karolina17w
10.09.10, 11:01
Witam.
Moj syn ma obecnie 14 m-cy. A ja jestem nim wykonczona! Od malego byl marudny, z czasem doszedl placz a teraz jeszcze krzyki. Byl i jest wymagajacy - szybko sie nudzi zabawkami, otoczeniem. Do dzis nie potrafi sam sie pobawic chocby 5 minut. Nie moge go zostawic ani na chwile - wpsina sie na krzesla/kanapy itp, odrazu wstaje i leci do tylu, wiec musze byc przy nim by nie spad na podloge. Grzebie w smietniku - od 3 m-cy uczymy go,ze nie wolno. Poczatkowo to bylo mowenie i pokazywanie "nu nu", z czasem klapsy a teraz zdarzy mi sie krzyknac. Z innymi rzeczami jest podobnie. Nie mam na niego sily - jest uparty, jak cos chce to sie drze jakby go ze skory obdzierali, a zmiana zainteresowania nie pomaga bo wciaz wraca do tego co chce. W nocy budzi mi sie 4-7 razy - karmie piersia, oszukiwanie, lulanie itp nie sprawdzily sie. Pracuje tez 8 h, dziecko jest z nianka, gdy mam isc go odebrac to szczerze mowiac to nie chce mi sie - maly na sam moj widok krzyczy i poplakuje, rownoczesnie biegnac do mnie i tulac sie. Spacery to tez horro - by isc z nim do sklepu najpierw jade wozkiem, potem biega sobie np. w parku i do sklepu - nie wysiedzi w wozku, a nie zawsze ma ochote na jedzenie chrupkow/bulki/paluszkow. Jak juz jestem w sklepie to ciagle krzyczy, prezy sie w wozku. Zeby isc z kims w odwiedziny to albo pedze na leb na szyje, by jak najkrocej siedzila lub w ostatecznosci niose go na rekach.
Gdy byl mniejszy i tylko marudny to myslalam, ze mu przejdzie. Ale im starszy jest tym gorzej. Zastanawiam sie co ze mnie za matka, skoro nie potrafie zajac sie wlasnym dzieckiem. I czemu akuratmi sie trafil maly tyran? Jak widze inne dzieci siedzace w wozkach, nie krzyczace to az zazdroszcze tym mamom. Inaczej wyobrazalam sobie macierzynstwo - wiedzialam ze bedzie ciezko ale nie sadzilam, ze az tak. Czasami mam ochote wyjsc i nie wrocic do domu.
Gdyby to byly problemy tylko z dzieckiem, moze jakos dalabym rade. Ale dochodza jeszcze inne - z partnerem, do ktorego ucieklo gdzies uczucie i z moja namolna rodzina, nie dajaca mi spokoju. Jestem wykonczona, a dziecko naprawde daje mi w kosc

Nie wiem co mam z nim zrobic. Nawet jak mowie do niego z usmiechem, przytulam, caluje, chwale - on i tak za chwile sie drze. Az odechciewa sie miec takie dziecko