marysia251
11.10.10, 12:32
Kilka tygodni temu mój 20-mieisęczny syn zaczął zmieniać się w małego terrorystę.
Nigdy nie miał super łagodnego charakteru, należał i nalezy do dzieci wymagających, jednak dało się funkcjonować. Przy ustalonym rytmie dnia i pomysłowym zagadywaniu, udawało się dogadać i dni wyglądały w miarę ok. Teraz jest koszmar.
Wszystko jest na "nie" Nawet czynności, które uwielbiał do tej pory, typu kąpiel, picie wody, mleka sa oprotestowane. Wyjście na dwór, ubranie go rano, próba nakarmienia to momenty, w których ja tracę kompletnie siły. Brak mi już pomysłów na zagadywnie, odwracanie uwagi.
Do tego doszło klasyczne zwalanie się na podłogę i płacz z wrzaskiem, walenie głową w ścianę. Sytuacje, które do tej pory przebiegały bezstresowo, nagle zaczęły urastać do rangi wydarzenia, kiedy to matka musi na głowie stanąc i coś osiągnać. Np kładzenie spać w dzień, do tej pory jadł przed spaniem, potem woda do butelezki, popijał sobie, ja w tym czasie przebierałąm go w piżanmkę, czytaliśy kilk aksiążeczek, pokazywał palcem które chce, potem robił ksiązkom pa,pa i do łóżeczka. Najczęściej zasypiasam, czasami pogada do siebie, powierci się, czasami pojęczy i zasypia. Teraz koniec, od kilku dni, żadna ksiązka nie jest dobra, nie chce czytać, przebierać się, krzyczy, kiedy wkłądam go do łóżeczka. Poodbnie wieczorem.
W nocy potrafi zerwać się z wrzaskiem, nie che na ręce, nie chce do łóżeczeka, nie chce wody, ucieka z rąk, lata po pokoju, najchętniej wpadłby do pokoju siostry starszej albo pokoju dziadka i tam się bawił.
Potrafi tak z pół godziny lub dłużej.
Dziś o 5.30 wrzeszczy, płacze, krzyczy "mama". Idę do niego, chcę przytulić, a on odpycha mnie, rzuca się na kołderkę i przewraca się z płaczem, nie daje sie pogłaskać. Chce wychodzić z pokoju. Taka scena trwała ok 45 min, najpierw ze mną potem z tatą, kiedy ja juz wymiękłam.
Najspokojniejszy jest z jednym opiekunem, kiedy jest więcej osób, biega cały czas za mną, chce na ręce, jak nie moge go nosić, albo i nie chcę (waży 11 kg, mój kręgosłup wysiada), rzuca się na podłoge i ryczy.
Najszybciej sie uspokaja, kiedy go zostawiam i pozwalm się wykrzyczeć. Kontroluje, czy krzywdy sobie nie robi. Jak widzi, że idę zająć się czymś innym, przychodzi za jakiś czas sam.
Strasznie jest ze mną związany, przez fakt, że nie pracuje. Miał na kilka godzin dziennie nianię do 16 miesiąca zycia. Był z nią zwiazany, zostawał, było ok. Niania musiała odejść, szukałam potem innej, żednej nie zaakceptował. Dopiero teraz od października wróciła niania, która pilnowała mojej córki kilk alat temu, i z ta zostaje. Ale zostaje na zasadzie, że nie widzi, kiedy wychodzę. Wiem, że powinien być przyzwyczajony do tego, ze mama może wyjśc, ale jak widzi mnie przy drzwiach, to jest mega hisyeria, Nie ważne, czy zostaje z tatą, babcią czy niania.
CZy to jest bunt dwulatka? Co mnie jeszcze czeka? Pytam, bo mimo, iz mam jeszcze córkę - 6 lat, to nigdy nie przechodziłam z nią czegoś podobnego.
Co robić, zeby unormowac sytuację?
pozdrawiam
Marysia