w_miare_normalna
27.11.10, 12:00
Kurna dziewczyny problem mam z 2,5roczną. każde dziecko się cieszy jak mama z wózka wyciągnie, jak moze pobiegac i pouciekac

Moja niestety ewenement, nie chce chodzic na dworze. Kiedys przyjechałam z nią wieczorem od mamy i tatuś wyszedł po nas na przystanek, wziął młodą na ręce, na mój protest, powiedział "poniosę ją, widac że nie ma siły chodzic". Od tamtego czasu "apa, nie mam siły". Wszędzie chodze pieszo, bo mieszkam w takim miejscu, że mam blisko i do babci i do teściowej i do mamy i do przychodni i na zakupy. Rzadko jeżdżę autem, albo innymi środkami lokomocji . średnio wszędzie idę jakieś 25 minut, z czego 5 idę luzikiem, kolejne 20 niosę młodą na ręce. Generalnie całe życie człowiek gdzieś się spieszy, więc nie mam czasu stac i czekac, aż młoda przestanie płakac, że ona siły nie ma. Latem był spokój bo wsadziłam do rowerka i jechane, zimą sanki, ale nie zawsze idę gdzieś gdzie mogę te "środki lokomocji" zabierac .. mam wózki 2, ale w jednym wygląda jak sierotka

a w drugim mi za ciężko także mi nie wygodnie nawet pod krawężnik podjechac z tym klocem. Zresztą jak wygląda 2,5 roczniak w wózku

Kręgosłup mnie boli, żołądek, jajniki i giry włażą w pupę od tego noszenia jej .. Nie potrafię jej przemówic, że ma chodzi po nogach, że mama też nie ma siły jej nosic, kiwa głową, że rozumie i dalej swoje ..
No jak jej przetłumaczyc cholera jasna bo padam na pysk. Każy spacer kończy się po 10 minutach bo ja nie mam siły jej nosic, a ona już jest umęczona rykiem. Nie ryczy histerycznie, nie rzuca się na ziemie, ale po prostu płacze ze smutną minką, że ją nóżki bolą i że nie ma sił ..
Pomóżcie no ..