Nie ruszaj, nie idź, uważaj...

17.02.12, 14:47
Ostatnio byłam w przychodni z Młodym i była tam mama z synkiem w wieku mojego.
Chłopiec biegał trochę po korytarzu, był wszystkiego ciekawy, takie żywe srebro.
Mama ciągle powtarzała jak mantrę: nie biegaj, nie ruszaj, nie idź tam... Jej synek nic sobie z tego nie robił.
Nic dziwnego, pewnie jest przyzwyczajony do tej melodii, która towarzyszy non stop, więc trudno by na nią reagował...
Wiem, że takie zachowanie mamy to próby rozładowania emocji siedzących w niej, a nie jakieś konstruktywne działanie mające pomóc dziecku. Wiem, ale do dziś brzęczy mi w głowie ta melodia. I współczuję Młodemu. Chciałam się po prostu wypisać.
Nikogo nie oskarżam. wink
    • budzik11 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 14:56
      asienka95 napisała:

      > Wiem, że takie zachowanie mamy to próby rozładowania emocji siedzących w niej,
      >

      Yyy?? Jakich emocji? chciała pewnie po prostu utrzymać dzieciaka na miejscu. Poczekalnia w przychodni to nie plac zabaw, też każę swoim siedzieć spokojnie, nie biegać, nie hałasować, nie przesuwać krzeseł (bo np. lekarz próbuje kogoś osłuchać a słyszy tylko tupanie buciorów) i wkurzają mnie cudze, które moim próbują np. wkładać palec do oka, dawać smoczek itp uncertain
      • joshima Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 15:34
        budzik11 napisała:

        > Yyy?? Jakich emocji? chciała pewnie po prostu utrzymać dzieciaka na miejscu. Po
        > czekalnia w przychodni to nie plac zabaw
        Bez sensu. W mojej przychodni poczekalnia to właśnie plac zabaw.
        • budzik11 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 19:33
          joshima napisała:

          > Bez sensu. W mojej przychodni poczekalnia to właśnie plac zabaw.
          >

          A w mojej nie. Nie dość, że nie ma się czym bawić (można sobie najwyżej otwierać i zamykać kosz na śmieci czy drzwi od gabinetu) to do gabinetów są stare, przeszklone drzwi przez które wszystko słychać i po prostu wiem, jakie to uciążliwe, kiedy dzieciaki biegają czy szurają krzesłami a lekarz się niecierpliwi bo nie jest w stanie osłuchać dziecka. Zresztą dzieci bawić się mogą do woli i bez ograniczeń wszędzie - na dworze, w domu. Nie widzę powodu, żeby koniecznie MUSIAŁO się tez bawić i hałasować w przychodni. Nie musi być kukłą, żeby spokojnie posiedzieć czy pochodzić (bez biegania, tupania i wycia) chwilę przed wizytą - wystarczy, jeśli jest dzieckiem, które wie, że za drzwiami "pani doktor słucha serduszka jakiegoś dziecka i go nie usłyszy, jeśli będziesz biegać, więc posiedźmy chwilkę spokojnie, możemy porozmawiać szeptem czy poczytać po cichutku książeczkę".
          • budzik11 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 19:35
            No chyba, że tamto biedne dziecko jest strofowane non-stop 24/7 gdziekolwiek by było na zasadzie "nie biegaj bo się spocisz", bo i tak czasem bywa. W każdym razie moi mogą się wyżywać wszędzie, nie muszą akurat w przychodni.
          • ma_niusia Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 20:15
            Wrzeszczeć, stukać niekoniecznie, też uważam, że w przychodni wypada zachowywać się w miarę cicho, ale bez przesady. W naszej przychodni w poczekalni jest sporo zabawek, drzwi do gabinetów są porządne. Mój syn często biega po poczekalni, ale nie hałasuje, nie krzyczy, bawi się klockami i układankami i książeczkami, które są przygotowane do dyspozycji dzieci. Niestety mój egzemplarz jeśli nie jest bardzo ciężko chory z gorączką powyżej 40 stopni to nie usiedzi na tyłku, nie ma opcji. A że sobie pobiega w kółko to nie widzę w tym żadnego problemu.
            • mamaewa2010 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 13:20
              to fatalna ta przychodnia. W poczekalni gdzie są chore dzieci nie powinno być żadnych zabawek ze względu na zarażanie się wzajemnie. Natomiast zabawki są tam, gdzie przychodzą zdrowe dzieci (na szczepienia, bilanse).
              • dzoaann Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 25.02.12, 12:25
                a zarazki to tylko na zabawkach siedza?
    • ma_niusia Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 15:41
      Plac zabaw, nie plac zabaw (mój w poczekalni bawi się, ale po cichu, nie jest kukłą żeby siedzieć sztywno), chodzi o to, że takie ciągłe jęczenie dziecku nad głową. Wiem o co chodzi bo zdarza mi się też (sporadycznie) odruchowo tak pojęczeć. Moje dziecko może wiele rzeczy robić, ale czasami tak stoję nad nim i bezmyślnie (jak się na tym łapię to przestaję) powtarzam "ostrożnie, uważaj, powoli". Na szczęście mi się to zdarza rzadko, ale znam mamy, które tak w kółko i na okrągło i bez jakichś racjonalnych podstaw, dziecko po prostu aktywnie się bawi, a one mu "jęczą" nad głową. też współczuję takim dzieciom wink
      • olka_only Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 19:58
        Chyba każda matka tak ma, częściej lub rzadziej. Dużo zależy od tego, jak sama była wychowana....
        Jedno jest pewne, to fakt, takie ciągłe powtarzanie jest bez sensu smile My akurat z tym nie mamy problemu, zabraniamy wtedy, kiedy rzeczywiscie jest potrzeba. Staramy się nawet nie naduzywac nie. zamiast "nie rob tego" mowimy "oooo...zobacz tutaj" i podchodzimy z jakas zabawką (czasami skutkuje) smile
        • asiula1987 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 24.02.12, 22:22
          taramy się nawet nie naduzywac nie. zamiast "nie rob tego" mowimy "oooo...zobac
          > z tutaj" i podchodzimy z jakas zabawką (czasami skutkuje) smile
          wedlug mnie bez sensu jest takie cos, bo dziecko nie wie ze tej konkretnej rzeczy nie wolno, jest po prostu odwrocona uwaga, a kiedy dziecko sobie przypomni o tamtej rzeczy dalej bedzie probowalo np. wkladac lapke do gniazdka bo nie wie ze nie wolno, a nie zawsze zdazysz podleciec z jakas zabawka czy odwrocic uwage w inny sposob, lepiej jest do pewnych rzeczy powiedziec ze nie wolno i koniec, to tylko taka moja rada, wogole nie z zwiazku z tematem postu
    • minerwamcg Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 18:39
      U nas najczęściej leci melodia "zostaw" i "nie ruszaj" smile Ale też staram się nie puszczać tej płyty zbyt często.
    • jul-kaa Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 18:49
      Znam wiele osób, które tak traktują dzieci, ciągle pouczają, zwracają uwagę. Moja babcia jest taka, muszę ją trochę stopować, bo zadręczyłaby dziecko.

      W naszej przychodni też poczekalnia jest właśnie placem zabaw.
    • alpepe Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 20:01
      matka powinna była powiedzieć, by dziecko usiadło i tyle. Jak zwykle zgadzam się z budzik11.
      Wkurzają mnie niewychowane dzieci i choć moja młodsza w domu jest całymi dniami koniem, czyli galopuje na czworaka, rży, skacze jak koń i staje dęba jak koń opierając się o nas, to wie, że poczekalnia u lekarza nie służy temu celowi i należy spokojnie chodzić lub siedzieć, a nie zachowywać się jakby się miało adhd do spółki z owsikami.
      Dzieci jest łatwo wychowywać, trzeba pilnować, by nie były głodne, spragnione, zmęczone, chore, przegrzane, stawiać wyraźne granice i być konsekwentym, czułym i kochającym.
      • minerwamcg Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 20:04
        alpepe napisała:
        > moja młodsza w domu jest całymi dniami
        > koniem, czyli galopuje na czworaka, rży, skacze jak koń i staje dęba jak koń o
        > pierając się o nas

        Aaa! To już rozumiem, skąd Twoja sygnaturka smile
      • aniasa1 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 22:35
        > matka powinna była powiedzieć, by dziecko usiadło i tyle. Jak zwykle zgadzam si
        > ę z budzik11.
        boszeeee co za poglądy. Wymagac od dziecka bezwzglednego posluchu w chwili kiedy jest chor lub mu sie "niedomaga". Az mnie rozśmieszyla ta wypowiedz.

        > Dzieci jest łatwo wychowywać, trzeba pilnować, by nie były głodne, spragnione,
        > zmęczone, chore, przegrzane, stawiać wyraźne granice i być konsekwentym, czułym
        > i kochającym.
        Szczegolnie e z temperatura i zlym samopoczuciem (zakladam ze do przychodni idzie chore dziecko.

        Nasza przychodnia to plac zabaw. Zarowno ta panstwowa jak i prywatna. Sa nawet kaciki z zabawkami i filmami. I bardzo dobrze. Pomimo ze zapisujemy sie na godzine to czesto zdarza sie ze [rzychodzi jakas mama z bardzo chorym dzieckiem bez zapisu i wtedy ja puszczam jesli moje dziecko jest w niezlej formie. Dlatego czasami siedzimy tam nawet pol godziny pod drzwiami. Nie wyobrazam sobie wymagania siedzenia na tylku na krzeselku. To nonsens. Pozwalam mu na zabawe, sama zabawiam, czytamy glosno ksiazeczki, spacerujemy, moze nawet biegac tylko nie z tej strony co drzwi. Ale gdyby obok bylo dziecko ktore bardzo zle by sie czulo to poprostu odeszlabym dalej zeby nie draznic. To jedyny powod dla ktorego staralabym sie aby byl w miare cicho i spokojnie.
        I tak z ciekawosci zapytam dlaczego to przychodnia to takie świete miejsce ze ruszac sie w nim nie wolno? No jak dla mnie to jakies, przepraszam PRL-owskie zwyczaje.
        • mysz1978 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 22:52
          jak s miejsca gzie sie mozna bawic to oczywiscie. W naszej rpzychodni jest ciasno, kacika dla dzieci nie ma, sa tam tez dorosli (bo to nie tylko przychodnia dla dzieci) wiec uwazam ze dziecko powinno jakos w miare usiedziec. Wiadomo ze takie 4 czy 5 letnie to zrozumie ale dwulatek to niespecjalnie. Moj starszy (prawie 5-latek) potrafi sie zahcowac w przychodni i bawi sie jakims smaochodzikiem bez biegania i krzyku. A mlodszego tez sie staram zabawiac.

          Ja przynjamniej staram sie zeby moje dzieci uciazliwe dla otoczenia nie byly, ale z moich obserwacji wynika ze moj punkt widzenia podziela mniej wiecej polowa spoleczenstwa wink To zreszta widac chociazby na forum smile

          I zauwazylam ze te najbardziej szalejace to dzieci po ktorych choroby zdecydowanie nie widac, ale takei ktore raczej na kontrole przychodza.
        • minerwamcg Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 17.02.12, 22:56
          Przepraszam, ale spokojne siedzenie a bezwzględny posłuch to jednak sprawy dość odległe.
          Jeszcze jeden z powszechnych na forum przykładów polemizowania z tym, co się przypisuje dyskutantowi, a nie z tym, co rzeczywiście napisał.
          Dziecko jak jest chore i ma gorączkę, na ogół jest drażliwe, marudne, przewrażliwione - ale zazwyczaj nie lata jak z pieprzem.
          U nas w przychodni jest mały stolik, krzesełka, zabawki, jakieś ze dwa bujające zwierzątka - na ogół jednak obserwuję dzieci, które spokojnie się tym wszystkim bawią. I rzeczywiście, tak - latający po całej poczekalni dzieciak może być uciążliwy dla innych dzieci, tych z gorączką, które siedzą przytulone do swych mam i nie marzą o niczym innym, tylko żeby im dano trochę spokoju.
          Staram się nie strofować dziecka ponad potrzebę, bo to się szybko dewaluuje i nie pomaga, dziecko zaczyna traktować gderanie matki jak podkład muzyczny - staram się jednak, żeby umiało się zachować także w sytuacji, która wymaga od niego jakiegoś wyrzeczenia. Popatrz, dziewczynka jest bardziej chora niż ty, na pewno ma gorączkę, nie tup, bo może ją boli głowa.
          • paliwodaj Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 04:14
            >Dzieci jest łatwo wychowywać, trzeba pilnować, by nie były głodne, spragnione, zmęczone, >chore, przegrzane, stawiać wyraźne granice i być konsekwentym, czułym i kochającym.
            taaaa, internet i papier wszystko przyjmie.
            Ile tych doroslych ( juz wychowanych) dzieci masz i w jakim wieku?
            Pogadamy za 20 lat
            • paliwodaj Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 04:24
              dla mnie nastepny przyklad analizy zachowania osob trzecich , w sumie nie wiem dokladnie w jakim celu, bo pewnie codziennie kazda z nas moglaby podobny watek stworzyc.
              Watek o kims , kto wychowuje dzieci inaczej = gorzej niz my.
              Watek ktory prowadzi do jakiegos dowartosciowania sie , straty czasu na nikomu niepotrzebne analizy
              A moze dziecko z ADHD i matka nie chciala zeby sympatyczni obserwatorzy ostatecznie dokonali linczu na niej i jej dziecku.
              Watek z serii "corka mojej znajomej, czy to normalne zachowanie 4 latki" itd.

              Jeszcze co do zabawek w poczekalni u lekarza. Kiedys nalezelismy do przychodzni -ogromnej , w poczekalni zabawki, domki, ksiazeczki, dzieci chore biegaly na strone zdrowych kaszlaly, kichaly, gryzly te zabawki. Nikt nie jest w stanie tego do konca upilnowac, dezynfekowac, czyscic
              Dzis nalezymy do mniejszej przychodni, gdzie sa tylko ksiazeczki, i bajki w tv w poczekalni - tej dla zdrowych i tej dla chorych dzieci. Jest wiekszy pozadek, dzieci zazwyczaj siedza na miejscu, nie biegaja z samochodzikami i nie dziela sie wirusami i bakteriami miedzy soba. W poczekalni spedzamy naprawde malo czasu
              Wiec tak do konca to wypasione zabawki w takich miejscach sa zadnym dobrodziejstwem
              • jul-kaa Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 09:17
                paliwodaj napisała:
                > Wiec tak do konca to wypasione zabawki w takich miejscach sa zadnym dobrodziejs
                > twem

                Ale przecież piszesz o problemie w oddzieleniu dwóch poczekalni a nie o zabawkach. Bylam z dzieckiem w kilku przychodniach, w żadnej dzieci chore nie miały szans mieszać się ze zdrowymi, w obu częściach były zabawki.
              • joshima Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 11:35
                IMO. Bez sensu taka przychodnia gdzie jest jedna poczekalnia dla dzieci chorych i dla dzieci zdrowych.
                • budzik11 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 13:56
                  joshima napisała:

                  > IMO. Bez sensu taka przychodnia gdzie jest jedna poczekalnia dla dzieci chorych
                  > i dla dzieci zdrowych.

                  No bez sensu, ale co zrobić? U mnie jest dokładnie tak samo, jedna poczekalnia dla wszystkich (w dodatku ostatnio siedziałam pół godziny po czasie umówionej wizyty bo pani pediatra przyjmowała jakiegoś przygłuchego dziadka! tak jakby nie mógł iść do internisty, przyjmującego dwa gabinety dalej, tylko musiał akurat do pediatry - co oczywiście jest winą rejestratorki i lekarki że go w ogóle przyjęła). I co mam zrobić - swoją przychodnię sobie postawić? Mieszkam na wsi, gdzie jest jedna przychodnia i jedna pediatra w niej przyjmuje, nie mam wyjścia.
                  • joshima Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 14:44
                    Ja te mieszkam na wsi gdzie jest jedna przychodnia, jeden pediatra i jedna poczekalnia dla wszystkich. Ponieważ uważam, że to bez sensu to nie korzystam. Jeżdżę tam gdzie są sensowne warunki.
      • bezak25 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 13:10
        alpepe napisała:

        > matka powinna była powiedzieć, by dziecko usiadło i tyle.

        O tak, a jak się ma Twoja wypowiedź do półtoraroczniaka np.????? Toż to tez małe dziecko, nie???


        > Wkurzają mnie niewychowane dzieci i choć moja młodsza w domu jest całymi dniami
        > koniem, czyli galopuje na czworaka, rży, skacze jak koń i staje dęba jak koń o
        > pierając się o nas, to wie, że poczekalnia u lekarza nie służy temu celowi i na
        > leży spokojnie chodzić lub siedzieć, a nie zachowywać się jakby się miało adhd
        > do spółki z owsikami.
        I tu się zgadzam, ale domniemam, że córka ma więcej niż 2 czy 2,5 roku, pewnie nawet ze 3 albo i 4...

        > Dzieci jest łatwo wychowywać, trzeba pilnować, by nie były głodne, spragnione,
        > zmęczone, chore, przegrzane, stawiać wyraźne granice i być konsekwentym, czułym
        > i kochającym.

        Mogę zapytać ile masz dzieci na stanie?? Zazdroszczę, że Tobie jest łatwo, ja widocznie jestem guła, bo tak świetnie mi to nie idzie wink
    • aura1508 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 11:36
      Chodzę z dzieckiem do dwóch przychodni. Jedna na miejscu państwowa, druga prywatna. W prywatnej pediatria jest oddzielnie, dzieci mają kącik zabaw, bujawki itp do zabawy, nikomu nie przeszkadza głośne zachowanie dzieci.
      W państwowej, sytuacja jest zupełnie inna. Wszyscy chorzy w tym dzieci są w jednym korytarzu i nie wyobrażam sobie z rozkoszą patrzeć jak moje dziecko skacze, hasa, nie może usiedzieć w miejscu. Zawsze tłumaczę córeczce 4 l że w tej przychodni nie wolno biegać, hałasować, krzyczeć itp. W tej przychodni jestem matką, która jak mantrę powtarza "nie wolno". Nie widzę w tym nic złego, to zwykły szacunek do chorych ludzi. Tam gdzie może dziecko być swobodne jak najbardziej pozwalam ale tam, gdzie powinno się je troszkę okiełznać, tak robię.
      Dlatego autorko wątku nie bardzo rozumiem twojego postu. Uważam, że zwykła kultura osobista nakazuje pilnować własne dziecko i szanować innych chorych w przychodni takiej, gdzie wszyscy chorzy są w jednym miejscu.
    • deodyma Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 12:31
      to jeszcze nic.
      w zeszlym roku poszlam z mlodszym dzieckiem na kontrol do ortopedy i byla tam tez kobieta z 5-6 letnim dzieckiem,ktoremu na krok nie pozwolila sie ruszyc,zeby sie nie ubrudzilosmile
      dziecko ubrane na bialo, non stop strofowane,upominane, matka wciaz przypominala,zeby nie ubrudzilo bialej bluzki/spodenek/butow itd...
      w tym czasie przyszedl do mnie maz ze starszym synem,przyszli inni rodzice z dzieciakami i wszystkie zaczely sie ze soba bawic.
      tamta natychmiast zabrala swoje dziecko, zeby tylko nie dolaczylo do grupki i sie nie ubrudzilo.
      coz zrobic, mozna tylko wspolczuc dziecku, ze matka trzyma pod kloszem,ale tez to nie moja sprawa.
    • mamatin Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 14:05
      > Mama ciągle powtarzała jak mantrę: nie biegaj, nie ruszaj, nie idź tam... Jej s
      > ynek nic sobie z tego nie robił.
      > Nic dziwnego, pewnie jest przyzwyczajony do tej melodii, która towarzyszy non s
      > top, więc trudno by na nią reagował...
      Mnie bardziej w takich sytuacjach denerwuja te upominania i pokrzykiwania niz samo zachowanie dziecka. Zwłaszcza, ze dziecko tego jakby nie slyszy.
      Ta mantra to moze byc taka proba usprawiedliwienia dla wspoloczekujacych na wizyte u lekarza, ze niby nic do niego nie dociera, no taki niedobry i juz.
      Ja na takie okazje staram sie miec cos w torebce: ksiazke, zabawke, komorke w ostatecznosci, choc mala bardziej sie interesuje tym co jest na wyposazeniu przychodni: stolik, kredki np., ale czasem nic nie ma.
      • mysz1978 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 14:17
        to fakt - najlepiej jest miec cos z domu swojego zeby dziecko zajac. Dla starszch moze byc nawet Czu-Czu (wiele dzieci lubi) - ta wersja mini - malo miejsca zajmuje i jakos czas zleci smile
        No a te zabawki w przychodniach to czesto wolaja o pomste do nieba - brudne i w ogole jak dla mnie obrzydliwe uncertain Co z tego ze pani sprzataczka przeleci szmata po wierchu tych zabawek?
        Nie kazdy ma szczescie nalezec do nowoczesnej przychodni z czystymi zabawkami i oddzielnymi przychodniami dla dziec chorych i zdrowych confused
        • mamatin Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 14:36
          u mnie, dla dzieci zdrowych - nie ma nic
          dla chorych - stolik z krzeselkami, kredki i jako blok do rysowania: rozne ulotki z lekami, wielkie role papieru o szerokosci formatu a3 i kaloryfersmile
          jesli chodzi o zabawki, sanepid zabrania pluszakow.
    • silje78 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 17:00
      powtarzanie jak mantrę przytoczonych przez ciebie słów uważam za bezsens.
      próbę uspokojenia dziecka w przychodni za sensowne i raczej konieczne.
      u nas w przchodni są zabawki, mała zawsze sobie je wyciągnie i bawi nimi. nie pozwalam jednak na bieganie, krzyki. przychodnia to nie plac zabaw. są też mamy z dziećmi, które czują się gorzej niż nasze rozbzikane i może im przeszkadzać latający i krzyczący kolega.
      warto uczyć dziecko, że nie tylko ono się liczy.
    • karro80 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 23:01
      A do mnie nie trafia taka analiza pół godzinki z dnia matki i dziecka. Może to było to pół godziny "gderliwe", a normalnie laska jest wyluzowana bardziej niż Ty? Bo tak też może być.

      Ja się i dziecię nieraz obserwuję i myślę, że z wielu moich i młodej zachowań czy naszych interakcji przypadkowy obserwator mógłby wysnuć mnóstwo często sprzecznych ze sobą wniosków.
      Zależy od sytuacji, samopoczucie<mojego lub/i dziecka>, rzeczy, które zdarzyły się przedtem - np jeśli dziecko tego dnia stłukło talerz, rozwaliło zabawkę i akurat ma "ten" dzień co leci wszystko z rąk to będę gderać - nie rusz, siedź tu itp., jak ma taki dzień, że się potyka o własne nogi<a młoda miewa takie dni, meteopatka czy cuś jest> to będę z siebie robić nadopiekuńczą mamuśkę na placu zabaw asekurującą każdy krok - a innym razem moje dziecko będzie najbardziej usmolonym i samodzielnym dzieckiem na tym samym placu.
      A i dziecko ma takie dni, kiedy matka powtarza coś,<a matka umęczona i nie ma siły przebicia> a ono ma to w poważaniu - innego dnia np tenże chłopczyk mógłby na jedną prośbę mamy przyjść i bawić sie koło niej.

      Oczywiście może ta kobitka tak truje non stop i zawsze, ale patrząc po mnie, czy moich koleżankach to każdym ma dni czy godziny kiedy jest super matką i takie, gdzie wchodzi się w rolę upierdliwej mamuśki, którą dziecko zaczyna mieć głęboko w d.wink
    • aleksandra1357 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 18.02.12, 23:59
      Dziś widziałam taką babcię na śniegowej górce: nie zjeżdżaj na pupie, nie wchodź na górkę środkiem tylko bokiem, nie pokazuj mi języka, uważaj jak jedziesz, nie zjeżdżaj za szybko, nie zjeżdżaj na brzuchu, uważaj, i tak kurde przez godzinę bez przerwy. Dziecko absolutnie nie słuchało. To jest w ogóle demoralizujące, bo uczy olewania. Jakby ta babcie naprawdę chciała coś wyegzekwować, to miałaby wielki problem.
      • silje78 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 19.02.12, 10:19
        "nie wchodź na górkę środkiem tylko bokiem"
        to akurat jest sensowne. po co dzieciak ma włazić pod innych wjeżdżających.
    • asiula1987 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 24.02.12, 22:37
      ale autorce watku chyba chodzilo o to ze to dziecko nie robilo nic az takiego zeby na kazdym kroku go upominac, ewentualnie to bieganie to rozumiem, ale to ze byl wszystkiego ciekaw ze byl zywy, no to ludzie...tego sie chyba dziecku nie zabroni, nie krzyczal nie wrzeszczal nie bil nikogo, to wcale nie widze powodu zeby tak ciagle temu dziecku powtarzac i wkurzac innych ludzi, ze tego nie wolno tamtego nie ruszaj sie nie dotykaj itd swira bym dostala i chyba wolalabym zeby sobie to dziecko troche pobiegalo, niz jakby mi mial ktos tak nad uchem jeczec, w mojej przychodni i na dzieciach zdrowych i chorych dzieci sobie chodza, biegaja, bawia sie, nawet rodzice sie z nimi bawia, laskocza itd nigdy jeszcze nie widzialam zeby ktos mial z tym problem albo zeby ktos tak non stop dzieci strofowal
      • asiula1987 Re: Nie ruszaj, nie idź, uważaj... 24.02.12, 22:43
        i tak wogole to moje dziecko to jest chyba najbardziej uciazliwe ze wszystkich waszych i wszystkich na swiecie dzieci wg takiej oceny, i wogole nie wyobrazam sobie jak lekarka moze wtedy przeprowadzac badanie innych dzieci kiedy moje przychodzi do przychodni, i co z tego ze nie biega nie bawi sie nie dokucza innym skoro jak tylko zobaczy droge dojazdowa do przychodni do sie zaczyna mega wycie (choc syn ma juz 3 lata) i do przychodni wciagany jest prawie sila, i w poczekalni wyje non stop, wychodze przechodze gdzie indziej, ide na klatke schodowa na inne pietro co tego skoro on i tak wyje, no ale co mam zrobic utopic go? zakneblowac? nafaszerowac srodkami uspokajajacymi? skoro on taaaki przeszkadzajacy jest, wg mnie naprawde dzieci nawet biegajace czy bawiace sie nie stanowia problemu, a jak ktos az taki wrazliwy ze mu dziecko chodzace tupie i przeszkadza no to sorry...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja