agnieszka77_11
26.06.12, 22:44
Wyprawka dla dziecka to naprawdę niemałe pieniądze. Łóżeczka, foteliki, krzesełka, wózki, wanienki itp itd oraz najróżniejsze ubranka. Później też nie jest lżej. Dzieci wyrastają ze wszystkiego w mgnieniu oka. Na nasze malce wydajemy niesamowicie dużo kasy.
Zawsze kupuję dla mojego dziecka rzeczy nowe (ewentualnie w lumpeksach), ale nie pożyczam od nikogo (wszystko mam swoje), w ostateczności odkupuję. Ale zauważyłam, że jest sporo osób (np wśród ludzi z którymi się obracam), które bardzo lubią żerować w tym względzie na innych. Nie chcą wydawać swojej kasy (bo im najwidoczniej szkoda) np na fotelik samochodowy, nowe ubranka lecz wolą żeby ktoś im dał za free, a później gdy ich dziecko z nich wyrośnie najzwyczajniej oddać. Żeby tylko nie ucierpiał ich portfel. I nie mówię tutaj o osobach naprawdę potrzebujących, ale o ludziach, których na takie rzeczy stać. Dla mnie jest to jakiś przejaw bezczelności, bo skoro ktoś kupuje coś dla swojego dziecka nowego i też musi wydać jakąś kasę to aż wstyd prosić go o pożyczenie. Można zapytać się o to czy by nie odsprzedał. Ale takie coś już tak łatwo do gardła nie przychodzi.
Parę razy pożyczyłam ubranka, które trzymam dla kolejnego malca, ale wróciły w opłakanym stanie. Wiadomo dziecko czasem niszczy, plami, rzeczy się spierają i się wkurzyłam, że wydaję kupę kasy (bo dla mnie nie są to małe pieniądze, też wolałabym je wydać na jakieś wakacje np, a wcale nie opływam w luksusach), a inni chcą jak najniższym kosztem.
Jak Wy podchodzicie do tego? Jak być asertywnym i stanowczo powiedzieć, że się nie chce pożyczyć, aby nie urazić nikogo i dać mu do zrozumienia, że my musieliśmy wydać na to sporo pieniędzy?