Samo tu, samo tam - co za różnica ?

18.03.04, 20:35
Ostatnio pojawiło się kilka wątków dotyczących zostawiania dziecka samego w
różnych miejscach. Ciekawe jakie jeszcze pomysły się pojawią, może podwórko?
Dla mnie jest jasne i oczywiste, że dziecka NIE WOLNO zostawiać samego
NIGDZIE !!! I nie jest to nadopiekuńczość tylko zdrowy rozsądek. Dopóki
dziecko nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji własnych czynów nie może
zostać samo. Oczywiście, że pod naszą opieką też coś może się stać, nie
jesteśmy w stanie wyeliminować ryzyka w 100% ale nie wyobrażam sobie, że
mogłabym ŚWIADOMIE narazić moje dzieci na niebezpieczeństwo. Coś takiego
istnieje nawet w prawie - niedopilnowanie dziecka i za to odpowiedzialność
ponosi osoba, która dziecko naraziła na niebezpieczeństwo. Dziesiątki razy
dziecko nas posłucha, będzie grzecznie siedziało i czekało na nas a za
kolejnym razem przyjdzie mu do głowy "świetny" pomysł i nieszczęście gotowe.
Zastanówcie się, czy dla swojej wygody, dla chwili spokoju warto ryzykować???
Naprawdę lepiej dmuchać na zimne.NIE ZOSTAWIAJCIE DZIECI SAMYCH !!!!!!!!!!!
    • judytak jest różnica, jest... 19.03.04, 09:23
      kassik napisała:

      > Dla mnie jest jasne i oczywiste, że dziecka NIE WOLNO zostawiać samego
      > NIGDZIE !!! I nie jest to nadopiekuńczość tylko zdrowy rozsądek.

      w tych właśnie wątkach to jest największy problem, że pisząc "dziecko", jedni
      mają na myśli dwulatka, a drudzy siedmiolatka...
      a dzieckiem jest nawet człowiek piętnastoletni...

      i właśnie póki z rocznym, dwuletnim dzieckiem wszystko jest jasne - nie
      zostawiać samego nigdzie (to też oczywiście przesada, bo przecież wiele takich
      dzieci śpi w swoim pokoju, zasypia samo, budzi się samo),
      to z biegiem lat sytuacja się komplikuje:
      dziecko bawi się samo w drugim pokoju, załatwia się samo w łazience, potem bawi
      się samo w ogrodzie, nauczy się samo się wykąpać, włosy umyć, kiedyś pójdzie
      samo do szkoły, będzie odwiedzało kolegów bez asysty mamusi, i tak dalej

      Dopóki
      > dziecko nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji własnych czynów nie może
      > zostać samo.

      no i właśnie: kiedy ten czas przyjdzie? zależy to od dziecka, zależy od matki,
      i zależy też od sytuacji

      zadaniem i odpowiedzialnością rodzica jest przeprowadzić dziecko od stanu
      "nigdzie nie można go zostawić samego, bo jest malutkie"
      do stanu
      "nie martwię się, nawet jeśli studiuje w innym mieście, bo wiem, że sobie
      poradzi"

      jest to długi proces, i mając małe dziecko, może się wydawać abstrakcyjny, ale
      zaczyna się od drobnych kroków w wieku kilku zaledwie lat

      i najbardziej niebezpieczne są nagłe skoki
      "dotąd nie mogłeś, a teraz już jesteś duży" - dziecko, nieprzyzwyczajone
      do "swobody" najłatwiej popełnia "głupstwa"

      > Zastanówcie się, czy dla swojej wygody, dla chwili spokoju warto ryzykować???

      właśnie, czy dla świętego spokoju, dla świadomości, że "nic mu się nie stanie,
      bo go ciągle obserwuję", warto ryzykować, że nasze dziecko nie nauczy się
      pewnie i samodzielnie się poruszać po świecie?

      pozdrawiam
      Judyta
    • monika.zdz Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 10:12
      Nic dodać nic ująć. Święte słowa. Niestety to i tak nie przemówi do tych
      rodziców, którzy w "wyjątkowych sytuacjach" i "tylko na chwilę " zostawiają
      swoje dzieci same, narażając ich zdrowie i życie ale są przekonani,że robią
      dobrze. Dołączam się do apelu : Nie zostawiajcie swoich dzieci bez opieki w
      samochochodzie ,w wannie ,w mieszkaniu ,na podwórku bo potem będziecie żałować
      ale będzie już za późno bo życie jest kruche.
      • lola211 Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 11:56
        Doprecyzuj - MALE dzieci, bo chyba to masz na mysli.
    • wieczna-gosia Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 12:05
      Wiesz kassik problem jest. Bo nauki samodzielnosci nie mozna przeprowadzic od
      pewnego momentu dajac dziecku swobode. Trzeba to robic etapami. I wlasnie w
      takich watkach glownym pytaniem jest tak naprawde pytanie o to kiedy taki etap
      rozpoczac. Zeby przekonac sie czy dziecko jest w stanie przewidziec
      konsekwencje- trzeba w pewnym momencie zaryzykowac. Pozwolic mu sie ubrac, umyc
      w wannie, pokroic chleb (nozem!!) i zapalic gaz na kuchence. Trzeba puscic samo
      na podworko i do sklepu. itd.
      Wbrew pozorom bardzo widac rozniece w wychowaniu jedynakow ktore maja normalne
      i nietrzesace sie nad nimi mamy, ale- ze wzgledow oczywistych- mamy te maja
      wiecej czasu, a dzieci z rodzin wielodzietnych ktore- z powodow oczywistych-
      pewne rzeczy wczesniej musza wykonywac pewnie czynnosci same wink)
      • aluc Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 12:21
        ano właśnie

        w dodatku dotychczasowe wątki dotyczyły sytuacji ekstremalnych, obarczonych
        wyjątkowo dużym ryzykiem... nie zostawiam dwuletniego Maksa samego w
        samochodzie, nie zostawiałam go nigdy w wózku przed sklepem ani samego w domu
        nawet na chwilkę, ale zostawiałam go na chwilę przed domem pod "opieką" 11-
        letniej siostrzenicy, bo mam do niej zaufanie, a Maksiowi chciałam oszczędzić
        tarabanienia się na górę, bo głupia matka zapomniała telefonu, a z drugiej
        strony przez własną matkę zostałam opieprzona za pozwalanie psu mojej siostry,
        żeby Maksiowi trochę pięty poobgryzał smile)) a chodziło mi o przekonanie Maksia,
        że znany i kontrolowany pies nie jest strasznym zwierzakiem, że chce się z nim
        pobawić, że nie należy przed nim uciekać...
    • nilka13 Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 12:46
      we wszystkich tych wątkach zmieszały się dwa problemy: swoboda dziecka a jego
      bezpieczeństo. Dużym skrótem rzecz ujmując, pierwszy dotyczy wychowania, a
      drugi- opieki. Zależnie od sytuacji, oba albo pokrywają się ze sobą, albo nie
      łączą. Ograniczanie swobody rozwojowej dziecka rzeczywiście prowadzi do
      fatalnych skutków- jest to np. zabranianie niemowlęciu wyrzucania zabawek z
      łóżeczka, ścigania przedmiotów z półek, ciągłe strofowanie "nie ruszaj, bo...,
      nie biegnij, bo..., zejdź stamtąd, bo..." itd. To jest właśnie "zarażanie
      obawami". Ta kwestia wiąże się ze świadomym, liberalnym wychowaniem WOLNEGO
      człowieka. Natomiast odrębną sprawą jest to, czy na wspomnianej wyżej półce nie
      stoi gorąca herbata, bo tu mowa jest o opiece i podstawowych regułach
      bezpieczeństwa.
      Założę się, że żadna z was nie wpadłaby na pomysł, żeby uczyć dziecko
      samodzielności i przyjmowania naturalnych konsekwencji swoich czynów na
      przykładzie szklanki z wrzątkiem. Myslę, że o tym właśnie mowa- w jakiej
      sytuacji jakie dziecko może odpowiadać za siebie. Z tego, co jednak zauważyłam,
      wiele wypowiadających się osób nie ma pojęcia o ograniczeniach rozwojowych
      dzieci w pewnym wieku (lub też ich możliwościach...), o tym, że nie są w stanie
      POJMOWAĆ sytuacji w ten sam sposób, jak ich rodzice.
      Ja jako 5-latka opiekowałam się młodszym rodzeństwem, rok później sama
      dojeżdżałam do szkoły. Byłam dzielna, samodzielna, rozsądna i odpowiedzialna- a
      właściwie to musiałam taka być. I nic się nie stało. Tylko, że to nie jest
      zasługa metod moich rodziców, ani mojej inteligencji. Po prostu zwykłe
      szczęście. Wiecie czemu? Ja pamiętam, jakimi kategoriami wtedy myślałam - włosy
      stanęłyby wam na głowie. To, co wtedy wydawało mi się rozsądne i zgodne z
      oczekiwaniami rodziców, w dorosłym życiu okazuje się być dziecinnym absurdem.
      Uf, może jednak kogoś przekonałam? Pozdrowienia- Nilka
      • judytak Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 13:54
        nilka13 napisała:

        > Założę się, że żadna z was nie wpadłaby na pomysł, żeby uczyć dziecko
        > samodzielności i przyjmowania naturalnych konsekwencji swoich czynów na
        > przykładzie szklanki z wrzątkiem.

        w każdym razie, kiedy mówię dziecku, że herbata jest gorąca, to i daję mu tę
        herbatę dotknąć, bo inaczej skąd miałoby wiedzieć, o co mi chodzi?
        jak też przyjdzie czas, kiedy dam temu dziecku samodzielnie zrobić tę herbatę,
        bo uważam, że jeśli ewentualnie, przypadkiem, zdarzy się, że się tą herbatą
        poparzy, to jest do wyleczenia, ale to, jeśli dorastające dziecko nabrałoby
        przekonania, że
        a) powinien być obsługiwane przez innych, bo mu się to należy
        b) czynności typu zrobienie herbaty są bardzo niebezpieczne
        c) jest taką fajtłapą, że nie można mu pozwolić nawet herbatę zrobić
        wyleczyć jest znacznie trudniej

        > Z tego, co jednak zauważyłam,
        > wiele wypowiadających się osób nie ma pojęcia o ograniczeniach rozwojowych
        > dzieci w pewnym wieku (lub też ich możliwościach...), o tym, że nie są w
        stanie
        > POJMOWAĆ sytuacji w ten sam sposób, jak ich rodzice.

        może umówmy się, że każda matka powinna możliwie najlepiej poznać swoje
        dziecko, kierować się w decyzjach znajomością dziecka,
        i umówmy się, że jeśli jakaś, nieznana nam matka napisze o swoim, nieznanym nam
        dziecku, że owe dziecko nie wstaje w wannie, to nie kwestionujmy tego, bo do
        czego to prowadzi?

        > Uf, może jednak kogoś przekonałam? Pozdrowienia- Nilka

        dla mnie nie jest jasne, do czego chciałaś przekonać?
        konkrety, proszę...

        pozdrawiam
        Judyta
        • nilka13 Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 16:32
          A mnie się zdaje, że my o tym samym, tylko inaczej (albo dzieci w różnym wieku
          mamywink. Oczywiście, że nauczyć przez dotknięcie jest ok. Ale zostawić i liczyć
          na to, że maluch będzie respektował zakaz nieściągania sobie serwety na głowę-
          to skrajna nieodpowiedziałność. Moje dziecko ma praktycznie dwa zakazy : nie
          dotykać gniazdka i kuchenki gazowej. Co nie znaczy, że na tym poprzestałam:
          prąd i gaz są zabezpieczone. Poza tym jest takim samym członkiem rodziny, jak i
          ja- więc może robić niemal wszystko. Nie nadużywam słowa "nie" i nie chronię
          dziecka przed życiem. Akceptuję jego decyzje i potrzebę eksploracji. Ale nie
          zostawiam go samego w domu czy w samochodzie, bo to nie jest wolność, tylko
          nieodpowiedzialność. To są konkrety. Szkoda, że u nas zostawienie malucha w
          samochodzie np. traktowane jest jako "prywatna sprawa". Synek ma 21 mies. Nilka
          • judytak Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 22.03.04, 11:57
            nilka13 napisała:

            > A mnie się zdaje, że my o tym samym, tylko inaczej (albo dzieci w różnym
            wieku
            > mamywink.
            Synek ma 21 mies.

            a ja oprócz dwulatka mam też syna 6 i córkę 9
            jak też jestem "macochą" dwóch dorosłych dziewczyn, które, jak je poznałam X
            lat temu, i miały po kilkanaście lat, nie potrafiły posmarować sobie kanapki...

            pozdrawiam
            Judyta
    • anek.anek Nigdy samo? 19.03.04, 15:06
      Na szczęście większość znanych mi matek potrafi zachować zdrowy rozsądek i
      samodzielność ich dzieci przychodzi w sposób naturalny. Oczywiste jest, że
      myśląc o małym dziecku musimy brać pod uwagę wzmożoną kontrolę, czyli "oczy
      naokoło głowy". Ale ostatnio spotkałam się zmamą siedmioletniej dziewczynki,
      która chowana jest w sposób dla mnie dziwny. Jest to dziecko, które jeszcze ani
      razu samo nie wyszło na dwór, nawet do sklepiku "na dole" po lizaka, czy bułkę,
      nie mówiąc już o samodzielnej (choćby pięciominutowej) zabawie na podwórku -
      dodajmy, że jest to nowe osiedle, gdzie podwórko jest ogrodzone i bez kluca
      siętam nie dostaniesz!!!! Dziecko jest odprowadzane i przyprowadzane ze szkoły
      (oczywiście prywatnej żeby nie narażać młodego umysłu na jakieś niekontrolowane
      zachowania dzieci "gorszych", biedniejszych itd. Bo takie uczą się w szkołach
      państwowych, są fatalnie wychowane, przeklinają, kradną i biją - to opinia
      znajomej), ma kilka godzin zajęć dodatkowych pozalekcyjnych w tygodniu, a na
      pytanie czy nie szkoda odbierać dziecku dzieciństwa (z mojego najfajniejsze
      wspomnienia to te właśnie z uganiania się po podwórku z rówieśnikami), słyszę,
      że nie, a na samodzielność przyjdzie jeszcze czas.
      Znajoma ma taki plan, że do szkoły mała zacznie chodzić sama kiedy skończy
      podstawówkę (czyli w gimnazjum). Serdecznie jej życzę żeby dziecko się w końcu
      zbuntowało. Rozumiem strach o życie i zdrowie dziecka, ale po prostu trzeba
      chyba wpajać pewne zasady od maleńkości a później, chcąc nie chcąc rozsądnie
      dziecku zaufać (w odpowiednim wieku). Czy łatwo wpaść w taką przesadę z tą
      ostrożnością? A może tylko mi się wydaje, że to jest przesada?
      • mrufkaa Re: Nigdy samo? 19.03.04, 15:43
        Oj, no nie widze szansy na odprowadzanie dziecka do szkoly przez cala
        podstawowke... Moja mama usilowala do III klasy, ale wierzgalam jak dzika i
        uciekalam z domu z tornistrem, zanim ubrala plaszcz... Poruta to byla, ze huhu,
        NIKT juz nie byl odprowadzany przez rodzicow... Mysle, ze zycie skoryguje chore
        zalozenia znajomej...
        Tak Was czytam i chyba wroce do tych watkow o samodzielnosci, bo dotad je
        omijalam, zeby nie czytac tych klotni... Mam jakies niewyjasnione wewnetrzne
        przekonanie, ze kazda mama wie jak i kiedy popuszczac wodzy i uczyc kolejnych
        samodzielnych umiejetnosci, a owe watki tylko mnie z tej pewnosci lecza...
        Moze to wszystko po prostu kwestia doswiadczen.
        Kiedy mialam 13 lat, mama zarzadzila, ze znudzilo jej sie juz stanie przy
        garach i dziewuchy do kuchni. Moja siostra miala 23lata... coz, nauczylam sie
        szybko dan typu nalesniki, placki ziemniaczane, jablka w ciescie...potem
        schabowe i inne mieska z patelni z sosem i bez. Przyznam, ze nikt nigdy sie nie
        martwil czy ja sobie krzywde w tej kuchni zrobie... ale jak to bywa z mlodszym
        przychowkiem, bylam bardzo samodzielna jak na swoj wiek i az nadto pyskata. Do
        dzisiaj jetsem szybsza i sprawniejsza w kuchni niz moja siostra i sadze, ze po
        prostu odpowiednio wczesnie mnie tam rodzice sama zostawilismile
        Ide poczytac te samo-watkismile
    • kassik Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 20:27
      Widzę, że tymwątkiem rozpętałam małą wojenkę. Niektóre osoby źle mnie
      zrozumiały. Nie chodziło mi o totalne ubezwłasnowalnianie dziecka. Nie jestem
      matką, która stoi cały czas nad swoimi dziećmi. Mój 19 miesięczny synek (drugi
      jest za mały, ma 2 miesiące)sam się bawi, sam pije, sam próbuje jeść i ubierać
      się itp Wiadomo, że samodzielności trzeba się uczyć po kolei i etapami. Ale
      powtarzam NIGDY świadomie nie zostawiam go samego w sytuacjach, których on nie
      jest w stanie ogarnąć. A konsekwencje własnych czynów może przewidzieć dziecko
      6 - 7 letnie (to zależy też od rozwoju dziecka). Logiczne jest, że moje dziecko
      będzie kiedyś zostawało w domu samo, będzie samo się myło, chodziło do sklepu,
      bawiło się na podwórku. Ale na razie jest to dla niego niebezpieczne i moim
      obowiązkiem jest minimalizowanie niebezpieczeństwa (np. nie zostawiania
      szklanki z gorącą herbatą w zasięgu jego łapek mimo, że wie już co to znaczy
      gorące i wie, żę nie może tego dotykać). Nie zabraniam dziecku poznawania
      świata. Mój mały robi to intensywnie a ja pilnuję, żeby robił to w miarę
      bezpiecznie.
      • lola211 Re: Samo tu, samo tam - co za różnica ? 19.03.04, 20:56
        A konsekwencje własnych czynów może przewidzieć dziecko
        > 6 - 7 letnie (to zależy też od rozwoju dziecka).

        Masz młodsze duzo dzieci, skad wiesz, ze dopiero w wieku 6 lat dziecko bedzie w
        stanie sie samodzielnie umyc, a mlodsze nie jest w stanie pojac konsekwencji?
        Gdzies wyczytalas? Ja juz wiem, bo sie przekonałam, ze 4 latek spokojnie moze
        sam sie umyc, mozna go na chwile samego zostawic, nie trzeba non stop przy nim
        siedziec.Tak wiec wedlug mnie to kwestia bardzo indywidualna, zalezy takze od
        temperamentu dziecka, wiek metrykalny nie jest jedynym tu kryterium.
        • kassik do lola211 19.03.04, 21:44
          Fakt, mojendzieci są młodsze ale taksię złożyło, że skończyłam pedagogikę i
          trochę czytałam na temat rozwoju dzieci. A poza tym napisałam przecież, że dużo
          zależy od tego jak się dizecko rozwija. Jeśli Twój 4 latek jest świadomy tego
          co robi i co może się w związku z tym wydarzyć to tylko pogratulować. Ja nie
          piszę, że 4 latka trzeba myć "własnoręcznie" ja mówię, że nie należy go
          zostawiać bez nadzoru bo o nagły pomysł w małej główce (np: ciekawe jak długo
          wytrzymam pod wodą), lub o poślizgnięcie się przy nieostrożnym wstawaniu nie
          jest trudno.
          Pozdrawiam
          Kasia
      • nilka13 ;-) 19.03.04, 21:09
        to nie wojenka, ani kłótnie; tak mi się zdaje. Każda z nas ma swoje
        doświadczenia i koncepcje dotyczące wychowania. Ponieważ na szczęscie w dużym
        stopniu teoretyzujemy, to łatwo wpadamy w przesadę. Założę się ponownie, tym
        razem o to, że żadna z rozmówczyń nie jest przesadnie opiekuńczą, ani "wyrodną"
        matką. Między nami istnieją dokładnie takie rozbieżności zdań, jakie różnice są
        pomiędzy naszymi dziećmi. Moje emocje rozpala bardziej fakt, że na co dzień
        mam kontakt z ofiarami bezmyślności opiekunów; niż odmienne zdanie forumowiczek.
        Wątek potrzebny; forum to nie kółko wzajemnej adoracji, ale miejsce wymiany
        poglądów. Czasem tylko trudno o taką precyzję wypowiedzi, jaką dałby
        bezposredni kontakt. Pozdrowienia- Nilka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja