marzenkajanko
29.12.11, 14:09
ciekawa jestem, czy któraś z was jest w podobnej sytuacji, chętnie wymieniłabym się doświadczeniami... chodzi mi o organizację pracy w ciągu całego dnia przy dwójce małych dzieci. z niedowierzaniem obserwuję, jak mijają mi kolejne dni- uwijam się niemal w pocie czoła, dzień w dzień.
JA: staram się zoptymalizować działania, a i tak obowiązki wypełniają mi dużą część dnia. mam dwójkę dzieci, 3,5 i 1,5 roku.starszy syn chodzi do przedszkola, ale często się przeziębia (ma podejrzenie przerośniętego migdała) no i często zostaje w domu. ostatnio przyniósł nam z przedszkola zapalenie spojówek- młodsza córka oczywiście też złapała, w połączeniu z przeziębieniem. jest u nas w domu opiekunka, przychodzi na 6 godzin. jak wszystko jest "normalnie", tj mała może wyjść na spacer, a syn poszedł do przedszkola- zużywam czas pobytu opiekunki w domu na zakupy spożywcze na rynku albo w większym sklepie oraz pracę. to teoretycznie. w praktyce pracuję w większości w domu i przy obecnym stanie rzeczy nie mogę tego zmienić. zapętlam się w tysiącu zajęć, a na pracę zostaje mi góra 2 godziny dziennie (jeśli nie robię tego po godzinie 20). pytanie, czy Wy macie również tak mało czasu do dyspozycji, czy u mnie coś nie gra? zła opiekunka, problem ze mną, czy tak już musi być? od rana- tj około 7- szykuję synka do przedszkola, i małą, by była najedzona, umyta, przewinięta. około godz. 9 robię kilka minut dla siebie na kawę i poranną toaletę. ok. 9:30 mogę: najpierw wyjść po pieczywo, potem wyjść w sprawach zawodowych, odwiedzić znów sklep- minimum 1 w tygodniu rynek po mięso, owoce, warzywa, 1 w tygodniu supermarket, ugotować zupę jesli nie zrobię tego wieczorem. w praktyce, gdy wszystko jest "normalnie" nadrabiam ze wszystkimi obowiązkami domowymi i służbowymi po chorobie dzieciaków. a kiedy dzieciaki chorują, najczęściej razem, biegam za nimi z chusteczką albo fridą, pielęgnuję, aplikuję lekarstwa, oklepuję plecki, robię inhalacje, podaję regularnie ciepłe picie, skupiam się na domowych posiłkach jeszcze bardziej niż zwykle, no i to zajmuje mi cały dzień... a że synek właściwie ma od połowy września katar, wyleczony na góra 7 dni przerwy, po której znów się pojawia- to t a sytuacja trwa już dość długo.
OPIEKUNKA: ma dość luźne podejście; jest z nami już 3 lata, zajmuje się tylko dzieckiem- denerwuje ją kiedy musi zająć się dwójką na raz, i słabo sobie z tym radzi. przy pielęgnacji podczas choroby dziecka nie sprawdza się- do tej pory choroby nie zdarzały się często, i ja rzucałam wszystko i pielęgnowałam chore/ przeziębione dziecko pomimo jej obecności. ma jakieś opory w korzystaniu z fridy- karze córce wydmuchiwać nos w chusteczkę- nosa wtedy dziecko nie ma doczyszczonego. słabo wychodzi jej częste serwowanie ciepłego picia na przepłukiwanie gardła. lekarstwa/ syropy zawsze podaję ja, bo ona wykazuje jakąś trwogość również w tym temacie: "a co, jeśli dziecko nie będzie chciało wypić?"- ja muszę podać, więc nie ma dla mnie takich pytań. przy gorączce dziecka pilnuję ja, żeby mieć kontrolę nad tym, czy temperatura za bardzo nie urośnie. Posiłków dzieciom nie robi, co najwyżej 2. śniadanie, jeśli jest proste; czasem proszę ją o ugotowanie makaronu/ ryżu do zupy- i obserwuję, jak ona tego makaronu dosłownie pilnuje stojąc przy nim podczas gotowania. mogłaby bardziej urozmaicać dziecku zajęcia- często mała do mnie przychodzi od niej i to ja muszę wymyślać im/ jej zabawy. kiedy córka śpi- ona po przerwie na posiłek prasuje ubrania dzieci i jak wystarczy czasu- koszule męża. właściwie brak opiekunki niewiele by u mnie zmienił- nioc podczas choroby dzieci, a gdy są zdrowe- doszłoby mi prasowanie i wyjścia na spacer z córką (prasowanie pewnie zostałoby ograniczone do minimum).
od 15 do 18 jestem z dziecmi sama, i wtedy robię im drugie danie/ przekąskę i podwieczorek, bawimy się razem. potem przychodzi mąż, który stara się mnie odciążyć, a wieczorem, jak dzieciaki zasną (ok 21:30) spędzamy czas wspólnie.
no i teraz pytanie: czepiam się, czy to ja powinna być skuteczniejsza? muszę działać na wiele frontów na raz, żeby wszystko dobrze pracowało, a opiekunka przychodzi do pracy, więc inaczej to traktuje. skutek niestety jest taki, że mało pracuję a co za tym idzie- mało zarabiam. czasem bez względu na sytuację muszę wyjść na kilka godzin, i wtedy jak wracam- gonię z resztą obowiązków. mój elastyczny czas pracy to dobrodziejstwo, ale i przekleństwo- bo wtedy praca często jest na szarym końcu. z drugiej strony nie chcę oszczędzać czasu na dzieciach, bo są moimi ukochanymi, wymarzonymi szkrabami. może za bardzo chciałabym wszsytko dobrze robić, co oczywiście nie zawsze pszynosi wymierne efekty, ale tego też nie chciałabym chyba zmieniac. zostaje kwestia opiekunki. czy jej zakres obowiązków powinien być większy? czy wasze opiekunki gotują posiłki, pielegnują dziecko w chorobie? wiem, że trzeba to dobrze wywarzyć, żeby niania wykonując wszystkie te prace nie posadziła dzieci np. na 2 godziny przed telewizorem...
a może to ja powinnam się bardziej spiąć z obowiązkami? jak to jest z wami, u was i z waszymi opiekunkami?