Do zadręczonych mam:)

02.02.12, 10:46
Hej mamuski.

Znalazlam ostatnio mój stary wątek
forum.gazeta.pl/forum/w,566,107733624,107733624,Wariuje_.html
i sobie przypomniałam jak było mi wtedy ciężko...heh - ale najważniejsze, że to przetrwałam, a naprawdę bylo warto i z perspektywy czasu wiem, ze nie mogłam im dać więcej niz czas, nawet kosztem niemalże załamania nerwowegosmile
Teraz też nieraz doprowadzają mnie moje chlopaki do szału (aktualnie 4 l. i 2, 5 l.), bo sa wyjatkowo żywiołowymi dziećmi, ale to juz nie jest taki hardcor.

Mamuski nie łamcie sięsmile
    • minerwamcg Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 11:21
      No widzisz? Wytrzymałaś.
      Ja też z perspektywy miesięcy i lat (A co! już prawie trzech!) widzę, że teraz to już prawie niebo w porównaniu z tym, co było. Z pobudkami o piątej, z nocnymi alarmami z powodu ząbków, z wielką nieporadnością i małą "kumatością" dziecka, z pampersami, kaszkami...
      A dzisiaj? Dziecko samodzielne, kontaktowe, przesypia noce, wstaje o ósmej, bawi się tak, że i mnie samą to wciąga, rozumie co mówię i co czytam, potrafi powiedzieć czego chce a nawet co myśli i co sobie wyobraża - luz blues! Z niemowlaka zrobił się rozgarnięty i coraz ciekawszy młody człowiek, radość patrzeć.
      Oczywiście, problemy są, bo młoda osoba ma własne zdanie i nie waha się go wyrazić, a jej poglądy na różne sprawy nieco odbiegają od powszechnie przyjętych (np. czy wypada jeść makaron palcami albo wychodzić z łazienki zanim się podciągnie spodnie), ale naprawdę jest sto razy lepiej...
      • noneczka1983 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 11:28
        To fakt, że starszak swoim "wlasnym zdaniem" potrafi wyprowadzić z równowagi, ale gdy człowiek wyspany to i to potrafi znieśćsmile smile
      • mala220 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 11:32
        moj maly ma 2 lata i 4 miesiace. czasami dalej mam takie momenty ze chce wyjsc z domu i wrocic jak bedzie spal smile mi glownie brakuje ludzi, rozmow, jestem bardzo towarzyska. ale i tak juz widze ze jest ogromna roznica z tym co bylo kiedys smile i jak sobie teraz pomysle ze chcialabym drugie dziecko.. od nowa pobudki w nocy, karmienie na zadanie..
        czy jest jakis sposob, zeby dziecko mialo od razu minimum roczek?? wink
    • camel_3d Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 11:36
      taaa.... czlowiek to taka dziwna istota... wszystko przetrzyma..a potem powie, ze fajnei bylo smile))
      • noneczka1983 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 11:48
        Hehe świeta racja camel
      • eliszka25 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 11:53
        coz, ciesz sie, ze masz lepiej. u mnie jest chyba coraz gorzej, a przynajmniej mam takie wrazenie. sielanka byla, poki mialam jedno dziecko. starszak byl bezproblemowy, jako niemowlak. prawie wcale nie plakal, dobrze spal, dobrze jadl, mogl jesc i spac wszedzie, gdzie akurat byl i dopadlo go zmeczenie czy glod. nie czulam sie wobec tego jakos strasznie ograniczona, bo po prostu bralam dziecko w wozek i juz. jak zaczal chodzic, bylo jeszcze lepiej, bo nie potrzebowalam nawet wozka. uwielbial chodzic i wytrzymywal z nami nawet caly dzien w gorach.

        zaczelo sie, kiedy urodzilam mlodszego. problemy z karmieniem, za malo pokarmu, wieczny ryk malego. starszy z aniolka zamienil sie w zazdrosnego diabla, ktory wszystko robil dokladnie odwrotnie niz prosilam. mniejszy wiecznie ryczal, bylam z nimi calymi dniami sama w domu i dla starszego czasu zostawalo naprawde niewiele. nie dziwie sie, ze sie zbuntowal. polepszylo sie troche, kiedy wykopalam polozna nawiedzona na punkcie karmienia piersia i dalam malemu butelke. czasu dla starszego bylo troche wiecej, ale maly dalej byl ryczkiem. ludzilam sie, ze z wiekiem mu przejdzie, ale g.....

        teraz ma prawie 2,5 roku i ryczy o wszystko albo wrzeszczy, urzadza histerie, wystarczy, ze starszy na niego spojrzy w zlym momencie i juz jest wrzask, ja powiem cos nie tak - wrzeszczy, spadnie mu platek sniegu na buzie - wrzeszczy. moglabym podawac przyklady w nieskonczonosc, bo wrzeszczy wlasciwie z kazdego powodu. w nocy tez sie budzi i wrzeszczy. od ponad 2 lat nie przespalam ani jednej nocy w jednym kawalku i naprawde jestem juz chyba na granicy. czasem mam wrazenie, ze doszlam do sciany i dalej sie juz nie da. wtedy mam chec wywalic przez balkon albo przykryc poduszka i poczekac az przestanie sie drzec. coraz czesciej dochodze do wniosku, ze decyzja o drugim dziecku, to byla najgorsza decyzja w moim zyciu.

        do tego od poniedzialku wszyscy po kolei chorujemy na grype zoladkowa. dzis dopadlo mnie i oprocz latania na kibel musze zajmowac sie dwojka dzieci, bo starszy tez jeszcze chory. najchetniej w leb bym sobie strzelila, ale k.... nie mam czym.
        • noneczka1983 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 12:03
          Eliaszka25 doskonale cie rozumiem.
          Ja tez mam jeszcze czasami takie dni, ze mam ochotę sobie strzelić w leb tylko narzedzia brak.....
          mój dwu i pół latek tez jest zbuntowanym wrzaskunem i na każdy sprzeciw reaguje placzem, rzucaniem sie na podlogę albo demolowaniem pokoju - czasami wzystkim narazsmile ale to taki etap i o ile przy pierwszym synu wyprowadzało mnie to z równowagi teraz przy mlodszym jest to dla mnie smieszne i wiem, że to minie....kiedys . no niestety dzieci nie moga mieć od razu 18 lat, jeszcze troche i bedziemy tęsknić za tym co jest teraz, bo nie ukrywajmy nigdy nie bedziemy czuły się tak potrzebne swoim dzieciom jak teraz.
          • eliszka25 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 12:45
            no niestety, u mojego to nie jest przejsciowy etap. on tak ma od urodzenia, tylko spektrum reakcji sie rozszerzalo. najpierw byl tylko placz o byle co, pozniej doszly wrzaski, jeczenie i histerie. ciekawa jestem, co bedzie nastepne. juz chyba stracilam nadzieje, ze kiedylkolwiek "to minie".
            • noneczka1983 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 13:02
              Mój dwulatek to też typ płaczka, starszy był spokojny, teraz jest ugodowym dzieckiem, a młody od małego dawal popalić, juz w szpitalu po urodzeniu wrzeszczał jak opetany całą noc i nie pomagalo nic, potem tez nie było lekko bo był cały czas głodny i bardzo głosno dawał o tym znac, reaguje na wszystko bardzo zywiolowo i głośno, to typ krzykacza - ma to raczej po mnie, bo ze mnie to ttez taki choleryk. Ja pisałam że minie rzucanie sie na podłogę i różne histerie, bo charaekter krzykacza raczej nie...niestetysmile
              • eliszka25 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 16:35
                obawiam sie, ze u mojego to tez kwestia charakteru, niestety. no i niestety, tez mial po kim odziedziczyc, bo ze mnie tez nerwus, podobnie ma tez maz, wiec w mlodym sie pewnie skumulowalo. najbardziej mnie trafia, kiedy srednio co 5 minut jest "lyyyyy", a sa takie dni i to wcale nie tak rzadko sad.

                wiesz, normalnie widze swiat w troche jasniejszych barwach, ale dzis mnie chyba nic nie przekona. jestem ledwie zywa, a mlody wyje co chwile i naprawde mam juz dosc wszystkiego. tak sie po prostu ze mnie wylalo. na dodatek patrze przez okno na sasiadke beztrosko szalejaca ze swoimi chlopakami na sniegu, ktory pada juz chyba od 3 dni i jest go jakies nieziemskie ilosci i po prostu zazdroszcze. z moim 2-latkiem to nie jest mozliwe, bo jak wyjdzie na dwor, to wyje, ze chce na sanki, na sankach wyje, ze nie chce na sanki, a w miedzyczasie wyje, bo mu platek sniegu na buzie spadl, a potem wyje, zeby go przytulic, a potem wyje, ze chce na sanki, na sankach wyje, ze nie chce na sanki i tak w kolko. zoladek mi sciska na sama mysl, ze mam z nim wyjsc na dwor. a ja tak kocham zime i szalenstwa w sniegu....
                • noneczka1983 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 17:55
                  Wiem o czym mowisz (piszesz), ja tez zazdroszcze takim mamom, bo ja też z nimi wychodze sama rzadko, bo jeden ucieka w jedną strone drugii w druga albo zdejmują czapki bo im gorąco itp i o ile w domu słuchają się to gdy wyjda na dwór to mojego glosu ich uszy nieodbierają...to są chyba te złe strony te złe strony tego, że jest mala różica miedy dzieciaczkami..
                • minnetaki Re: Do zadręczonych mam:) 07.02.12, 23:42
                  O matko, popłakałam się ze śmiechu, bo jakbyś o moim dziecku pisała! Mam wypisz wymaluj ten sam egzemplarz dwulatka (z hakiem 4-miesięcznym) i ostatnio jak z nim i naszym czterolatkiem wychodzimy na dwór, to młodszy całe ubieranie i drogę na górkę wrzeszczy, że nie chce na jabłuszko, potem stoi pod górką i wrzeszczy, że nie chce na jabłuszko, po czym budzi się po 40 minutach, zjeżdża dwa razy i zaczyna wrzeszczeć, że nie chce wracać do domu - no bo już przecież wracamy, tyle że on cały czas pobytu na śniegu przewrzeszczał. Aha, jeszcze po drodze wrzeszczy, że mu rękawiczka spada, że mu rękawiczka za ciasno siedzi, że mu się szalik rozplątał, że mu się szalik rozplątał, że mu czapka wchodzi na oczy, że mu czapka spada, żeby go matka nie smarowała kremem, żeby go matka jeszcze posmarowała kremem, że ma w nosie gluta i żeby mu nie wycierać gluta...
                  • eliszka25 Re: Do zadręczonych mam:) 09.02.12, 14:44
                    no patrz, dzieci nam ktos chyba skolowal smile. dokladnie ten typ. ryczy o wszystko, a jak juz przestanie ryczec i zacznie sie bawic, to okazuje sie, ze juz musimy isc do domu, wiec znowu ryczy. wypisz wymaluj blizniaki.
                • imogen0 Re: Do zadręczonych mam:) 08.02.12, 00:28
                  smile
                  Moja ma 2,5 roku i codziennie są takie jazdy,że przed sąsiadami mi wstydsmile
                  Mała chce herbatki,idę do kuchni robię herbatkę,podaję a ona obrazona,że nie chce,odkładam herbatkę ona w ryk,podaję,potem tracę cierpliwość stawiam przeklętą herbatkę na stole.Mała wyje,że chce herbatkę...Wychodzę do pokoju obok i wykonuję 10 głębokich oddechówsmile
                  A ona jeszcze ryczy z 5-10 minut a potem podchodzi,uroczo sie uśmiecha,oświadcza,że już nie płacze i maszeruje się bawić...smile
        • amell_wroc77 Re: Do zadręczonych mam:) 09.02.12, 12:31
          Współczuję.
          A czy diagnozowałaś młodszego?
          Z czego wynika jego hmm nadmierna płaczliwośc?
          Czy dobrze się rozwija?chodzi mi o psychomotoryczny rozwój? Może coś jest nie tak?

          A czy Twój mąż Ci pomaga?
          Myślałaś o żłobku? Mój jest malutki, ma 16 miesięcy i jest w żlobku, ja mam chwilę wytchnienia i możliwośc pracy a on tam sobie świetnie radzi.
          • eliszka25 Re: Do zadręczonych mam:) 09.02.12, 14:59
            z czego wynika jego nadmierna placzliwosc? hm, z harakteru? on po prostu ryczy z kazdego powodu. inne dzieci sie wkurzaja, np. moj starszak sie denerwuje, a ten po prostu ryczy, jak tylko cos jest nie tak. rozwija sie dobrze, jak nie ryczy, to jest nawet wesolym i otwartym dzieckiem. po prosty kazdy powod jest dobry do placzu.

            wiem, dlaczego plakal, jak byl zupelnie malutki. urodzil sie z wada ukladu moczowego, przeszedl duzo badan, co nie jest przyjemne dla takiego malenstwa. pierwsze badania mial robione juz drugiego dnia zycia. ja ze stresu stracilam pokarm, walczylam o odzyskanie, ale z marnym skutkiem. do tego posluchalam sie zafiksowanej na karmieniu piersia poloznej i przez 2 tygodnie dzieciak wyl z glodu. w koncu polozna pognalam, podalam butelke i zaczelo byc powolutku lepiej. niestety, mysle ze ten trudny start odcisnal sie na nas obojgu. maly bardzo dlugo o byle co wrzeszczal jakby go ze skory obdzierali. rady typu "reagowac na pierwsze sygnaly niemowlecia, zanim sie na dobre rozplacze" moglam sobie w tylek wsadzic, bo on od razu darl sie wnieboglosy. ja go tez rozumiem, ale niestety, nie jestem ani robotem, ani z kamienia i po prostu czasem jego wycie mnie najzwyczajniej w swiecie denerwuje.

            do zlobka go nie oddam, bo nie mam takiej mozliwosci. w szwajcarii nie ma czegos takiego, jak zlobek, nie ma tez takiej instytucji przedszkola, jak w polsce. dzieci sa w domu do 5 lat, a pozniej ida do odpowiednika polskiej zerowki, codziennie do poludnia. moglabym go oddac ewentualnie do prywatnego odpowiednika zlobka, ale to strasznie drogie jest, no i musialabym go dowozic do sasiedniej gminy, bo u nas czegos takiego w ogole nie ma.
      • minerwamcg Re: Do zadręczonych mam:) 03.02.12, 13:18
        camel_3d napisał:

        > taaa.... czlowiek to taka dziwna istota... wszystko przetrzyma..a potem powie,
        > ze fajnei bylo smile))

        Camel, do pioruna, czytajże ze zrozumieniem smile Większość z nas, matek dwu-trzylatków jest przeszczęśliwa, że ma za sobą ząbki, pieluchy, karmienie i całe to niemowlęctwo naszych dzieci. I nie, nie było fajnie!!! Co najwyżej - bywało smile Czasem bywało. Jak się dzieciak pierwszy raz uśmiechnął, jak powiedział mama, jak stanął na nóżkach... a teraz fajnie jest znacznie częściej smile
        • aneksis85 Re: Do zadręczonych mam:) 05.02.12, 15:09
          minerwamcg napisała:

          > camel_3d napisał:
          >
          > > taaa.... czlowiek to taka dziwna istota... wszystko przetrzyma..a potem p
          > owie,
          > > ze fajnei bylo smile))
          >
          > Camel, do pioruna, czytajże ze zrozumieniem smile Większość z nas, matek dwu-trzyl
          > atków jest przeszczęśliwa, że ma za sobą ząbki, pieluchy, karmienie i całe to n
          > iemowlęctwo naszych dzieci. I nie, nie było fajnie!!! Co najwyżej - bywało smile C
          > zasem bywało. Jak się dzieciak pierwszy raz uśmiechnął, jak powiedział mama, ja
          > k stanął na nóżkach... a teraz fajnie jest znacznie częściej smile
          nikt by tego lepiej nie ujął, brawo minerwamcg smile
          • dagmara-k Re: Do zadręczonych mam:) 09.02.12, 14:30
            to, ze inni mowia, ze nie bylo fajnie zdejmuje ze mnie brzemie winy, ze sie nie zachwycam swoja pierwsza polowa roku macierzynstwa, a nawet ze mam chec urodzic drugie, ale do razu rocznewink albo i takie prawie 2 letniesmile
    • pysia_35 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 12:06
      hej, ja podpisuje sie pod tym co napisas dwoma rękoma ! Mój synek przez pierwsze 6 m-cy wrzeszczał 20 godz/dobe, - biegalismy po lekarzach i odchodziłam od zmysłów z nerwów i zmeczenia. Potem do skończenia półtora roku dawał popalic mniej, ale nie było mowy o normalnym funkcjonowaniu - zwłaszcza ze wróciłam do prayc i zostałam samotną mamą. NIe było łatwo i dopadała mnie rozpacz i totalne zmeczenie.
      Jak skończył 2 lata to przespałam pierwsza noc w całości. Teraz ma 2,3 i sypiam prawie normalnie, mały biega, je ładnie, rozwija sie bardzo fajnie i gada jak najęty. Jak na niego patrzę to serce mi rośnie i jestem bardzo szczesliwa że go mam. TO moje najwieksze osiągniecie i szczeście w życiu.
      • noneczka1983 Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 12:12
        No właśnie bo te nasze dzieciaczi to najwieksze szczeście i nie doceniamy tego to mamy, a w zamian zale, zedręczamy się i nakrecamy, że nam źle, ze nie dajemy rady (ja tak przynajmniej miałam). Mam wsród znajomych małżeństwo które nie może miec dzieci, a bardzo tego chca, mimo wielu prób i leczenia nie wychodzi....może warto sie nad tym zastanowić, ze niektórzy oddali by wszystko zeby nieprzesypiac nocy...
        • dagmara-k Re: Do zadręczonych mam:) 09.02.12, 14:33
          z punktu widzenia osoby walczacej o macierzynstwo kilka lat:
          dokaldnie tak mowilam, oddalabym wszystko, zeby nie spac i nie jesc z dzieckiem na reku. i oddalam bardzo wiele, a potem nie spalam i nie jadlam. teraz kiedy juz jestem matka inacej na to patrze, i juz wiecej tych slow o oddawaniu wszystkiego nie powiem. ale jeszcze sporo zrobie, zeby znow nie spacwink
    • ciasteczko_cynamonowe Re: Do zadręczonych mam:) 02.02.12, 13:23
      No to super że już jest lepiej! smile
      • ania_kr Re: Do zadręczonych mam:) 03.02.12, 16:11
        Ja też miałam ciężki początek. Pierwsze miesiące to wrzaski od 17 do 23 non stop, a później w nocy jeszcze po kilka razy. Pierwsza przespana noc to po drugich urodzinach. Tyle, że mój syn jest z tych zawsze wesołych i uśmiechniętych - ale z chochlikiem w oczach. Rozrabiaka i wymuszacz z niewyczerpanymi pokładami energii.
        Ja sobie myślę, że mi ciężko bo nie potrafię odpuścić. Czy dziecku, czy sobie. Jak sobie zaplanuję, to chcę żeby tak było. W domu czysto, obiad ugotowany, po pracy bawić się z dzieckiem itp. A wystarczyłoby przymknąć oko na ideały i zapodać baję, samej poczytać książkę, nie wkurzać się wink Ciągle nie wiem czy to zależy od mamy czy dziecka?
        • noneczka1983 Re: Do zadręczonych mam:) 03.02.12, 18:44
          Masz rację, ze to chyba zalezy bardziej od charakteru matki, jak ona do tego podchodzi. Ja tez jestem raczej perfekcjonistką i na moje nieszczęście pedantka (i sama wiem że czasami przeginam), ale nie potrafie inaczej. Nie potrafie usiąśc w fotelu jak w domu niepoodkurzane, nieugotowany obiad itp., najlepiej robe wszystko ja, nie lubie jak dzieci z kimś zostaja, bo napewno będą głodne....napewno latwiej takim wyluzowanym mamom, bo nie musza miec dnia zaplanowanego tydzień wczesniej i mieć wszystkiego pod kontrola..
          • k_pilarz Re: Do zadręczonych mam:) 04.02.12, 23:09
            No właśnie, ja też właśnie z takich, co to wszystko muszą mieć poukładane, zapięte na ostatni guzik i wszystko robią same wink Czasami jestem zła sama na siebie, ale nie potrafię inaczej, taki mam charakter. Nie potrafie sobie wyobrazić, jak czytam tutaj na forum, że dziewczyny nie prasują, odkurzają raz na tydzień i nie sprzątają co chwilę bałaganu, jaki urządza jej dziecko bo po co skoro za chwilę znów będzie tak samo wink
    • dagmara-k Re: Do zadręczonych mam:) 09.02.12, 14:24
      ja 1,5 roku temu tez sobie nie wyobrazalam, ze moze byc tak fajnie jak jest terazsmile chcoiaz nadal to jest w kategoriach "wytrymywania"smile
      • senait Re: Do zadręczonych mam:) 09.02.12, 15:03
        U nas pierwsze 1,5 roku było cudowne, jaka ja byłam szczęśliwa...,potem masakra... Bunt, wrzaski, wszystko na nie, teraz niby bunt mija, ale za różowo nadal nie jest, świętego by z równowagi wyprowadził...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja