogę jakoś usprawiedliwić i zrozumieć brak
        zachwytu rodziców, chociaż mnie akurat nie przeszkadza jak się moje
        i cudze dzieci taplają. Nie mogę za to pojąć jak można zabraniać
        zabawy w piaskownicy!

        Co jakiś czas mam taką akcję, że spotykam na placu zabaw babcię
        która przychodzi z wnuczką w podobnym wieku do mojej córki, trzyma
        ją kurczowo za rękę i krzyczy że do piasku nie wolno bo "BE".

        Czuję się wtedy jak dziwoląg i wyrodna matka że mojej córce pozwalam
        na przekopywanie piaskownicy do góry nogami....
        Już nie wspomnę, że ta dziewczynka płacze jak opętana bo chce do
        piasku a wtedy babcia ją na siłę zabiera do domu. Żal mi tej małej.

        Więc zakaz zabawy w błocie nie robi na mnie wrażenia....

        • nika1310 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 11:30
          ja nie pozwalam na zabawy w błocie i kałużach. Moja córka - 2 lata lubi się
          dosłownie rzucić w błoto i wytarzać. Często jestem w miejscach odległych od domu
          o wiele kilometrów i czeka mnie powrót do domu tramwajem lub autobusem w mokrym
          ubraniu a córka się drze że ma mokre majtki lub jej naleciało do butów i chce
          żeby ją natychmiast przebierać. Nie wspomnę o natychmiastowym przeziębianiu się,
          zwłaszcza przy 10 - 15 stopniach na zewnątrz. Do piaskownicy wchodzi bez
          ograniczeń. W nosie mam brud i pranie, to nie o to chodzi, chodzi o wodę i wilgoć
        • blaszany_dzwoneczek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 11:34
          Nie wchodź do piasku bo nasypie Ci się do butów! Nie zdejmuj butów! Nie siadaj
          na piasku bo jest brudny!... - skąd ja to znam.
          I tęskne spojrzenia na moją córkę która po tymże piasku lata i przewala się
          szczęśliwa na bosaka.
          Błoto to faktycznie inny kaliber. Czasem pozwalam, a czasem nie, jak na przykład
          jesteśmy daleko od domu, nie mamy ciuchów i butów do przebrania, jest zimno...
          Ale na placu zabaw pod domem czemu nie wink
        • erin7 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 14:39
          No ja akurat rozumiem ze mozna nie pozwalac dziecku bawic sie w
          piasku. Ja nie pozwalam, a przynjamniej nie w tym u mnie za blokiem,
          bo niejedna psia kupe mozna tam znalezc, ewentualnie szklo. Wiec to
          chyba srednia przyjemnosc.
          Co do blota to pozwalam jak najbardziej choc widze ze to jakas
          kolejna misja zeby pokazac jakim to sie nie jest luzackim rodzicem.
        • yagnik Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 16:06
          To Ty nie wiesz że piaskownica jest siedliskiem BAKTERII i nie należy się tam
          bawić? smile

          Ja za to mam inne spostrzeżenie w kwestii piaskownicy... Dziewczynki w
          rajstopkach, białych albo różowych które nie mogą wejść do piasku "bo się
          pobrudzą" Czy życie dziecka polega na tym aby być czystym? smile
      • luka2007 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 30.05.10, 21:48
        jak jest taka pogoda to ubieram dziecko w ubrania ktore moze ubrudzic i jeszcze
        mi sie nie zdarzylo zebym mu zabronila sie bawic w ten sposob.tzn jak juz
        zaczyna w kaluzy plywac to juz przesadabig_grin
        tez sie dziwie tym babom ktore sie tak na te dzieci wydzieraja...
        nie pamieta wol jak cieleciem byl i tyle!
    • agni71 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 11:31
      Ja tam rozumiem, bo tez nie lubię jak mi sie dzieci tak wytaplają.
      To juz nie chodzi o to, że dziecko ma jedna pare butów - jak jednego
      dnia załatwi jedne, drugiego - drugie, a trzeciego - trzecie - to
      zostajemy bez butów sad Takie błoto jednak sie cieżko czyści.
      W piasku pozwalam sie bawić, ale czasem piasek jest gorzej brudzący
      niz bloto. najstarsza załatwiła tak w zerówce jedne spodnie -
      ciemnożółte plamy na kolanach nie zeszły po wielokrotnym praniu w 60
      stopniach z Vanishem lub odplamiaczem Amway. Nie wiem, co to za
      dziwny piasek tam był, ale wystarczy, że dziecko sie w takim pobawi
      codziennie przez kilka dni - i cała garderoba do wymiany sad
      • asiula1987 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 11:38
        a jaki problem jest w tym zeby dziecku czy na plac zabaw czy do przedszkola
        zalozyc te gorsze ciuszki niech brudzi ile chce tylko takie do zabawy w
        piaskownicy czy w blotku?
        a w przedszkolu nie mozna poprosic zeby panie przebraly dziecko przed wyjsciem
        na plac zabaw w przyniesione wczesniej gorsze spodnie?
        • makurokurosek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:03
          Moje dziecko nie ma lepszych i gorszych ciuchów, ewentualnie dobre i te za małe.
          Ma jedną kurkę i jeżeli wytapla ją w błocie to zwyczajnie na następny dzień nie
          ma w czym iść do przedszkola. Jeżeli ma kalosze może spokojnie łazić po
          kałużach, choć skakania chyba zabronię, ostatnio spodnie po takiej zabawie
          przeszły dwa prania, szorowania z vanishem i szorowanie ręczne wiec wybacz ale
          taka zabawa nie jest dla mnie przyjemnością.
          Co do zabawy w piaskownicy owszem pozwalam, choć był okres gdzie mała miała
          zakaz, wynikało to z faktu znalezienia w piaskownicy kocich odchodów z wijącymi
          się glistami. Ten widok na jakiś czas wystarczająco odstraszył mnie od
          piaskownic, mała zaczęła z powrotem z nich korzystać gdy pozbyła się nawyku
          brania rączek do buzi
      • memphis90 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 22:55
        > To juz nie chodzi o to, że dziecko ma jedna pare butów - jak jednego
        > dnia załatwi jedne, drugiego - drugie, a trzeciego - trzecie
        A nie można butów wysuszyć w międzyczasie? Albo kupić kaloszy?

        wystarczy, że dziecko sie w takim pobawi
        > codziennie przez kilka dni - i cała garderoba do wymiany sad
        Prosta sprawa- zakładać do piachu te podniszczone portki, a nie za każdym razem
        nóweczki Diesla.
      • k.galago Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 30.05.10, 20:01
        No co wy, niedoprane spodnie, 100 razy prana koszulka, przetarte nogawki, co za
        wstyd jak mozna pozwolic dziecku sie tak pobrudzic?Moze trzeba bylo kota sobie
        kupic, albo iecku w ksiazeczce pokazywac jak piasek i bloto wygladaja? =)
        pozdrawiam czysciochy
    • marghot Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 11:37
      powiem tak, czasem obawiam się, że pod woda może być np. szkło, o
      które córka moze się skaleczyć...wszak nie widać czy to sama, czysta
      (względnie wink ) woda

      przypomnialaś mi jednak jedną z mam, która była z dzieckiem na
      takich a'la umuzykalniajacych zajęciach
      nie biegaj, nie skac, ruszaj się równo - makabra, dziewczyna w końcu
      się połakała a matka na to, że nei ma co płakac uncertain
    • an_ni Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 12:02
      dobrze ze nie mam syna "taplacza blotnego", moja corka na szczescie
      nie lubi takich zabaw i nie mam dylematu
      pewnie gdyby zechciala i byloby cieplo (a 15 stopni to srednio
      cieplo wg mnie) i bezpiecznie, to pozwolilabym uprzednio zakladajac
      jej kalosze lub zdejmujac jej buty - wyczyszczenie butow z blota
      jest dosc upierdliwe i bywa ze niszczy buty
      corka lubi za to piasek i tu dostepu nie ograniczam, nawet mokrym
      sie bawi
      ale nie uwazam ze jedyne szczesliwe dziecinstwo to brudne dziecinstwo
    • zabulin Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 12:03
      O, w podobnym watku wypowiadałam sie ostatnio.
      Zostalam uznana przez jedną dziwną panią za cnotliwą dewotę nawet :-
      ) smile smile

      Generalnie tak:

      - jak po placu zabaw idziemy prosto do domu, może się babrać, taplac.
      Siebie moze ubrudzić. Siebie, podkreslam.

      Stopuje go jak widze, ze wyciąga utytłane rece w stronę innych
      dzieci.
      Bo uważam, że one czy ich mamy moga miec inny pogląd i nie chcą być
      ubabrane jesli nie muszą, a mnie nic do tego.

      -jak po placu zabaw idziemy gdzieś jeszcze( w tamtym wątku
      podałam, ze np. do koscioła =stąd jestem przecnotliwa przedewota)
      nie pozwalam się taplac.
      Pozwalam sie wówczas hustać, skakac biegac- ale nie taplać się w
      błocku.


      -uwazam, ze nie powinno sie pozwalać dzieciom (a robią to starsze
      dzieci) zjeżdzać na butach czy skakać po ławkach butami uwalanymi w
      błocie.
      Dlatego chociazby że bloto jest mokre i dlatego, ze nie wszystkie
      dzieci umieja zjechac na butach - niektóre jada na tyłku. I nie
      każdy ma ochote latac potem z mokrym od błota tyłkiem.

      Z tego powodu zostalam uznana za dziwadło.Bo nie wolno wymagać od
      dziecka, zeby nie brudziło błotem zjeżdżalni. To plac zabaw i
      wszystko wolno smile
      I bardzo mi z tym dobrze.


      I ja kiedy będe widzieć, ze syn ma ubłocone buty nie będę mu
      pozwalać ładowac ich na ławkę,, zjezdzalnie, i w te miejsca gdzie
      siadają inni ludzie.

      I trudno..


      Ps. Z powyższego powodu nie powinnam uczęszczać na plac zabaw, bo
      mam nienormalne poglady.
      jednakże uczeszczam nadal i z radością obserwuję, że nie jestem w
      tych nienormalnych poglądach odosobniona.



      • black_edith Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 12:33
        nie jesteś odosobniona
        ja też nie pozwalam się dziecku brudzić, jeśli dokądś się wybieramy,
        co prawda nie chodzimy do kościoła, ale jeśli gdzieś
        idziemy/jedziemy, a ja nie mam ubrania na zmianę dla dziecka, to nie
        chcę, żeby chodziło cały dzień brudne czy mokre

        > Z tego powodu zostalam uznana za dziwadło.Bo nie wolno wymagać od
        > dziecka, zeby nie brudziło błotem zjeżdżalni. To plac zabaw i
        > wszystko wolno smile

        a to ciekawy pogląd. Ja zawsze myślałam, że plac zabaw jest dla
        wszystkich i trzeba dziecko uczyć takiej zabawy, która nie szkodzi
        innym - brudzenie zjeżdżalni jest zabawą, która szkodzi innym.
        • zabulin Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 13:17
          to ciekawy pogląd. Ja zawsze myślałam, że plac zabaw jest dla
          > wszystkich i trzeba dziecko uczyć takiej zabawy, która nie szkodzi
          > innym - brudzenie zjeżdżalni jest zabawą, która szkodzi innym.



          ja tez tak myślałam.
          ale zostalam zwymyslana od dewotek,itp. No i na pewno moje dziecko
          jest biedne, bo latam za nim z chustką smile

          A to nieprawda smile


          Cóż, wielu juz rzeczy się tu na forum dowiedziałam smile
          i wiele godzin dzięki temu spędziłam śmiejąc sie smile
    • joanna_poz Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 12:45
      nie widzę problemu, kiedy moje dziecko ubrudzi się w trakcie zabawy -
      w piaskownicy, bo biega i się przewróci na trawie, bo jedzie
      rowerem i pryska błoto.

      ale taplanie się w błocie
      > i po
      > 10 min jest już cały brudny włącznie z włosami

      o nie, takiej "swietnej zabawy" nie akceptuję.
      na szczęscie - poza chodzeniem po błocie i przejeżdzaniem rowerem po
      błocie - taplania się w blocie moje dziecko nie uprawia.
      dla mnie to po prostu głupia zabawa.
      • manala Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 13:00
        Podobnie jak poprzedniczka nie widzę problemu z tym kiedy dziecko
        przypadkiem pobrudzi się w trakcie zabawy, kiedy pada chodzimy po
        kałużach, itd ale na zabawę w błocie bym jej nie pozwoliła. Buty
        utaplane w błocku wcale nie są łatwe do czyszczenia a tanio się za
        nie nie płaci.
      • wasylkap Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 13:15
        > o nie, takiej "swietnej zabawy" nie akceptuję.
        > na szczęscie - poza chodzeniem po błocie i przejeżdzaniem rowerem po
        > błocie - taplania się w blocie moje dziecko nie uprawia.
        > dla mnie to po prostu głupia zabawa.
        to tak jak dla mnie smile fakt moje dziecko jest jeszcze małe i do szczęścia wystarcza mu piaskownica. Może później zmieni poglądy, kto wie?
        Jak idziemy na plac zabaw młodzian ubrany jest w "gorsze" ubranka i może się brudzić do woli -piaskiem, znoszeniem kamieni, wywrotkami na trawie, itp, Nie ruszają mnie w tej sytuacji brudne spodnie, bluza. Ale błoto jest poza moją akceptacją. Nie chciałabym, aby moje dziecko się w ten sposób bawiło. I nie wynika to z przewrażliwienia, czy nadmiernej dbałości o czystość, poprostu dla mnie to nie jest nic aż tak fajnego, aby pozwolic na to dziecku.
        • blaszany_dzwoneczek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 13:24
          poprostu dla mnie to n
          > ie jest nic aż tak fajnego, aby pozwolic na to dziecku.

          No właśnie - dla Ciebie smile Ja też, jak leje wolę siedzieć pod dachem i pić
          ciepłą herbatkę, ale dla mojego dziecka (i przypuszczam dla większości) duuuużo
          fajniejsze, i sto razy fajniejsze od robienia babek z piasku, jest przelewanie
          wody z kałuży do kałuży, z kałuży do wiaderka i robienie błotnych zupek. Dla
          mnie to faktycznie niezbyt fajne, więc w zabawie nie uczestniczę wink
          Dlatego raz na czas jak jest fajne błoto i kałuże ubieram małą w strój
          "przeciwpiechotny": spodnie i kurtka przeciwdeszczowe, kalosze i może robić
          wtedy co dusza zapragnie. Zauważyłam, że jak się tak wyszaleje raz na czas, to
          potem już tak tęsknie na błoto i kałuże nie spogląda i sama je omija, gdy ma
          nieodpowiednie buty na przykład.
          • wasylkap Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 13:41
            > No właśnie - dla Ciebie smile

            no własnie dla mnie wink a ponieważ to ja jestem rodzicem, to moim zadaniem jest zorganizowanie zabawy dla dziecka tak, aby było całe szczęśliwe, ale czy koniecznie z błockiem we włosach ?
            Mój syn uwielbia kałuże, dostał kalosze i nieprzemakalne spodnie i chodzi sobie po nich zadowolony smile Ale wkladać do powstałego w ten sposób błotka rąk i rozsmarowywać sobie wszędzie, nie pozwalam.
            • mama_kotula Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:11
              makurokurosek napisała:

              > Moje dziecko, podobnie jak większość znanych mi dzieci uwielbia skakać po łóżku
              > czy to oznacza, ze w imię jego dobrej zabawy mam mu na to pozwalać?

              Nieee, to oznacza że jako dobra matka powinnaś mu kupić trampolinę wink
              Albo chociaż materac sprężynowy do skakania winkwinkwink
            • blaszany_dzwoneczek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:51
              makurokurosek napisała:

              > Moje dziecko, podobnie jak większość znanych mi dzieci uwielbia skakać po łóżku
              > czy to oznacza, ze w imię jego dobrej zabawy mam mu na to pozwalać?

              Ja pozwalam, acz w sposób kontrolowany. Spadła raz tak skacząc, a że na powtórkę
              i sprawdzanie, czy następnym razem też by jej się nic nie stało, nie mam
              najmniejszej ochoty, zostało zakazane skakanie po łóżku samodzielne, a
              zastąpione, przy obopólnej zgodzie, skakaniem po tymże łóżku za rączki z mamą
              lub tatą (trzymamy za ręce a mała skacze i jeszcze ją do góry trochę można
              podciągać - piszczy wtedy z radości). Gdybym zaś miała taki materac, że byłoby
              mi szkoda, to kupiłabym trampolinę, a nie zabraniała dziecku skakać.

              Porównanie zresztą takie sobie - skakanie po łóżku może być niebezpieczne jak
              glebnie głową w posadzkę, przelewanie wody z kałuży do wiaderka i z powrotem,
              czy mieszanie patykiem, a nawet palcem, w błotku, albo robienie dajmy na to
              kotlecików z gęstego błota, ciężkich uszczerbków na zdrowiu raczej nie pociąga.
            • anyx27 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 25.05.10, 17:06
              makurokurosek napisała:

              > Moje dziecko, podobnie jak większość znanych mi dzieci uwielbia skakać po łóżku
              > czy to oznacza, ze w imię jego dobrej zabawy mam mu na to pozwalać?

              o kurcze, a ja swojej pozwalam big_grin bo też uwielbia. skacze jak na trampolinie i
              czasem na parapet wlezie i z niego na wyrko skacze tongue_out
        • joanna_poz Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 25.05.10, 11:51
          no cóz, to już kwestia subiektywnej oceny na co dany rodzic pozwala
          swojemu dziecku.
          moja ocena jest taka, a nie inna.

          na szczęście nie miałam okazji zabronić dziecku takiej "zabawy", jak
          widać więc on sam znajduje zabawy mądrzejsze niż taplanie włosów w
          błociesmile

    • atena12345 będę niepopularna 24.05.10, 12:57
      nie lubie jak moje dzieci papraja sie w błocie przed blokiem. Mogą
      taplać sie do woli na naszej działce albo w ogradzie dziadków. Wtedy
      mogę je po takiej zabawie umyć i przebrać. Pomijam fakt, że musz
      etakiego ubabranego dzieciaka wytargać z kałuży i włozyć np. do
      wózka, czyli wózek + mama również do przebrania. Najgorsze dla mojej
      wyobraźni (a nie jestem przewrażliwiona) jest to co w takim
      osiedlowym błocie tkwi: gówna psie, mocz i rozmoczone kiepy.
    • alabama8 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 13:23
      Mój się w błocie ani nawet w piaskownicy nigdy nie bawił. Na
      spacerze zawsze idealnie czysty, schludny i pachnący, a wszystko nie
      dlatego że przez atopowe zapalenie skóry miał zawsze mnóstwo
      wydrapanych żywych ran na dłoniach, nogach, twarzy. Gdybym dodała do
      tego jeszcze syf z piasku i błota to byłaby mieszanka wybuchowa.
      Tak więz zamiast łopatki i wiaderka - rower, piłka, łyżwy, rolki i
      inne czyste sporty z konieczności.
    • b.bujak Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 13:44
      yagnik napisała:
      > wytłumaczcie mi dlaczego to problem aby pozwolić dzieciakowi ubrudzić się do
      > oporu a później wszystko wyprać?


      może pralki nie mają...


      poza tym istnieje pewna grupa ludzi, którzy brudnych dzieci sie po prostu
      wstydzą... tak, jak mój teść i teściowa - nigdy nie usłyszałam od nich
      rzeczowego wyjaśnienia dlaczego sie wstydza, wg mnie przenoszą na dzieci (teraz
      wnuki) swój drobiazgowy pedantyzm
    • zebra12 Co mnie spotkało 24.05.10, 14:31
      Pojachałam kiedyś do parku w centrum miasta. Była tam świetny plac
      zabaw z rynną, którą płynęła woda. Moje córki i córki koleżanki, w
      sumie dzieci w wieku 8-13 lat bawiły się w rynnie, a swoje ubrania
      zdjęły o połozyły obok. Niestety jakiś dowcipniś skierował strumień
      wody na te ciuchy. No i były całkiem mokre. Było chłodno, bo to był
      wrzesień. A my nie miałyśmy nic na przebranie. Efekt był taki, że
      dziewczyny założyły sobie polary jako spódniczki, a na górę zamiast
      mokrych bluzek ubrały girlnady sztucznych kwiatów, które jedna
      wzięła z domu do zabawy smile Wyglądało to komicznie. Nie było osoby,
      która by tego nie komentowała. Najczęściej dało się słyszeć: czy im
      nie za zimno? czy to stroje hawajskie?
      W takim stanie, tramwajem dojechałyśmy po godzniie na osiedle. O
      dziwo, nikt nie był chory. A temperatura powietrza nie przekraczała
      16 stopni.
    • ata99 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 14:49
      Na naszym palcu zabaw do dziś były wspaniałe kałuże. Najlepsze są tuż
      po deszczu, ale i te kilkudniowe są dla mojego 3-latka wieeeelką
      atrakcją. Łazimy tam regularnie, mój syn jako jedyny ma zabierane
      kalosz na zmianę i może brodzić, chlapać i robić to wszystko, czego
      dzieci bez kaloszy nie mogą. Te dzieci są za to cieplutko poubierane,
      moje w krótkim rękawku na podkoszulkę, a one polarowe bluzy, kurtki,
      czapki (20 stopni!!). Nie wiem czemu, mam też wrażenie, że moje ubłocone, przelewające wodę z kałuży foremką, budzi lekki wstręt i
      obawę, że może jeszcze zechce zaprosić kolegę do zabawy. Pewnie
      myślą, że taka wyrodna matka, nic nie dba o synka smile.
          • nika1310 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 17:28
            tak, ale to nie jest wątek pt. ''czemu wredni rodzice nie pozwalacie swoim
            3-letnim pociechom się taplać w błocie? Ja jestem super babka i pozwalam.''

            Taki jest wydźwięk postu od założycielki watku. Ja kategorycznie nie pozwalam,
            bo moje 2-letnie dziecko się kładzie w błocie i tyle na temat. I pisze
            każdy rodzic 2 czy 6 latka czemu pozwala czy nie pozwala. A poprzedniczka też
            była zdziwiona czemu wszyscy nie pozwalają. bo może mają maluchy które nie
            rozumieją tego że do błota konieczne są kałuże i stoi się tylko na nóżkach i
            brodzi zeby nie pobrudzić ubrania. Młodsze dzieci niekoniecznie to wiedzą, a
            jeśli wiedzą niekoniecznie przestrzegają zasad
            • memphis90 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:05
              Moja 20-miesięczna córcia ciapie się w błocie, ale nigdy jej do głowy nie
              przyszło, żeby się kłaść w kałuży. Ale gdyby się położyła- to sądzę, że sama
              zauważyłaby, że jest mokra i zziębnięta i wyciągnęła wnioski. W zeszłym roku,
              latem, pozwalałam jej do woli wchodzić do jeziora, siadać, kłaść się (pod
              nadzorem, oczywiście), chlapać- może dlatego wie, co można, kiedy i dlaczego.

              > rozumieją tego że do błota konieczne są kałuże i stoi się tylko na nóżkach i
              > brodzi zeby nie pobrudzić ubrania.
              Naprawdę sądzisz, że jakiekolwiek dziecko ma na względzie czystość ubranka? Na
              plac zabaw idzie się po to, żeby się wybrudzić, a dzieci dzielą się na te czyste
              i te szczęśliwe.
              • mama_kotula Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:13
                CytatAle gdyby się położyła- to sądzę, że sama
                zauważyłaby, że jest mokra i zziębnięta i wyciągnęła wnioski.


                Właśnie. Wywnioskowałaby, że jest mokra i zziębnięta i trzeba wracać do domu się
                przebrać i ogrzać.
                I w tym momencie jej starszy brat słusznie by się wściekł, że przez durnowatą
                siostrę, co się kładzie w kałuży, trzeba wracać do domu, a on przecież nie jest
                ani mokry ani zziębnięty wink
                  • mama_kotula Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:28
                    memphis90 napisała:
                    > Eee, mądre książki mówią, żeby nie włączać się w kłótnie dzieciwink

                    Taak. Oczywiście. Teoria teorią a praktyka praktyką tongue_out. Poza tym to nie będzie kłotnia między dziećmi, to będzie jęczący foch i poczucie niesprawiedliwości społecznej skierowany do CIEBIE. Będziesz miała jedno dziecko jęczące z zimna, a drugie jęczące z powodu pt. "to niesprawiedliwe!", w dodatku oba będą jęczeć w różnych kierunkach tongue_out. Po kilku takich akcjach pie...ca idzie dostać.

                    Nota bene wszelkie kłótnie między dziećmi, nawet te samorozwiązujące się, jako skutek uboczny mają - focha do matki, bo ta jest najbliżej i na niej można sobie frustrację głupią siostrą/głupim bratem wyładowaćtongue_out. Diabli wiedzą czemu. To męczące bywa i czasem się nie chce już tongue_out

                    > Brat ustawi siostrę i ta już się więcej kłaść nie będzie.

                    Patrz wyżej.

                    > Albo- położą się w błocie razem wink

                    To faktycznie chyba najbardziej prawdpodobne.
                    • memphis90 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:40
                      Nie strasz mnie, nie strasz! Ciężarówek nie można straszyć! Dopiero co udało mi
                      się przekonać siebie, że moje dzieci jako różnowiekowe i różnopłciowe
                      niekoniecznie będą bić się, kłócić, pluć i kopać od rana do wieczora. Że jest
                      teoretyczna szansa na spokojną koegzystencję... A może- jak sfochują się na
                      mnie, to nie będą się do mnie odzywać i dadzą mi święty spokój?

                      Ech, ja chcę wakacji! Zabiorę moją małą nad jezioro i niech się tapla do woli.
                      Moje dziecię jest wodolubne, piacholubne i zimnolubne. Drugie- nie ma prawa
                      głosu, he, he. Cieszę się ostatnimi tygodniami spokoju, potem sobie najwyżej
                      oszaleję.
        • ata99 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 25.05.10, 14:57
          A skąd taki pomysł? Dlaczego miałby się kłaść? Gdyby tak zrobił,
          natychmiast musiałby wrócić do domu i tyle.Idąc twoim tokiem
          rozumowania, mógłby wpaść na pomysł i skoczyć ze zjeżdżalni na główkę
          do wody, albo zacząć pić z kałuży. Dzieci wymagające specjalnej opieki
          to osobny rozdział, na szczęście nie mój.
      • agni71 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 16:36
        Łazimy tam regularnie, mój syn jako jedyny ma zabierane
        > kalosz na zmianę i może brodzić, chlapać i robić to wszystko,
        czego
        > dzieci bez kaloszy nie mogą

        Ciekawe, czy jakbyś miała np. trojkę dzieci, jak ja, to tez bys tak
        chetnie targała ze soba 3 pary kaloszy i zapasowych ubrań?
    • budzik11 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 17:59
      Znam pewną mamę, która z zasady nie pozwala bawić się dziecku w błocie/ziemi
      (nawet suchej, na działce) bo... "pobrudzi sobie paznokcie". Ja dzieciom
      pozwalam bawić się czym chcą, mam wodę, pralkę, proszek, mogę prać. Moje dzieci
      mają po jednej parze butów czy kurtek, jak ubrudzą, to trudno, piorę, najwyżej
      następnego dnia, jak nie zdążą wyschnąć, siedzimy w domu, ale nie przeszkadza mi
      to. Ostatnio syn skakał po kałużach i wróciliśmy do domu jak mu się woda przez
      kalosze górą przelewała wink Po czym założyłam mu suche kalosze siostry (która
      była w przedszkolu) i... poszliśmy znów w kałuże big_grin
      • anyx27 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 18:05
        Młoda ostatnio przy temp. ok. 15st jako jedyna kąpała sie w fontannie dla dzieci
        na wrocławskiej pergoli. Wygląda to tak, że jest beton, w nim "dziury" i z tych
        dziur wylatuje w góre woda - na przemian ze wszystkich. Na pergoli było wtedy
        uroczyste otwarcie sezonu (01.05). moje dziecko było jedyne, słyszelismy
        komentarze, ze zimno, że mokre ubranie. Efekt - wracała w mokrych gaciach
        owinięta taty kurtką na polarze. Oczywiscie nie przeziebiła się, nie
        zachorowała, bo które dzieci chorują? ano włąsnie te, którym nie daje sie
        mozliwości takich fajnych zabaw i hartowania ;P
        • malgoska182 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 19:55
          Znam inne sposoby na hartowanie organizmu niz taplanie sie w blocie,
          bieganie w strugach zimnej wody.Moje dziecko jest szzcesliwe kapiac
          sie w wannie pelnej zabawek, pryskajac woda na lewo i
          prawo.Niekoniecznie musi to byc kapiel w blocie .Mozna i tak i tak.Jak
          kto woli , co kto lubi.Moja corka owszem lubi biegac i depnac akurat
          w srodek kaluzy ,ale nie wpadla na pomysl zeby sie wniej wykapac(ma
          20 miesiecy).wszystko przed namismile))))))Mam jednak nadzieje ,ze nie
          bedzie jej sie to podobalo.
        • atena12345 czytajcie tytułowy post kobity 24.05.10, 20:11
          anyx27 napisała:

          > Młoda ostatnio przy temp. ok. 15st jako jedyna kąpała sie w
          fontannie dla dziec
          > i
          > na wrocławskiej pergoli. Wygląda to tak, że jest beton, w
          nim "dziury" i z tych
          > dziur wylatuje w góre woda - na przemian ze wszystkich. Na
          pergoli było wtedy
          > uroczyste otwarcie sezonu (01.05). moje dziecko było jedyne,
          słyszelismy
          > komentarze, ze zimno, że mokre ubranie.

          jest róznica (i to chyba spora) pomiędzy wlatywaniem pod fontannę,
          a babraniem sie w błocie az do usmarowania włosów. Jest tez róznica
          pomiedzy chodzeniem, skakaniem po kałużach, a baraniem sie błotem.
          Zaraz która napisze jaka to cudna matka jest, bo dziecko w
          niesterylizowanej wodzie kąpie.
    • mama_kotula Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 20:24
      Jak idziemy specjalnie "w błoto", to nie mam żadnych zastrzeżeń - niech się
      taplają. Przeważnie są na boso (tak, wiem, buty można wyprać, niemniej w tym
      momencie np. szmaciane tenisówki będą mi schnąć przez tydzień - kilku par
      tenisówek jednakoż nie posiadam, bo nie widzę potrzeby) i w rzeczach, które są
      "do znoszenia".

      Jak idziemy jednak standardowo na podwórko, np. w drodze z przedszkola (najpierw
      odbieram syna z busa szkolnego i lecimy razem po córkę) - to proszę bardzo,
      kijem można w błocie sobie pogrzebać, ręce pomoczyć w kałuży, ale na smarowanie
      się z włosami włącznie nie pozwalam. Bo nie i już. Młody jest w szkolnym
      mundurku, szkolnej kurtce itp. - jeśli upaprze kurtkę błotem, ok, mogę wyprać,
      ale nastepnego dnia zwyczajnie nie będzie miał regulaminowego stroju do szkoły.
      I nie uważam, aby moje dzieci były z tego powodu biedne. A jak ktoś tak sądzi -
      cóż, jego problem.
      • dziub_dziubasek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 20:50
        Ja post tytułowy odebrałam jako obserwacje zachowania rodziców na placu zabaw.
        Ja wychodzę z założenia, ze jeśli idę z dziećmi na plac to mogą się tam bawić do
        woli i tej zabawy im nie ograniczam z powodu możliwości ubrudzenia. Pralka i
        proszek w domu są.
        jak idziemy gdzieś indziej to moje dzieci wiedzą (nawet młodsza 20 miesięczna
        wie) że wtedy nie wskakujemy do kałuży i nie łazimy po błocie.
        Po prostu dziwi mnie przyprowadzanie dziecka na plac zabaw a następnie
        zabranianie zabawy w piaskownicy czy wrzucania patyków do kałuży "bo się pobrudzi".
          • memphis90 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:18
            > Ale taplać się w błocie? Co to świnki?
            Nie, niedźwiadki! Misie też lubią błotkowink A świnki to akurat b. czyste
            zwierzęta, człowiek mógłby się od nich wiele nauczyć.
            A dla tych, które nie rozumieją co fajnego jest w takiej zabawie:
            www.dziennik.pl/files/archive/00103/US-MUD_DAY_103059g.jpg
            www.malypodroznik.pl/polska/biebrza0706.htm
            Błoto dla tatusiów
            www.auto-swiat.pl/m/repozytorium.podglad.aspx/800/0/autoswiat/633970141640435690.jpg
            A tu błoto dla mam
            www.spa.eu/pl/docs/gallery/500/hotel-nowy-ski-oklady-w-salonie-bioodnowy.jpg
        • makurokurosek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:18
          Nie każda matka siedzi z dzieckiem w domu. dla mnie szkoda czasu aby mała idąc
          na plac zabaw się przebierała, nie posiadamy więc rzeczy lepszych i gorszych. Po
          zjedzeniu obiadu i tak ma tylko maks 2 h na zabawę, a po tym jak dostałam
          reprymendę w przedszkolu że kończąc grupę 4 latków myli sie w liczeniu do 10 i
          nie umie dodawać i odejmować to z tego czasu 0,5h przeznaczamy na naukę.
    • memphis90 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 22:52
      Ja też nie wiem, o co chodzi... Wyszłam z moją małą po 3-dniówce, a na placu
      zabaw jedna wielka kałuża. Żal mi się dzieciaka zrobiło, bo kisiła się długo w
      domu z gorączką, więc dałam jej wiadro, łopatę i pokazałam, jak robić "ciap" w
      kałużę błotem. Była zachwycona! I, nie żartuję, była niemal jedynym dzieckiem,
      któremu pozwolono na taką zabawę. Oprócz niej ciapał się jeden chłopiec (z tatą
      siedzącym w bezpiecznej odległości) i trójka starszych bez nadzoru
      rodzicielskiego. Wracałyśmy do domu mokre i zabłocone, ale fajnie było. Pomijam
      już fakt, że byłam jedyną osobą, której przyszło do głowy, żeby zasypać piachem
      kałużę pod zjeżdżalnią i wykopać dren odwadniający. Trzech tatusiów wisiało mi
      nad głową i spokojnie patrzyło, jak ciężarówka ze sporym brzucholem szaleje z
      łopatąuncertain Żaden nie pomógł, ale ich pociechy po chwili szalały na zjeżdżalniuncertain
      Gentlemani, kurczę...
    • deodyma Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 24.05.10, 23:12
      pozwalam synowi nszalec po placu zabaw, ale on za cholere blotem sie
      bawic nie chcesmile
      w kaluze wchodzi chetnie, ale nie daj boze sie wyrznie i rece ma w
      piachu, natychmiast biegnie, zeby mu je wytrzec.
      jakis miesiac temu wywalil sie i czekal, az maz albo ja go
      podniesiemy bo nie chcial rekoma dotknac piachubig_grin
      teraz co prawda go dotknie, ale szybko wyciera rece, albo biegnie do
      nas, zebysmy mu je wytarli.
      moze kiedys mu to minie.
      • mama_kotula Deodyma 24.05.10, 23:14
        Nie chcę być złym prorokiem, ale myślałaś o zaburzeniach SI?
        Mój synuś do 3 roku życia nie tykał mokrego piachu (na plaży w skarpetkach li i
        jedynie), śniegu się bał wziąć do ręki, do tej pory wszelkie breje napawają go
        obrzydzeniem wink
        • memphis90 Re: Deodyma 24.05.10, 23:31
          Synek znajomych był chowany super-sterylnie. Buzia wycierana co kęs obiadku,
          ubranko zmieniane po każdej plamce, pucowany i szorowany przed posiłkiem, w
          trakcie i po. Poszłam z nim kiedyś na plażę i mały odkrył... rzucanie błotem!
          Więc brał garśc mokrego piachu, rzucał- z przerażeniem odkrywał, że łapy są
          brudne, więc zasuwał do wody, żeby szybko umyć. Ufff, rączki czyste! I znów
          rzucał piachem, znów brudził rączki, znów z paniką biegł je myć big_grin I tak przez
          całe popołudnie...
          • mama_kotula Re: Deodyma 24.05.10, 23:36
            Mój synek nie był chowany super sterylnie. Mój synek ma zwyczajne zaburzenia
            integracji sensorycznej i nadwrażliwość dotykową. Po mamusi, mamusia też ma,
            ciasta wszelakie wyrabia drewnianą łyżką w misce, ciasta drożdżowego nie tknie
            nawet długim kijem, a panierowanie kotletów zleca córce wink
            • memphis90 Re: Deodyma 24.05.10, 23:43
              Tamten to był ewidentnie super-sterylnysmile Hmm, tak się zastanawiam- może mój
              małżonek też ma zaburzenia SI? Ilekroć mówię mu: dotknij, jakie to fajne,
              odpowiada: widzę, nie muszę dotykać. O dotknięciu np. surowego mięsa nie
              ma mowy... Może tak być?
              • mama_kotula Re: Deodyma 24.05.10, 23:50
                memphis90 napisała:

                > Tamten to był ewidentnie super-sterylnysmile Hmm, tak się zastanawiam- może mój
                małżonek też ma zaburzenia SI? Ilekroć mówię mu: dotknij, jakie to fajne,
                odpowiada: widzę, nie muszę dotykać. O dotknięciu np. surowego mięsa nie
                ma mowy... Może tak być?

                No, możliwe smile
          • thegimel Re: Deodyma 26.05.10, 21:49
            Mój nie jest chowany sterylnie, ale łap z piachu, lub błota mieć nie lubi,
            wyciera je od razu w ubrankobig_grin Brudne ubranko mu nie przeszkadza. Mnie zresztą
            też nie. Dziś piękna pogoda, myślałam, że będzie sucho, a młody znalazł trochę
            błota w oponie w małpim gaju na placu zabaw.
            • famp-komp Re: Deodyma 30.05.10, 09:24
              Mój synek lubi kałuże - wchodzi i chlapie (tupie) w nich nogami, błoto miesza
              patykiem, bo nie przepada za ZIMNYM (śnieg był wycierany w spodnie mamusi w
              zimie), piasek lubi - "kusic" (kruszyć), ale też widziałam mnóstwo Mam (ale
              chyba więcej Babć), straszących starsze dzieci "AAAA... ZOOOBACZ!!!! JUŻ MASZ
              brudne... rajstopki, spodnie, itd...).Jak po takiej zabawie jest brudny - w domu
              nalewam wody do miski, dodaję płynu do kąpieli dla dzieci, wrzucam parę autek,
              gąbkę do zmywanie, Puchaty ląduje na podłodze na ręczniku, i robi "myjnię".
              Potrzme przebieranie w domowe ciuchy.
              • thegimel Re: Deodyma 31.05.10, 13:29
                Dobrze to zjawisko określiła Dorota Zawadzka. Mianowicie stwierdziła kiedyś, że
                polscy rodzice cierpią na (cytuję) "dupościsk". I choć Superniania mi w wielu
                punktach podpadła, tu akurat ma rację. Może określenie jest mało eleganckie ale
                prawdziwe i doskonale tu pasuje. Ostatnio na placu zabaw siedziała babcia z
                wnukiem. Chłopiec już spory całkiem, samodzielny, na oko sądząc 5 lat. Dzieciak
                jak to dzieciak, patyki zaczął zbierać, oczywiście nie wolno, bo brudne. Potem
                znudziła mu się piaskownica i okolice, więc zaczął sobie biegać po placu zabaw.
                Dodam, że plac mamy ogrodzony, nie da się na ulicę wybiec, ani ze schodów
                zlecieć. Oczywiście też nie wolno, "Siedź w piaskownicy, albo idziemy do domu".
                Jakbym tak uzależniała wychodzenie na spacer od tego, że moje dziecko zbiera
                patyki i grzebie nimi w kałuży, albo goni za wronami po trawie, to musiałabym w
                ogóle nie wychodzić.
          • eps Re: Deodyma 25.05.10, 09:43
            ja pozwalam sie dzieciom brudzić.
            Jak idzemy sie taplać w kałużach czy błocie to są uzbrojeniu po zęby (sztormiak,
            kalosze) i zabawa jest super. Jak jadę na jakis dalszy plac zabaw to zawsze
            biore ubranie na zmiane (no ale ja samochodem to nie musze dzwigać w ręku).
            Jesli plac zabaw byl po dordze do "czegos tam" to pozwalam tylko na czyste
            zabawy tłumaczac dlaczego dzis uważamy.
            jeśli celem samym w sobie jest dobra zabawa i wyjście na plac zabaw to ubieram
            dzieci w gorsze ciuchy cobym później nie musiała sie nad nimi trząść jakie to
            teraz brudne i sie nie dopierze.
            • terramysza Re: 25.05.10, 11:49
              Wy chyba macie jakieś kiepskie place zabaw, skoro najlepszą zabawą
              Waszych dzieci w takim miejscu jest taplanie się w błocie. shock Prawdę
              mówiąc moje dzieciaki wolą inne atrakcje. U nas największą
              popularnościa cieszy się hamak ze sznurków, ściana wspinaczkowa i
              sznurowana budowla do wspinania.
              Może ruszcie się trochę i i poszukajcie w swojej okolicy czegoś
              ciekawszego, zamiast tkwić w kałuży i cieszyć się, że dzieciakowi
              nic lepszego do szczęścia nie potrzeba.
              • anyx27 Re: 25.05.10, 17:09
                terramysza napisała:
                > Może ruszcie się trochę i i poszukajcie w swojej okolicy czegoś
                > ciekawszego, zamiast tkwić w kałuży i cieszyć się, że dzieciakowi
                > nic lepszego do szczęścia nie potrzeba.

                To dopiero dowcip dnia tongue_out
              • memphis90 Re: 25.05.10, 20:04
                U mnie jest gigantyczny plac zabaw ze zjeżdżalniami, huśtawkami, konikami,
                skoczkami, karuzelą, 3 piaskownicami, boiskami do gry w piłkę. Na chłodne dni
                jest zamknięty plac zabaw z dmuchanymi zamkami, piłkami itd. Ale to jest na
                codzień, a kałuża to sporadyczny bonus...
                • thegimel Re: 26.05.10, 21:55
                  U nas jest piękny plac zabaw, huśtawki, zjeżdżalnie, małpi gaj (sztuk 3) 2
                  piaskownice i inne cuda na kiju, a młody i tak najchętniej kopie w ziemi przy
                  płocie, goni mrówki, albo wyciąga różne paści (błoto również się zdarza) z opon
                  w małpim gaju. Ale też dzieckiem będąc taplałam się w błocie, nikt tragedii nie
                  robił z tego, że byłam brudna, choć oczywiście szczęśliwy też nikt nie był
                  specjalnie, po prostu to było normalne, że dziecko się ubrudzi i tyle.
          • hanalui Re: Deodyma 31.05.10, 21:57
            deodyma napisała:

            > a wiesz, ze o tym nie pomyslalam...
            > sniegu sie nie boi, kaluz tez, ale piachu na rekach nienawidzi.

            Moj tez tak mial, jeszcze w tamtym roku na wakacjach na piaskownice
            patrzyl i kazal budowac, sam nie tykal, na plazy a owszem i biegal,
            ale z wody trzeba go bylo wynosic by nie mial piasku przyklejonego
            bo sie darl, w tym roku mu przeszlo, piasek mokry nawet w gaciach mu
            nie przeszkadza
            • deodyma Re: Deodyma 31.05.10, 22:12

              -> Moj tez tak mial, jeszcze w tamtym roku na wakacjach na
              piaskownice
              > patrzyl i kazal budowac, sam nie tykal, na plazy a owszem i
              biegal,
              > ale z wody trzeba go bylo wynosic by nie mial piasku przyklejonego
              > bo sie darl, w tym roku mu przeszlo, piasek mokry nawet w gaciach
              mu
              > nie przeszkadza





              moj syn wlasnie w zeszlym tyg o dziwo wlazl do piaskownicy i
              siedzial w niej 3 godzbig_grin
              meza od tygodnia nie ma w domu a my sami, wiec nie siedzimy w
              chalupiei wylazimy tak czesto z domu, jak sie da.
              poszlam do kolezanki na osidle, ktora ma ogrodek a na nim
              piaskownice i hustawki.
              to tam wlasnie moje dziecie wlazlo do piasko0wnicy po raz pierwszy w
              zyciu i zaczal sie bawic, przesypujac piach lopatka do foremek.
              kolezanka sie smiala, ze siedzial non stop 3 godz w tym piachu, nie
              ruszyl sie nawet na cm i bez przerwy przesypywal ten piachbig_grin
              na drugi dzien bylo podobnie.
              wczoraj wieczorem moje dziecko wrocilo z placu zabaw cale uszargane
              w piachu.



              -
              z moją schizofrenią nigdy nie jestem samotnabig_grin
              • malgoska182 Re: Deodyma 01.06.10, 06:15
                Chyba starszak ten twoj synek.Przez 3 godziny siedziec w jednym
                miejscu i nie ruszac sie ,tylko piach przesypywac,Moja coreczka ma 21
                miesiecy i przez pol godziny moze zajac sie przegladaniem ksiazeczek
                i czytaniemsmile)) uczestnicze w tej zabawie , bo ja pytam ,Ona
                odpowiada,pozniej Ona czytasmile) Ogladanie bajki 15-20 minut z
                dvd.Jakos bajki na Jim jam nie bardzo ja zainteresowaly.Oglada w
                porze kiedy jest Barney albo Widzik i Szukasia.Wtedy z kolei stoi
                przy samym telewizorze i znajduje rzeczy na planszy,ale z takim
                przejeciem ,ze jest to nawet smieszne.
                Na podworku ,na placu zabaw potrafi sie bawic( zjezdzanie ,
                hustanie, bieganie (ot tak od zabawki do zabawki, zagladanie pod
                hustawke-robily a kukusmile-gora 40 minut do godziny na jednym placu
                zabaw .Pozniej w wozek ,spacer i nastepny plac zabaw, albo spacer do
                lasu i tam gania, az sie naprawde umeczy.
                Czy Twoje dziecko potrafi sie tak skupic i w domu na jednej rzeczy
                przez 3 godziny?
                • deodyma Re: Deodyma 01.06.10, 09:19
                  nie.
                  ma 2 i pol rokusmile
                  tylko smialysmy sie z tego, ze jak wszdl do tej piaskownicy, tak
                  siedzial w tym samym miejscu non stop te 3 godz i wciaz ten piach
                  przesypywalbig_grin
                  najsmieszniejsze jest to, ze on w domu minuty na miejscu nie
                  usiedzi, ciagle go nosi a jak pojde z nim do jakiejs kolezanki,
                  ktore maja dzieci mniej wiecj w moim wieku, wtedy usiadzie w jednym
                  miejscu i bawi sie zabawkami.
                  jakis czas temu jedna z moich kolezanek i ja mialysmy niezla polewke
                  z naszych dzieci bo oboje tlukli sie o czolg, ktory nalezal kiedys
                  do 27-letniego dzis brata kolezanki a ktorego kupila mu kiedys ich
                  matka na rynku i Rosjanbig_grin
      • memphis90 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 25.05.10, 20:06
        Zarobaczenie od zabawy w błocie? Na tej zasadzie musiałabyć w ogóle z dzieckiem
        na dwór nie wychodzić. Moja mała ostatnio potknęła się i uchachaną gębą zaryła
        prosto w piach... Wszystkiego nie unikniesz, trzeba wyszukiwać w miarę czyste,
        zamykane place zabaw.
      • thegimel Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 26.05.10, 21:59
        Robale może też złapać od innych dzieci z piaskownicy. Nie mówiąc o tym co się
        przynosi z przedszkola, szkoły czy kolonii. Wszy, owsiki, świerzb, to tylko
        niektóre rzeczy, które zostały przyniesione z przedszkola (świerzb), i kolonii
        (owsiki i wszy) przez dzieci z mojej rodziny i spośród znajomych. Jak my byliśmy
        mali to w piaskownicach syf był jeszcze gorszy, ogrodzone nigdy chyba nie
        bywały, psów luzem było jeszcze więcej, a świadomości żeby psów nie wpuszczać na
        plac zabaw nie było chyba wcale i żyjemy.
        • memphis90 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 30.05.10, 14:07
          Jako dziecko znalazłam w piaskownicy żyletkę... I wpadłam na pomysł, żeby
          sprawdzić czy jest ostra. Zgadnijcie jak...? Tak, tak, na swojej ręce- była
          ostra. Dziś bym pewnie zrobiła badania na okoliczność HIV, wtedy- wystarczył
          plasterek big_grin
    • beamek8 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 25.05.10, 20:24
      A słyszał ktoś o takim wynalazku jak nieprzemakalny kombinezon lub
      nieprzemakalne spodanie i kurtka z oddychającej membrany. Ja mam dokładnie taki:
      www.allegro.pl/item1042813175_kombinezon_nieprzemakalny_regatta_roz_68_80.html
      Jeśli na dworzu jest mokro zakładam kombinezon, mały idzie na żywioł, po
      powrocie kombinezon na wieszak do wyschnięcia, żadnego dodatkowego prania czy
      ryzyka zaziębnięcia. A co do brudów i zarazków- niejedne badania naukowe
      udowodniły, że chronią one organizm dziecka przed alergiami i astmą, więc nie
      wpuszczając dziecka do piaskownicy ryzykujesz jego zdrowiem.
      • memphis90 Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 26.05.10, 20:25
        "Zwykłe" zarazki piaskownicowe to pół biedy. Problem polega na tym, że
        szacunkowo do 50% piaskownic w miastach jest zakażonych toksokarą. Wystarczy
        jedna kupa chorego psa, żeby zanieczyścić piasek na 10 lat. Z drugiej jednak
        strony- poza nauczeniem dziecka podstawowych zasad bezpieczeństwa na placu
        zabaw- wiele zdziałać nie możesz. W błocie czy w suchym piaseczku, co to za
        różnica w kontekście np. pasożytów...? Możesz w ogóle nie puszczać dziecka na
        plac zabaw, a i tak rymnie buzią na trawnik koło chodnika i czymś się zarazić
        może. IMO wystarczy zdrowy rozsądek i regularne badania dziecka po zakończeniu
        sezonu piaskownicowego.
      • dzoaann Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 26.05.10, 21:19
        szczerze, to nie łapię różnicy- kaluże błoto? Jedyny problem to czyszczenie dla
        mamy, a to juz faktycznie to trąci o rodzica, ktory nie pozwala dziecku się
        wybawić... teraz mam faktycznie pare dni ciepła i nalewam dziecku wody do
        piaskownicy i rfobie mega błotosmile
        • kaja-a Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 26.05.10, 21:34
          Mój synek choć 7 letni ostatnio na spacerze w deszczu ubadźgał całe kalosze,
          ogrodniczki i koszule błotem pomimo szczelnie zapiętej "wiatrówki" ale widząc
          radość na jego buzi nie byłam w stanie powiedzieć mu "przestań" czy zwrócić
          uwagę, że zaraz będzie brudny! Ciuchy to tylko rzecz a ja za ten cudny uśmiech
          oddam wszystko xD
          • angelsik Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 27.05.10, 00:03
            U nas ostatnio lało niemiłosiernie. Wróciłam po 18 z pracy i nie
            miałam zamiaru siedzieć w domu. Przestało lać , założyliśmy z małym
            kalosze ( 2 latka) i fruuu do kałuży. Oboje skakaliśmy po wszytskich
            napotkanych. Syn zadnej nie opuścił. Oczywiście mokry był aż po
            tyłek. Ba, nawet plecy. Jakoś nie widze w tym problemu. Rozebrałam go
            przed wejsciem do domu na klatce bo mam jasne wypoczynki i zaraz by
            na nie wskoczył.Dzisiaj usłyszlam od siąsiadki ze nie powinnam tak
            robic bo sobie pozniej nie poradzę jak będzie troche straszy i sma
            bedzie chciał tak biegać po kałużach. Że przecież bedzie brudasem!ps.
            szkoda mi jej dziecisad naprawdę.
              • joxanna Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 27.05.10, 10:20
                Po prostu chodzi o to, żeby nie robić sobie zbędnej roboty. Można rozebrać
                dziecko w domu i spędzić godzinę na doczyszczaniu mieszkania z błota, jeśli się
                nie zdąży go opanować w przedpokoju, a można je szybko rozebrać - w przedpokoju,
                w drzwiach, na korytarzu z najbrudniejszych rzeczy i dopiero wpuścić do domu.
                Różnie to bywa.

                Nie przesadzajmy - nie zawsze chodzi o 'kult wypoczynku'. Czasem to jest po
                prostu praktyczne.

                Chyba, że dziecko czerpie jakąś szczególną, dodatkową radość ze smarowania błota
                właśnie po tym konkretnym 'wypoczynku'...
              • angelsik Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 27.05.10, 22:19
                A to tylko dlatego bo nie mam przedpokoju. Mam wyburzone sciany i
                wchodzi sie prosto na pokój. Mieszkam na ostatnim pietrze, mam
                rozłożony dywanik na klatce i mamy zwyczaj tam tez zostawiac obuwie.
                - kapcie tez własnie tam mamy. A spodnie ściągnęłam mu własnie po to
                zeby mi błota nie zostawił na wypoczynkach. Wypoczynek nie jest
                ważniejszy od dziecka ale ja po całym dniu pracy plus 1,5 h spacerze
                tez pragnę odpocząć. Kiedy wyczyszcze wypoczek - a musze robic to na
                mokro juz sie na nim nie polożymy. A moeje dziecko uwierz mi jest
                szczesliwe. Przynajmniej tak mi sie wydajewink
                • makurokurosek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 28.05.10, 18:39
                  "A spodnie ściągnęłam mu własnie po to
                  > zeby mi błota nie zostawił na wypoczynkach. Wypoczynek nie jest
                  > ważniejszy od dziecka ale ja po całym dniu pracy plus 1,5 h spacerze
                  > tez pragnę odpocząć. Kiedy wyczyszcze wypoczek - a musze robic to na
                  > mokro juz sie na nim nie polożymy."

                  Nie przyszło ci do głowy, że osoby mniej zamożne myślą w podobny sposób o
                  ciuchach i butach. Nie każde dziecko ma po kilka par kurtek, spodni i butów,
                  jeżeli pobrudzi kurtkę zwyczajnie nie ma w czym iść na następny dzień do
                  przedszkola, nie mówiąc już o czasie jaki matka musi spędzić na czyszczeniu
                  takowej kurtki
                  • angelsik Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 29.05.10, 22:39
                    A przepraszam do czego to miało być bo nie rozumie...?????????
                    Czy ja kogos atakuje, obrazam czy co, bo nie łapie????To w tym momencie
                    ja sie tłumaczylam dlaczego dziecko rozbieram dziecko z zabloconych
                    rzeczy przed wejsciem do domu!..własnie dlatego ze nie stac mnie na
                    nowe wypoczynki, dbam i szanuje swoje rzeczyi dziecka uczę tego samego.
                    Chyba czytasz miedzy wierszami....
                    • makurokurosek Re: chyba to pytanie miało być do mnie 31.05.10, 10:49
                      Powody na nie
                      - wystarczy, ze któraś mama miała problemy z pozbyciem sie pasożytów lub np
                      salmonelli ( ja 9 miesiecy walczyłam z salmonellą wiec wybacz ale mam spaczone
                      patrzenie na to co np 1,5 roczniak czy 3 latek bierze do buzi). Nauczenie
                      dziecka, higieny nie trwa chwilę tylko jest to proces kilkuletni ( dla
                      niektórych nie dociera nawet do osiągnięcia pełnoletności)
                      - nie każdy ma stos ciuchów na przebranie
                      - nie każdy ma 2 minuty do placu zabaw, niektórych czeka dość długi spacer
                      - nie każdy z uśmiechem przytula wybabrane w błocie dziecko.
                      - nie każde dziecko lubi być wybabrane ( moja ostatni zażądała natychmiastowego
                      powrotu do domu, gdy zjechała po mokrej ślizgawce)
                      - niektórzy na plac zabaw idą prosto z przedszkola, żłobka i nie taszczą ze sobą
                      ciuchów odpowiednich do taplania sie w błocie
                      - jest dużo zabaw które nie wymagają
                      • franczii Re: chyba to pytanie miało być do mnie 31.05.10, 13:18
                        > - jest dużo zabaw które nie wymagają

                        Owszem jest mnostwo zabaw, ktore nie wymagaja taplania sie w niczym. Ale
                        przyznasz, ze jesli dziecko sterczy przez 2 godziny pobytu w parku przygladajac
                        sie z widoczna zazdroscia radosnej zabawie rowiesnikow polewajacych sie czysta
                        woda w upalny dzien, co wiecej taka sytuacja ma miejsce przez kilka dni z rzedu
                        to nie wiem jak ty ale ja juz na drugi dzien zabieram do przedszkola podkoszulek
                        i spodenki na zmiane i idziemy z moim dzieckiem radosnie sie taplac skoro takie
                        jest jego najwieksze marzenie w tym momenciebig_grin A poniewaz mam 2 dzieci to
                        zabieram 2 podkoszulki i 2 pary spodenek, co mi sie miesci w niewielkiej torbie.
                        Poza tym niektorym dzieciom do zabawy naprawde nie wystarczaja chocby nie wiem
                        jak atrakcyjne sprzety na placu zabaw.
                        • makurokurosek Re: chyba to pytanie miało być do mnie 31.05.10, 15:52
                          nie mylmy błota i towarzyszącemu mu zazwyczaj chłodu na dworze z upałem i czystą
                          wodą.Po tym pierwszym po pierwsze jeżeli dziecko nie jest odpowiednio ubrane
                          może wylądować na co najmniej tydzień w łóżku, a wypranie ciuchów kosztuje
                          zazwyczaj dużo nerwów ( bo zwykłe pranie i nie wiem jak cudowny proszek za dużo
                          tu nie pomogą)po tym drugim dziecko nie tylko ma frajdę, ochłodzi się i
                          dodatkowo matka nie ma problemu z wypraniem ciuchów po zabawie
                          • franczii Re: chyba to pytanie miało być do mnie 31.05.10, 16:26
                            Widocznie istnieje jakis dziwny zwiazek miedzy tymi zabawami bo zauwazylam, ze
                            te same mamy, ktore nie pozwalaja sie bawic dziecku w piaskownicy, nie pozwalaja
                            mu zmoczyc rak w fontannie, o zmoczeniu wiekszej czesci ciala i przypadkowemu
                            zamoczeniu ubranka nawet nie ma co pomarzyc.
                  • franczii Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 31.05.10, 07:56
                    W moim otoczeniu dzieci, ktorym mamy nie pozwalaja sie brudzic chodza w
                    ciuszkach logo dosc drogich firm i same mamy tez sa odpicowane takze
                    niepozwalanie sie dzieciom brudzic nie musi byc wcale spowodowane ubostwem.
                    Szczerze powiedziawszy to nie widzialam zadnego skromnie odzianego dziecka,
                    ktoremu rodzice nie pozwalali sie bawic w piachu czy fontannie. Chodzilam ze
                    starszym synem do jedynego ogrodu w moim miescie z piaskownica i sie nasluchalam
                    narzekan matek na rzeczona piaskownice. Bardzo wielu dzieciom matki zabranialy
                    wchodzenia do piaskownicy a nawet glosno wyrazaly niezadowolenie kiedy ja
                    otwieralam piaskownice dla mojego syna. A to wszystko mimo ze ogrod byl na noc
                    zamykany a piaskownica zasuwana. W koncu te piaskownice zlikwidowano bo matki
                    strasznie narzekaly.
                    • makurokurosek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 31.05.10, 10:36
                      > W moim otoczeniu dzieci, ktorym mamy nie pozwalaja sie brudzic chodza w
                      > ciuszkach logo dosc drogich firm i same mamy tez sa odpicowane takze
                      > niepozwalanie sie dzieciom brudzic nie musi byc wcale spowodowane ubostwem.

                      W grupie przedszkolnej do której chodzi moja córka zarówno po ubiorze rodziców
                      jak i dzieci można odnieść podobne wrażenie,jakie było moje zdziwienie gdy po
                      spotkaniu wigilijnym dowiedziałam sie, ze dla ponad połowy dzieci z grupy to są
                      jedyne prezenty jakie otrzymają na gwiazdkę i to nie z powodu przekonań lecz
                      kiepskiej sytuacji finansowej.
                      Nota bene jeden z moich klientów, na oko wygląda na biednego staruszka, połatane
                      spodnie, dziurawa kurtka a na koncie kilkaset tysięcy, kończy budowę (
                      rozpoczętą rok temu)300 m domu w poznaniu.
                      Oceniania po ciuchach jak widać jest bardzo ułudne.

                      "Bardzo wielu dzieciom matki zabranialy
                      > wchodzenia do piaskownicy a nawet glosno wyrazaly niezadowolenie kiedy ja
                      > otwieralam piaskownice dla mojego syna."

                      Skąd wiesz jakie mają powody, moze część tak jak ja spotkała sie z gównem w
                      piaskownicy i wijącymi sie w nim kilkucentymetrowymi glistami.
                      • franczii Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 31.05.10, 12:51
                        ta piaskownica byla wyjatkowo czysta bo miasto dbalo o nia i to bylo widac. Byla
                        zasuwana calkowicie wiec zadne zwierze nie mialo szans sie w niej zalatwic. Do
                        tego ogrodu nie mozna wprowadzac psow nawet na uwiezi, ogrod zamykany o 20 w
                        lecie i otwierany o 9 rano. Moj syn sie tam bawil przez 2 lata i nigdy zadnego
                        robactwa nie bylo a w tej chwili grzebie sie w ziemi gdzie dopiero jest glist.
                        Po ubiorze mozna sadzic jak najbardziej, ubior mowi duzo o czlowieku.
                        Jestem w stanie uwierzyc w teorie o prezentach jesli ktos chodzi normalnie
                        ubrany a od czasu zalozy markowa rzecz ale teoria pada jesli dzieci codziennie
                        ubierane w spodenki za 200euro i polo za 90 podczas gdy tuz obok ogrodu jest
                        targ na ktorym spodenki do ciuchania mozna kupic za 10.
                        A kupowanie dzieciom na gwiazdke super markowych rzeczy (nad ktorymi potem
                        oczywiscie mamusia bedzie sie trzesc o kazda plamke) zamiast normalnego prezentu
                        to dopiero glupota.
                        • makurokurosek Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 31.05.10, 16:00
                          Moj syn sie tam bawil przez 2 lata i nigdy zadnego
                          > robactwa nie bylo

                          Rozumiem, ze robiłaś badania przeciw pasożytnicze z krwi, jak wiadomo glisty
                          odzwierzęce nie sa wykrywalne w kale.

                          "a w tej chwili grzebie sie w ziemi gdzie dopiero jest glist. '

                          Czy wiesz czym jest glista odzwierzęca?


                          "A kupowanie dzieciom na gwiazdke super markowych rzeczy (nad ktorymi potem
                          > oczywiscie mamusia bedzie sie trzesc o kazda plamke) zamiast normalnego prezent
                          > u
                          > to dopiero glupota. "

                          Co nie oznacza, ze nie jest to wymarzony prezent starszego dziecka


                          • franczii Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 31.05.10, 16:23
                            Glista odzwierzeca jak sama nazwa wskazuje pochodzi od zwierzatbig_grin
                            W zamykanej i kontrolowanej piaskownicy jest na pewno mniejsze ryzyko spotkania
                            sie z odchodami zwierzat niz gdziekolwiek indziej, chocby na plazy czy na trawie
                            w parku.
                            Ale pewnie dzieci powinny miec texz szlaban na zbieranie polnych kwiatkow i
                            robienie babek z piasku nad morzembig_grin

                            > Co nie oznacza, ze nie jest to wymarzony prezent starszego dziecka
                            >
                            Ale chyba nie o takich tu mowa a o lubiacych brudne zabawy maluchach.
                        • mama_kotula Re: O co chodzi z rodzicami...? (Błoto) 31.05.10, 16:49
                          franczii napisała:

                          > a w tej chwili grzebie sie w ziemi gdzie dopiero jest glist

                          ????
                          Od kiedy w ziemi są glisty? Cykl rozwojowy glisty przebiega owszem w glebie i na
                          roślinach, niemniej na etapie jaja.

                          Chyba, że chodzi ci o dżdżownice, ale te z glistami niewiele mają wspólnego.