tempera_tura
25.05.12, 12:08
Mój syn właśnie zachorował (jeszcze nie wiem co się wykluje). To druga w życiu poważniejsza choroba. Bardzo źle znosi gorączkę i katar. Od sierpnia idzie do przedszkola, jestem przygotowana na chorobowy horror. Czytałam na forum setki wypowiedzi matek których dzieci chodzą dwa dni do przedszkola i później ciężko chorują przez dwa tygodnie i dawaj od początku.
Wg ogólnie panującej teorii dziecko musi się wychorować żeby zdobyć odporność.... Już któryś raz spotykam się ze stwierdzeniem padającym z ust pediatrów że układ odpornościowy dojrzewa i przebyte choroby tak naprawde nie mają tu zasadniczego czynnika. Zasadnicza sprawa to wiek dziecka, dojrzałość układu. Zrobiłam wywiad u znajomych i faktycznie dzieci które nie uczęszczały do przedszkola (i nie chorowały ciężko co miesiąc) poszły do szkoły i tam wcale nie chorowały więcej niż dzieci które chodziły do przedszkola i "nabrały odporności"....Stąd moje pytanie: jakie macie doświadczenia z chorowaniem dzieci szkolnych które nie uczęszczały do przedszkola? Czy są tu matki które nie oddały dzieci do przedszkola właśnie dlatego że nie chcą ich męczyć tymi wszystkimi chorobami? Czy uważacie że sam wiek ma tu znaczenie?
Zastanawiam się nad tym wszystkim bo moje dziecko wybitnie źle znosi choroby, żal mi go. Trudno mi siebie wyobrazić takie cierpienie co miesiąc w przedszkolu...
Wiem że oczywiście nie musi tak być, wiem ze przedszkole samo w sobie to super sprawa tylko nie wiem czy na pewno warto płacić za to cierpieniem fizycznym.... Moim zdaniem takie samopoczucie co trzy tygodnie nie jest warte chyba niczego..
Tak, jestem z tych przewrażliwionych matek które siedzą przy łóżku dziecka, chorują razem z nim i chcą zrobić wszystko żeby podstawowa sprawa (samopoczucie dziecka) była ok.