leli1
31.08.10, 11:01
odbieram wczoraj młodego i dostaję info od wychowawczyni, że ma nabitego sporego guza, że mu przyłożyły cos zimnego ale mówi, że go boli itd...
Podziekowałam za informację i poszliśmy, po drodze do domu dowiaduje się, że guza nabił mu kolega, nie przez przypadek tylko z premedytacją. Młody przechodził obok niego i klepnał go w ramie, tamten złapał go, walnął kilka razy pięścią w plecy, poczym chwytając za ramię z całej siły uderzył jego głową w kant metalowej futryny.
Wróciłam do przedszkola i okazuje się, że tak właśnie było (to mówili koledzy, którzy zajście widzieli), zaś samej pani nie było przy tym (była w innej sali). Sprawca poszedł na kare, ale nie zostali powiadomieni jego rodzice (czemu się dziwię, akurat co jak co, ale takie zdarzenia powinny byc rodzicom przekazywane.)
Młody cały wieczór był apatyczny i taki nie swój, w nocy wymiotował/posikał sie w łózko, co mu sie juz dawno nie zdarzyło.
Zawiezlismy go na pogotowie, został przyjety na obserwację do szpitala. Jestem wkurzona totalnie. Rozumiem, że dzieci lubia się przepychać, że bitki to rzecz normalna, ale nie umiem sobie wyobrazić 6-latka walącego głową kolegi w futrynę (dodam jeszcze, że pare dni temu odbierając go z przedszkola, pytam skąd ma ślady butów na plecach - podobno F...(sprawca) na nim stał), z opowieści młodego słyszałam też, że kiedyś rzucił się z pięściami na panią.
Chłopak nie jest z naszego przedszkola (w tej chwili jest akurat dyżurującym przedszkolem), ale mam ochotę dzis podejść do przedszkola i czatować na mamę F...., żeby wiedziała co się stało.
Domyslam sie, że ciężko upilnować wszystkie dzieci jednocześnie, ale mam też żal do przedszkola, że nie do końca zapewniły opiekę mojemu dziecku. To wszystko miało miejsce w niewielkim przedszkolu, tam sa raptem dwie małe salki, dzieci jest w tej chwili niewiele, spokojnie wydawałoby mi się że do opanowania.
Boje się o młodego - mam nadzieje, że na obserwacji sie skonczy i szybko do siebie dojdzie.