niechciane dziecko

30.03.04, 11:24
Chciałam się zapytać, która z Was tego doświadczyła i jakie zmiany w Waszej
psychice zauważyłyście.Czy owo niechcenie wpłynęło na stosunek do dziecka?
Jak szybko pozbierałyście się psychicznie po porodzie? Czy patrząc na swoje
dziecko myślicie: Ty rośniesz, a moje życie się skończyło? Czy Wasz partner
pomógł Wam przez to przejść?
Rozumiem, że ten wątek jest trudny i nie wiem czy ktoś zdecyduje się
szczerze odpowiedzieć. Nie chcę bić piany.Chcę poznać doświadzenia innych
osób, które przez to przeszły. Jest to temat tabu, kobieta nie ma prawa
publicznie przyznać się do tej niechęci, by nie zostać potępioną.
Ja urodziłam swoją Niechcianą 2.5 roku temu i do dziś nie mogę pogodzić
się z tą sytuacją.Moja mała urodziła się jako trzecie dziecko, zresztą
planowane, ale nie w tym czasie.Całą ciążę płakałam, po porodzie też, ale w
kącie, żeby nikt nie widział.Wiedziała o tym moja położna i pamiętam jak
kazała mi ją przytulić w obawie przed odrzuceniem. Problemem nie jest miłość
do niej, ale gwałt jaki został zadany mojej psychice i ból,że gdyby urodziła
się kilka miesięcy póżniej to byłaby najbardziej oczekiwaną istotą pod
słońcem.Paradoksalnie jest najbardziej rozpuszczona z całej trójki,
wycałowana, wypieszczona i nie jest to próba rekompensaty ( nie została
odrzucona)lecz, kwestia naszej praktyki rodzicielskiej.Doznała najwięcej
miłości i ciepła, bo wiedzieliśmy jak ją dać, ale ciągle boli mnie serce.
Dlaczego w domu, gdzie tak na Nią czekano, pojawiła się za wcześnie
przynosząc ból zamiast radości. Dlaczego???
Dziewczyny odezwijcie się, proszę
    • erinaceus Re: niechciane dziecko 30.03.04, 11:47
      Nie chciałabym Cię urazic, ani być wścibska, ale parę miesięcy naprawde jest w
      stanie tyle zmienić? Bo rozumiem, że tak naprawdę, to chcieliście jeszcze miec
      dzieci. Nie wiem, czy potrafię się wczuć w Twoją sytuację, bo moja córcia to
      typowy przykład gospodarki planowej smilePewnie gdyby urodziła się kilka lat temu,
      zanim trochę nacieszyłam się małżeńskim życiem, skończyłam studia, znalazłam
      prace i zbudowałam dom, to aż takiej radosci by nie było. A może np
      obwiniałabym ją za swoje ewentualne niepowodzenia? Nie wiem. Teraz, gdy moje
      zycie jest w miare stabilne (choć czy jest coś pewnego w obecnych czasach), to
      chyba nawet wpadka nie przeszkodziłaby mi spokojnie i z miłością podejsć do
      dziecka, bo to jednak taki malutki cud w zyciu każdego z nas. Pozdrawiam Cię
      ciepło
    • sylwia_alek Re: niechciane dziecko 30.03.04, 11:47
      Moje dziecko było chciane i dlatego nie umiem Cie zrozumieć. Co by się zmieniło
      w ciągu tych kilku miesięcy, o które Twoja córcia się pospieszyła???
    • beffanka Re: niechciane dziecko 30.03.04, 12:01
      Pamiętam,że gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, płakałam. Nie byłam
      zadowolona, miałam inne plany, było mi bardzo dobrze, a tu taki intuz (to była
      przedślubna wpadka) Potem stopniowo zaczęłam kochać mój brzuszek i te małą
      istotkę. Potem gdy się urodziła, bałam sie jej, ale wiedziałam, że od pierwszej
      chwili życie bym za nią oddała. Teraz ma 6 lat i gdy wspominam tamte czasy to
      mi wstyd, nawet sama przed sobą nie przyznaję się, że jej nie chciałam.
      Na pewno dziecko nie jest winne, ono samo się na świat nie prosi, to my
      powołujemy je do życia. Bardzo dziwne jest Twoje zachowanie, masz żal, ból,
      miłość wszystko w jednym i to dotyczy tego dziecka! Wydaje mi się, że powinnaś
      przestać myśleć o sobie i o Twoim świecie, a cieszyć się z tego, że masz zdrowe
      dziecko, które bardzo Cię kocha. Nie kuś losu, nie obrażaj Boga, on powierzył
      Ci te istote i skacz z radości , że ją masz. Wybacz, ale powód, że urodziła się
      za wcześnie jest beznadziejny, albo nie jesteś szczera albo szukasz wątku na
      forum... W dwóch słowach, nie gardź tym co Ci los dał i codziennie dziękuj Bogu
      za to, bo jest tyle kobiet, które Ci zazdroszczą...(ja przyjęłam taką metodę)
      Pozdrawiam Ala
    • mama_wiktora Re: niechciane dziecko 30.03.04, 12:08
      Twój problem musi być głębszy i do jego rozwiązania bardziej przyda ci się
      psycholog niż forum.

      W standardowej sytuacji nawet nieplanowanej ciąży kobiety po pierwszym szoku
      wykorzystują okres ciąży i na tyle przystosowują się do sytuacji, że dziecko
      witają z miłością w sercach, a potem wręcz twierdzą, że może lepiej, że właśnie
      wtedy, bo tak to by się nie zdecydowały, a tak mają takie wspaniałe maleństwo.

      Więc właściwie przechodzą od stanu głębokiej tragedii do wielkiego szczęścia.

      Dlatego myślę sobie, że zaczynając ten temat i nie podając więcej informacji
      (tak jak dziewczyny wcześniej zauważyły: co dałoby te parę miesięcy?) narazisz
      się tutaj raczej na niezrozumienie i może nawet krytykę, więc lepiej poszukaj
      fachowca.

      Pozdrawiam
      Gosia
    • mamuna2 Re: niechciane dziecko 30.03.04, 14:16
      I tak wlaśnie myślałam. Nie odezwała się żadna osoba (przepraszam jedna), która
      tego doświadczyła. Parę miesięcy w tym wypadku = za jakiś czas. Spodziewałam
      się tego typu reakcji. Jestem praktykującą matką od ponad siedmiu lat, więc
      takie natchnione odpowiedzi trochę mnie śmieszą (przepraszam te dziewczyny,
      które poczują się obrażone tym określeniem).
      Ja nie pytałam o rozwiązanie,a o uczucia jakie towarzyszą takiej sytuacji.
      To, że moja trzecia była niechciana jest moim problemem, a nie mojej rodziny.
      Wasza postawa świadczy o hipokryzji, bo to co czujemy nie jest zawsze zgodne z
      naszym światopoglądem i sposobem w jaki myślimy.
      Odnośnie Pana Boga, myślę,że mieszanie do tego religii jest pewną pomyłką. W
      moim przypadku była to raczej kara, a nie dar zycia, na który czeka tyle
      osób.Nazwałabym to raczej ironią losu. Nie chcę kusić losu, bo kocham moją mała
      bardzo i to była jedyna rzecz, której byłam pewna.
      Takie uczucia nie są obce katolikom, bo uczucia to nie kwestia woli. Nie
      dokonałam aborcji i nawet taka myśl mi nie przyszła.Mojej
      koleżance ,praktykującej katoliczce, mądrej i myślącej matce piątki
      dzieciaków,towarzyszyły podobne uczucia, kiedy miał się narodzić Najmłodszy.
      Dlatego proszę rozdzielajcie uczucia od rozumu.Przecież kiedy wasze dziecko
      walnie Was w zęby, tak,że telefon do protetyka wydaje się niezbędny, czujecie
      np. złość, choć rozum mówi : nie chciał, nie wiedział, że jest taki silny i w
      ramach odwetu nie wybijacie mu zębów.
      Nie chodziło mi o dyskusję akademicką "Niechciana ciąża, a stosunek matki do
      dziecka", a tylko o zwykłe ludzkie uczucia.
      Niestety ilość ataków po tzw. trudnych tematach zniechęca do zadawania
      pytań. Są same emocje bez racjonalnych argumentów.Podejmując taki temat trzeba
      mieć dużo siły, aby potem sprostać atakom.
      Nie jestem potworem pozbawionym uczuć, nie wokół mnie świat się kręci.
      Jestem zwykłym człowiekiem, który myśli i czuje. Jestem też matką,ale nie tylko
      matką. Uczę moje dzieci miłości i pokory.Staram się im pokazać piękno tego
      świata, radośc( sic!) z każdego dnia i człowieka jako istotę czującą ( nie
      rywala, nie przedmiot).
      No i proszę,zamiast dialogu muszę się tłumaczyć jaką jestem matką i czy mam
      prawo prawo należeć do kategorii człowiek.
      Pozdrawiam Was cieplutko, więcej tolerancji, a ja i tak lubię ludzi.

      • judytak Re: niechciane dziecko 30.03.04, 15:18
        mamuna2 napisała:

        > Jestem praktykującą matką od ponad siedmiu lat, więc
        > takie natchnione odpowiedzi trochę mnie śmieszą

        wiesz, te "natchnione" odpowiedzi pochodzą od praktykujących matek, a nie od
        zakonnic...

        > Wasza postawa świadczy o hipokryzji, bo to co czujemy nie jest zawsze zgodne
        z
        > naszym światopoglądem i sposobem w jaki myślimy.

        jeśli chcesz usłyszeć odpowiedzi, to nie możesz komuś napisać, że kłamie (a
        czym innym jest hipokryzja?)
        musisz uwierzyć, że uczucia mogą też być zgodne ze światopoglądem,
        musisz uwierzyć też, że są tacy, którzy potrafią świadomą pracą doprowadzić do
        zmiany własnych uczuć

        > Odnośnie Pana Boga, myślę,że mieszanie do tego religii jest pewną pomyłką.

        dla ciebie tak,
        dla kogoś innego nie

        > Dlatego proszę rozdzielajcie uczucia od rozumu.

        właśnie
        u mnie (dwa razy zaszłam w ciążę "nie wtedy, kiedy chciałam")
        rozum mówił "jest źle, chciałam przecież inaczej, po co mi to"
        a uczucia - no cóż, przewrotnie: podniecenie, przypływ optymizmu, słodka
        tajemnica

        > Są same emocje bez racjonalnych argumentów.

        no to chciałaś emocje, czy argumenty?!

        pozdrawiam
        Judyta


      • magania Re: niechciane dziecko 09.04.04, 00:01
        Jest w tobie wiele sprzecznych uczuc,ale nie masz na to wplywu,bo jak piszesz
        uczucia i rozum nie maja ze soba nic wspolnego.Z jednej strony kochasz corke,a
        zdrugiej nazywasz ja "karą".Niedawno rozmawialam z kims na ten temat.Tej osobie
        pomógl mąz,brał synka z łozeczka,zeby razem z nimi spal,bardzo duzo
        rozmawial,tłumaczył.Kolezanka zdecydowala sie na wizyte u psychiatry i
        pomogło.Przestala byc niewolnikim swoich sprzecznych,dziwnych mysli.Tego co
        jest juz nie zmienisz,wiec sprobuj odnalezc w tym co masz jak najwiecej dobrych
        stron,przekonaj sama siebie,pomóz sobie lub poszukaj pomocy u specjalisty.Moze
        jestes po prostu zmęczona macierzyństwem i brak ci czasu dla siebie.Zrob cos
        dla siebie,zapisz sie na aerobik,angielski,zrob cokolwiek tylko dla siebie.
    • pooh_01 Re: niechciane dziecko 30.03.04, 14:49
      Bardzo to smutne...
      Ja tez planowlam mojego Maxa troszke pozniej.
      Studiuje jeszcze i to na 3 kierunkach a ciezko to pogodzic z malym dzieckiem.
      W dodatku maluch urodzil sie w dzien gdy mialam miec wazny egzamin( tydzien
      przed terminem!).
      Nie musze chyba opisywac jak przez cala noc walczylam ze soba ze moze to
      jeszcze nie porod...Jak o 1 w nocy wracalam do domu ze szpitala bo jeszcze bylo
      duzo czasu i a noz zdaze pojsc i napisa...
      Oczywiscie urodzilam go dokladnie gdy konczyl sie ezamin....
      Ale ja nie mialam problemu z zaakceptowaniem go chciaz wywrocil moje zycie
      calkowicie.
      Kocham go bardzo.
      Dlatego bardzo ubolewam nad Twoja sytuacja.
      Mysle ze jesli przez ponad 2 lata nie poradzilas sobie z nia sama to poraz
      zwrocic sie do specjalisty.
      Na pewno sie uda.
      Calusy, pati
      • mamuna2 Re: niechciane dziecko 30.03.04, 15:00
        Kocham ją bardzo i to od pierwszych chwil, to siebie nie kocham.Dzięki za
        ciepłe, ludzkie słowa i życzliwośc.
        Buziaczki dla Maxa i dla Ciebie
        M
        • anulka700 Re: niechciane dziecko 10.04.04, 13:51
          Ja też szczerze współczuję i polecam kontakt z psychologiem. Przez jedną
          króciutką chwilę czułam, ze nie pokocham mojego drugiego malucha, ale teraz
          dałabym się za niego pokroić. A od ciebie wieje coś tak strasznie smutnego, ze
          ratuj siebie i rodzinę z czyjąś pomocą. Trzymajcie się wszyscy, Ania
    • anek.anek Re: niechciane dziecko 30.03.04, 14:57
      Mój antoś był totalną "wpadką" i to w najgorszym momencie. Ciąża przewróciła
      mój świat, zalawiła wszystkie plany itd. ciąży nie cierpiałam, po porodzie nie
      miałam depresji jako takiej, ale musiało minąć ok pół roku, zanim szczerze
      swojemu dziecku mogłam powiedzieć, że je kocham i że oddałabym cały świat za
      nie. Powinnaś chyba zgłosić się do psychologa? Problem wygląda na powazny, bo
      długotrwały i sama nie potrafisz sobie z nim poradzić. Ciekawa jestem jakie
      odczucie ma na ten temat tata Twojej córki?
    • kokolores Re: niechciane dziecko 30.03.04, 22:42
      Moim skromnym zdaniem to naprawde powinnas zasiegnac rady psychologa.Nie
      traktuj tego jako obraze ,ale ja na twoim miejscu bym poszla.Pozdrawiam.
    • palemka66 Re: niechciane dziecko 30.03.04, 22:51
      Tak jak pisalo juz kilka poprzedniczek, bardzo trudno cos odpowiedziec, jesli
      nie wie sie DLACZEGO jej nie chcialas, a wlasciwie chcialas, ale pozniej.
      Rozumiem, ze mozesz miec obawy przed utrata animowosci, ale naprawde trudno
      jest inaczej Twoja sytuacje zrozumiec. Kochasz corke, ale nadal cierpisz.
      Dlatego ze jej przedtem nie chcialas?
      Jedna z poprzedniczek slusznie zapytala: co na to Twoj maz? Czy w ogole wie o
      Twoich uczuciach?
    • poleczka2 Re: niechciane dziecko 30.03.04, 22:58
      Wydaje mi się, że tego typu uczucia są w niejednej matce tylko niewiele z nich
      przyznaje się do tego. Nie znam się na tym bo nie jestem psychologiem ale
      oglądałam taki program kiedyś w telwizji o babce która miała problem z
      zaakceptowaniem swoich dzieci lata po ich urodzeniu, tylko tam były inne
      okoliczności. Nie wiem nawet co Ci poradzić ale nie potępiam Cię broń boże,
      wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i nie mamy wpływu na to co czujemy.
    • dorotakatarzyna Re: niechciane dziecko 30.03.04, 23:02
      A ja cię rozumiem. Z mojej trójki tylko pierwsze było zaplanowane. W drugą
      ciążę zaszłam pół roku po porodzie. Syn był koszmarnym niemowlęciem, ryczał po
      nocach, ja miałam do napisania pracę magisterską, nie mieliśmy własnego
      mieszkania, a mąż właśnie dostał pracę w innym mieście. Wyłam z rozpaczy,
      nienawidziłam tego dziecka, potrafiłam się bić po brzuchu. Potem urodziła się
      Ania. Udało mi się ją pokochać po jakichś 4 miesiącach. I kocham do dziś, ma
      już 6 lat.
      Rok temu urodziła się Amelka. To też była wpadka. Mamy malutkie mieszkanko. Ja
      jeszcze nigdy nie pracowałam, bo z dwójką dzieci ciężko znaleźć pracę. Dopiero
      co udało mi się schudnąć. A tu ciąża. Zawsze chciałam mieć trójkę dzieci, ale
      jeszcze nie teraz! A potem zaczęły się kłopoty z ciążą - plamienia, krwiak, złe
      wyniki z toksoplazmozy, wielowodzie, aktywna cytomegalia... Przysięgłam, że
      jeśli jakimś cudem urodzi się zdrowe, będę je kochać nad życie, że mogę mieć
      piątkę dzieci i wszystkie będę kochać. No i stał się cud - urodziła się duża,
      zdrowa dziewczynka. Kocham ją tak mocno, że to aż niewyobrażalne.
      A najwięcej kłopotów mam z tym moim zaplanowanym, wymarzonym synkiem...
      Ale i tak kocham całą trójkę! Chociaż nie wszystkie były chciane i planowane.
      • mrufkaa Re: niechciane dziecko 31.03.04, 01:05
        Ja tez mialam wodospad zlych uczuc, bo wpadka. Wsciekla bylam i zrozpaczona,
        nie pamietam jak dlugo. Tylko ze nigdy te uczucia nie dotyczyly mojego dziecka.
        Przede wszystkim dotyczyly mnie samej, mojego partnera, posrednio mojej matki,
        ktora byla przyczyna mojego wyprowadzenia sie z domu i pogmatwania sobie zycia
        i jeszcze paru powiedzmy obiektywnych osob-powodow...
        Dziecko od poczatku bylo moje i jedyne, kochane od kiedy zaczelo kopac i dawac
        o sobie znac ( a przestalam sie rozczulac nad soba, jak to mi zle w tej ciazy).
        I tu musze przyznac racje dziewczynom piszacym o swiatopogladzie: zdecydowalo
        superego, bylam wychowana pro-life i nawet na zle uczucia wobec malenstwa pod
        sercem sobie nie pozwolilam...
        Taka moja historia.
    • olenka12 Re: niechciane dziecko 31.03.04, 04:02
      I u mnie była wpadka. To znaczy bylismy już po ślubie i chcielismy mieć dziecko
      ale niekoniecznie tak wcześnie. Miałam w planie wyjazd do Polski na Boże
      Narodzenie. Dopiero półtoraroku trwała moja emigracja w Australii i wszystko
      bolało mnie z tęsknoty za rodziną, za krajem. A tu wrzesień i niespodzianka -
      ciąża, z podróży nici. Myślałam, że wpadne w niesamowitą depresję, że się
      niepozbieram ale było inaczej. Dopiero w ciąży poczułam się spokojna,
      szczęśliwa, wszystko nabrało sensu. Czekałam na małego z utęsknieniem.
      Problemy zaczęły się po porodzie. Daniel przez pierwsze 5 miesięcy miał kolki,
      darł się na okrągło, pomocy znikąd. Wiedziałm, że gdzieś w głębi go bardzo
      kocham ale było mi smutno, miałam dość noszenia na rękach, nieprzespanych nocy
      i tłustych włosów. Ten okres wspominam jako jeden wielki stres.
      Teraz synek ma 10 miesięcy i jest wspaniale, z każdym dniem lepiej.
      Dziecko chciane czy niechciane, nie wiemy jakie nam sie trafi (spokojna
      przytulanka, czy rozwrzeszczany bachor) i jak bardzo będa wariować nasze
      hormony. Na to nigdy nie można się w pełni przygotować.
    • kalpa Re: niechciane dziecko 31.03.04, 05:14
      I ja Cię trochę rozumiem. Właśnie to, że masz złe odczucia względem
      siebie.Wydaje mi się, ze Twój problem tkwi głębiej i też zachęcałabym Cię do
      wejrzenia w siebie z pomocą terapeuty. Mnie to pomogło.
      I też zgadzam się, że takie tematy są w społeczeństwie tabu, bo to "potępione",
      żeby matka miała złe odczucia względem dziecka, czy czegoś z nim związanego.
      Wiesz, ja sama teraz mam trochę trudno, bo moja obecna ciąża nalezy do
      ciężkich. Miesiące koszmarnych wymiotów, stan prawie agonii w szpitalu,
      sprowadzanie leku ze Stanów, zeby jakoś to przerwać, nastawienie rodziny, że
      jestem nienormalna, że nikt przy zdrowym nastawieniu do dziecka tak by
      nie "rzygał". Boże, ja wtedy miałam nawet myśli, zeby tą ciążę przerwać. Nie
      dlatego, ze nie kochałam swojego dziecka! To była ciąża wytęskniona, planowana,
      razem z mężem skakaliśmy ze szczęścia, że tak się stało i to tak szybko. Ale
      rzeczywistość mnie prerosła. Miałam wsparcie męża, który już raz ze mną podobny
      horror przeżył, ale tym razem było po stokroć gorzej. I wtedy nikt mnie nie
      potrafił zrozumieć, że ja nie mam siły, że już nie mogę, a końca nie widać!
      Kilka pobytów w szpitalu. Miałam dość, dość robienia ze mnie wariatki,
      psychiatry, który do mnie przychodził na oddział, wmuszania mi jedzenia itp,
      telefonów, ze muszę jeść i powstrzymać te wymioty, bo niszczę siebie i dziecko!
      A ja nie miałam siły mówić. Kto hipromesis nie przeżył, ten nie wie, co to
      jest. I naprawdę gdybym wtedy komukolwiek powiedziała, że ja chyba ciąży nie
      podołam, że się kończę biologicznie, to chyba by mnie zlinczowali. W końcu
      przeszło, ale zaczęły się z utrzymaniem. Znowu szpital, kroplówki itp. stres,
      strach. I miałam wtedy takie uczucia, że mnie gwałcą, że nikt się ze mną nie
      liczy, tylko liczy się ono. Ja muszę wytrwać, bo ono jest najważniejsze. Miałam
      żal. Do wszystkich. I zwłaszcza do siebie, że tak czuję, że nie powinnam. I
      poczucie winy, że ja nic do niego nie czuję. A przecież chciałam drugie dziecko
      tak bardzo! Kochałam swoje pragnienie, ale trud ciąży mnie przerósł. Na
      dodatek to wszystko koszmarnie zakłocalo nasz domowy rytm, mój synek źle znosił
      nagle wyjazdy do szpitala, mąż wymiękał cicho w kącie, bo musiał opiekę nad
      dzieckiem łączyć z pracą, stawał się zniecierpliwiony. I choć do konca zostało
      nam już niewiele, to mogę powiedzieć jedno, że chociaż kocham to dziecko, to
      jednak ciąży mam dość, tak bardzo dość, że już w tym życiu chyba nie odważę się
      na kolejnego malucha, bo było to dla mnie zbyt dużo. I kiedy pisze to wszystko,
      to wiję się w poczuciu iny wobec Mikołajka, że najchetniej już bym urodziła i
      zapomniała o tym ciążowym koszmarze.Boję się, ze on to wszystko wyczuwa, że
      czuje się odrzucony. I właśnie mam poczucie gwałtu. I złość, ze musiałam przez
      to przejść, że nikt nie rozumiał, że wszyscy rzucali sztampowe hasła, o
      cudownym dzidziusiu w nagrodę etc. A ja ryczałam po kątach, wyłam w sobie, bo
      po kolejnej sesji nad toaletą, kiedy czekałam, aż mnie wyniosą, bo nie miałam
      siły nawet się ruszyć to zamiast miłości czułam tylko wściekłośc, że muszę
      przez to przejść, czułam się upokorzona do granic mojej kobiecej duszy, że
      muszę to przeżywać, że mąż widzi mnie taką obleśną, zsikaną jak lumpa, bo
      zwieracze zawodziły. Mamuna... mam nadzieję, ze to gdzieś nie wpłynie na mój
      stosunek do dziecka. Nikomu nie mówiłam o tym, co czuję, bo się bałam. Od
      teściowej słyszałam, że niszczę swoje dzieci, że jestem nienormalna. Trudno
      zapomnieć.
      W sumie dziękuję, że poruszyłaś ten temat. Pewnie niejedna z nas ma uczucia,
      których nie wypada czuć.
      Pozdrawiam ciepło
      Kalpa
    • edziecko_gosiah Re: niechciane dziecko 31.03.04, 09:37
      Też jestem praktykującą matką.. może nie od 7, ale od 4 lat... mam dwójkę
      dzieci, żadne z nich nie było planowane - a jeśli już, to za jakiś cas - jak
      sama napisałaś... pierwsza ciąża na piątym roku studiów, wtedy też oblałam po
      raz pierwszy egzamin, bo nie dałam po porodzie rady się przygotować (a profesor
      chyba zczystej złośliwości nie zgodził się na egzamin przed porodem - byłoby mi
      znacznie łatwiej)... zanim zaszłam w ciążę zaczęłam też swoją pierwszą porządną
      pracę - wiązałam z nią wielkie nadzieje.... cóż... byłam załamana ciążą, bo
      choć byliśmy już 2 lata po ślubie, to było to zdecydowanie za wcześnie!!!
      zwłaszcza, że mąż także dopiero kończył studia i to na dodatek 500 km ode mnie!
      urodziłam, pokochałam z całego serca, egzamin zdałam w sesji poprawkowej,
      magisterkę obroniłam na 5 pól roku poźniej... pracuję tam gdzie zaczęłam przed
      ciążą... dwa lata po narodzinach pierwszego synka, postanoiwiłam zmienić
      pracę... i byłam bardzo dobrej drodze, bo po kilku spotkaniach, zaproszono mnie
      na bardzej konkretne rozmowy... tylko, że dwa-trzy dni wcześniej dowieddziałam
      się, że jestem w ciąży! byłam przypadowo u ginekologa, a że okres spóźniał mi
      się kilka dni, to lekarz zdecydował o teście ciążowym... nie wyobrażasz sobie,
      jak starsznie byłam zaskoczona! wyniki odebrał mąż i też był załamany, bo to
      było zdecydowanie za szybko! przestałam więc umawiać się na spotkania w sprawie
      pracy, przestałam myśleć o jej zmianie - bałam się, zę i tak na okresie próbnym
      wyjdzie to, że jestemn w ciąży i w ogóle stracę pracy - podpiszą ze mną umowę
      do czasu porodu, a potem do widzenia... zostałam więc tam, gdzie pracowałam...
      mój szef się ze mnie śmiał - wiadomo, ewidentna wpadka! na sczeście on też po
      raz drugi wpadłsmile - z tą samą żoną, na szczęściesmile ciąża, choć ZUPEŁNIE
      POKRZYŻOWAŁA MI PLANY, była najlepszą rzeczą, która mogła mi sie przytrafić...
      gdyby nie to, że los zdecydował za mnie, to pewnie do tej pory bym się nie
      zdecydowała - bo nigdy nie jest dobry czas na planowaną ciążę... zawsze są
      ważniejsze rzeczy do zrobienia - lepsza praca, swoje ładne mieszkanko, lepszy
      samochód... zawsze będzie coś 'ważniejszego'... więc mam dwójkę zupełnie nie
      planowanych synków, którzy cudownie się rozwijają i rosną jak na drożdżach... a
      ja nigdy nie żałowałam, że zaszłam w ciążę; że przez nie nie zrealizowałam
      swoich młodzieńczych planów, nie zrobiłam 'kariery'... choć żadna z nich nie
      była zaplanowana i chciana od samego początku, to bardzo szybko zaakceptowałam
      sytuację i swoje maleństwa ... nie potrzebowałam dużo czasu, żeby ciąża stała
      się chcianą...
      może powinnaś zwrócić sie po pomoc? przecież bardzo kochasz córeczkę, więc może
      to po prostu w twojej podświadomości utkwiło to, że nie chciałaś tej ciąży i
      tego dziecka i nie umiesz pozbyć się tego uczucia... wierz mi - kilka miesięcy
      nic by nie zmieniło... postaraj się znaleźć kogoś, kto Ci pomoże się z tym
      uporać, bo sama nie wyrzucisz tego ze swojej głowy
      Pozdrawiam, gosiah
    • jagusia7 Re: niechciane dziecko 31.03.04, 14:13
      Mamuna, ja chyba rozumiem, o co ci chodzi. Moje dziecko było strasznie nie
      chciane. Zaszłam w ciążę, kiedy oboje z mężem byliśmy po pierwszym roku
      studiów, synek urodził się pod koniec drugiego. Kocham swoje dziecko
      najbardziej na świecie od początku ciąży(kiedy już się otrząsnęłam z szoku),
      paradoksalnie dzięki temu, że rodzina nie chciała mnie znać(łącznie z moimi
      rodzicami) i zdałam sobie sprawę z tego, że ma tylko mnie i mojego męża(wtedy
      jeszcze nie-męża). Rodzinie przeszło, miłość do synka została, ale mimo tego,
      że jest dla mnie najdroższą istotką pod słońcem, czasem chciałabym, żeby
      urodził się te parę lat później. Czasem mam poczucie, że przez dziecko(a raczej
      przez siebie) zmarnowałam sobie życie. Ledwo przebrnęliśmy studia(jeszcze nie
      całkiem), bo mały choruje w czasie KAŻDEJ sesji. Jesteśmy na utrzymaniu
      rodziców, ciągle brakuje nam pieniędzy. A mieliśmy szansę na wyjazd za granicę
      na stypendium...Tego żalu mam w sobie dużo, chociażby o to, ze nie dane nam
      było z mężem nacieszyć się sobą bez dziecka. Jest to żal do siebie samej , bo
      teraz życia bez mojego synka sobie nie wyobrażam...Jednak czasem zastanawiam
      się, jak to wszystko wyglądałoby w innej sytuacji. Dokłada mi jeszcze teściowa,
      która twierdzi, ze mój mąż chciał ze sobą skończyć, kiedy dowiedział się o
      mojej ciązy. Więc dochodzą myśli, że może mężowi też skopałam życie(mimo że on
      zaprzecza jakoby mówił matce coś takiego) Te myśli i fakt, ze nie miałam się
      nawet komu wygadać(bo przecież takich rzeczy nie należy głośno mówić)
      doprowadziły mnie nawet do depresji, gdy mały miał ok. 1,5 roku...No, dołożyło
      się też zmęczenie.
      W tej chwili coraz rzadziej o tym wszystkim myślę, a mam nadzieję, że to się
      całkiem skończy, kiedy skończymy studia. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że choć
      to trudny temat, trzeba o tym czasem porozmawiać. I nie uważam, że mamy, które
      mają jakieś wątpliwości, i nie cieszą się tak bezwarunkowo jak inne, od razu
      trzeba potępić. Każda, która nie chce/nie chciała dziecka w ogóle lub tylko w
      danym momencie ma swoje powody, na pewno dla niej ważne.
      Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że złe emocje w końcu przejdą i zostanie
      sama radość!
    • kkrecikk Re: niechciane dziecko 31.03.04, 15:17
      Prawdopodobnie problem jest głębszy niż nam tutaj się może wydawać. Mam
      dziecko, nieplanowane. Wiadomość o ciąży dobiła mnie do tego stopnia, że
      rozważałam nawet aborcję, bałam się tylko, że nie udźwignę tego sama, , więc
      nie mogłam partnerowi nie powiedzieć a wiedziałam, że on nie zgodzi się na
      przerwanie ciąży. W efekcie nie przyznałam się nawet do tego, że myślałam o
      tym. Partner był w podobnym szoku jak ja, ale wspierał mnie od pierwszych chwil
      i wiedziałam, że „dobrze będzie”. Wiedziałam też, że łatwo mu mówić, bo on
      skończył studia, podjął pracę i nie jego życie i kariera zostaną przerwane...
      Czułam, że coś się kończy, że szykuje mi się dziura w życiorysie, byłam zła, że
      nie zdążyliśmy się sobą nacieszyć we dwójkę. Wpadłam na pigułkach przyjmowanych
      co do godziny, to dla osób szykujących komentarz w stylu „trzeba było uważać,
      jesteście dorośli” etc. Moja córka ma kilka lat, w domu mamy spokojną,
      teoretycznie zdrową atmosferę, staram się być dobrą matką, ale czuję, że tak
      naprawdę nie akceptuję mojej małej. Może to kwestia niechcianej ciąży
      (podświadomego żalu o to, że coś się skończyło za wcześnie), może jeszcze
      czegoś innego, może wychowania u mnie w domu, którego nie wspominam najlepiej.
      Z zewnątrz wyglądamy jak normalna, zdrowa rodzina, zresztą może członkowie
      mojej rodziny są O.K., a ze mną coś nie tak. Czuję się bezwartościowa i czasem
      myślę, że może dlatego mam taki problem z miłością do mojego dziecka, że nie
      potrafię kochać siebie... Tak na własny użytek szukam rozwiązania.
      Bezskutecznie. Najlepiej byłoby szczerze pogadać z psychologiem, ale jakoś się
      nie składa. Nie mam oporów w stylu, że do psychologa chodzą ludzie „nie tego”,
      jak się potocznie myśli, dla mnie to lekarz jak każdy inny. Ale nie czuję się
      na siłach zmierzyć się ze wszystkimi swoimi zmorami i to w obliczu jednego
      człowieka. Odwlekam to z roku na rok w nadziei, że w końcu sobie poradzę i
      poczuję w sobie to coś, czym chwalą się wszystkie matki na świecie.
      Mamuna, strasznie mi przykro, że Twój post spotkał się z krytyką i potępieniem.
      Święte oburzenie można byłoby sobie zostawić na inne okazję. Niestety, kult
      matki-polki jest u nas tak ściśle zakorzeniony, że przyznanie się do tego, że
      ma się czasem inne uczucia dla swych dzieci prócz „samej słodyczy” napotyka na
      mur... sama nie wiem, jak to nazwać. Założę się, że wiele matek miewa czasem
      takie uczucie odbiegające od szeroko pojętej normy, tylko nikt się do tego nie
      przyznaje, bo nie wypada.

      mewa
    • amyk Re: niechciane dziecko 31.03.04, 23:41
      Przypomniałaś mi uczucia o których już zapominam.
      Ciąża która pojawiła sie niespodziewanie, - mimo że była w jakimś tam wymiarze
      planowana.
      Moje życie wywróciło sie do góry nogami, straciło atrakcyjność, wyblakło.
      Początek trzeciego roku na licencjacie, w pracy stwarzające się nowe możliwości
      zgodne z moimi zainteresowaniami- a ja co - CIĄŻA - i to z problemami.
      Tylko że, ona była w jakimś sensie kiedyś planowana - dlatego to dziecko miało
      się urodzić i się urodziło.
      Bolał mnie kręgosłup, biodra, bolał rozciągajacy sie mięśniak, męczyły poranne
      mdłości i wymioty, dręczyły studia, bolała dusza. Bolała mnie przez całą ciążę
      niepewność czy dziecko będzie zdrowe na ciele i umyśle.
      CZy ja wtedy kochałam to dziecko ???? - NIE NIE NIE
      Pokochałam je w końcu ale to była trudna dla mnie miłość. Moje uczucia były
      okrutnie ambiwalentne.
      Mimo że jedna strona mojej duszy bardzo kochała dziecko - druga połowa
      strasznie się męczyła wszystkim co było z nim związane. Było mi niesamowicie
      ciężko i trudno, wiele drobnych spraw urastało we mnie do rangi problemów.
      Teraz powoli zapominam -
      Paradoksalnie (prawie tak jak u ciebie)im bardziej było mi trudno - tym
      bardziej nadrabiałam czułością - taki kac moralny - TAK - nadrabiam obsesyjną
      miłoscią kiedy we mnie gotuje się wściekłość.
      Czasem nie ukrywałam że jest mi ciężko, że źle znoszę moje późne macieżyństwo -
      ale tak jak napisały już dziewczyny... mit idealnej matki polki której nie
      moze byc źle.... nie pomaga , raczej dobija.
      Dlatego coraz żadziej próbuję dzielić się moimi odczuciami - brak zrozumienia
      jest przytłaczający i jeszcze bardziej mnie pogrąża w moim kacu moralnym.
      Mój partner kocha małego bezwarunkowo - zatem jak mogę psuć taką idyllę - nie
      mogę.
      Pół roku temu skończyłam studia magisterskie, w pracy się poukładało - tylko
      że pewnych spraw nie nadrobię.
      Mikołajek rozwija sie normalnie, mam dla niego teraz więcej czasu...ale nie ma
      we mnie takiego entuzjazmu jaki miałam przy pierwszym dziś już dorosłym
      dziecku...
      Cieszę się że poruszyłaś ten problem - cieszę sie że nie jestem z nim sama.

      Ja już nie staram się szukać odpowiedzi dlaczego....., staram sie żyć z dnia na
      dzień, wyszukiwać jaśniejsze strony .... i ostatnio coraz żadziej patrzę na
      moje dziecko ze złoscią - że zostałam drugi raz matką wbrew sobie, że coś po
      drodze przez nie bezpowrotnie sraciłam.....
    • dwasinska Re: niechciane dziecko 01.04.04, 14:10
      Ja uważam, ze w życiu wszystko jest "po coś", tzn., że nawet jeśli uważamy coś
      co nam się przydarzyło jako nieszczęście, to i tak kiedys obróci się w dobrą
      stronę.
      Problemy o niechcianej ciąży i uczuciach z tym związanych sa bardzo poważne.
      Sądzę, że autorka tego wątku powinna udac sie do psychologa i porozmawiać o
      swojej sytuacji. To pomoże jej zaakceptować dziecko tak, jak ono tego
      potrzebuje. A może to wcale nie chodzi o dziecko, tylko jest ileś tam
      problemów, które ciążą nawet w podświadomości i znajduja ujscie w stosunku do
      dziecka?
      Dziecko nie jest karą; dziecko jest człowiekiem, któremu jesteśmy zobowiązani
      pomóc.
      Po urodzeniu mojego zaplanowanego i chcianego synka tez myślałam, ze byłoby mi
      łatwiej, wygodniej, lepiej życ bez niego. W wieku dwóch lat okazało się, ze
      jest dzieckiem autystycznym i trudności w jego wychowaniu wzrosły
      niewyobrażalnie dla wielu z Was. Często mam dość, jak kazda matka. Ale kiedy
      sobie pomyślę, że mogłabym go stracić... No właśnie, nawet wolę nie myśleć. I
      Mamuna, Ty też tak wolisz nie myśleć. Więc idź po pomoc fachową i pracuj nad
      swoimi uczuciami. Każda matka, natchniona czy nie, ma chwile zwątpienia,
      wpisane są w macierzyństwo. Jedna powie o tym głośno, inna nie chce nawet przed
      sobą się do tego przyznać. Ale jeśli jest to permanentny problem, to trzeba
      szukac pomocy w rozwiązaniu go.
      Matkom dzieci niepełnosprawnych mówi się często, że otrzymały wyzwanie od
      życia, broń Boże, nie karę. Macierzyństwo każdej kobiety jest wyzwaniem, bo
      nigdy nie wiadomo jaki egzemplarz nam się trafi smileSzanujmy nasze egzemplarze i
      dbajmy o miłość do nich.
    • blum5 Re: niechciane dziecko 01.04.04, 18:11
      a ja sie podpisuje obiema rekami pod postem mewy/krecika. mam praktycznie te same odczucia.
      nie krytykujmy nikogo za to ze ma inne uczucia niz 'powinien' (to do tych mam krytykujacych) i spojrzmy prawdze w oczy ze posiadanie dziecka i bycie matka wcale nie musie oznaczac szczecia i moze rodzic inne uczucia nawet te negatywne.
      • kkrecikk Re: niechciane dziecko 01.04.04, 19:39
        Dziewczyny Drogie,
        Nie wiem, czy dobrze się zrozumiałyśmy... to nie jest do końca tylko tak, że ja
        jej nie chciałam i do końca życia będę zimną, podłą matką. Jesteśmy ze sobą już
        tyle lat, że mogę śmiało powiedzieć, że kocham ją, nie wyobrażam sobie życia
        bez niej i robię, co mogę, by była szczęśliwa. Ale moje uczucie nie wybuchło
        nagle, dojrzewałam do niego latami (aż!). Córka pewnie mogłaby mieć
        szczęśliwsze dzieciństwo (któż nie mógłby!), czasem jestem zbyt pobłażliwa,
        czasem zbyt wymagająca i wyrzucam to sobie, ale moje błędy wychowawcze biorą
        się raczej z mojego chwiejnego charakteru niż z odrzucenia dziecka.
        Przeczytałam mnóstwo książek nt. wychowania, macierzyństwa i staram się
        naprawdę, tylko pewne rzeczy przychodzą mi z trudem. Wiem, że czasem ciężko
        powstrzymać się od osądzania, zwłaszcza jak ktoś okaże słabość lub coś
        niewłaściwego w swoim zachowaniu, ale żadna z nas nie wie tyle o drugiej, żeby
        ją potępiać, pamiętajmy o tym, że to co o sobie wiemy to tylko maleńki wycinek
        wielkiej całości. "(...) żyjemy na archipelagach (...)"
        mewa
        • blum5 Re: niechciane dziecko 01.04.04, 22:06
          alez ja cie tak zrozumialam!!!! ja tez nie bylam zakochana w swoim dziecku od 1 wejrzenia, uczylam sie tej milosci do dziecka, i powoli kochalam i kocham coraz bardziej. i wcale nie mialam na mysli nic zlego piszac to co napisalam. koniec kropka.
          • kkrecikk Re: niechciane dziecko 01.04.04, 22:40
            blum, nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że mnie dobrze zrozumiałaś,
            serio. mój post pojawił się po Twoim nie z powodu jego treści, ale dlatego, że
            tam akurat byłam, kiedy postanowiłam pociągnąć temat, przepraszam. Chciałabym
            pocieszyć mamy malutkich dzieciaczków, to mija! Moje dziecko jest już dość duże
            i miewam refleksje, że mogłam je pokochać wcześniej, traciłam czas na niechęć
            etc., ale tego czasu się nie cofnie. Też tłumaczyłam sobie, że to za moją
            sprawą się stało, dziecko nic nie jest winne, stało się dobrze, bo chociaż moja
            mama miała szansę ujrzeć wnuczkę przed śmiercią i cieszyła się małą bardziej
            niż ja. Wiem to wszystko tu w głowie i cóż z tego? Czułam się tak, jak się
            czułam i nie umiałam sobie z tym poradzić, więcej powiem: nienawidziłam siebie,
            bo czułam, że jestem potworem, może już tak mam, że lubię się obwiniać (tu
            akurat było o co), a z drugiej strony myślałam, że w końcu to uczucia, nie do
            końca zależne od naszego nastawienia i tego, czego chcemy. Przerobiłam problem
            ze strony psychologicznej, filozoficznej i nawet religijnej i nic nie czułam
            się mądrzejsza ani bliższa wyjścia z tego impasu. Może trzeba być bardziej
            wobec siebie wyrozumiałym... nie wiem, chciałam tylko, żebyście sie nie
            obwiniały, bo tak naprawdę kochamy swoje dzieci, tylko może za dużo mamy
            dystansu...
            mewa
            • kkrecikk Re: niechciane dziecko 01.04.04, 22:47
              najlepsze (hehe;-() jest to, że ludzie, którzy nas znają, uważają, że jesteśmy
              wzorem macierzyństwa, rodzicielstwa, etc. a ja się czuję wtedy jeszcze gorzej,
              bo znam prawdę, niestety... Człowiek czuje, że zbudował fasadę, pobielił (i to
              nie dla pozorów, ale dla siebie samego, żeby wejść w rolę tym lepiej) i fasada
              coraz piękniejsza, a wnętrze prawie bez zmian, więc kontrast-rozdźwięk rośnie,
              a sam zainteresowany czuje się coraz gorzej... frustracja rośnie...
              mewa
              czasem sfrustrowana, ale z czasem coraz mniej
    • gandzia4 Re: niechciane dziecko 01.04.04, 23:50
      Wiem o co ci chodzi. Teraz jestem w ciązy-wpadce, mam już dwójkę zaplanowanych
      dzieci. Zawsze marzyliśmy o trójce, ale ta ciąża prztrafiła mi się w mozliwie
      najgorszym momencie. Mamy poważne kłopoty finansowe (są dni gdy brakuje mi na
      chleb), mąż na początku przyszłego roku będzie się bronił, a ja mam termin na
      październik i w domu będzie młyn. Chcieliśmy wyemigrować zaraz po jego obronie,
      a jak to zrobić z niemowlakiem. Przeraża mnie po prostu ta cała sytuacja,
      przeraża mnie brak widoków na jej poprawę. Przeraża mnie również to, że wcale
      nie czekam na to dzieciątko z utęsknieniem jak na te starsze. Boję się, że nie
      będę go kochać od pierwszej chwili. Czuję się z tego powodu podle, popadam w
      jakąś depresję, snuję się po kątach i płaczę. Są tylko krótkie chwile gdy
      wierzę, że wszystko dobrze się ułoży.
      I proszę mamy wierzące nie piszcie mi o Bogu i jego planach co do mojej rodziny.
      Szanuję wasze poglądy i wy uszanujcie moje jestem niewierząca.
    • agnieszkab1983 Re: niechciane dziecko 02.04.04, 17:15
      Mam na imię Agnieszka 21lat i obecnie ma 20 miesięcznego synusia.
      Fakt że jestem w ciąży przyjełam bardzo źle bo moja ciąża była nie planowana
      tymbardziej mnie zaskoczyła bo zabezpieczałam się (tabletki antykoncepcyjne)
      miałam zaledwie 18 lat zaczełam prace, uczyłam się a tu nagle buuuummmm
      wszystko się rozleciało bo okazało się że jestem w ciąży, mój męzczyzna
      mieszkał 400km odemnie i nie było go gdy dowiedzialam się o ciąży, byłam tak
      zalamana że niespalam przez trzy noce tylko płakalam, cala moje ciąża była
      fatalna (mialam ciąże zagrożoną) nawet myślałam o poronieniu celowym (myłam
      okna) ciągle okropne bóle brzucha nieprzespane noce szpitale tabletki i ...obok
      ukochany męzczyzna po ktorym było widać że bardzo zalerzy mu na
      dziecku,POSTANOWIŁAM urodze dla niego ale gdy poczułam pierwsze róchy zaczełam
      znowu popadać w depresje i zaczynałam nienawidzić dziecka ktore było we
      mnie,nie potrafilam położyć sobie ręki na brzuch i czując jak się porusz
      rozmawiać z nim a gdy to robił mój mąż drażniło mnie i dochodziło do awantur do
      tego ten rosnący brzuch i dodatkowe kilogramy KOSZMAR ale skończył się razem z
      porodem, miałam cesarke ze znieczuleniem w kręgosłup i byłam pełni swiadoma
      tego co się wokół mnie działo zrozumialam jak bardzo kocham to swoje maleństwo
      wlaśnie wtedy (mało brakowało a bym straciła moje maleństwo, mój synek ledwo
      przeżył)Teraz wiem że życie bez mojego synusia było by puste oddałabym wszystko
      dla niego, on jest całym moim światem i żałuje tylko jednego CZEMU NIPOTRAFIŁAM
      CIESZYĆ SIĘ TAK CIĄŻĄ JAK INNE KOBIETY a patrząc na mojego syneczka kolejne
      pytanie ciśnie się na usta czy wie jak bardzo był niechciany i czy czuł że jest
      niekochany?

      DZIECKO TO NIE KARA - TO NAJPIĘKNIEJSZY DAR _smile

      Jestem szcześliwa że jestem matką.
    • iwonaw2 Re: niechciane dziecko 06.04.04, 08:59
      Witaj,

      u mnie było podobnie. Mój świat też został wywrócony do góry nogami. Dobra, acz
      męcząca praca w dużym koncernie, nowo poznany chłopak aż tu po niespełna pół
      roku 2 kreski na teście. Nie wierzyłam w to co widzę. Płakałam dobrych kilka
      godzin i dni. Jak zadzwoniłam do mojego obecnego męża powiedział: super, będę
      tatą. I czułam szczerą radość w jego głosie, a ja miałam poczucie zmarnowanego
      życia. Chciałam dziecka, a jakże, ale jeszcze nie teraz. Potrzebowałam
      odreagować lata studiów, chciałam wolności. Na domiar złego ciąża była
      straszna, leki na podtrzymanie, wymioty kilka razy dziennie. Myslałam nawet, że
      lepiej by było gdybym ...... Nie chcę nawet kończyć zdania.
      Jednak stan nie trwał długo. Może 2,3 tygodnie. Zaczęłam kochać tą małą istotkę
      we mnie. Uświadomiłam sobie, że niczemu przecież nie jest winna. Że to ja sama
      zawiniłam, bo naiwnie myślałam, ze tym razem też się uda bez zabezpieczenia.
      Pomyślałam wtedy stereotypowo: dziecko musi mieć ojca i wzięłam ślub z moim
      ówczesnym toważyszem życia.
      W momencie kiedy położoną mi ją na brzuch bezgraniczna miłość do niej po prostu
      na mnie spłynęła, jakby tak miało być. Bez rzadnych przemysleń w stylu: a teraz
      ją kochaj bo to twoje dziecko. To było tak oczywiste jak to że oddycham.
      Jednak może dlatego, że żałuję decyzji o małżeństwie, bo to jest duża pomyłka,
      długo wiązałam te dwie sprawy ze sobą, czyli moją niechcianą ciążę z tym, że
      sobie (ja sama!!!) źle ułożyłam życie.
      Do tej pory z tym walczę. Ale udaje mi się coraz lepiej.
      Kocham moją córeczkę jak nikogo na świecie, a wyrzuty sumienia, że jej kiedyś
      nie chciałam, będę miała do końca życia. I to jest kara, którą przyjmuję z
      pokorą.
      Ja też skłaniałabym się do tego abyś odwiedziła specjalistę. 2 lata to już
      sporo czasu i powinnaś była sobie już z tym poradzić.

      Życzę powodzenia.

      Iwona
    • carri Re: niechciane dziecko 06.04.04, 12:29
      Jak ja Was rozumiem i jak strasznie mnie to przeraza. Jestem na koncu I
      trymestru i moja ciaza wcale nie byla planowana. Wszystko przeciwnie.
      Planowalam rozwiesc sie z mezam, ktory nota bene wczesniej mnie zostawil i mial
      inna. Probowalismy jeszcze cos ratowac z naszego malzenstwa, bo ja go kochalam
      i w momencie, gdy mi ono do konca zbrzydlo, okazalo sie, ze jestem w ciazy. Dla
      mnie to koniec: koniec marzen, ze jeszcze przezyje jakies piekne uczucie, ze
      bede szczesliwa, bo jak po czyms takim mozna byc szczesliwa. Moj maz sie teraz
      stara, ale ja nie moge pogodzic sie z tym wszystkim. Uslyszalam tyle gorzkich
      slow, ze nie chce, aby kiedykolwiem mi jeszcze na nim zalerzalo, bo bol byl za
      duzy. Zostane z nim, bo teraz jest dobrze, bo wiem, ze on moze byc dobrym
      ojcem, choc nie wiem ile wytrzymam. Chcialabym sobie kogos znalezc, zeby sie
      zemscic, zeby jeszcze raz poczuc, jak to jest byc zakochana, ale co to da? Nic
      juz nie ma sensu, nawet zemsta.
      A do tego wszystkiego, to dzieciatko. To przez nie to wszystko, to przez nie
      moje zycie sie skonczylo. I do tego stopnia tak mi sie wydaje, ze choc nigdy
      bym nie usunela, to mialam nadzieje, ze moze strace te ciaze i czasem jeszcze
      nachodza mnie te mysli. Bardzo sie za nie nienawidze. Mialam jednak nadzieje,
      ze gdy sie urodzi, to cala milosc tego swiata przeleje na nie, ze stanie sie
      celem mojego zycia, ale po przeczytaniu Waszych postow, zaczelam sie bac, ze
      nie bede umiala. Ze nadal bede je obwiniac o wszystko.
      Zazdroszcze tym, ktore maja taki problem, ze dziecko przyszlo za wczesnie, a
      maz je wspieral i kochal przez caly czas. Wiem jednak, ze kazdemu sie wydaje,
      ze jego nieszczescie jest najwieksze i pewnie umialybyscie mi udowodnic, ze nie
      ma czego zazdroscic. Nie powinnismy sie oceniac, ale wspierac.
      • iwonaw2 Re: niechciane dziecko 06.04.04, 21:38
        To przez nie to wszystko, to przez nie
        > moje zycie sie skonczylo. I do tego stopnia tak mi sie wydaje, ze choc nigdy
        > bym nie usunela, to mialam nadzieje, ze moze strace te ciaze i czasem jeszcze
        > nachodza mnie te mysli. Bardzo sie za nie nienawidze. Mialam jednak nadzieje,
        > ze gdy sie urodzi, to cala milosc tego swiata przeleje na nie, ze stanie sie
        > celem mojego zycia, ale po przeczytaniu Waszych postow, zaczelam sie bac, ze
        > nie bede umiala. Ze nadal bede je obwiniac o wszystko.

        Pamietaj, to nie dziecko jest winne. Nie wiem jak doszło do tej ciąży, ale ono
        się nie prosiło na świat. Może to ironia losu,albo tragiczny splot
        okoliczności.
        Życzę Ci, żebyś po narodzinach pokochała je tak jak nikogo dotąd. Za nie same i
        za Twojego męża. Twoje życie dopiero się zacznie. To zupełnie coś innego. Jakby
        obrót o 180 stopni.
        Nie bój się. Będzie o.k.
        Ale gdybyś nie mogłą sobie z tym poradzić to nie czekaj aż wpadniesz w depresję
        poporodową. Może się to skończyć tragedią.
        A może gdybyś zostawiła męża nie miałabyś poczucia zmarnowanego życia?

        Pozdrawiam

        Iwona
      • anulka700 Re: niechciane dziecko 11.04.04, 20:03
        Witaj! Dziewczyno, rozejrzyj się! Dookoła tyle samotnych matek, a niektóre tak
        bardzo szczęśliwe. Może warto do nich dołaczyć? Kochaj swojego dzieciaka, bo
        chłopa zawsze można zmienić. Nie chcę być cyniczna, staram się uświadomić ci coś
        bardzo ważnego. Dziecko to nie koniec świata!!!! I nie koniec szans na miłość,
        bo znam wiele par, które mają "niewspólne" dzieci ale już wspólnie je kochają.
        Popatrz na tego malucha z miłością, bo on cię nie zdradzi i będzie kochać - na
        pewno!!! Tylko dla dziecka warto wszystko poświęcić. A jak dostanisz alimenty i
        pomoc z opieki społecznej dla samotnych matek, to jakoś skromnie przebiedujecie.
        I życzę powodzenia podczas tych trudnych chwil. Ania, mama Jasia i PIotrusia
        • amyk Re: niechciane dziecko 11.04.04, 21:43
          To nie chodzi o to, że się nie czuję nieszczęśliwa. Tu chodzi o moje mysli ,
          moje uczucia , moje oczekiwania w stosunku do siebie , w stosunku do życia. W
          większości przypadków (oprócz tych marginalnych i patologicznych przypadków) -
          takie dzieci niechciane są kochane i rozpieszczne bardziej niż te oczekiwane.
          My się dręczymy - bo ta miłość jest trudniejsza - a przez to, że trudna -
          jesteśmy bardziej dla siebie wymagające. Pomyśl że musisz pomnożyć swoją miłość
          x 2 - może wtedy zrozumiesz jak bardzo chcemy to "niechcenie" wymazać z
          pamięci. Oddajemy siebie często 2 x mocniej.
          Mój najmłodszy brat też był taki niechciany. Za to, żadne z nas rodzeństwa nie
          doświadczyło takiej nadopiekuńczości ze strony rodziców jak mój brat. Czy w
          swoim dorosłym życiu odczuwa tego skutki - z pewnoscią nie mogę odpowiedzić
          pozytywnie.
          Mój kac moralny - to myśl że rodzicielstwo powinno być takie idealne.
          Ale też wiem, że proces wychowania to bardzo złożony proces - wymaga naszego
          zaangażowania - a co z niego wyniknie - to "wypadkowa" wielu lat, w ciągu
          których każda z nas ma wpisane "chwile" sutne, złe i chwile zwątpień.
          Pozdrawiam AniaZ
    • evee1 Re: niechciane dziecko 13.04.04, 07:02
      kkrecik:
      > Z zewnątrz wyglądamy jak normalna, zdrowa rodzina, zresztą może członkowie
      > mojej rodziny są O.K., a ze mną coś nie tak. Czuję się bezwartościowa i
      czasem
      > myślę, że może dlatego mam taki problem z miłością do mojego dziecka, że nie
      > potrafię kochać siebie... Tak na własny użytek szukam rozwiązania.
      > Bezskutecznie. Najlepiej byłoby szczerze pogadać z psychologiem, ale jakoś
      się
      > nie składa. Nie mam oporów w stylu, że do psychologa chodzą ludzie „nie t
      > ego”,
      > jak się potocznie myśli, dla mnie to lekarz jak każdy inny. Ale nie czuję się
      > na siłach zmierzyć się ze wszystkimi swoimi zmorami i to w obliczu jednego
      > człowieka. Odwlekam to z roku na rok w nadziei, że w końcu sobie poradzę i
      > poczuję w sobie to coś, czym chwalą się wszystkie matki na świecie.

      A ja bym Ci z calego serca zyczyla, zebys wreszcie zebrala w sobie sily i
      poszla do tego psychologa. Tylko musisz znalezc takiego, co naprawde Cie
      zrozumie i pomoze, wiec moze nie bedzie to pierwszy, na ktorego trafisz.
      moze drugia, albo trzeci...
      Ale nie ma co miec tej nadziei, ze zmora sama minie. Ja ze swoja depresja
      walczylam (ale bardzo malo skutecznie, bo ciagle raczej "wegetowalam" zamiast
      zyc) prawie 13 lat w nadziei, ze dam sobie rade zanim wreszcie mialam juz
      tego dosyc i poszlam do lekarza. Teraz z perspektywy widze, ze te lata,
      to bylo zmarnowane zycie i zaluje, ze tego nie zrobilam wczesniej.
Pełna wersja