Boję się o jedzenie w przedszkolu.

    • v.f Twoja choroba nazywa się ortoreksja. I najwyższy 10.08.11, 14:10
      czas na leczenie. Jeśli nadal będziesz chować dziecko jak do tej pory, masz wszelkie szanse zaszczepić w nie tę chorobę od małego. Kończy się jak anoreksja - z czasem chory odkrywa, że wszystko wokół jest niezdrowe i żywi się wyłącznie ciemnym chlebem i wodą. Organizm tego nie wytrzymuje i kończy się w szpitalu pod kroplówką.

      Mam kuzynkę, która była anorektyczką - widziałem jej koleżanki, a właściwie ich szkielety, jak miały przepustkę ze szpitala (bo były już w takim stanie, że były leczone na oddziale zamkniętym). Był to przegląd wszystkich trzech typów zaburzeń odżywiania: anoreksja, bulimia i ortoreksja Ta ostatnia robi ostatnio szaloną karierę wśród młodych "aktywnych" i wykształconych kobiet.
      • mama_klary Re: Twoja choroba nazywa się ortoreksja. I najwyż 10.08.11, 22:49
        Bzdura. Jeśli dziecko nie je parówek, pasztetów, frytek, białych bułek, rogalików nie znaczy, że ma mało urozmaiconą, niskokoalryczną dietę. Po prostu nie trzeba koncentrować się na syfie, jest tona innych zdrowszych produktów[można jeść codziennie inną sałatkę]. Moja 3-latka jest wysoko na siatce centylowej, uwielbia pieczywo[graham] i mięsko. I jeżeli nikt jej nie wmówi żadnych tego typu chorób jak ortodoksja to sama nie wpadnie na to przez 3 tyś lat
        • v.f Klasyczny syndrom wyparcia. Każdy alkoholik Ci 11.08.11, 08:55
          powie, że kontroluje picie. Tak samo z Tobą: myślisz, że dietę masz pod kontrolą, tymczasem to dieta ma pod kontrolą Ciebie i Twoje życie. To TY jesteś chora, w dodatku wciągasz w bagno małe dziecko. Wychowujesz kolejną pacjentkę oddziału zamkniętego leczoną na zaburzenie jedzenia.
          Ile czasu poświecasz na planowaniu posiłków? Jak bardzo dokładnie sprawdzasz etykietki? O czym świadczy Twój histeryczno-komiczny post o jedzeniu w przedszkolu, które to jedzienie jest najzupełniej normalne i każdy rodzic traktuje je zwyczajnie? Że dieta Tobą rządzi, nie pozwala spać spokojnie, ma Cię!
          A o czym świadczy, że normalną żywność, jak białe bułki, wrzuczasz do jednego wora z fast foodami? O tym, że zawężasz powoli produkty, na które sobie i innym pozwalasz. I tych produktów, które będziesz jadła bez wyrzutów sumienia, będzie coraz mniej, bo tak wygląda ta choroba.
          Jak wyobrażasz sobie przyszłość Twojego dziecka za parę lat, jak pójdzie do szkoły? Wyjazdy?
          Czy będziesz jej przygotowywać w słoiczkach śniadania, obiad i kolację na każdy dzień pobytu na kolonii dla swojego dziecka, żeby się tam nie struło? Czy po prostu zabronisz jej wyjeżdzać, bo wyjazd grozi ciężką chorobą a nawet śmiercią? Jeśli to łyknie i będzie Ci posłuszna, a małym dziewczynkom łatwo wmówić, że mają dbać o dietę, to marny jej los. Jest jeszcze szansa, że zacznie mdleć w szkole i ktoś się tym zainteresuje.
          Przy okazji: co na to Twój mąż? On też taki nawiedzony?
          • mama_klary Re: Klasyczny syndrom wyparcia. Każdy alkoholik C 11.08.11, 17:19
            My na pewno nigdy się nie zrozumiemy, bo widzisz u nas w rodzinie popełnia się błędy żywieniowe, ja na pewno jem za dużo batoników[ gdzie tu ortodoksja], ale nie znaczy to że reszta nie może być zdrowsza. Poza tym diagnozujesz pacjentów on - line?
            • przeciwcialo Re: Klasyczny syndrom wyparcia. Każdy alkoholik C 11.08.11, 20:58
              Pocieszne. Ty wcinasz batoniki a córce Danio ma zaszkodzić? Ta reszta o której piszesz to domownicy? Im trzymasz dietę a sama hulaj dusza?
            • v.f Ależ ja Cię doskonale rozumiem. 12.08.11, 10:10
              I doskonale rozumiem, że mnie i resztę Twoich krytykantów lekceważysz, bo w tej chorobie człowiek uważa się za kogoś lepszego od reszty plebsu żywiącego się piwem i chipsami przed telewizorem.

              Znam takie dziewczyny już od nastu lat. To koleżanki mojej kuzynki z oddziału, spotykają się i wspierają do tej pory, bo te choroby lubią wracać. Gdybyś była z Wrocławia, poleciłbym Ci nawet cichy gabinet, nawet bez szyldu, w którym dyskretnie leczą się buisness-womens z takich przypadłości.

              Przebieg wygląda mniej więcej tak:
              Zaczynasz tak: postanawiasz żyć zdrowo. Ogólny plan jest taki, że zdrowo jedząc nigdy się nie choruje, to taka baza dla tej choroby.
              1. Robisz przegląd tego co jesz (lub razem jecie) i skreślasz wszystkie tłuste i mączne. 2. Mało, zaczynasz kupować jedzenie sprawdzając metki i producenta, liczy się przecież jakość a nie ilość.
              3. Robisz kaloryczny bilans dzienny, ustalasz menu na kilka dni do przodu.
              4. Wpowadzasz kategoryczny zakaz fast foodów, chipsów i tym podobnego żarcia.
              5. Nie wystarcza, zaczynasz przegląd tego, co do tej pory było dla Ciebia zdrowe w pkt 1 pod kątem ilości toksyn, zawartości konserwantów itp. Ilość dostępnych produktów się kurczy.
              6. Ciągle mało, przeglądasz fora, dowiadujesz się o metodach produkcji, jakości, opiniach, itp. Lista produktów się zawęża. Pomagają sklepy ze zdrową żywnością, własna działka, balkon z doniczkami.
              7. Powoli ogarnia Cię panika na wieść, że masz gdzieś wyjść w gości i zjeść u nich Ty lub Twoje dziecko. Zjeść coś, czego nie wolno Wam tknąć, bo na pewno grozi ciężką chorobą! - Jesteś na tym etapie.
              8. Dziecko mimo to choruje, bo w przedszolu/szkole spotka mnóstwo bakterii i wirusów. Ty zaś winę zwalasz na złą dietę, zwłaszcza na jedzenie przedszkolne, stołówkowe, babcie, ciotki. Siebie i dziecko całkowicie izolujesz od znajomych i rodziny.
              9. Wprowadzasz jeszcze ostrzejszą dietę, bo skoro chorowało, to było poprzedniej było coś nie tak.
              9. Dawno już straciłaś kontrolę nad zbilansowaniem diety, choroby są coraz częstsze i tym razem spowodowane złą dietą, Niedożywione dziecko w końcu trafia do szpitala. Być może wtedy zaczniesz leczenie.

              Nie jestem lekarzem, ale, że tak powiem, wywiad już sama przeprowadziłaś, wystarczy poczytać Twoje posty i i posty q_fla.

              Teraz, zróbcie test, ten który już podlinkowałem. Typowe jest, że się w nim trochę oszukuje, zróbcie go więc uczciwie, nie widzimy, nie patrzymy, nie oceniamy. A z wynikami zróbcie co chcecie, ja już więcej zrobić nie mogę, wstrząsnąłem na ile mogłem.
              Ps. Fora anorektyczek i bulimiczek sąłatwe do znalezienia w sieci, są tam wątki o ortoreksji.
              • donkaczka Re: Ależ ja Cię doskonale rozumiem. 12.08.11, 11:49
                jasne, a kazdy kto chce zdrowo jesc jest na prostej drodze do ortoreksji...

                wspolczuje, ze cie zycie doswiadczylo, ale tak jak nie kazdy, kto pije alkohol bedzie alkoholikiem, tak nie kazda z nad nadaje sie do leczenia, wyluzuj..
                • v.f Re: Ależ ja Cię doskonale rozumiem. 12.08.11, 12:25
                  Ty nie zakładasz wątku pt. Boję się o jedzenie w przedszkolu. I wierzę, że masz zdrowe podejście do życia. Autorka wątku jest już na innym etapie, kiedy wszystko kręci się wokół zdrowego żywienia i przeraża ją posłanie dziecka do przedszkola, bo tam źle karmią. To nie jest drobna różnica, to ogromna różnica. To etap choroby, kiedy chory zaczyna się izolować społecznie.
                  Jak nie wierzysz, zrób sobie szybki test: wyobraź sobie, że znajomi zapraszają Was z dziećmi do Pizzy Hut.
                  1. Normalna osoba powie: ok, a pomyśli: przyjemne będzie spotkać znajomych, dzieci spróbują czegoś nowego, nie posmakuje to nie zjedzą i już, potem poszaleją w parku. Byle nie za często, bo żarcie choć dobre, to do domowych pierogów się nie umywa.
                  2. Chora nie będzie spała całą noc na myśl o tym, co za okropności może tam zjeść. A przed samym wyjściem zadzwoni, że niestety coś jej wypadło i nie może przyjść. Albo od razu stanowczo odmówi. Dziecko zaś nakarmi super zdrową kaszą.
      • q_fla Re: Twoja choroba nazywa się ortoreksja. I najwyż 10.08.11, 23:41
        Ja za to, tak dla przeciwwagi, widzę w przyszłości te wszystkie dzieci karmione syfiastym jedzeniem i toną cukru - nadpobudliwych nastolatków, a później pacjentów wystajacych w kolejkach do wszelkiej maści lekarzy - specjalistów i przeznaczajacych dużą część swych ciężko zarobionych pieniędzy na leki i badania.
        Dodajmy do tego tony suplementów i litry syropów, którymi mamusie namietnie i bez opamietania "karmią" swoje dzieci, często bez wyraźnych wskazań...
        • v.f Poczytaj, zobacz w tym siebie: 11.08.11, 09:13
          mam-efke.pl/articles.php?article_id=41
          kobieta.dlastudenta.pl/artykul/Ortoreksja_obsesja_na_punkcie_zdrowej_zywnosci,14977.html
          Tak, wiara w to, że dieta uchroni nas przed lekarzami to podstawa tej choroby.
      • v.f I jeszcze zróbcie sobie test, tylko szczerze: 11.08.11, 09:30
        Czy jesteś już ortorektykiem?

        Odpowiedz na poniższe pytania, a dowiesz się, czy nadmierna dbałość o dietę jest Twoim problemem:
        1.Czy ważniejsza jest dla Ciebie jakość tego, co jesz, niż przyjemność płynąca z jedzenia?
        2.Czy myślenie o jedzeniu zajmuje Ci więcej niż trzy godziny dziennie?
        3.Czy codzienny jadłospis planujesz z kilkudniowym wyprzedzeniem?
        4.Czy zbierasz książki o dietach oraz tabele kaloryczne?
        5.Czy skrupulatnie przeliczasz codziennie wszystkie spożyte przez siebie kalorie?
        6.Czy znasz sklepy z ekologiczną żywnością w swej okolicy i bywasz w nich regularnie? Czy zostawiasz w nich wiele pieniędzy?
        7.Czy hodujesz zioła w doniczce, lub chcąc mieć zdrowe warzywa, uprawiasz swój przydomowy ogródek?
        8.Czy pieczesz sama chleb w domu, nie zważając na to, ile czasu Ci to zajmuje?
        9.Czy jesteś kontrolującą wszystko perfekcjonistką?
        10.Czy masz wrażenie, że od chwili, gdy zaczęłaś stosować zdrową dietę, jakość Twojego życia się poprawiła?
        11.Czy odkąd stosujesz zasady zdrowej diety Twoja samoocena wzrosła?
        12.Czy żal Ci ludzi, którzy wciąż jedzą niezdrowo?
        13.Czy dręczy Cię poczucie winy, gdy sama zjesz coś niezdrowego?
        14.Czy z powodu wierności diecie jak ognia unikasz kontakt towarzyskich?

        Jeśli na więcej niż połowę pytań odpowiedziałaś twierdząco, powinnaś zwrócić się o pomoc do specjalisty.
    • guderianka Re: Boję się o jedzenie w przedszkolu. 10.08.11, 15:30
      W przedszkolu mojej corki nie jest tak źle. A może jest, bo jest wszystko ? Codziennie obowiązkowo owoc , sniadanie najczęściej w postaci kanapek :z wędlina, z serem, z pastą twarogową, z pomidorem -różnie, czasami zupa mleczna, obiad dwudaniowy-najpierw drugie-różniste;i befsztyk,i schabowy,i kurczak i gulasz i ziemniaki i kasze, zawsze surówki, ale też pierogi, naleśniki,kopytka, spaghetti, zupy rózniste:rosól, pomidorowa,ogórkowa,barszcz, jarzynowa etc.
      Słowem-dziecko w przedszkolu je to, co w domu. Nie zmienia to faktu, że uwielbia jogurty w tym naturalne, podjada miedzy posilkami otręby lub muesli-crunchy,slonecznik lub dynię, że lubi i kisiele i budynie i galaretki. Je normalnie, rozwija się dobrze.
      • rybalon1 Re: Boję się o jedzenie w przedszkolu. 10.08.11, 16:51
        autorko wątku powiem Ci tak najgorszy w przedszkolu jest catering jeśli nie ma kuchni wlasnej przedszkole ( tu bardziej chodzi i o obiady ) a najgorsze z najgorszych są zupy gotowane na kotkach rosołowych a nie na mięsie oraz ziemniaki gotowane z soda aby szybciej było ....niestety u nas zaowocowało to tym , że syn miał problemy gastryczne i lekkie biegunki ...byłam zmuszona po 2 m-cach przedszkola zrezygnowac z pierwszego dania na obiad czyli zupy bo mimo , że podobno smaczne mojemu synowi szkodziły . Jak zrezygnowałam z zup problem minął całkowicie.
        także w sumie ta nuttela i ta parówka raz na jakis czas to nie takie najgorsze w przedszkolu .
        catering to jest dopiero syf w przedszkolach bo oni mają w duszy jak gotują wcale nie inaczej dla przedszkolaków ....przedszkole z własną dobra kuchnia to skarb w dzisiejszych czasach.
    • kasiamel nie w każdym przedszkolu... 10.08.11, 18:58
      Skoro Twoje dziecko nie chodzi jeszcze do przedszkola, skąd wiesz, co będzie jadło, chyba że już się zorientowałaś. Nie we wszystkich przedszkolach podawane jest takie jedzenie. Moje chodzą do państwowego i takich rzeczy nie ma, nie ma też drożdżówek, kakao, nutelli, żadnych słodkich podwieczorków, czy 2 śniadania. Zwłaszcza, że na drugie śniadanie po prostu jedzą zupę, a na deser podawane są owoce. Na śniadanie królują kanapki, chleb razowy lub mieszany. Moja rada, jeśli masz takie wymagania co do menu dziecka, zapisz do prywatnego, może tam będą posiłki zgodne z Twoimi oczekiwaniami.
      • mama_klary Re: nie w każdym przedszkolu... 10.08.11, 22:41
        Ja juz pisałam , że to prywatne przedszkole i że raczej nie mam wyboru w mieście, a menu znam bo zaczęłyśmy chodzić na zajęcia adaptacyjne. Czytam menu a tam właśnie parówki, pasztet, serek topiony, nie są to chyba zdrowe produkty, których nie mozna by zastąpić zdrowszymi i wcale nie droższymi.
        • aniucha333 Re: nie w każdym przedszkolu... 10.08.11, 23:38
          Ja juz pisałam , że to prywatne przedszkole

          Moje dziecko chodzilo do prywatnego z cateringiem bo myslalam ze tam bedzie super. Kompletna porazka - i to zywieniowa jak i wychowawczo-opiekuncza (np. dzieci sie tam bily miedzy soba a panie rozkladaly na to rece). Nie wspomnie ile tam placilam bo to wola o pomste do nieba. Poweidzialam sobei po tym syfie - nigdy wiecej zadnego prywatnego przedszkola ani szkoly.

          Jak pare razy zobaczylam catering - to rece mi opadly. Moj pies w domu je lepiej. Sorry ze tak sie irytuje ale na sama mysl krew mnie zalewa ze ja sie tak dalam nabrac na ich rzekoma 'oferte edukacyjna' (przedszkole Montessori podobno najlepsze w miescie).

          Mala chodzi od 2 lat do przedszkola panstwowego - po prostu jestem zachwycona. Ona uwielbia tam chodzic, przemile panie, przemila atmosfera, jedzenie smaczne bo maja kuchnie na miejscu i panie kucharki. Moja kolezanka juz tam swoje 3 dziecko poslala i to chyba to jest najlepsza rekomendacja jak dla mnie smile

          Na twoim miejscu - bym po prostu sklamala dyrektorce przedszkola i powiedziala ze dziecko ma potworne alergie. Potem przedstaw jej liste produktow ktore moze jesc i ktora to liste one maja przestrzegac. Nie masz innego wyboru. Jesli je grzecznie poprosisz to wierz mi kompletnie bede to miec w nosie co twoj maluch zje. A jak nastraszysz je alergia dziecka i konsekwencjami to moze chociaz ze strachu beda tego pilnowac. Oczywiscie co jakis czas im o tym przypominaj z miare grozna/zatroskana mina. Dodatkowo mozesz dziecku dawac sniadania w domu. To jedyny posilek jaki w przedszkolu zje to obiad. Z podwieczorku zrezygnuj i dawaj dziecku cos na taki podwieczorek z domu (np. jakis owoc, naturalny jogurt, co tam innego uwazasz powinnien jesc). Ewentualne wyrzuty sumienia za to ze klamalas a propos dziecka alergii zagluszaj jakas mantra w stylu 'w koncu robie to dla zdrowia dziecka' albo stwierdzeniem ze mieszkamy niestety w kraju w ktorym wszyscy klamia w mniejszym lub wiekszym stopniu a tych mowiacych prawde sie tepi lub uwaza za kretynow wink

          pozdrawiam i glowa do gory - bedzie ok smile
          • carmita80 Re: nie w każdym przedszkolu... 11.08.11, 10:47
            Na twoim miejscu - bym po prostu sklamala dyrektorce przedszkola i powiedziala ze dziecko ma potworne alergie. Potem przedstaw jej liste produktow ktore moze jesc i ktora to liste one maja przestrzegac. Nie masz innego wyboru

            Ty tak powaznie? To nalezaloby jeszcze nauczyc dziecko klamac bo zapytana moze powiedziec za alergii nie ma. Szok.

            Do autorki: jesli tak bardzo nie odpowiadaja ci przedszklne sniadania to zapytaj czy mozesz dawac wlasne.
            • aniucha333 Re: nie w każdym przedszkolu... 11.08.11, 11:40
              > Ty tak powaznie? To nalezaloby jeszcze nauczyc dziecko klamac bo zapytana moze
              > powiedziec za alergii nie ma. Szok.

              zupelnie powaznie. Po 3 latach od mojego powrotu z dlugiej imigracji widze jak ludzie w tym kraju klamia na kazdym korku. I to w takich wydawac by sie moglo nieistotnych sprawach. Oczywiscie uwaza sie to za 'radzenie sobie' a nie za zwykle kretactwo. Znam ludzi w mojej obecnej pracy ktorzy klamali w swoim CV by dostac prace, klamali na rozmowach kwalifikacyjnych, klamali a propos umiejetnosci ktorych nigdy nie mieli. Dla mnie to nie do pomyslenia. Zagranica wylecieli by z roboty z hukiem. Tam za sciaganie na egzaminie na studiach nigdy by nie dostali dobrej pracy po ich ukonczeniu. Nie wspomne juz o 'fachowcach' w tym kraju ktorzy nie potrafia nic naprawic a raczke po kase pierwsi wyciagaja i placza jak to im jest ciezko zyc w tym kraju. Mam nawet znajoma ktora sklamala na rozmowie kwalifikacyjnej ze nie jest w ciazy, bo jak mi powiedziala 'nie wiedziala ze w niej jest' - aha to byla jej 3cia ciaza. 5 m-cy pozniej rodzila a byla w II trymestrze ciazy jak sie zatrudniala. Przykladow by mozna mnozyc.

          • marcelina4 Re: nie w każdym przedszkolu... 11.08.11, 12:38
            aniucha a co jak pani dyrektor zażąda zaświadczenia lekarskiego, potwierdzającego alergię dziecka i podania rozpiski co do diety? wtedy autorka ma iść do lekarza i kupić sobie lewe zaświadczenie?
            albo inaczej, dyrekcja powie, ze nie przyjmują dzieci ze specjalnymi dietami, bo nie są do tego przygotowani i skreśli autorki córkę z listy dzieci przedszkolnych
            w ogóle myślisz czasem co piszesz? wątpię
            • futro.1 Re: nie w każdym przedszkolu... 11.08.11, 22:16
              > albo inaczej, dyrekcja powie, ze nie przyjmują dzieci ze specjalnymi dietami, b
              > o nie są do tego przygotowani i skreśli autorki córkę z listy dzieci przedszkol
              > nych

              a to w ogól jest możliwe, że alergika mogą skreślić, bo jest alergikiem???!!!
              • aniucha333 Re: nie w każdym przedszkolu... 11.08.11, 22:39
                > a to w ogól jest możliwe, że alergika mogą skreślić, bo jest alergikiem???!!!

                wg tego geniusza o watke wyzej od twojego - mozna smile
                • marcelina4 Re: nie w każdym przedszkolu... 12.08.11, 12:13
                  wyobraź sobie, że przedszkole może odmówić prowadzenia specjalnej diety dla dzieci z alergią i wtedy dziecko może nie zostać przyjęte do tej placówki z uwagi na brak gwarancji prawidłowego żywienia
                  idź się doinformuj geniuszu do kwadratu, bo na razie świetnie ci idzie nauka przekrętów, a pozostała wiedza jakoś do główki nie wchodzi
            • aniucha333 Re: nie w każdym przedszkolu... 11.08.11, 22:32
              > aniucha a co jak pani dyrektor zażąda zaświadczenia lekarskiego, potwierdzające
              > go alergię dziecka i podania rozpiski co do diety?

              nie wierze ze w prywatnym beda sie o to dopytywac. W panstwowym juz predzej. Moja chodzi do przeszkola integracyjnego i tam dzieci musza miec zaswiadczenie lekarskie. Nie slyszalam by ktokolwiek pytal o zaswiadczenie od lekarza dot. alergii.

              > albo inaczej, dyrekcja powie, ze nie przyjmują dzieci ze specjalnymi dietami, b
              > o nie są do tego przygotowani i skreśli autorki córkę z listy dzieci przedszkol
              > nych

              w prywatnym?! przeciez oni tam z lapanki nawet dzieci biora a opowiadaja ze niby jak tam sie ciezko dostac. Moze zawsze zrezygnowac z zywienia w przedszkolu i przynosic dziecku swoje zywienie. W naszym prywatnym przedszkolu byl catering i mozna wogole bylo nie jesc posilkow, wybierac tylko niektore, albo wogole nie jesc i panie odgrzewaly (co prawda w mikrofali) przyniesione jedzenie. Nawet w panstwowym przedszkolu dzieci nie musza jesc posilkow - mozna z tego zrezygnowac i ma sie dzieki temu 100 PLN w kieszeni (w naszym miescie dzienna stawka zywieniowa to jest 5 PLN).

              Kolejna rzecz jaka mi sie przypomniala tak a propos - w naszym duzym miescie juz 2 rok sa wolne miejsca w przedszkolach panstwowych po juz zamknieciu list. Dlaczego? Ano dlatego ze wkraczamy w epoke nizu demograficznego. Kolezanka ostatnio zapisywala dziecko do I klasy szkoly podstawowej i dowiedziala sie od jednej z nauczycielek ze zaczyna sie taki niz demograficzny ze oni teraz musza wprost walczyc o uczniow.

              > w ogóle myślisz czasem co piszesz? wątpię
              troche dystansu do siebie kobieto. Ja watpie czy ty wogole rozumiesz co sie pisze.

              I jeszcze jedno - jesli szanowna autorka watku musi pogodzic sie z rzeczywistoscia - jest to bolesny proces ale 'life sucks gets used to it' jak to mi ktos ladnie powiedzial. Jesli tak straszliwie ubolewa nad zywieniem w przedszkolu to niech siedzi z dzieckiem do 18 lat w domu i chroni przed tym zlym, okropnym swiatem albo wezmie sie w garsc i pomysli CO MOZE zrobic zamiast rozpaczac na tym forum.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja