iwonaber
11.09.10, 11:58
Witajcie,
Mam wyzej wymieniony problem.
Moj syn, ktory za miesiac skonczy 3 lata wlasnie zaczal chodzic do przedszkola.
Byl dopiero 4x po ok 5h dziennie, a juz wczoraj jedna z pan ktora de facto dopiero zaczyna prace z dziecmi, powiedziala mi, aby syn zaczekal z chodzeniem do przedszkola jakies pol roku bo wg niej syn jest opozniony spolecznie.. Na to, co uslyszalam zdebialam i nic nie moglam odpowiedziec chwilowo, bo co jak co, ale moje dziecko nie ma z tym problemu..
Powiedziala rowniez, ze poza tym syn nie umie mowic (jeszcze nie umie plynie mowic, ale mam szerokie slownictwo i bardzo dobrze kazdy moze sie z Nim porozumiec).
Dla mnie ten powod byl akurat absurdalny..
Do innych aspolecznych zachowan zaliczyla, ze syn nie slucha polecen i trzeba kilka razy powtarzac za nim przestanie sie bawic i usiadzie w koleczku z dzieci- wg niej powinien byc duzo bardziej powazny i nie bawic sie w kolko zabawkami- to zachowanie okreslila jako 'male dzidzi'- na co moj syn jak to uslyszal powiedzial 'gniewnym' glosem- Nie jestem male dzidzi!

Powiedziala nastepnie, ze syn wyrywa innym dzieciom zabawki. Z tym akurat sie zgodze, ale ciekawa jestem ile dzieci jeszcze w tym wieku niechetnie dzieli sie zabawkami.
Ja co prawda ciagle staram sie tlumaczyc ze trzeba byc kolezenskim, ale z roznym rezultatem.
Na pewno jest to chwilowe i niebawem sie to odwroci! Przeciez sila nieoducze syna aby przestal zabierac zabawki!
Innym przykladem jest to, ze syn bardziej chce sie bawic sam a nie z innymi dziecmi- w Jego wieku powinien byc juz bardziej towarzyski.. Coz, jak ja bylam dzieckiem tez bawilam sie sama, a gdy mialam ochote to z innymi dziecmi..
Nie sadze aby te przyklady dawaly prawo mowic takiej zakompleksionej babce, ze moje dziecko jest opoznione i nie moze chodzic do przedszkola!
Co wiecej uwazam ze ta pani, jak i pani dyrektor zwyczajnie mnie nie lubia- mieszkam na przeciwko przedszkola i znaja mnie z widzenia. Jestem mloda, dobrze sytuowana wiec najpewniej mi zazdroszcza- bo innego wytlumaczenia ich bredni nie widze..
Pani dyrektor jeszcze nigdy nie odpowiedziala na moje 'dzien dobry'. Zawsze ma mine jakby wypila szklanke soku z cytryny- wieczny grymas na twarzy, ciagle zdenerowana, wrecz agresywna gdy o cos sie pytam..
Gdy po raz drugi syn byl przedszkolu i przyszlam Go odebrac, wlasnie byl po drzemce i plakal. Siedzi na dywanie, a jedna stara opiekunka i pani dyrekror krzycza na syna by przestal plakac! Po czym pani dyrektor krzyczy do mnie 'prosze go (!) szybciej zabierac!!
Za kazdym razem jak mam tam isc zadaje sobie pytanie, co mnie tam czeka?!
Dodam jeszcze, ze weczniej syn chodzil do zlobka ok 10 miesiecy i nie bylo z nim problemu- byl czesto chwalony, mowiono mi ze jest empatycznym chlopcem, bardzo skupionym na zabawie, poza tym ze od czasu do czasu jest uparty i nie oddaje zabawek..
Troche dlugi opis, a i tak to tylko kropla tego co sie tam dzieje..
Czy spotkalyscie sie wczesniej z czyms podobnym? Co myslicie o takiej sytuacji? Jak powinnam reagowac?
Moze jest madra odpowiedz?
Jedno jest pewne nie bede sie poddawac!
Pozdrawiam wszystkie Mamy
Iwona