jedzenie na placach zabaw

    • mgd3 Re: jedzenie na placach zabaw 18.04.11, 09:10
      Całkowicie się zgadzam! Powinien być całkowity zakaz jedzenia poza domem! Żeby się dziecko nie czuło zazdrosne. Jak już musisz nakarmić dziecko to powinien być nakaz zamykania się z nim w kabinie w toalecie! Żeby inne dziecko nie zobaczyło, że je coś, czego ono nie może i nie było zazdrosne. No i powinien być absolutny zakaz zabierania zabawek do piasku - bo jeszcze by dziecko zobaczyło ładniejszą zabawkę i też taką chciało. W ogóle lepiej zakaz wynoszenia zabawek na podwórko - bo na ulicy też może jakąś zobaczyć. I broń boże rowerki/jeździki/hulajnogi - bo jak zobaczy ładniejsza to co? Będzie mu przykro że nie ma. Na rowerku powinno się jeździć tylko w domu.
      I jeszcze samochody na całym świecie powinny być identyczne! Żeby dziecko przynajmniej nie poczuło się zazdrosne, że samochód sąsiada jest ładniejszy niż rodziców! I domy - koniecznie domy też! Jeszcze mu się jakiś dom mu bardziej spodoba! I ubranka - kto to widział, żeby ubierać dzieci w jakieś ubranka, które się mogą "bardziej podobać".... itd....
    • karro80 Re: jedzenie na placach zabaw 18.04.11, 14:26
      to, ze inne chce to nie poradzisz - zawsze tak będzie i jak dzieciak głodny to trza coś dać - nie każdemu chce się do domu zasuwać tylko dlatego, zeby dziecku podać przekąskę i coś do picia, co z tego, że pójdziesz zdzieckiem na bok?(moja i tak posżłaby za wami i żebraławink).
      Natomiast masz rację z jednym - żarcie przy zabawie dobre nie jest - i to nie chodzi o bakterie puste kalorie czy tabun chętnych dzieci. Po prostu zadławić się wtedy wybitnie łatwo, bo dzieciaki podekscytowane są, biegają, nagle chcą coś powiedzieć itp.
      Nieraz ze zdumieniem patrzę jak mama dokarmia dziecię w figloraju przed tym jak leci ono na zjeżdżalnię czy insze "wygibańce" - autentycznie mi się coś takiego nie podoba.
    • mikams75 Re: jedzenie na placach zabaw 18.04.11, 20:29
      bo w pl wszyscy sa tacy goscinni i lubia innych czestowac, zreszta nie tylko na placach zabaw,w biurach jest podobnie. Baby zagladaja innym, trzeba sie dzielic i jest sie czestowanym roznymi badziewiami domowej lub niedomowej produkcji.
      W piaskownicy sa podobne zasady.
      Poza pl ludzie nie sa tacy chojni i trzeba byc mocno zaprzyjaznionym, zeby dziecko zostalo poczestowane. Kazdy zjada swoje, w biurze tez.
      W piaskownicy dzieci nie sa dokarmiane, sa lawki, siada sie na lawce i zjada co sie przynioslo. Dzieci sa od malego nauczone, ze je sie swoje i nie sepia. Owszem, zdarza sie, ze corka zobaczy jak inne dziecko cos je i nagle glodnieje. Wyciagam z torby awaryjnego wafla ryzowego i moze usiasc na lawce i zjesc. Wilgotne chusteczki do wytarcia rak tez ma zawsze przysobie.
      No i jeszcze nigdy nie widzialam czekolady, papek, lepkich cukierkow itp. jedzonych w piaskownicy. Jesli juz to sa to suchary, wafl ryzowe, pokrojone owoce.
      Dodam tylko, ze w biurach tez kazdy jest chytry i je swoje i nawet nie trzeba sie innych pytac czy chca.Mozna cos przyniesc dla wszystkich i polozyc na stole wspolnym, ale nie ma wciskania, czestowania, dzielenia jednej mandarynki na 4 itd.
    • ila79 Re: jedzenie na placach zabaw 19.04.11, 21:47
      Proponuję zamknąć dzieciątko w inkubatorze i koniecznie zasłonić oczy, bo nie daj panie zobaczy coś niewłaściwego np. lizaka. Moje dziecko na placu zabaw je ZAWSZE. A to z tego powodu, że traci tam dużo kalorii i np. po 2 godzinach jest głodny jak wilk. Zdarzyło mi sie nawet brac obiad, bo skoro nie miał apetytu, żeby zjeść przed wyjściem, to dlaczego np. mam tracić ładną pogode i czekać aż mu sie zachce, albo zapychać czymś potem, żeby nie był głodny. Oczywiście nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy biegam za nim po placu z jakims jogurtem, czy kanapką, zgłodnieje to ma usiąść na tyłku na ławce i zjeść. Na szczęście mój mały na widok lizaka dostaje drgawek, ale to może dlatego, że ja mu tłumacze co jest dobre do jedzenia, a co nie, a nie wpadam w histerie i próbuję terroryzować innych.
    • memphis90 Re: jedzenie na placach zabaw 19.04.11, 22:48
      Do tego proponuję jeszcze zabronić:
      -puszczania dzieciaków na bosaka, bo mojemu nie wolno, a się dopomina
      -pozwalania na zjeżdżanie głową w dół ze zjeżdżalni, bo mojemu nie wolno, a się dopomina
      -huśtania się wysoko na huśtawce, bo mojemu nie wolno, a się dopomina
      -jeżdżenia na rowerkach, hulajnogach i innym sprzęcie, którego moje dziecko nie posiada, bo się dopomina
      -przynoszenia foremek, łopatek i wiaderek bardziej kolorowych niż te, które ma moje dziecko, bo się potem dopomina
      - posiadania butów czy czegokolwiek innego z Hello Kitty czy Peppą- powód jak wyżej.
    • mojmikuniu Re: jedzenie na placach zabaw 19.04.11, 22:55
      Na miejscu autorki tematu nie poszłabym już nigdy z dzieckiem na plac zabaw. Czas spędzony na placu zabaw ma być miły i sympatyczny zarówno dla dziecka jak i dla mamy. Siedzi taka mama na placu z dzieckiem i wkurza się widząc inne dzieci jedzące......dla mnie jest to conajmniej śmieszne bo jak nie na placu zabaw to na spacerze jej dziecko zobaczy inne z lizakiem w buzi (moje na przykład) i co wtedy? Ja zawsze mam przy sobie jakiś jogurt czy owoce a to, że inne dziecko wpadnie w histerię bo zobaczy moje jedzace to już problem jego mamy.....albo nauczy je, że w życiu tak jest, że nie zawsze mamy to czego chcemy albo wstapi do sklepu i kupi mu coś (kwestia zasad wychowania). Moja córka nieraz chce loda bo tamta dziewczynka ma no i co z tego..... mówię jej, że my loda nie mamy ale jak chce jabłko to bardzo proszę i albo je jabłko albo nic bez żadnego problemu. Swoją droga tematy poruszane tu ostatnio są beznadziejne a z resztą dobrze, że ludzie nie mają poważniejszych problemów niż jeść czy nie jeść na placu zabawsmile
    • pumeczka a co z jedzącymi dorosłymi w urzędach? 19.04.11, 23:12
      dzisiejsza sytuacja
      stoję z synkiem w kolejce do okienka pocztowego
      a za nami kilka osób dalej , jakiś stary ramol wyjmuje pączka i zaczyna wcinać, mlaska ,szeleści, mój synek, patrzy jak zahipnotyzowany, stoi jak słup soli, dopóty stary dziadek nie pochłonie całego pączka
      wyciągam siłą mojego małego delikwenta na zewnątrz, a on " mamusiu niunio chce pączka"
      no i co z takim fantem?
      mam przestać załatwiać wszelkie sprawy, bo może być tam pokarmowe zagrożenie ? wink
      a serio
      wiadomo o co biega, bo to lawina, jedno ma inne też by zjadły
      ale moje spostrzeżenia z placu zabaw, to takie , że jedynie bobasy w wieku do 2 lat są wyprowiantowane, starsze mają więcej zajęć i zazwyczaj tylko woda w bidonie


Pełna wersja