lubiewrzosy
13.09.10, 13:42
Mam siedmiomiesięcznego synka. Poniewaz wróciłam do pracy, teściowa zgodziła się z nim zostawać. Ma 70 lat, ale jest pełna energii i radości życia. Wnuczka uwielbia, dba o niego, dużo do niego mówi. Ma jednak przestarzałe poglądy, brakuje jej wiedzy, doświadczenia. Poza tym jest bardzo uparta i trudno ją o czymkolwiek przekonać. Mój synek jeszcze nie zaczął raczkować. Teściowa wyraziła swoje zdanie, że wolałaby, żeby on w ogóle nie raczkował, bo raczkowanie to męcząca sprawa, ciągle trzeba myć dziecku rączki, uważać na wszystko itd. Wg niej są takie dzieci, które nie raczkują, od razu chodzą. Teściowa nie lubi też wkładać malucha do kojca , bo wg niej jest w nim samotny niczym dziecko z chorobą sierocą. Oczywiście tłumaczyłam jej że kojec umożliwia nie tylko bezpieczną zabawę dziecku, ale i chwilę oddechu dla niej samej, mozliwość pójścia do toalety chociażby, jak juz maluch zacznie raczkować, czy chodzić. Tłumaczyłam też, ze raczkowanie jest bardzo ważnym etapem w rozwoju dziecka, wspomagającym takze rozwoj umysłowy. Ale i tak nie mogę sprawdzić, co babcia robi, jak zagospodarowuje czas. Wiem, że prawie cały czas, gdy mały nie śpi, czy nie je, spędza w wózku. Spędza na dworze około 4- godzin dziennie. Martwi mnie to, no bo kiedy on będzie raczkował, kiedy będzie się ruszał? Ja czytam mu książeczki, bawię się z nim, puszczamy go z meżem na kocyk, by trochę się poturlał i popałzał, ale to za mało, mamy do dyspozycji godzinkę-dwie i synek idzie spać... Nie mam pojęcia jak przekonac babcię do zmiany nastawienia? A może to my popełniliśmy błąd, może trzeba było zatrudnić opiekunkę...jednak i tak nie wiedzielibysmy, co robi z dzieckiem, gdy nas nie ma. Zastanawiam się też, czy mimo swej energiczności, teściowa da radę upilnować malucha, gdy juz zacznie się poruszać....Co otym myślicie>? pozdrawiam