mniemanologia
16.01.12, 12:29
Mój synek był niejadkiem. Gdy pisałam o tym na forum, wiele osób nie za bardzo chciało mi wierzyć - "no ale weź policz, ile chrupków on zjada w tzw. międzyczasie, ile pije soczku jabłkowego, sama zobaczysz, że to sporo, a ty chcesz, żeby jadł jeszcze do tego obiadek..." - podczas gdy on naprawdę jadł niewiele, wciąż (ma prawie 5 lat) jest szczuplakiem, któremu nie mogę ot tak kupić spodni, kierując się tylko rozmiarem 116. Nie dojadał, nie dopychał się, jedzenie go nieszczególnie interesowało, jest parę "żelaznych punktów programu", które zje (kanapki, parówki, jajecznica, makaron itd.), a reszty nawet nie dotknie (no, ostatnio zjadł parę migdałów - nowość! ale rodzynki z kawałka sernika czy z potrawki skrzętnie wydłubie, a jogurt nie może mieć ani kawałeczka owocka, bo inaczej ląduje - a jakże - w mojej dłoni).
I mam też niespełna dwuletnią córeczkę. Ta to i wagę, i wzrost ma w 3-5 centylu, drobinka taka. Jak ją weźmie - to zje dużo, ale najczęściej tylko trochę skubie, za to różnorodnie. Jest otwarta na nowe smaki, nowe doświadczenia; gdy ktoś coś je - chętnie podchodzi i domaga się kęsa. Ale szybko się nasyca.
Kiedyś się przejmowałam tym niejedzeniem, teraz pozwalam im jeść tyle, ile chcą. I nie pozwalam obżerać się słodyczami i tyle

To taka tylko refleksja, że niejadek niejadkowi nierówny. Mnie to tam cieszy, że niewiele jedzą, bo sama jestem osobą od dzieciństwa "nadważną".