memphis90
28.08.11, 18:48
Powiedzcie, czy to jakas faza rozwoju? Przez całe wakacje Lila wyje. Płacze. Szlocha. Piszczy. Wrzeszczy. Dlaczego? Bo jej się liść przykleił do palca. Bo patyk spadł. Bo ciężarówka się przewróciła. Nawet nie próbuje poradzić sobie sama, tylko od razu głęboka rozpacz. Ja rozumiem-złość i frustracja, bo czegoś nie wolno, bo coś nie wyszło. Rozumiem tez, że zaczyna płakać, jak poświęcam czas Wiktorowi- bo chce zwrócić na siebie uwagę (od dwóch tygodni jest też faza "tylko mama"). Ale czasem zaczyna wyć jak syrena bez żadnego konkretnego powodu, nie potrafi też powiedzieć, co się stało. Przytulona wyje dalej. Proponuję jej kanapkę- jest ryk, że nie chce. 5 sekund później znów ryk, że nie ma kanapki... Ja jestem już tym zmęczona, co to za urlop z dzieckiem wyjącym dosłownie co 5 minut, o każdą najmniejszą pierdołę? Ile czasu ja mam być cierpliwa, spokojna, uśmiechnieta? Pocieszcie mnie, że to jakaś szczególnie męcząca faza rozwoju, która sama przejdzie, bo ja już nie mam pomysłu na nią...