aleksandra1357
20.05.11, 18:06
Mój 3-letni syn coraz częściej chce, żebym tylko ja, nikt inny, coś przy nim robiła. Np. tylko ja mogę go umyć, przeczytać bajeczkę, umyć rączki, poporawić spodnie itd.
Sytuacja dziś rano: syn je jajko na miękko i chce, żebym mu je trzymała, bo mu jeździ (sam nie chce trzymać). Mówię, że tatuś potrzyma, bo idę się ubrać. Na to syn wpada w histerię. Tatuś mówi: dość tego! On jest rozpuszczony! Nie chcesz jajka to nie! Syn wrzeszczy i miota się: "ja chcęęęę żęby mamaaaa trzymałaaaaa moje jajkooooo!"
Rozmawiałam na ten temat z psycholog dziecięcą. Myślałam, że mi powie, że syn jest rozpuszczony i że musi się nauczyć, że mamusia nie jest na każde jego zawołanie i że trzeba stawiać granice. Ale psycholog powiedziała coś innego: że jak tylko mogę, to mam zaspokajać tę potrzebę dziecka i że jak się nasyci, to przestanie na mnie wisieć. Że mam mu trzymać to jajko póki mi sił starczy, bo to jest jego autentyczna potrzeba.
Przyznam, że opinia psychologa zbiła mnie z panatałyku.
A Wy co sądzicie?