figa33
23.09.10, 13:20
Córka ma prawie 15 miesięcy. Od urodzenia śpi ze mną. Tata niestety w drugim pokoju. Dopóki nocne karmienia były bardzo częste (szczególnie, kiedy wróciłam po pół roku do pracy), taki układ wydawał się najsensowniejszy. Tata wyspany, mama w zasadzie też bo karmienie na śpiąca właściwie.
Ale czas leci i zastanawiamy się, czy córka może już będzie potrafiła spać bez mamy. Generalnie, dla ogólnie pojętego dobra związku po prostu musimy coś zmienić (serce mnie z tego powodu boli, ale wiem, że po prostu już czas).
Plan mam taki, że łóżeczko młodej przystawię maksymalnie blisko naszego, żeby się z nim stykało (będę pewnie musiała jakoś podwyższyć jej materac bo teraz jest za duża różnica poziomów) i wyjmę szczebelki z jednej strony. Pewnie część nocy prześpi "u siebie", zapewne do momentu, jak mama się nie położy spać, bo wtedy jak ją znam, powędruje w moim kierunku. Ale przynajmniej tatę będę miała koło siebie. Z czasem, jeśli córka będzie dłużej spała "na swojej części", w końcu pewnie jakoś odsunę to jej łóżeczko. Generalnie jeszcze jakiś czas będzie spała na pewno z nami w sypialni (nie ma swojego pokoju).
Jak Wam się udał taki manewr? Czy w ogóle warto próbować ? Czy dziecko faktycznie będzie z czasem spało w swoim łóżeczku, nawet jeśli będzie "przyklejone" do naszego?
Jak długo taki etap może trwać ?
Aha, jesteśmy w trakcie przeprowadzki, więc czy takie rozwiązanie jest sens testować od razu w nowym mieszkaniu ? Czy jednak tam trochę odczekać i jeszcze z nia pospać ? Boję się że to się będzie mimo wszystko ciągnąć w nieskończoność...