futro.1
21.09.11, 21:10
od jakiegoś czasu mój syn:
przestał mi pomagać tzn np jak kiedyś wyrzucał śmieci do kosza to teraz mogę sobie mówić, prosić a on ma to w głębokim poważaniu
mogę sobie mówić:nie wolno, nie możesz, zepsujesz, zniszczysz a on j.w taki przykład - od tyg pije z mojego kubka kawę rozpuszczalną. gdzie bym nie postawiła kubbka to on i tak znajdzie sposób na dostanie się do niego. dziś np postawiłam na kominku (na górnej belce) to sobie wlazł na kominek, sięgnął po kubek i oczywiście wylał. na szczęście kawa nie była gorąca i kubek ocalał ale wszystko wokoło łącznie z młodym i kominkiem zalane kawą i wtedy właśnie trafił mnie szlag i zaczęłam wrzeszczeć, bo to był wrzask nie zwykły krzyk.
gdy tylko tata jest w domu matka jest tylko do położenia spać i nakarmienia a poza tym to w głębokim poważaniu.
żeby nie było zbyt łatwo to tatowe nie wolno, zostaw też nie skutkuje;
na dwór to wyszedłby już o 7 rano w samej piżamie rzecz jasna ale jak chcę go ubrać żeby wyjść to ucieka. tłumaczenie, że wyjdzie jak się ubierze nie skutkuje; ostatnio dopiero ok 14 wyszliśmy bo cały czas czekałam że może zmieni zdanie, namyśli się ale on nie i koniec.
co to kurde jest? tzw bunt dwulatka czy mama się przejadła? mam ochotę wyjechać sama na kilka dni żeby odpocząć i zeby młody zobaczył, że matka ma granice cierpliwości, które zostały przekroczone (nie tylko zresztą przez niego ale tu o dziecku tylko będę pisała). pytanie czy on - 2latek w ogóle zrozumie dlaczego matka wyjechała? czy nie odbierze tego jak odrzucenia? czy po powrocie nie będzie jeszcze gorzej, bo tata przyzwyczai syna do tego czy owego i ja później będę miała przechlapane jeszcze bardziej? a jeśli wyjazd nie jest dobrym pomysłem, to co nim będzie?
pomóżcie, bo mnie w tworkach zamkną i nie piszcie o powrocie do pracy, bo nie mam takiej opcji.