Dodaj do ulubionych

Jak radzily sobie nasze matki za komuny??

23.02.11, 23:55
Czy zaswtaniawialyscie sie kiedys jak radzily sobie nasze matki?
Chodzi mi glownie o pokolenie urodzone w czasach komuny.
Teraz robi sie problemy ,, z byle czego" i szuka ,,dziury w calym".
Czy doceniacie to, ze nasze matki nie mialy dostepu do: jednorazowych pieluszek( codziennie praly tetrowe), nie bylo zupek, kaszek, mleka modyfikowanego( raczej sporadycznie).
Musialy stac w kolejkach po kilka godzin dziennie, zeby zakupic do domu ,,cos" do jedzenia.
Nie bylo witamin, kosmetykow dla dzeci, ubranek itp.
A mimo tego ,,my" zyjemy i paradoksalnie mamy sie lepiej niz nasze dzieci. Tzn. nie ma tak masowych alergii, chorob itp...
Ja to bardzo docenia i jednoczesnie dziwie sie jak one ,,dawaly" wtedy rade! Podziwiam je za to!!!!

--
www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
Obserwuj wątek
    • zebra12 Ale, że niby z czym? 24.02.11, 05:39
      Uważam, że to były lepsze czasy. Cóż tam pranie pieluszek tertowych - tez prałam przy pierwszym dziecku. Zupki też gotowałam, nie kupowałam gotowych.
      Ale za komuny moja mama miała:
      - pewną pracę od początku do emerytury
      - co roku wakacje a dla dzieci kolonię
      - przedszkole dla każdego dziecka
      - wcześniej czy później mieszkanie za grosze

      Nie wiem w czym musiały sobie lepiej radzić niż my. Może jedynie w tym, że w sklepach pustki były. Ale przeciez jedzenia nigdy nie brakowało w domu. Zawsze można było kupić coś ze wsi od chłopa: i mięso i jaja i wędliny. A i polskiej wsi się nieźle wiodło...
      --
      https://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
      • slonko1335 Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 07:33
        Ano właśnie wiele osób zamieniłoby kaszki i pieluchy na:
        -pewną pracę (moja mama pracowała całe życie w jednym zakładzie)
        -mieszkanie zakładowe, które po latach za grosze wykupiła na własność
        -dofinansowane obiady i śniadania w zakładowej stołówce
        -przedszkole zakładowe
        -wczasy, kolonie, obozy zakładowe za grosze
        -racje żywnościowe z zakładu pracy(dostawali to co było na kartki)

        jedzenia nigdy w domu nie brakowało,ale też ojciec pływał więc pewnie sporo przywoził i z dolarami miała większe pole manewru.



        --
        Sygnaturka się zgubiła....
        • tijgertje Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 08:19
          No coz, ja pamietam te czasy troche inaczej. Widocznie moi rodzicie pracowali w nieodpowiednich miejscach. a moze dlatego, ze tata nie dal sie do PZPR zwerbowacuncertain Jako 6-7-latka o 6.00 bylam wysylana pod sklep miesny, czynny codziennie, ale towar przywozili tylko we wtorek. Otwierali o10.00, jak sie bylo w pierwszej 20-tce, to czasem udalo sie cos kupic. Wcale nie mielismy dobrze, ale jakos trzeba bylo zyc. 4/latek sam zasuwajacy z kartka i odliczona suma do sklepu to nie bylo nic dziwnego, bo nie bylo innego wyjscia. Nie dalo sie ot, wyskoczyc do sklepu po chleb, trzeba bylo swoje oddczekac i miec szczescie, zeby chleba nie braklo. Jakie one paaaaki na rozne okazje dostawaly! Jezdzili na wakacje, o ktorych my tylko pomarzyc moglismy, bo nawet nie bylo szans, zeby paszport dostac.
          Pamietam, jak biegalam po obcym miescie w polowaniu na pieluchy, bo ciotce sasiadka powiedziala, ze gdzies tam rzucili na sklep. Z jakimikolwiek zakupami do domu tez byly cyrki, mysmy nie mieli zadnych przywilejow i co z tego, ze w sklepie bylo, jak nam nie przyslugiwalo? Najgorzej bylo z pradem, woda i ogrzewaniem. Nigdy nie wiadomo bylo, kiedy i na jak dlugo wylacza. Mozna bylo kupic cos na wsi od chlopa? Ano mozna bylo, jak juz sie na wies udalo dostac i odpowiedniego chlopa znalezc, bo ja wiem, ze sprzedaz miesa wcvale nie byla taka prosta. Chlopi po kryjomu chowali cielaki i swinie, zeby ubic i sprzedac, legalnie nie wolno bylo. Oficjalnie brakowalo podstawowych produktow. Nieoficjalnie dopiero po latach kolejarze odwazyli sie po cichu opowiadac ile wywozono na wschodnia granice. po upadku komunizku wcale nie zaczal sie nagly urodzaj na zboze na przyklad. Zboze roslo tak jak wczesniej, tylko nagle zasypalo kraj, ktory nie musial placic haraczu.
          --
          autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
          • tijgertje Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 08:24
            A kawalek postu mi zniknal. Te paaaaki to dostawaly dzieciaki, ktorych rodzice pracowali w cukrowni. zazdroscilo sie im straszliwie, bo one `mialy wszystko`.
            --
            autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
          • mikams75 Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 08:37
            hehe, ja tez stalam pod miesnym w dziecinstwie. Umawialam sie z kolezanka na to wspolne stanie, przynosilysmy sobie stoleczki, jakies gazetki, radio na baterie... i czulysmy sie niesamowicie dorosle. Z moja przyjaciolka z tamtych lat wspominamy to do dzis big_grin
            Pomysl o tym ze mozna bylo zaufac spoleczenstwu na tyle, zeby puscic 4-latka samego z kasa w reku!
            Nie wiem jakie to przywileje byly i co takiego bylo w sklepie ale wam nie przyslugiwalo. Ja pamietam, ze w sklepie nic nie bylo.
            Prad wylaczyli - spoko, lekcji mozna bylo nie odrobic i mama pisala usprawiedliwienie, ze pradu nie bylo wink
            Sprzedaz miesa nie byla prosta ale droga pantoflowa funkcjonowala calkiem niezle. Pamietam jak wozilysmy z mama polacie swini pociagiem a na wierzch sypalysmy trawe narwana gdzies po drodze - to dla swinki morskiej, swieza soczysta trawka prosto ze wsi. Zeby nie bylo widac, co pod spodem. Ale swinke naprawde mialam i zjadala te wiejska trawke big_grin
            • tijgertje Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 10:31
              mikams75 napisała:
              Nie wiem jakie to przywileje byly i co takiego bylo w sklepie ale wam nie przys
              > lugiwalo. Ja pamietam, ze w sklepie nic nie bylo.

              Chodzi mo glownie o artykuly przemyslowe, AGD itp. wiele zakladow mialo swoje wypasione sklepy, ale kupic mozna bylo cokolwiek tylko na talony pracownicze czy partyjne.
              Z kartkami zywnosciowymi tez nie bylo tak, ze wszyscy dostawali rowno. Nas bylo 6 osob i dostawalismy na mieso i cukier mniej niz jeden znajomy, czlonek jakiegos tam komitetu partyjnego, starszy, samotny pan. Czlowiek ludzki i czesto dzielisl sie z nami tymi kartkami, sam faktycznie za nic by tego wszystkiego nie przejadl. Z kartkami jeszcze jeden fajny numer byl, bo czasem kartki sie mialo, ale nie bylo na co wykorzystac. Z miesem tez cyrki byly. Pamietam, ze jak przywozili towar, to dzieciaki biegaly od tylu i liczyly skrzynki wnoszone do sklepu. Zanim z zaplecza towar trafil do sklepu, to niewiele zostawalo. Takie to czasy byly, ze ci, ktorzy pracowali w dobrym miejscu mieli dostep do roznych cudow, czarny rynek bujnie rozkwital, ale jak ktos byl uczciwy, nie mial znajomosci, to wcale mu do smiechu nie bylo. No, ale zajadany regularnie chleb ze smalcem i cebula by pyyysznywink

              --
              autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
              • agni71 Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 10:59
                Takie to czas
                > y byly, ze ci, ktorzy pracowali w dobrym miejscu mieli dostep do roznych cudow,
                > czarny rynek bujnie rozkwital, ale jak ktos byl uczciwy, nie mial znajomosci,
                > to wcale mu do smiechu nie bylo. No, ale zajadany regularnie chleb ze smalcem i
                > cebula by pyyysznywink

                tijgertje, chyba podobnie sie nam żyło. I tez do tej pory wspominam chleb ze smalcem i cebulą smile
              • mikams75 Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 13:08
                o wypasionych agd to sie nawet nie marzylo wink
                Z tymi kartkami to nie wiem jak to bylo, chyba osoby chore dostawaly wiecej, pamietam ze moja babcia miala zawsze wiecej. Mieso bylo luksusem i jadlo sie go duzo. Ja teraz nawet polowy z tego nie zjadam...

                w niektorych restauracjach chleb ze smalcem uchodzi teraz za rarytas. Pycha smile
                • joshima Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 17:13
                  mikams75 napisała:

                  > o wypasionych agd to sie nawet nie marzylo wink
                  > Z tymi kartkami to nie wiem jak to bylo, chyba osoby chore dostawaly wiecej,
                  Jeśli chodzi o mięso więcej dostawały dzieci. Rolnicy wcale.

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                    • aretahebanowska Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 17:17
                      Przez moment to nawet rajstopy, ubranka dla dzieci i takie tam różne. A, jeszcze były talony na przybory szkolne - towar rzucali pod koniec sierpnia i wszyscy staliśmy w tej samej kolejce, a potem mielismy te same zeszyty, piórniki, kredki, długopisy i w ogóle wszystko.
            • joshima Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 11:58
              mikams75 napisała:

              > Pomysl o tym ze mozna bylo zaufac spoleczenstwu na tyle, zeby puscic 4-latka sa
              > mego z kasa w reku!
              Nie tyle można było co trzeba było. Nie było wyjścia. Pozostawała nadzieja, że jakoś to będzie.

              Twoje rozumienie "tamtych czasów" niestety pozostało dość infantylne.

              --
              JoShiMa

              Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
              • mikams75 Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 13:11
                Owszem, przezywalam tamte czasy oczami dziecka, znam duzo z opowiadan rodzinnych.
                Piszac mam na mysli zycie przecietnego obywatela, nie analizuje tamtejszej polityki czy skutkow odczuwalnych do tej pory.
                • joshima Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 17:19
                  mikams75 napisała:

                  > Owszem, przezywalam tamte czasy oczami dziecka, znam duzo z opowiadan rodzinnyc
                  > h.
                  > Piszac mam na mysli zycie przecietnego obywatela, nie analizuje tamtejszej poli
                  > tyki czy skutkow odczuwalnych do tej pory.
                  No to skoro tak Ci się podobało a polityka i sprawy gospodarcze są nie istotne to wyprowadź się na Kubę albo do Białorusi. Zaręczam się, że nie trzeba było być nie wiadomo kim, żeby osczywać skutki komuny inne od Twoich wspomnień.

                  Mój znajomy, przeciętny człowiek, rzemieślnik. Odebrano mu prawo jazdy pod byle pozorem. Szantażowano, że nie oddadzą jak nie zacznie donosić. Nie zaczął. Przez kilka lat na własnych plecach (zimą na sankach) transportował swoje wyrobu do odbiorców. Rodzina żywiła się chlebem ze smalcem i kiszonymi ogórkami bo na więcej nie było ich stać. Do tej pory nie mogą na smalec patrzeć. Wszystko dlatego, że będąc przeciętnym mieszkańcem szczęśliwego PRLu chciał być przyzwoitym człowiekiem.

                  Opowiedzieć Ci jeszcze jakieś wspomnienia z PRLu? Może o Stanisławie Wawrzeckim sobie poczytasz? Też przeciętny człowiek. Może nie tak przyzwoity, ale jednak potraktowany niesprawiedliwie.

                  Dalej Ci się tęskni za PRLm?

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                  • mikams75 Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 17:59
                    > No to skoro tak Ci się podobało a polityka i sprawy gospodarcze są nie istotne
                    > to wyprowadź się na Kubę albo do Białorusi.

                    juz sie wyprowadzilam, ale do innego kraju. Nigdzie nie napisalam ze tesknie za prl czy mi sie tak strasznie podobalo. Nie dorabiaj teorii do moich postow.
                    Napisalam tylko (zreszta nie tylko ja) jakie byly zalety tamtych lat, to wszystko.
                    Co z tego, ze teraz kazdy moze miec paszport, pisac w necie co chce, kupowac najnowoczesnioejszy sprzet elektroniczny, zywic sie homarami?
                    Mamy teraz wystarczajaco duzo ludzi bezdomnych, schorowanych, bo ich nie stac na leczenie, zebrakow, nawet dzieci zebrzace. I to mnie razi najbardziej.
      • joshima Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 10:14
        zebra12 napisała:

        > Uważam, że to były lepsze czasy. Cóż tam pranie pieluszek tertowych - tez prała
        > m przy pierwszym dziecku. Zupki też gotowałam, nie kupowałam gotowych.
        > Ale za komuny moja mama miała:
        > - pewną pracę od początku do emerytury
        > - co roku wakacje a dla dzieci kolonię
        > - przedszkole dla każdego dziecka
        > - wcześniej czy później mieszkanie za grosze
        Fajnie miała. A teraz my (jako państwo) mamy z tego powodu długi i inne problemy. Nie znosze rozczulania się nad tym jak to fajnie było za komuny. Co z tego, że moi rodzice mieli pracę skoro nie mogli kupić nic bo nic nie było? A czasy były takie, że za przekręty na dostawach kiełbasy można było dostac karę śmierci. Rzeczywiście fajne czasy.


        > Zawsze można było kupić coś ze wsi od chłopa:
        A jak ktoś chłopa wsypał to on miał poważne problemy. Ale poza tym było fajnie.

        > A i polskiej wsi się nieźle wiodło...
        Cooooo?!?!? Pod jakim względem?


        --
        JoShiMa

        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
      • camel_3d Re: Ale, że niby z czym? 24.02.11, 17:26
        zebra12 napisała:

        > Uważam, że to były lepsze czasy.

        mysle, ze nie chcialabys sie zamienic..gdyby ci przyszlo codziennie czy lato czy zima o 5 wstawac, zeby chleb albo bulki kupic... o owocach moglabys pomarzyc..cytryny byly raz na rok. Slodycze na kartki itd...acha i buty tez mogalbys sobie raz na rok kupic..bo na talony byly.
        Mysle, ze tych co tak bardz cieplo wspominaja komune powinno sie w czasie przeniesc....
      • kaskahh Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 22:14
        Ja też wycowuję dzieci "jak za komuny" i ni narzekam.

        Naprawde?

        Komuna to nie tylko pieluchy i Bambino. Podejrzewam, ze wtedy moze i nawet tego mydelka dla dzieci nie bylo, nie wiem, nie upieram sie.
        Petardy w domu mialas w czasie stanu wojennego? Brat zanosil sie od placzu, tak sie bal. I ludzi pukajacych do drzwi, zeby w puscic, bo ZOMO idzie...
        eh,
        Ksiazki w rosyjskiej ksiegarni.. pasta do zebow nivea, fuj! A szczoteczki to w ogole byly?
        Zielone pomarancze tylko na swieta. JEDNA sztuka, bo dzieci w rodzinie bylo wiecej.
        I szkola... Na przerwie "spacerowac, spacerwoac" tylko w kolko, jak w wiezieniu.

        Ja tam naszym mamom wspollczje, wlasnie dzis o tym myslalam, jak ona to robila...Owszem prpdukty byly ale ile czasu sie nastala w kuchni zeby ulepic pierogi, kopytka, kluchy czy cos tam jeszcze. To wszystko pochlanialo mnostwo czasu.


        Ja bym nie chciala sie zamienic
      • zjawa1 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 20:00
        Czytalam statystyki, moze pruchnicy bylo wtedy wiecej, ale alergii znacznie mniej! To wynikalo z faktu braku konserwatnow i sztucznej modyfikacji jedzenia!
        Dzieci znacznie mniej chorowaly, znajomi mamy i jej nie przypominaja sobie, zeby w przedszkolach dzieci masowo chorowaly co 2 tydzien czyli tak, jak teraz!
        Dodatkowo w karzdym przedszkolu i szkolach byla calodniowa opieka medyczna!
        --
        www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
        • joshima Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 21:23
          zjawa1 napisała:

          > Czytalam statystyki, moze pruchnicy bylo wtedy wiecej, ale alergii znacznie mni
          > ej! To wynikalo z faktu braku konserwatnow i sztucznej modyfikacji jedzenia!
          > Dzieci znacznie mniej chorowaly, znajomi mamy i jej nie przypominaja sobie, zeb
          > y w przedszkolach dzieci masowo chorowaly co 2 tydzien czyli tak, jak teraz!

          Dlatego, że chore dzieci nie były posyłane do przedszkola tak jak się to praktukuje teraz. Mama brała zwolnienie, bez konsekwencji, albo zostawiała dziecko z babcią do pełnego wyzdrowienia.

          --
          JoShiMa

          Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
        • myelegans Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 25.02.11, 05:00
          > Czytalam statystyki, moze pruchnicy bylo wtedy wiecej, ale alergii znacznie mni
          > ej!

          Alez oczywiscie, ze byla tylko niediagnozowana. Mnostwo dzieci chodzilo z wysypk na calym ciele, ktora mamy wapnem smarowaly.
          Albo z gilami po brode i zasmarkani od katarow alergicznych. Poza tym nie bylo lekarstw.
          Lekarze zapisywali... wapno i to biale smarowidlo.

          > Dodatkowo w karzdym przedszkolu i szkolach byla calodniowa opieka medyczna!
          NIe bylo. w naszym powiatowym miescie w mojej szkole byla tylko dentystka i co z tego, skoro nie miala materialow do leczenia. Leczenie odbywalo sie przez wyrywanie mleczakow, ktorych sie wtedy nie leczylo.
    • mikams75 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 08:07
      rozmawialam z mama nie raz o tym, mama lubi wspominac
      tak naprawde to wtedy nikt glodny nie chodzil, przecietna niezamozna rodzine bylo stac na zycie i skromne wakacje, wyjazdy kolonijne (z zakladow pracy), wycieczki. Dzeciaki nie domagaly sie roznych rzeczy, nie bylo tyle pokus.
      Teraz mamy wszelkie mozliwe ulatwienia (ja najbardziej doceniam pieluchy i pralke automatyczny), ale nie kazdego stac na to co chcialby miec.
      Zupki nam nie byly potrzebne, suplementow nie lykamy, kosmetykow dzieciecych nie naduzywamy, a za komuny kasza manna tez byla. Vibovit tez. Mydlo i szampon tez.
      A ubranka dostawalo sie po innych dzieciach, odarty nikt nie chodzil i nikt nie latal po wyprzedazach i nie marudzil, ze ma uzywane. A jak babcia zrobila na drutach sweterek z jakims fajnym motywem, to przez nastepne lata dorabiala sciagacze, tak sie zadawalo szyku! wink
      Generalnie ludzie mieli wiecej spontanicznosci i radosci z byle czego.
      Odnosze tez wrazenie, ze kiedys po sklepach byly pustki, ale w domach bylo wiecej. Teraz jest odwrotnie. Mowie oczywiscie o przecietnej, niezamoznej rodzinie. Teraz jest wiecej biedy. samotnosci w tlumie, niezdrowej konkurencji.
    • pacynka27 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 08:45
      Najgorzej były z tymi kolejkami pod sklepami.
      Pralkę automatyczna moja mama miała i Franię też smile
      Moje dzieci głównie na pieluszkach wielorazowych. Bo zdrowiej. A dodatkowej pracy z tym praktycznie żadnej. Dlatego za pranie tetry nie zamierzam nikogo podziwiać.
      W moim mieście są przedszkola dla każdego dziecka czyli tez różnicy żadnej.

      Za to ludzie zalatani. Jak ktoś napisał, jakoś mniej ciepła i jedności w rodzinach. Jak już trochę czasu dla rodziny by było to tata albo mama przed kompem siedzą wink
      • aretahebanowska Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 09:58
        A pierzesz we Frani czy w automacie? Bo pranie we Frani to cud, miód, malina. To nie było włączenie jednego guzika i już. Nie było prania wstępnego, trzeba było moczyć parę godzin. Nie gotowała - trzeba było gotować w garnku. Nie wirowała, trzeba było wykręcać ręcznie albo takim mini maglem doczepionym do pralki. Ja pamiętam moją matkę non-stop coś piorącą. I ją podziwiam, bo sama mam problem żeby wsadzić ciuchy do pralki i wcisnąć ten jeden guziczek. Pralki automatyczne pojawiły się w drugiej połowie lat 70-tych i nie można ich było tak po prostu kupić. Bardziej dostępne były dopiero na początku lat 80-tych, ale np. mój młodszy brat się nie załapał i pranie było właśnie ręczne i we Frani.
          • aretahebanowska Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 11:35
            miała także moja mama kiedy ja i brat
            > byliśmy w pieluchach.
            To miała, większość ludzi nie miała a napisałaś, że nikogo nie podziwiasz za pranie tetrówek. Komuna to nie pięć lat z końcówki 80-tych tylko trochę więcej. Ty swojej mamy nie musisz za to podziwiać. Ja swoją tak, bo gdy ja i mój brat byliśmy mali to automatu nie miała.
              • joshima Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 17:22
                pacynka27 napisała:

                > Aż zapytam mamę skąd tą pralkę wytrzasnęli skoro to, jak piszecie, taka rzadkoś
                > ć.
                Ja Ci powiem skąd moja wytrzasnęła. Jej brat był milicjantem i na różnych ludzi miał różne haki. Tak więc kierownik sklepu GS czuł się w obowiązku informowania go o różnych dostawach do sklepu. Przywieźli aż dwie sztuki.

                --
                JoShiMa

                Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                • pacynka27 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 18:38
                  He he, no niestety żadnych milicjantówi i innych partyjnych w rodzinie nie było tongue_out
                  Aż do mamy zadzwoniłam.
                  To był rok 77. Mama zapisała się w sklepie na pralkę i czekała. Kiedy doszła jej kolejka zadzwoniono ze sklepu do mamy pracy (nie mieliśmy telefonu w domu) i poinformowano że jest pralka. Kosztowała 10,5 tyś , marka Polar smile
          • joshima Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 12:05
            pacynka27 napisała:

            >
            > Piorę w automacie ale jak pisałam automat miała także moja mama kiedy ja i brat
            > byliśmy w pieluchach. Także nie widzę różnicy.
            Więc nie podziwiaj swojej mamy bo miała farta. Ja swoją podziwiam, bo ona miała tylko Franię (wielokrotnie reperowaną przez tatę, bo nowej nie szło kupić). A jak się psuła, to nim tata naprawił szłyśmy do znajomej z wózkiem pożyczyć pralkę. Dobrze, że pożyczała. Bo chyba by się mojej mamie musiało dzieciństwo przypominać, jak ona swojej mamie pomagała prać w balii na tarze.

            --
            JoShiMa

            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
            • joshima PS 24.02.11, 12:05
              I jeszcze wodę gorącą musiała z piwnicy wiadrami nosić bo w domu bieżąca była tylko zimna.

              --
              JoShiMa

              Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                • joshima Re: PS 24.02.11, 17:24
                  pacynka27 napisała:

                  >
                  > Tego bym nie przeżyła big_grin
                  Jak moja siostra była mała to ja nosiłam. Miałam jedenaście lat i byłam bardzo samodzielna. Teraz się czasem zastanawiam co by było gdybym się z wiadrem wrzątku potknęła na schodach. Ale poza takimi drobiazgami to mieliśmy fajne dzieciństwo.

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                • joshima Re: PS 28.02.11, 11:19
                  leneczkaz napisała:

                  > Aaaaaa. To ja chyba jakaś młodsza jestem O_o
                  Pewnie jesteś młodsza, ale pewnie też mieszkałaś np w bloku gdzie Ci miasto za pół darmo gorącą wodę doprowadzało.

                  Mniejsza o to.

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
            • ancymon123 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 12:57
              U mojej teściowej Frania jeszcze do zeszłego roku prała. Nic nie namaczała ani nie gotowała, ona dobrze dopierała (normalny brud), fakt, że z "wyrzymaniem" gorzej.
              A taka automatyczna pralka sprzed 20 lat nadal pierze u nas na działce, jest super, dobrze dopiera i wogóle się nie psuje smile
              --
              https://www.suwaczki.com/tickers/43kt3e5etw1f2005.png
              • joshima Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 17:26
                ancymon123 napisała:

                > U mojej teściowej Frania jeszcze do zeszłego roku prała.
                U mojej mamy pralka franiopodobna jest do dziś. Pierze się w niej robocze ciuchy taty, które wymagają specjalnego traktowania smile Ale wirowanie już w automacie smile

                > A taka automatyczna pralka sprzed 20 lat nadal pierze u nas na działce, jest su
                > per, dobrze dopiera i wogóle się nie psuje smile
                A ile zużywa wody i prądu... Ho ho smile

                --
                JoShiMa

                Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
        • pierwsze-wolne Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 23:37
          >Bo pranie we Frani to cud, miód, malina.

          A widzisz, są takie powalone kobity, które rękami i nogami broniłay się przed kupnem automatu - voila - ja cztery lata temu, przy okazji wyprowadzki "na swoje". Przemogłam sie tylko dlatego, że znalazłam pralkę z jednym pokrętłem i przyciskiem on/off wink Pierwsze dziecko chowane "komunistycznie" - tetra, własne zupki, bez dodatkowych 'suplementów' w postaci sztucznych witaminek itd. - ma prawie 6 lat i własnie trafił się jej drugi w życiu antybiotyk... Z drugą poszłam troche na łatwiznę, granicę drugiego antybiotyku przekroczyła ok. szóstego m-ca życia ;/ Ale fakt, my mamy wybór.
          --
          Psy maja właścicieli - koty mają personel wink
    • super-mikunia Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 09:14
      ot żyjemy inaczej to nie znaczy lepiej czy gorzej, a nasze dzieci też znajdą w naszych systemach wychowawczych pewne luki.. nie zarzucą nam próchnicy to coś innego..i ja generalnie nie zastanawiam się jak sobie radziła moja mama miała żyła w innej rzeczywistości miała inne problemy..tak samo jak nie rozmyślam nad tym jak sobie radzą dziś matki, które zasuwają właśnie w chińskiej fabryce, czy budzą się właśnie w jakimś szałasie w afrykańskim plemieniu..pod tym względem wykazuję zero empatii bo bym chyba zwariowała nad problemami tego świata..

      --
      Kocha Ciebie Niebo
    • mama-ola Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 09:43
      Za komuny matkom (w każdym razie mojej i moich koleżanek) radziły sobie nieźle, bo odpadało im wiele obowiązków, które mają współczesne mamy. Bo dzieci były samodzielne. Parę przykładów:
      Ja nie chodziłam do przedszkola, tylko zostawałam sama w domu, jak moi rodzice byli w pracy, a starsza o 3 lata siostra w szkole. Siostra miała mało lekcji, więc często była w domu. A że bardzo samodzielna i odpowiedzialna, często zostawałyśmy same w domu i radziłyśmy sobie ze wszystkim, np. z przygotowaniem jedzenia, zjedzeniem i pozmywaniem po sobie.

      Jak zaczęłam zerówkę w wieku 6 lat, to od razu chodziłam sama do szkoły i ze szkoły. Nikt mnie nie odprowadzał, mojej siostry rzecz jasna też nie. Nikt z dorosłych nie pakował mi tornistra i robił drugiego śniadania. Do dziś pamiętam te krzywo ukrojone pajdy chleba i szynki. Mama jak to zobaczyła (bo kiedyś nie zjadłam), to mi zrobiła wykład, jak cienko pokroić szynkę na równe plasterki. Było oczywiste, że będę to robić sama, więc muszę się uczyć robić to coraz lepiej.
      Odczytywać godzinę z zegarka mnie nauczyli, bo wychodziłam ze szkoły, jak rodzice byli w pracy. Telefonu nie mieliśmy, nikt nie mógł zadzwonić, by sprawdzić, czy jestem gotowa do wyjścia i się nie spóźnię. Sąsiadek czy niań nie angażowano, by mi pomagali, bo nie było po co, radziłam sobie.
      Ale to jeszcze nic. Moja koleżanka ma siostrę o 5 lat młodszą, którą odbierała z przedszkola po drodze ze szkoły! Obie dziewczynki miały np. po 3 i 8 lat, potem po 4 i 9 i chodziły same - wyobraźcie to sobie dziś.
      Do moich obowiązków domowych (i siostry) należało m.in. codzienne odkurzanie mieszkania i obieranie ziemniaków na obiad (ziemniaki to chyba były prawie codziennie).

      No to jak się miało takie dzieci, to chyba bycie matką było nietrudne.
      Dzisiaj trzeba odprowadzać, przyprowadzać... itd., różnic jest mnóstwo dot. obciążenia obowiązkami dzisiejszej mamy.
      --
      Mama A. (6 lat) i M. (22 m-ce)
      Trójmiasto dla 30+
      • aretahebanowska Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 10:06
        Tu się zgadzam. Podejście do dzieci było zupełnie inne. Jako 7-latka jeździłam do szkoły autobusem, wcześniej biegałam po zakupy. A jako 8 latka byłam zwierzęciem kolejkowym - w stanie wojennym i po godzinami wystawałam w kolejkach. Moja rodzice zresztą też. Dzień wyglądał tak, że było się w pracy a potem w kolejkę, czasem nawet w nocy, bo były takie momenty, że mięso do sklepu "rzucali" za dwa dni, a kolejka już się ustawiała i tworzył się komitet kolejkowy. Mniej czasu poświęcało się dzieciom, mówię tu o zabawie, bardziej angażowało się dzieciaki w zajęcia domowe. No i dzieci musiały być samoobsługowe bo rodzice po prostu mieli multum innych zajęć. Ja te czasy wspominam z sentymentem, bo to moje dzieciństwo i wczesna młodość, ale nie życzę swoim dzieciom życia w takich warunkach, co tu dużo mówić upokarzających. Gdzie wszystko trzeba było "wykombinować". Gdzie wszystko trzeba było "załatwiać".
        • joshima Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 12:12
          aretahebanowska napisała:

          > Tu się zgadzam. Podejście do dzieci było zupełnie inne. Jako 7-latka jeździłam
          > do szkoły autobusem, wcześniej biegałam po zakupy.
          Kiedy Ty cy ja miałyśmy po 7 lat po ulicach jeździło 50 (a może więcej) razy mniej samochodów. Choćby z tego powodu łatwiej było oczekiwać od dziecka takiej samodzielności.

          > A jako 8 latka byłam zwierzę
          > ciem kolejkowym - w stanie wojennym i po godzinami wystawałam w kolejkach.
          Ja też byłam zwierzęciem kolejkowym i wcale mnie to nie cieszyło. To nic fajnego większość wakacji spędzić pod sklepem.

          > Mniej czas
          > u poświęcało się dzieciom, mówię tu o zabawie, bardziej angażowało się dzieciak
          > i w zajęcia domowe.
          Ale kto Ci zabrania tak postępować? Moja córka ma dopiero dwa lata i pomaga mi jak umie we wszystkim co w domu robię (co nie znaczy, że nie znajduję czasu na wspólną zabawę).

          --
          JoShiMa

          Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
          • memphis90 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 25.02.11, 20:53
            > Kiedy Ty cy ja miałyśmy po 7 lat po ulicach jeździło 50 (a może więcej) razy mn
            > iej samochodów.
            Ale jeździły też czarne wołgi. Te od porywania dzieci... Moja mama do dziś wspomina, jak dziadek zabrał nas bez uprzedzenia z piaskownicy na przejażdżkę, a sąsiadka od razu przyleciała, że dzieci porwali. Oj, dostało się dziadkowi, pewnie pierwszy raz w życiu dostał opr od kobiety...
            --
            "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
            Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
            Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
            • joshima Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 25.02.11, 21:38
              memphis90 napisała:

              > > Kiedy Ty cy ja miałyśmy po 7 lat po ulicach jeździło 50 (a może więcej) r
              > azy mn
              > > iej samochodów.
              > Ale jeździły też czarne wołgi. Te od porywania dzieci...
              Ha ha ha. Kiedy jeździliśmy z rodzicami do dziadków, do których dało sie dojechać tylko taksówką (autobusy tam nie docierały) to zawsze mamie marudziliśmy, że chcemy jechać czarną wołgą. I czasem się udawało.

              --
              JoShiMa

              Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
    • joshima Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 10:10
      zjawa1 napisała:

      > Czy zaswtaniawialyscie sie kiedys jak radzily sobie nasze matki?
      1. Mieszkały z mamami lub teściowymi i korzystały z ich doświadczeń i wiedzy (co nie zawsze było najlepsze)
      2. Były mniej świadomie pewnych niebezpieczeństw (mniejszy dostęp do wiedzy) więc nie wiedziały że mają lub mogą mieć problem.


      > Nie bylo witamin, kosmetykow dla dzeci, ubranek itp.
      > A mimo tego ,,my" zyjemy i paradoksalnie mamy sie lepiej niz nasze dzieci.
      A po czym wnioskujesz, że mamy się lepiej? To że nie ma tylu chorób to może być związane z tym, że jednak przez większość życie jedliśmy mniej skażone pożywienie i żyliśmy w mniej skażonym środowisku. Za to przeżyliśmy min Czarnobyl tylko się nie mówi głośno o tym, że jednak niektórzy z tego powodu chorowali i to ciężko.

      --
      JoShiMa

      Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
      • zjawa1 joshima 24.02.11, 20:50
        1. Mieszkały z mamami lub teściowymi i korzystały z ich doświadczeń i wiedzy (c
        > o nie zawsze było najlepsze)
        > 2. Były mniej świadomie pewnych niebezpieczeństw (mniejszy dostęp do wiedzy) wi
        > ęc nie wiedziały że mają lub mogą mieć problem.

        Moja matka oraz jej srodowisko nie mieszkaly z tesciami! Wszyscy mieli wlsane mieszkaniasmile
        Moja matka nie miala tesciow-nie zyli, a jej matka czyli moja babcia byla juz dosc i zadnych rad nie udzielala.

        Co tyczy sie 2 czesci Twojej wypowiedzi- byc moze Ty znasz takie ,,klimaty", ja nie mialam okazji tego poznac. Moja matka i jej znajomi nie nalezeli do tej grup ludzi napewno.
        Matka jako pierwsza stosowala siatki centylowe-czego wtedy powszechnie nie znano.
        Zajmowala sie jako pierwsza problemem dysleksji, co bylo malo popularne i znane w tamtych czasach.
        Znala negatywne skutki smoka itp.
        Ogolnie do dzisiaj korzystam z jej rad ,,komunistycznych" i bardzo dobrze na tym wychodze.
        Jej sposoby sa znacznie skuteczniejsze niz nowoczesne fanabelie.
        Dodatkowo dodam, ze nie raz juz zalowalam tego, ze mimo wszystko w wielu sprawach nie posluchalam jejsad

        --
        www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
        • joshima Re: joshima 24.02.11, 21:27
          zjawa1 napisała:

          > Moja matka oraz jej srodowisko nie mieszkaly z tesciami! Wszyscy mieli wlsane m
          > ieszkaniasmile
          No wiem, niektórzy mieli trochę lepiej niz inni, mimo iż założenia socjalizmu były zgoła odmienne tongue_out


          > Co tyczy sie 2 czesci Twojej wypowiedzi- byc moze Ty znasz takie ,,klimaty", ja
          > nie mialam okazji tego poznac. Moja matka i jej znajomi nie nalezeli do tej gr
          > up ludzi napewno.
          Och. Wykształcona elita. Tylko o czym to świadczy?

          --
          JoShiMa

          Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
          • zjawa1 Re: joshima 24.02.11, 23:49
            Och. Wykształcona elita. Tylko o czym to świadczy?
            A o czym swiadczy?
            Moja matka zawsze mowila nam i tak nas uczyla:,, Wyksztalcenie nie swiadczy o madrosci czy inteligencji czlowieka"... Mimo tego, ze Ona wlasnie jest wyksztalcona.
            Tak wiec, znam kupe osob bez ,,tzw. wyksztalcenia", ktore sa madrzejsze od wielu wspolczesnych i ,,wyksztalconych".
            Zreszta to wyksztalcenie na dzien dzisiejszy calkowicie zdewaluowalo sie. Teraz kazdy kto ma ,,kase" moze miec mgr przed nazwiskiem, niestety bardzo czesto nie idzie to w parze z wiadommosciami, ktore taka osoba powinna znac. Patrz-prywatne, malo wymagajace uczelnie-duma naszego, obecnego rzadusmile
            --
            www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
                • zjawa1 joshima 25.02.11, 21:06
                  Tak, to ,,elitarne" srodowisko bylo najbardziej zasyfionymm srodowiskiem w calej polsce!
                  Cala polska zyla z tego regionu. Dzien w dzien ,,czarne chmury" unoszace sie nad naszym miastem, co chwile dzieci umieraly z powodu olowicy itp. Zadne woj. nie moze sie poszczycic takim odsetkiem umieralnosci jak w naszym regionie w tamtym okresie.
                  Nie zyjac tam nie macie pojecia czym dla mnie jako np. 10 letniego dziecka byl wyjazd wtedy nad morze! Po 2 tygodniowym pobycie, wracajac do mojego miejsca zamieszkania autentycznie dusilam sie przezz kilka dni! Brakowalo mi tlenu! Inaczej tego nie potrafie wytlumaczyc. Niebo nad naszym miastem bylo nie blekitne, ale brunatno-szare.
                  --
                  www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
                  • joshima Re: joshima 25.02.11, 21:40
                    zjawa1 napisała:

                    > Cala polska zyla z tego regionu.
                    Etos górnika wiecznie żywy...

                    >Dzien w dzien ,,czarne chmury" unoszace sie na
                    > d naszym miastem, co chwile dzieci umieraly z powodu olowicy itp.
                    A podobno za komuny było tak świetnie. Nie to chciałaś napisać w poprzednich swoich wypowiedziach?


                    --
                    JoShiMa

                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
    • agni71 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 10:46
      Wiesz, za komuny to JA po szkole wystawałam w kolejkach np. po mięso czy masło, a mama po pracy mnie zmieniała sad

      > A mimo tego ,,my" zyjemy i paradoksalnie mamy sie lepiej niz nasze dzieci. Tzn.
      > nie ma tak masowych alergii, chorob itp...

      To chyba nie jest regułą, ja np. mam szerego dolegliwości, być może spowodowanych w jakims stopniu "kryzysowym" dzieciństwem.

      Co do alergii - kiedys sie tego tak nie nazywało, po prostu dziecko miało rumieńce i tyle.
    • olcia71 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 12:53
      Niestety zaczęłam to doceniac bardzo późno, tzn mając już własne dziecko.. Jak widzę ile czasu i energii pochłania dziecko to zdaję sobie sprawę jak trudno musialo być bez tych wszystkich udogodnień! Teraz dopiero z moja mamą moge pogadać jak to było. Nie wiem dlaczego, ale mama nigdy mi o tym nie opowiadała, moze po to, zeby mi "nie truć"... moze tak to odbierała. Moja mama miała juz pralkę automatyczną, a posuńmy sie jeszcze o pokolenie dalej... Moja babcia miala 6 dzieci...
      A co do alergii to chociaz wiele jest alergenów naturalnych, to jednak masowe alergie dzisiaj są jednak konsekwencja wszechobecnej chemii, wysterylizowanego życia wolnego od wszelkich bakterii.Zresztą nie tylko alergie, ale i grzybice i inne cuda. na wirusy nic nie poradzimy. A te też coraz bardziej podstępne, też ida z czasem postępem i osiągnięciami wink
      Ale odpowiadając na twoje pytanie- tak, doceniam jej trud i doceniam wszelkie udogodnienia dnia dzisiejszego, z tym, że z drugiej strony te udogodnienia to zagłada naszej planety, włącza mi się czerwona lampka alarmowa.... To raczej nie prowadzi donikąd i z tym trzeba coś zrobić. Zeby bylo tak samo wygodnie a bardziej ekologicznie? Pieluchy jednorazowe, biodegradowalne, ale w krótkim czasie.... nie jestem na bierząco,moze cos takiego juz jest?
      • olcia71 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 13:00
        Ktoś wspomniał o pewnym zarobku i mieszkaniu, tanim wypoczynku.... Pomijając jakość powyższych i ogólnie jakość życia, to owszem, byly to zalety, ktorych sama doświadczyłam (tzn zatrudnienia rodziców, nie swojego wink), niczego mi nie brakowało, na wakacje jak byłam starsza zawsze jeżdziłam na kolonie a potem jeszcze na wczasy z rodzicami, koniecznie nad morze.... Mimo tego daleka bym była od stwierdzenia, ze to były genialne czasy... Postaram się swojemu dziecku zapewnić równie atrakcyjne rzeczy. Teraz za plagę natomiast uważam dostęp do dóbr materialnych i zasyp wszelkimi multimedialnymi wynalazkami... niby nie musisz z tego korzystać....I niektórym się to udaje. Ale chyba ciężko jak dziecko idzie do przedszkola a już tam na topie różne rzeczy..
    • minnetaki Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 13:16
      Tak, ja też to doceniam. Miały babki przechlapane - a nasze babcie to już w ogóle... Ja mam sytuację dość luksusową: w domu jest pralka, zmywarka, przychodzi niania, pani do sprzątania raz w tygodniu, mieszkam na trzecim piętrze bez windy, więc większe zakupy raz na tydzień robię przez internet i wnosi je na górę kurier ze sklepu, jak mam dodatkowe "niecodzienne" zakupy, to też najczęściej Allegro idzie w ruch (bo czasu brak na chodzenie po sklepach)... a i tak mi się zdarza narzekać: że mam za małe mieszkanie (42 m na 4-os. rodzinę), że nie mam windy, że nie mam czasu... Muszę sobie dopiero przypominać, że w tym samym mieszkaniu teściowie z moim mężem jako dzieckiem mieszkali u swoich rodziców tylko w jednym z dwóch obecnie użytkowanych przez nas pokoi... że na to samo trzecie piętro bez windy moja teściowa targała oprócz dziecka jeszcze wózek i torby cudem upolowanych zakupów, których nie zamawiała przez internet... że moja babcia z kolei po mleko w proszku dla mnie jeździła 100 km do Warszawy...

      A z drugiej strony większość pokolenia naszych rodziców pracę kończyła o 15, góra o 16... a my z mężem najczęściej pracujemy długo w noc, kiedy dzieci już zasną... więc w sumie to każda epoka ma swoje wady i zalety smile
    • mamaamila Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 13:19
      Dla mnie moja mama jest bohaterką miała troje dzieci w ciężkich czasach i umiała doskonale sobie radzić.Praca, zakupy, praca w domu i jeszcze czas dla dzieci.Wiele razy o tym rozmawiałyśmy gdyż wszystkie moje siostry i ja mamy dzieci.Mama jedno nam powtarzał że chciałby urodzic sie w naszych czasach nigdy nie potępiała nas i się niewymądrzała, że my to mamy pampersy, gotowe zupki, husteczki mokre a ona tak miała żle.Powiedział że ona też by z tego korzystała jak by miała możliwość bo dzięki temu miałaby więcej czasu dla nas i siebie.
      • paliwodaj Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 13:47
        radzily sobie , radzily smile
        Wie ze nie bylo na latwo w tatych czasach, ale to jakies bylo noralne, zylam zyciem dziecka i nie przejowalam sie niczym
        Moja ciotka pracowala w GS i zawsze jakies buty ,czy ciuchy kombinowala. Takie same buty miala zawsze moja kolezanka z klasy, ktorej matka tez pracowala w GS i jeden chlopak ktorego matka pracowala w sklepie przy GS. Raz wszyscy troje nosilismy te same spodnie ...takie ceglaste, ble... Pewnego razu ciotka wykobinowala kozaki, okropne byly, granatowe, dlugie, za duze, ale musialam nosic z wielkim placzem codziennie.
        Teraz mi zostal chyba kompleks, buty kupuje na mase, zdazylo sie za za jednym podejsciem kupilam 20 par dla siebie , zwykle po kilka par, cholera pamietam te okropne kozaki jak dzis sad
        Pralki franie pamietam doskonale, koszmar to byl, pranie, wieszanie ziama na strychu, zeby to tygodniami zamarzniete wisialo, no i to wykrecanie wlakiem, to akurat dla mnie byla frajda, j bylam ta krecaca
    • ancymon123 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 14:42
      Nam za komuny było bosko. Tata był ajentem (nie można było być właścicielem, ale w sumie ajent miał lepiej nawet, bo i pensja i inne korzyści) najpierw kwiaciarni przy Teatrze Wielkim, a potem sklepu owocowo-warzywnego.
      Mieliśmy jak na tamte czasy wszystko, a mama nie pracowała. No i rodzinka w Stanach. Przysyłali paczki z takimi cudami, że ojoj. Najlepiej wspominam popcorn waniliowy, czekoladowy i karmelowy, oraz galaretki, które SIĘ ROZPUSZCZAŁY I SMAKOWAŁY OWOCAMI. No i lalkę z siusiakiem smile
      Jedyne czego nie lubiłam i wspominam z niesmakiem to tran i kubańskie pomarańcze, ćwe.
      Rodzice wprawdzie mieszkali ze mnaąjakis czas z moimi dziadkami w jednym pokoju z kuchnią, ale jak urodziła sie siostra odebrali klucze do własnego M-4.
      Nie mam prawa narzekać. A i mama źle nie miała, choc jak dla mnie takie siedzenie w domu to porażka, a np. kluby fitness pojawiły sie poźniej (korzystała, nie zapuściła się smile).
      --
      https://www.suwaczki.com/tickers/43kt3e5etw1f2005.png
    • zonkil17 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 17:29
      Ja zawsze podziwiam mamę mojego męża, która często mi opowiada, że suszyła pieluchy na około stołu a pod nim była farelka susząca te pieluchy. Albo jak musiała na świczce robić kaszkę bo nie było prądu a do tego jeszcze ogród do robienia, słoiki tonami itp niezłe czasy
      • zjawa1 Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 24.02.11, 19:41
        Pamietam jak z matka i wtedy jeszcze jednym bratem( drugi byl w drodzesmile stalismy w kolejce. Ojciec pracowal, matka z wiadomych przyczyn nie.
        Pamietam jak raz byl ,,rzut" (to byl rocznik chyba ok 84 ) soczkow z Bobo frutasmile
        Pamietam rowniez jaka byla walka o te dobrobytysmile
        ...Mimo wszystko mama( ostatnio rozmawialysmy na ten temat) milo wspomina tamte czasy!
        Mowi, ze wtedy nie bylo czekos takiego jak teraz, a co za tym idzie- twierdzi, ze wtedy bylo paradoksalnie latwiej. Tzn. Kazdy mial prace, mieszkanie, miejsce w przedszkolu. Nie bylo napadow w jasny, ze nie bala sie isc po zmieszchu ulica tak, jak teraz. Ze ludzie mieli wieksze poczucie humoru,powstawaly ambitne filmy, muzyka itp. Ogolnie, mniej zawisci i chammstwa jakie teraz widzi sie na co dzien.
        ....Co, do paczek z USA, tez mielismy tam rodzine i tez co pol roku przesylali nam paczki, ale co z tego jesli te paczki byly ,,przegrzebane" i oprozniane na poczcie!
        W konsekwencji docieralo do nas 1/3 tego co wyslala nam rodzina!
        To wylaczanie pradu czy gazu bylo bardzo problematyczne. Mama czesto myla nas, niemowlakow przy swiecach. Jesli nie bylo gazu, a byl prad to wlaczala wtedy pralke z sama woda i w ten sposob miala ciepla wodesmile



        --
        www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
        • zjawa1 A pamietacie ,, nasze" zabawki i programy:)? 24.02.11, 19:50
          Ja pamietam takie tekturowe lalki-wycinanki i ich papierkowe ubrankasmile Uwielbialam jesmile
          A te programy, choc to poznieszy okres komunysmile ...az lezka kreci sie w oku jak sobie je przypominam:
          www.youtube.com/watch?v=KDEl2ErUAM0&feature=related
          www.youtube.com/watch?v=j7F36bS8uOk&feature=related
          I odcinek ,,Sondy" programu edukacyjnego. Pamietam ten odcinek jak dzissmile Mowiono wtedy o plycie CDsmile Pomyslalam wtedy-jak to mozliwe, ze cos takiego moze istniecsmile... Tam jest podany rok 83 ale wydaje mi sie, ze ten odcinek byl emitowany w poznieszych latach, albo ja widzialam jego powtorke, w kazdym razie czasy komunysmile
          www.youtube.com/watch?v=1IBDrpelOfI&feature=related
          Ech.... to byly dziwne czasysmile
          --
          www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
        • joshima Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 24.02.11, 21:31
          zjawa1 napisała:

          > to byl rocznik chyba ok 84
          Dziewczyno... To co Ty właściwie wiesz o PRLu?

          > Mowi, ze wtedy nie bylo czekos takiego jak teraz, a co za tym idzie- twierdzi,
          > ze wtedy bylo paradoksalnie latwiej. Tzn. Kazdy mial prace, mieszkanie, miejsce
          > w przedszkolu.
          Za to teraz ma głodową emeryturę. Fajnie.

          >Nie bylo napadow w jasny
          Zaręczam Cię, że były, była tylko blokada informacji. O takich rzeczach się poprostu nie mówiło.

          --
          JoShiMa

          Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
          • tijgertje Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 24.02.11, 21:53
            joshima napisała:
            Zaręczam Cię, że były, była tylko blokada informacji. O takich rzeczach się pop
            > rostu nie mówiło

            Dokaldnie. Kto pamieta stan wojenny? Moja mama miala zloty zegarek, nawet nie wiem skad, ale pilnowala go strasznie. Dostawalam ten zegarek jak szlismy na sanki, bo ze szkoly wracalam pozno, a musielismy byc w domu przed godzina policyjna. W latach 70-tych wcale nie bylo mniej zbrodni niz teraz. Nigdy sie na drzwi do mieszkania ciotki z Krakowa napatrzec nie moglam. Wlamania w bialy dzien byly na porzadku dziennym, w moim bloku w sasiedniej klatce zamordowali faceta w piwnicy, zdarzaly sie historie o pedofilach, na jednego zboczenca sama z kolezanka trafilam wracajac ze szkoly jak mialysmy po 8 czy 9 lat, ale te historie w zasadzie nie wychodzily poza osiedle. W stanie wojennym w ogole nic nie bylo wiadomo. Byla blokada wojewodztw, trzeba bylo miec przepustki i mimo, ze babcia, ktora sie mna przez kilka pierwszych lat zycia zajmowala, nawet rok u niej mieszkalam, mieszkala zaledwie ciut ponad 20 km od nas, dlugo w ogole nie wiedzielismy czy chocby zyje. Listy od rodziny na drugim koncu kraju przychodzily ocenzurowane, jedynie po stemplach pocztowych czy charakterze pisma w adresie mozna sie bylo domyslic od kogo byly.

            --
            autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
          • zjawa1 Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 24.02.11, 23:54
            joshima napisała:

            > zjawa1 napisała:
            >
            > > to byl rocznik chyba ok 84
            > Dziewczyno... To co Ty właściwie wiesz o PRLu?
            A jak ma sie to, co napisalas do tego co ja wiem o PRL?
            To nie jest moj roczniik urodzeniasmile

            Blokady wiadomosci???? O czym Ty mowisz? Ja mowie o osobistych doswiadczeniach mojej matki, ktora codziennie wychodzac na ulice zdolala zaobserwowac to, jak bylo!
            Dlatego nie potrzebne jej byly informacje, ona w tamtych czasach mogla spokojnie ,,przesiadywac' na lawce w parku, bez obawy, ze jakis pijany menel dla zabawy rozwali jej przykladowo, pusta butelka glowesmile
            --
            www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
            • joshima Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 25.02.11, 16:49
              zjawa1 napisała:

              > joshima napisała:
              >
              > > zjawa1 napisała:
              > >
              > > > to byl rocznik chyba ok 84
              > > Dziewczyno... To co Ty właściwie wiesz o PRLu?
              > A jak ma sie to, co napisalas do tego co ja wiem o PRL?
              To ze PRL to nie tylko lata osiemdziesiąte.

              > To nie jest moj roczniik urodzeniasmile
              Umiem czytać.


              > Blokady wiadomosci???? O czym Ty mowisz?
              O tym, że, co powinnaś wiedzieć, w Polsce istniało coś takiego jak cenzura i nie wolno było np we wiadomościach informowac o różnych rzeczach, między innymi o tego typu przestępcach. W TV czy w radio mówiło sie o czymś dopiero jak była taka afera, że nie dało się tego wyciszyć (np Wampir se Śląska)

              > Ja mowie o osobistych doswiadczeniach
              > mojej matki, ktora codziennie wychodzac na ulice zdolala zaobserwowac to, jak b
              > ylo!
              To, że nikt jej nie napadł i nie zgwałcił nie oznacza, że wtedy takich zdarzeń było mniej niż teraz. Po prostu o tym nie wiedziała, więc była spokojniejsza.


              --
              JoShiMa

              Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
              • aretahebanowska Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 25.02.11, 18:18
                > O tym, że, co powinnaś wiedzieć, w Polsce istniało coś takiego jak cenzura i ni
                > e wolno było np we wiadomościach informowac o różnych rzeczach, między innymi o
                > tego typu przestępcach. W TV czy w radio mówiło sie o czymś dopiero jak była t
                > aka afera, że nie dało się tego wyciszyć (np Wampir se Śląska)
                Nie mówiło się zresztą nie tylko o przestępstwach. Długo np. zamiatany pod dywan był problem narkomanii. Zakazywano mówić o różnego rodzaju wypadkach. Teraz co jakiś czas, chyba w "Newsweeku", pojawiają się ciekawe artykuły na temat różnych tragicznych wydarzeń z czasów PRL jak pożar w kinie, w latach 50, gdzie zginęło prawie 60 osób (w tym wiele dzieci), zderzeniu samolotu wojskowego z tramwajem, bodajże w Poznaniu, wypadku na defiladzie kiedy to czołg wjechał w grupę dzieci, i innych.
                • joshima Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 25.02.11, 20:02
                  aretahebanowska napisała:

                  > Nie mówiło się zresztą nie tylko o przestępstwach.
                  No oczywiście, ale koleżanka poruszyła kwestię ogólnego bezpieczeństwa, bardzo jek się okazuje złudnego.


                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                  • agni71 Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 25.02.11, 20:51
                    Dokładnie, a jak juz poruszamy temat osobistych doświadczeń, to bezpośredniej napaści na swoja osobę doświadczyłam własnie za komuny, a póżniej juz nie. Więc mogłabym twierdzić, ze wtedy była 100% większa przestępczośc niz teraz wink
                    • joshima Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 25.02.11, 21:43
                      agni71 napisała:

                      > Dokładnie, a jak juz poruszamy temat osobistych doświadczeń, to bezpośredniej n
                      > apaści na swoja osobę doświadczyłam własnie za komuny, a póżniej juz nie. Więc
                      > mogłabym twierdzić, ze wtedy była 100% większa przestępczośc niz teraz wink
                      O pedofilach tez się nie mówiło. Tymczasem ja jako dziecko znałam osobiście jednego. Dzieciaki się na szczęście nawzajem ostrzegały, że lepiej do niego nie podchodzić. A ile nie wiedziało? Trudno powiedzieć. No ale takie zjawisko też oficjalnie nie istniało.

                      --
                      JoShiMa

                      Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                  • zjawa1 Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 25.02.11, 21:18
                    Jakie zludzenie?
                    Co z tego, ze nie mowiono o tym w mediach?
                    Ja mowie o osobistych doswiedczeniach, a nie medialnych!
                    Ja tez czulam sie bezpieczniej jakies jeszcze 15 lat temu niz teraz!
                    Co wy staracie sie wmowic, ze wtedy bylo mniej bezpieczniej niz teraz?
                    To jest jakas farsa, jak dla mnie.
                    Popatrzcie chociaz na to, co dzieje sie w szkolach???
                    Porozmawiajcie z naucycielami jesli same nimi nie jestescie!
                    Zapytajcie czy widza roznce!
                    --
                    www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
              • zjawa1 Re: A co ja pamietam i jak u mnie bylo... 25.02.11, 21:13
                Powiem Ci tak, cenzura byla, to fakt nie zaprzeczalny....
                Ale Ty jak sadze zylas w innym rejonie Polski niz ja i moi rodzice!
                My doswiadczylismy ponoc ,,dobrodziejstwa" -Gierek o nas dbalsmile
                Tak, jak Warszawa ponoc mielismy wszystko....
                To, tez fakt: petardy, wujka, pralki Frania Swiatowid i jeszcze cos, czego zadne woj, nie miala, tak jak pisalam kilka watkow dalej-najbbardziej zasyfionego powietrza w Polsce!
                Nigdzie tak nie bylo. Myslisz, ze te ,,kolonie" paro tygodniowe wyleczaly dzieciaki z olowicy, raka pluc?
                --
                www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
    • guderianka Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 20:50
      Kompletnie tego nie doceniam tak samo jak pokolenie naszych matek nie docenialo trudu swoich rodziców. Bylo jak bylo, każde czasy sa inne. Nasze matki mialy płatne wychowawcze, żłobki i przedszkola, mniejszą dziure ozonową, zamiast alergii wysypki itpwink
      --
      Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

      George Bernard Shaw
    • magnes1978 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 24.02.11, 21:23
      A moja Mama ostatnio ze łzami w oczach opowiadała jak ja z siostrą płakałyśmy w sklepie bo pani miała 1 lizaka. a w sklepie było całe mnóstwo jedynie papierków.
      Mam miała pieniądze i co z tego.
      Do tego ja byłam niejadkiem lubiłam i jadłam jedynie szynkę wiec rodzice sobie od ust odejmowali abym nie wyglądała jak dziecko z Oświęcimia.
      Sama nie wiem jak sobie dali z nami radę....

      Ja mam jedno dziecko, nianię, pralkę, suszarkę, zmywarkę a i tak wieczorami padam i nie wiem czy kiedykolwiek zdecydujemy się z mężem na drugie dziecko.
      • memphis90 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 25.02.11, 21:01
        > Do tego ja byłam niejadkiem lubiłam i jadłam jedynie szynkę
        To ja byłam stworzona do życia w kryzysie smile - ulubione jedzenie to chleb z kiszonym ogórkiem. Albo pomidorem. Albo ewentualnie ze smalcem. A na obiad manna na słodko. Niczego innego nie było mi trzeba...
        --
        "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
        Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
        Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • memphis90 Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 25.02.11, 20:40
      Hmm, moja mama miała:
      -darmową opiekunkę dla dzieci (babcie na wcześniejszych emeryturach)
      -żłobek bez żadnego problemu z zapisami (gdzie były "miejscowe" pieluszki i ubranka, więc prała tylko te domowe na noc)
      -przedszkole tym bardziej bez problemu
      -mieszkanie asystenckie za 1/4 pensji, a nie wynajęte za 100% pensji jak ja
      -nikt im nie truł d..., że dokarmiają za wcześnie, gluten dają za wcześnie, że parówki są trujące, i w tych czasach cukier krzepił, a nie zabijał dzieci. Mleko piło się od krowy i modyfikowane nie było potrzebne.
      -nikt nie miał niczego, a ten kto zdobył używane ciuszki, wózki czy zabawki był zaradny, a nie biedny. Nikomu do głowy by nie przyszło, żeby dzieciakowi kupować sweterek za 130zł i nikt nie czuł się gorszy z braku takowego.
      --
      "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
      Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
      Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • schere Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 25.02.11, 21:16
      Moja mama na luzie wróciła do pracy po rocznym wychowawczym i korzystała z pomocy babci. Następnie poszłam do przedszkola (nawet jeśli było ono płatne to były to grosze).
      Myli mnie mydłem i szamponem, z witamin pamiętam wibowit i wisovit, jakoś karmili bo przeżyłam, a nawet i ubierali...
      Później co roku było dofinansowanie do kolonii dla dziecka
      Moja teściowa miała do dyspozycji: żłobek przyzakładowy (w czasie dyżuru zaglądała do dziecka - marzenie), przedszkole. Wczasy dofinansowane przez zakład pracy.
      Obydwie bez problemów brały zwolnienie "na chore dziecko", kolejki obstawiała koleżanka koleżance (chyba nie wierzysz w te bajki o "tylko ocet")
      Babcia robiła mam cudne karmelki. Szczepionki były, lekarstwa były, szpitale były.
      KOleżanka mamy wróciła do pracy po wychowawczym na 3 dzieci i nikt nie myślał jej wyrzycać
      Owszem były tetrowe pieluchy - obecnie jest to ekologiczne dbanie o świat. I chyba sporo dziewczyn zdecydowałoby się na tetrę w zamian za pewność co do pracy po wychowawczym?
    • aihnoa Re: Jak radzily sobie nasze matki za komuny?? 28.02.11, 11:53
      Było więcej rodzin wielopokoleniowych i większa dzietność. Mniejszymi dziećmi zajmowały się babcie/teściowe/ starsze rodzeństwo.
      W kolejkach stały całe rodziny, nie tylko matkiwink
      Alergie były, tylko pod nazwą "wysypka", "katar", "nawracające zap. oskrzeli".
        • zjawa1 Wielodzetnosc 28.02.11, 22:21
          Pierwsza podstawowa sprawa ostatni wyz demograficzny w okresie komuny odnotowano w roku 1981!
          I przykladowo rok 1984 byl juz zaliczny do nizu.
          Wiec nie wiem gdzie ta wielka wielodzietnosc?
          Tylko ne piszcie, ze masowo rozmnazali sie bo prezerwatywy byly unikatemsmile
          To jak argumen, ze teraz jest tyle maloletnich rodzicow, bo rzekomo ,,niedouczeni w antykoncepcji". Niedouczeni raczej w wychowaniu etycznym, rozwiazlosc i seks bijacy nawet z reklamy przypraw... takie treaz mamy czasy
          --
          www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
          • joshima Re: Wielodzetnosc 28.02.11, 23:56
            wielopokoleniowe != wielodzietne

            a i faktem jest, że statystycznie mniej niż teraz było rodzin 2+1

            --
            JoShiMa

            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
              • joshima Re: Wielodzetnosc 01.03.11, 00:52
                zjawa1 napisała:

                > Wielopokoleniowe=wielodzietnosc???
                > Wytlumacz bo to dosc nowatorski wnioseksmile

                Bo trzeba umieć czytać zapis logiczny znak zastosowany przeze mnie czyli != to przeciwieństwo znaku =

                Mówi CI to coś?




                --
                JoShiMa

                Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                • zjawa1 Re:joshima 01.03.11, 21:46
                  Bo trzeba umieć czytać zapis logiczny znak zastosowany przeze mnie czyli != to
                  > przeciwieństwo znaku =
                  >
                  > Mówi CI to coś?

                  Ja rozumiem, ze chcialas zablysnac ,,ogromem" wiedzy jaka posiadasz, ale niestety wyszlo Ci to dosc nieudolniesad
                  ...,,> Bo trzeba umieć czytać zapis logiczny " Ty wiesz co mozna w ogole nazwac ,,zapisem logicznym". Wiesz czym jest Logika?
                  Jestem pewna, ze absolutnie nie masz zielonego pojecia o tej dziedziniesmile!!!

                  W ramach wstepu-tak, zebys mogla poznac podstawy- dzial logiki pomylil Ci sie jezykiem programowaniasmile
                  Bowiem w Logice nie wystepuje znak ,,!=". smile)))))))

                  I dalej, zeby moc przeczytac ,,zapis logiczny" trzeba go miec najpierw przed oczamismile
                  Ty natomiast, stwarzajac pozory ,,intelektualisty", uzywajac znaku, ktory i tak ne podwaza mojego wczesniej zadanego pytania, a wiec wielopokoleniowosc=wielodzietnosc czy wielopokoleniowosc !=wielodzietnosc-nowatorska teoria, osmieszasza Ciebie niestety na calej lini....

                  Jesli tak bardzo chcesz tworzyc zapisy logiczne i wyrazac swoje tezy za pomoca logiki, chetnie Ci pomogesmile

                  Moze skupmy sie na poczatek na najprostrzym z dzialowsmile Rachunku Predykatow
                  W tym celu bedziemy uzywac prtedykatow jednoarguentowych oraz kwatntyfikatorowsmile

                  Przykladowo zapiszemy takie zdanie zapisem logicznym, gdzie:

                  P(x)- rodziny wielopokoleniowe
                  Q(x)-rodziny wielodzietne

                  Przykladowe zdanie 1.
                  Istnieja roodziny wielopokoleniowe, ktore sa rodzinami wielodzietnymi
                  ( zapis logiczny za pomoca rachunku predykatow)
                  Ǝx ( P(x) ‸ Q(x) )
                  Dodam, ze zdanie jest prawdziwie logiczne bowiem faktycznie istnieja rodziny wielopokoleniowe, ktore sa jednoczesnie rodzinami wielodzietnymismile

                  Przyklad nr2
                  Nie istnieja rodziny wielodzietne i rodziny wielopokoleniowei
                  ~Ǝ ( Q(x) ‸ P(x) )
                  Dodam, ze tym razem zdanie jest falszywe bowiem istnieja rodziny wielodzietne i wielopokoleniowe.

                  ...Moja droga, wlasnie tak wygladaja zapisy logicznesmile

                  Teraz moze na stosunkach miedzy zbiorami wytlumacze ci, ze ,,rowna sie" ma podobny charakter co ,,rozne"smile, a wiec urzycie tych 2 nakow jest bledne w obu przypadkach jesli chodzi o omawiany przez nas tematsmile

                  Przy zalozeniu, ze zbior :
                  A - rodziny wielopokoleniowe
                  B- rodziny wielodzietne
                  Juz wczesniej uzgonilismy, ze zboir A nie jest rowny zbiorowi B, a wiec A=B jest nieprawdziwe gdyz oba zbiory nie sa takie same, nie maja takich samych elementow.
                  Tj. istenieja rodziny wiellopokoleniowe, ktore wcale nie musza byc rownoczesnie rodzinami wielodzietnymi, bo moga miec np. po jednym dziecku...

                  Traz ten twoj nieszczesny znak ,, roznosci" , a wiec ,,!=". Nie wystepuje on w logice tylko, w jezyku programowym jak juz wczesniej wspomnialam. Mimo tego analogiczny mozna odnalesz np. w teorii zbiorow i bedzie to zbior rozlaczny!
                  I dalej, zbor jest rozlaczny wtedy, gdy A i B nie maja rzadnych cech wspolnych, nic ich nie laczy ze soba, sa absoolutnie ,, nie polaczone" ani jedna zaleznoscia.
                  W naszym przypadku zboir A i B, nie sa rozlaczne, rozne!!!!!!
                  Bowiem maja jakies cehcy wspolne ich laczacesmile
                  Chocby sam fakt rozrodczosci i posiadania dziekasmile
                  Nie istnialby zbior A i zbior B gdyby nie rozmnazanie siesmile I to jest ich czescia wspolna.
                  A jesli wystepoje czesc wspolna pomiedzy zbiorami to sa, jak w naszym przypadku : tzw Łaczne lub krzyzujace sie inaczej posiadajace iloczyn zniorusmile




                  --
                  www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
                  • joshima OT - logika 01.03.11, 23:24
                    zjawa1 napisała:

                    > Ja rozumiem, ze chcialas zablysnac ,,ogromem" wiedzy jaka posiadasz, ale nieste
                    > ty wyszlo Ci to dosc nieudolniesad
                    Nie pogrążaj się i nie przepisuj podręcznika od analizy matematycznej. Żeby zaraz się nie okazało, że za bardzo nie rozumiesz o czym piszesz.

                    --
                    JoShiMa

                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                    • zjawa1 joshima 02.03.11, 09:36
                      Musze przytznac, ze spodziewalam sie tak prymitywnej odpowiedzi z Twojej stronysmile
                      Zabawna jestessmile
                      ... Kobieto, to nie byla analiza matematycznasmile

                      Nawet tego nie rozumialas?
                      Super, ze istnieja takie ,,podreczniki do analizy matematycznej", w ktorych dokladnie opisany byl przyadek w tym watkusmile))
                      Z drugiej jednak strony nic wielkiego jak dla mnie nie napisalam, bowiem zajmuje sie tym na codziensmile
                      Jak znajde chwile czasu wieczorem to moge Ci jeszcze dodatkowo sprawdzic czy zdania w KRZ sa tautologiamismile

                      Gdybys zakumala o czym pisze, to zauwazylabys maly blad we wczesniejszym moiom posciesmile
                      Na 100% wytknelabys to, nie zauwazylas wiec uznaje, ze nie masz zielonego pojecia o tej dziedziniesmile
                      A wiec w 2 zdaniu zaisanym za pomoca predykatow zapomnialam wpisac ,,x" do kwantyfikatora ,,istnieje"....
                      --
                      www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
                      • joshima Re: joshima 02.03.11, 22:43
                        zjawa1 napisała:

                        > Z drugiej jednak strony nic wielkiego jak dla mnie nie napisalam, bowiem zajmuj
                        > e sie tym na codziensmile
                        Dziecko. Na stojąco pod stół wchodziłaś jak ja sobie takie rzeczy poczytywałam do poduszki.
                        EOT


                        --
                        JoShiMa

                        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                        • zjawa1 Re: joshima 02.03.11, 23:08
                          Wiesz ,,poczytywanie" ( cokolwiek to znaczysmile?) Niestety czesto nie ,,idzie w parze" ze zrozumieniem-jak widac na twom przykladziesmile
                          A niestety iteligencja( odnosnie twojej osobysmile) jest wrodzona, a nie nabyta z wiekiemsmile
                          Inna sprawa, jestem bardzo ciekawa co takiego sobie ,,poczytywalas"?
                          Analizy matematyczne??? A co Ty o nich wiesz skoro mylisz je z dziedzina logiki?
                          Co wiesz np o Leibnizie?
                          Cos mi sie wydaje, ze jesli ,,poczytywalas to w najistotniejszych moentach musialas ewidentinie przysnacsmile Bo juz nie chce podejrzewac Cie o ,,glebsze" przyczyny Twoich brakow wiedzy w powyzszych dziedzinachsmile

                          --
                          www.gazeta.pl www.youtube.com/watch?v=uhV4me_k8Y8
                    • urana Re: OT - logika 02.03.11, 20:37
                      Ale przecież to nie jest przepisywanie podręcznika. Skąd taki pomysł? To prosty, logiczny zapis i aby go zrozumieć trzeba odrobiny logiki właśnie a nie podręcznika smile

                      --
                      https://fc09.deviantart.net/fs32/f/2008/203/c/e/cat_by_kalner.gif