matka_karmiaca
19.08.11, 15:48
Jak w temacie. Młoda 14,5 miesiąca. W krzesełku do karmienia wysiedzi góra 10 minut, potem ryczy i woła "opa, opa!", żeby ją wypuścić. Ma etap "chcę sama". No to dostaje łyżeczkę albo do łapy. Łyżeczki dwie czy trzy zje pięknie, czwartą zamiast nabrać, to wypchnie całe jedzenie z miski. Albo zamacha nią radośnie, strzelając zawartością na ścianę. Podane kawałki rozmaże, rozpaćka, wetrze w głowę, meble, ubranie. Z uśmiechem eksperymentatora zrzuca kawałki warzyw na podłogę i patrzy, jak lecą.
I nie lubi jeść więcej na raz. Najchętniej jadłaby co 15 minut po dwa trzy kęsy.
Ja wiem, że to taki etap i że mija, ale, kiedy?! Ona tak syfi dookoła już ponad pół roku! Ja już nie mogę, tracę cierpliwość, mam dość kawałków makaronu i brokuła porozlepianych po całym mieszkaniu. Dodatkowo mam wpojony szacunek do jedzenia i drażni mnie jego rozsmarowywanie po podłodze.
Ile to trwało u Waszych? Może macie jakieś fajne patenty, pomocne gadżety (oprócz meliski dla mamy

)? Pomysły na dania niskobrudzące?