asienka95
09.05.11, 15:25
Byliśmy w sobotę na ogromnym placu zabaw, chyba około setki dzieci (młody przyzwyczajony tylko do kameralnych; zresztą do tej pory rzadko chodziliśmy, teraz "nadrabiamy") i było bardzo nerwowo... Synek (2 latka) nie dał sobie wytłumaczyć, że zabawki innych dzieci nie są jego i mówił, że są mamy. Płakał, jak nie mógł czegoś mieć. Podbiegał do dzieci, żeby zabrać ich leżące zabawki. Wręczał mi i mówił, że to są mamy zabawki. Denerwował się, że inne dzieci korzystają z atrakcji na placu, bo on chciał natychmiast z nich korzystać itp.
Oczywiście, tłumaczyłam...Ale sytuacja się ciągle powtarzała, choć pod koniec było już lepiej.
Wyszłam spocona...

No to się wygadałam.
PS Wiem, że to kwestia czasu...Poza tym ten wielki plac też pewnie go oszołomił... Trzeba, żeby się oswajał z tego typu sytuacjami, tłumaczyć, tłumaczyć... Ze swoja rówieśnicą pięknie już się bawią, dzielą zabawkami itp. A na początku też było trudno...Cierpliwość, cierpliwość...