w_miare_normalna
22.11.10, 13:07
Moja 2,5latka nie chcę się dzielic swoimi zabawkami. Jeśli chodzi o czyjeś zabawki, jest ok. Wie, że nie są jej i że może się pobawic, ale musi oddac. Więc problemu jak gdzieś jadę w gości, nie ma. Ale gorzej jest jak ktoś przychodzi do mnie, wtedy jest problem bo młoda po prostu nie chcę się dzielic swoimi zabawkami. Mówi, ze to jest jej i koniec. Zabawki wyrywa i przy tym spazmatycznie ryczy. U teściowej sa młodej zabawki, dwie siatki. tydzień temu byliśmy na urodzinach teściowej, przyszła również wnuczka ojczyma ze swoją córką (1,5roku) i się zaczęła wojna. Tamta brała zabawki, moja wyrywała jej i ryczała. ja krzyczałam na młodą, matka dziewczynki wściekła, nikt nic nie słyszy bo krzyk w domu. Wzięłam młodą na rozmowę, nie pomogło. W końcu dostała klapsa, nic ..tłumaczyłam 100 razy, że musi się dzielic, że jak my jedziemy do Gracjana i Oskara to się dzielą itd. kiwa głową, że rozumie, a dalej robi to samo. w końcu się ubrałam i wyszliśmy, przy wyjściu poprosiłam żeby matka młodej następnym razem wzięła kilka zabawek młodej, cobyśmy se w czasie ich zabawy mogły trochę pogadac, na to Ona: "po co mam brac zabawki jak Nicola może się bawic zabawkami twojej".Szlag mnie trafił. W sobotę byliśmy na urodzinach teścia. mała się pięknie bawiła dopóki nie przyszły one. Moja ryk,wyrywa zabawki, tamta mojej w łeb kilka razy, moja nauczona żeby nie oddawac patrzy ze zdziwieniem, wyrywa zabawki jeszcze mocniej i wtedy wiem, że bawic się razem nie będą .. Gęsta atmosfera, do tego teśc, który bierze2-3 zabawki mojej młodej wciska w ręce Nicoli i mówi "masz od dziadzi, baw się sama, dzidzia jest be". Wkurzyłam się.
By może młoda się nie chce dzielic bo tamta ją leje. jak przetłumaczyc, że trzeba się dzielic? Żadne argumenty nie działają ..