felicja_100
28.08.11, 23:50
nie, nie mam genialnego dziecka ani nie zakładam wątku aby się przechwalać

Już wyjaśniam. Mam w domu dwóch chłopaków - 2 latka (dokładnie 2 lata i 3 miesiące) i 6 latka, który od niedawna uczy się czytać. Starszy jest ogromnym wzorem dla małego i mały go we wszystkim naśladuje. I tutaj mam zgryz. Starszy, ogromnie zadowolony z atencji małego (co oczywiście nie wyklucza kłótni między nimi) zaczął mu pokazywać literki (że niby on jest taki dorosły) i mały, traktując je podobnie jak kształty czy kolory, podłapał to. Niedawno jednak zauważyłam że starszy pokazuje małemu jak się literki składa (na przykładzie prostych wyrazów) i mały wpadł w ogromną fascynację tematem. Dosłownie. Łazi teraz po chacie i próbuje, a raczej udaje, że czyta (na okładkach książek, na gazetach itd.). I potraktowałabym to jako zabawę, gdyby nie to, że on się naprasza aby mu pokazywać wyrazy i mówić w nim po kolei literki (młody już podłapał jak łączyć wyrazy dwuliterowe). I tu jest właśnie mój zgryz. Moja koleżanka, która jest psychologiem dziecięcym mówiła mi, że takie 2-letnie maluszki można bardzo dużo nauczyć (nawet z rzeczy dla starszych), bo mają mega chłonny umysł. Tylko, że można przez to wyrządzić krzywdę dziecku, bo zbyt szybkie skakanie na kolejne poziomy nie jest dobre i ostatecznie może spowodować zaburzenia (podobno najlepsze dla rozwoju dziecka jest uczenie go rzeczy, które są dostosowane do jego wieku, a nie ruszanie tego co dla starszych). I teraz nie wiem co robić. Z jednej strony nie chcę mu zaszkodzić, a z drugiej nie mogę go olewać jak łazi i prosi o te literki, bo to w sumie niezręcznie, Zwłaszcza, że znam motywację (naśladowanie starszego). Miałyście może podobne doświadczenia (niekoniecznie z czytaniem, mogą być inne czynności, ale nieadekwatne do wieku)? Jak było później?